Dodaj do ulubionych

koniec malzenstwa

03.09.05, 14:31
po 10 latach bycia razem, urodzeniu wspolnych dzieci, nagle zostalam tylko z
dziecmi. jak sobie poradzic z wielkim smutkiem, rozpacza, pustka
wszechobecna?mija juz pol roku jak jestem sama, ale ciagle mi ciezko i smutno.
probowalam poznac kogos nowego, ale to tak na zawolanie sie nie da. Jak sobie
poradzic?
Obserwuj wątek
    • white.falcon Re: koniec malzenstwa 03.09.05, 17:07
      Jak sądzę, podobnie (choć nie tak samo), jak z nagłą śmiercią bliskiej Ci
      osoby, z którą przeżyło sie chwile dobre i złe. Przez pierwszy rok będziesz
      wspominać: "... a rok temu było tak i tak", przez następny - dochodzić do
      siebie, a dalej - będziesz musiała nauczyć się żyć na własny rachunek. Nie
      wiem, czy po drodze nie dojdą jakieś niuanse, bo różnica polega na tym, że
      jeden człowiek żyje, a inny - nie, ale odczucia w gruncie rzeczy są podobne.
      Trzeba nauczyć się najpierw trwać, potem przetrwać, a potem - żyć.

      Pozdrawiam,
      Sokoliczka
      • Gość: stefa Re: koniec malzenstwa IP: *.ct.gemini.ntplx.com 03.09.05, 17:52
        To dziecinanda porownywac smierc osoby z odejsciem/utrata w wyniku rozwodu. Jak
        ktos umiera to niema sie winy za to. A jak sie rozwodzimy, to wina zostaje, bo
        zawsze pytamy sie siebie samego, czy dobrze zrobilam/em(moglam/em byc
        ulegla/ly, moglam/em nie zdradzac itp.). Do tego dochodza dosyc czeste kontakty
        z bylym malzonkiem/ka. Sa odwiedziny dzieci, wspulni znajomi itp. sprawy. Jak
        przetrwac takie rozlaki. Najlepiej wiedzic co nas czeka przed rozwodem i wogle
        sie nie rozwodzic. A jak osoba postujaca juz jest po rozwodzie, to mozna zawsze
        pobrac sie na nowo i wspolnie wyjechac bardzo daleko z obecnego miejsca
        zamieszkania(moze byc np. USA).
        • white.falcon Re: koniec malzenstwa 03.09.05, 18:23
          Można mieć poczucie winy, nie nazywaj to dziecinadą. Trochę rozwagi w wyrażaniu
          swoich myśli poproszę. Można zastanawiać się i oskarżać się aż do bólu,
          do "świeczek w oczach", dlaczego nie zwróciło się uwagi na to, że mówi, że "tu
          mnie często boli...". Bo nie jest się lekarzem i nie wie się nagminnie, że
          kłopoty z krążeniem i sercem objawiają się poprzez ból kregosłupa na przykład.
          Jeżeli nie doświadczysz utraty osoby Ci bliskiej, nagle, na Twoich oczach, to
          nie mów, że to dziecinada. Nie życzę Ci tego, bo to nie jest coś, czego bym
          nawet wrogowi życzyła. Reszta odczuć jest bardzo podobna w wydźwięku, jak w
          przypadku porzucenia/rozwodu.

          Także nie do końca się zgadzam z resztą Twojego wpisu. Mieszkając w Polsce
          raczej nie jest tak prosto i łatwo rzucić wszystko i wyjechać, szukając nowego.
          USA i Polska - to inna rzeczywistość i na to trzeba mieć odwagę i, niestety,
          ale w polskiej rzeczywistości - pieniądze, których osoba po rozwodzie z reguły
          nie ma, szczególnie, jak ma małe dzieci. Dobrze, jeżeli Sąd tej osobie przyzna
          mieszkanie, bo w innych przypadkach musi zapewnić dzieciom i sobie jako-taki
          byt, tułając się kątem po rodzinie, a nie szukać kandydata na męża/żonę. Musi
          przeżyć i mieć za co utrzymać rodzinę, bo po ostatnich cyrkach z likwidacją
          Funduszu Alimentacyjnego nie wiem, na czym stanęło (oświećcie, bo nie chcę
          dezinformować). Mają rozwiedzeni z dziećmi jakiekolwiek pieniądze, jeżeli
          były/a nie płaci alimentów na dzieci, czy nie?

          Smutne, Stefo? Ale często bardzo prawdziwe w polskiej rzeczywistości. Może
          Twoja rada i jest dobra dla dobrze sytuowanych, ale nie dla zwykłych szarych
          zjadaczy chleba.
          • Gość: stefa Re: koniec malzenstwa IP: *.ct.gemini.ntplx.com 03.09.05, 18:48

            Gazeta.pl > Forum > Towarzyskie Sobota, 3 września 2005


            Romantica




            Re: koniec malzenstwa
            Autor: white.falcon
            Data: 03.09.2005 18:23 + dodaj do ulubionych wątków

            skasujcie post

            Npisalas:

            --------------------------------------------------------------------------------
            Można mieć poczucie winy, nie nazywaj to dziecinadą.

            Ja napiaslem do ciebie(dopiero na koncu mojej opini, pisalem do osoby
            postujacej):

            To dziecinada porwnywac smierc osoby z odejsciem/utrata w wyniku rozwodu.

            Czy wszystko tobie pasuje? Czy moze zaczela bys czytac a nie pisac ksziazek dla
            odwrucenia uwagi od tego, ze dostalas kopa w dyskusji.
            • white.falcon Re: koniec malzenstwa 03.09.05, 19:03
              A czy przeczytałaś, skoro odwołujesz się do czytania, pytanie Autorki
              postu: "Jak sobie poradzić?" Mi pasuje wszystko i na forum ludzie pytają po to,
              by ktoś inny wyraził swoją opinię, bądź podzielił się doświadczeniem.

              Ty, jak sądzę, nie jesteś Autorka wpisu, więc możesz przeciez ignorować moją
              wypowiedź, pisząc własną, a nie ustosunkowywać się do niej? Prawda? Nie
              zrobiłaś tego, więc ją odebrałam jako skierowaną bezpośrednio do mnie. Nie
              odczuwam, bym dostała jakiegoś "kopa", szczególnie od osoby, która nie loguje
              się...

              Dziekuje, Ci, Stefo, za dyskusję. Niestety, ale Twoja rada chyba na nic nie
              przyda się Autorce postu, bo nie o to pytała, o czym Ty różowiutko radzisz.
              • silna_pokusa Re: koniec malzenstwa 03.09.05, 19:11
                ale awanturke wywolalam... to mile ze wogole ktos sie odezwal. ja oczekuje
                kazdej rady, a czy sie do niej zastosuje to nie wiem, ale wiem juz ze sa ludzie
                ktozy tez cos ciezkiego przezyli. dla mnie ta rozlaka jest szczegolnie ciezka,
                bo byla zaskoczeniem. Maz przekreslil cale nasze zycie w jeden dzien... - te
                slynne wyjazdy integracyje niech je szlag....
                • Gość: stefa Re: koniec malzenstwa IP: *.ct.gemini.ntplx.com 03.09.05, 19:18
                  Jesli mozna, to o ktorych wyjazdach integracyjnych wspominasz? Ja wspominalem
                  daleki wyjaz, bo nawet jak sie godzimy z partnerem, to sasiedzi, znajomi i
                  czesc rodziny ciagle pamienta dlaczego sie rozwiedlismy.
                  • silna_pokusa Re: koniec malzenstwa 03.09.05, 19:29
                    wyjazd raczej nie wchodzi u mnie w gre, zwlaszcza taki na dluzej i dalej. A na
                    takim wyjezdzie integracyjnym moj jeszcze nie byly poznal swoja obecna. (ale se
                    zamienil: i starsza odemnie, i z duzo starszymi dziecmi niz nasze...)
                    • Gość: stefan Re: koniec malzenstwa IP: *.ct.gemini.ntplx.com 03.09.05, 23:26
                      A zastanawials sie dlaczego Twoj byl wybral starsza? To moze byc sposob jak go
                      zdobyc. Pomocne pytania:
                      1. Czy ona jest spokojna i uprzejma?
                      2. Czy jest mu ulegla?
                      3. Ile mu pozwala na seks(duzo-malo)?
                      4. Czy jest bogata?
                      5. Czy na przyjeciach gloryfikuje go?
                      6. Jakie wygody uzyskal badac z nia?
                      7. Kobieta z Mezczyzna NIGDY sie nie rozumieja na 100%(inne natury). Czy ona
                      dobrze pozuje, ze wlasnie z nim sie super wzajemnie rozumieja?
                      8. Nasze natury d/m sa inne. Kobiety jako slabsze fizycznie nauczyly sie(czy
                      starsza tym lepiej)manipulowac facetami. Czy Ty potrafisz to robic i jak dobrze?
                • white.falcon Re: koniec malzenstwa 03.09.05, 19:22
                  Bywały tu gorsze, nie ma co się martwić. :-)

                  Bywa różnie. Życie pisze każdemu swój scenariusz i na to jest jedna rada -
                  trzeba je przeżyć najlepiej jak się potrafi. Ktos kiedyś powiedział
                  dosadnie: "Jak ma się miękkie serce, to trzeba mieć twardą (inną część
                  ciała)..." A ks. Twardowski twierdzi, że "... w życiu nie ma sytuacji bez
                  wyjścia. Jeśli Bóg drzwi zamyka, to otwiera okno." Dość dziwne zestawienie
                  różnych sentencji, ale i w jednym i w drugim tkwi ziarenko prawdy.

                  Nie mozna popadać w rozpacz tylko ją trzeba umiejętnie przejść. Będzie bolało,
                  będzie przykro, ale czas jeśli nie leczy rany, to je zabliźnia. Zatem trzymaj
                  się, Autorko i nie podejmuj pochopnych decyzji kierując się emocjami.

                  Pozdrawiam,
                  Sokoliczka
                  • silna_pokusa Re: koniec malzenstwa 03.09.05, 19:31
                    niestety czasem zeczywiscie emocje biora gore. pozniej strasznie nad tym
                    ubolewam, ale zawsze jest juz po fakcie. Mam nadzieje ze kiedys nerwy sie
                    uspokoja (nie tylko u mnie ale i u mojego jeszcze nie bylego) i zaczniemy
                    chociaz normalnie rozmawiac
                    • white.falcon Re: koniec malzenstwa 03.09.05, 20:01
                      Życzę Ci, by tak było, byście oboje potrafili normalnie ze sobą porozmawiać -
                      bez zbędnych emocji, które nie są najlepszym doradcą. Dasz sobie radę, trzymaj
                      się i nie postaraj się nie popadać w "dołki". Życzę Ci siły. :-)
        • darencjusz Re: koniec malzenstwa 04.09.05, 07:40
          Z tą dziecinadą to się akurat całkowicie mylisz. Mechanizm ludzkich przeżyć i
          emocji związany ze stratą czy to poprzez rozpad związku czy poprzez śmierć
          partnera jest wspólny. Tak w jednym, jak i w drugim przypadku mamy do czynienia
          z okresem "żałoby" po stracie i najważniejszym jest, by potrafić ją właściwie
          przeżyć, by móc otworzyć się na danie i przyjęcie nowej miłości do drugiej
          osoby.
          • Gość: stefa Re: koniec malzenstwa IP: *.ct.gemini.ntplx.com 04.09.05, 13:58
            Jednak mysle, ze to nie jest twoje prywatne zdanie o porownywanu smierci do
            rozwodu. To liberalkowie chcieli by abysmy tak wlasnie sobie tlumaczyli rozwod
            i maj w tym swuj cel. Celem ich jest przekonanie spoleczestwa, ze rozklad
            malzenstwa jest czyms naturalnym/normalnym jak smierc. Oczywiscie ich celem
            jest kompletny rzozkald moralny(nad nasza moralnoscia rowniez pracuja),
            spoleczny itd. To daje im wladze i czuja sie potrzebni w rozwiazywanu naszych
            zekomo problemow zyciaowych. Bez nich poprostu niemamy dawac sobie rady. Ich
            ksiazki maja nam zastepowac kazda inna wiedze zdobyta przez ludzkosc prze
            tysiaclecia. Czasmi (niesmialo ostatnio) nazywaja to nowym porzadkiem
            swiatowym. Pozdrowienia.
    • tapatik Re: koniec malzenstwa 03.09.05, 22:31
      Próbować dalej?
      Na pewno poznawanie kogoś "na siłę" nic nie da.
      Po prostu staraj się żyć normalnie i na spokojnie szukać nowych przyjaciół,
      przebywać z nimi, nie zaniedbywać tez starych znajomych. Wśród nich może być
      TEN, którego szukasz. A nawet jeśli nie spotkasz wymarzonego mężczyzny, to
      przynajmnije nie będziesz czuć takiej pustki wokól siebie.
    • darencjusz Re: koniec malzenstwa 04.09.05, 07:31
      Zacznij od jak na mój gust obowiązkowej lektury John'a Graya "Mars i Wenus
      zaczynają od nowa". To książka,która w swoim czasie pomogła mi nie ugrzęznąć w
      rozpaczy i całkowitym otępieniu po rozpadzie małżeństwa. Tak na zawołanie się
      nie da- masz całkowitą rację, ale dzięki lekturze dowiesz się, co jest
      warunkiem, by się dało. Zdobądź tą książkę koniecznie i przeczytaj, bardzo Cię
      o to proszę.
      • silna_pokusa Re: koniec malzenstwa 04.09.05, 09:52
        zaintrygowala mnie ta ksiazka, jutro polatam po ksiegarniach, mam nadzieje ze
        znajde. Moja pomoca w przezyciu i nie zwariowaniu jest pewien znany profesor do
        ktorego chodze. jest WIELKI. chyba tylko dzieki niemu wogole funkcjonuje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka