fikasacja
22.07.05, 09:05
Co o tym myślicie? Czy każdy z nas ma w sobie drzemiącego potwora którego
ktoś inny może w nim obudzić przy łucie nieszczęścia?
Żyje ktoś sobie spokojnie, stara się żyć dobrze, nie krzywdzić innych. Potem
spotyka kogoś kto go krzywdzi. Wykorzystuje w jakiś sposób, zadaje ból-
fizyczny czy psychiczny (te psychiczne urazy są dużo gorsze), okłamuje,
manipuluje (często są to np toksyczne związki)...
I stwarza-budzi potwora w tym dobrym dotąd człowieku. Poczucie krzywdy,
zasiane zło pączkuje, rozrasta się i człowiek dotąd wrazliwy teraz staje się
twardy, w życiu i w kontaktach z innymi, bezwzględny i pełen nienawiści i
pogardy dla gatunku jaki reprezentował jego oprawca. Rykoszetem dostaję się
tez innym znajdującym się w otoczeniu osobom.
Czy tak jest? Czy obudziliście w kims potwora?
Miałam wspaniałego, radosnego kolegę, życzliwego, chętnie pomagającego innym.
Odkąd przyłapał żonę w łóżku z innym zmienił się niedopoznania. Czasem gdzieś
widzę przebłyski dawnego jego, ale na co dzień jest niedobrym człowiekiem.