Dodaj do ulubionych

CZY MOŻNA KOCHAĆ DWÓCH FACETÓW...DWIE KOBIETY....

11.10.01, 10:31
Czy to jest normalne, czy mozliwe ? By ktos Kochał w podobny sposob (pewnie nie taki sam), ale w
podobny dwie osoby? I co zrobić z taka miloscia a raczej dwoma milosciami kiedy juz są , co zrobic
aby nikogo nie zranic, czy tak sie da, czy dlugo można tak żyć?
Obserwuj wątek
    • ceslavie Re: CZY MOŻNA KOCHAĆ DWÓCH FACETÓW...DWIE KOBIETY.... 11.10.01, 10:53
      Chciałabym Ci powiedziec, ze mozna. Ale nie jestem tego pewna. Probowalam juz
      kiedys. Spelzlo bylo na niczym. Ale jak teraz mysle i zastanawiam sie czesto,
      to chyba mozna. Wiesz? Wydaje mi sie jednak, ze nie jest to taki sam stopien
      natezenia milosci. Ze kazda z nich jest jednak inna. Ma inne nasroje, klimaty,
      inne sedno (ale pieprze). Zatem, co to ja chcialam powiedziec. Jesli juz
      kochasz dwoch to nawet jesli ktos powie Ci, ze to nieprawda i ze jest to
      niemozliwe nie sluchaj i nie wierz temu. Twoje serce wie najlepiej. I nie jest
      to tez zadne skrzywienie albo nienormalnosc - tak sadze przynajmniej. Trudno
      jest pewnie zyc z taka podwojna miloscia, ale jesli jest potrzebna?
      Bo moze sie zdarzyc na przyklad, ze kiedys jedna przewazy nad druga. I wtedy
      bedziesz musiala wybrac. Ale nie oznacza to wcale, ze przestaniesz kochac. Moze
      Ci sie tak wydac, tak przez chwile.
      Ale ze nie wiem o co mi dalej chodzi skoncze teraz i powroce do tematu jak
      zbiore mysli.
      Milego dnia.
    • Gość: Momo Re: CZY MOŻNA KOCHAĆ DWÓCH FACETÓW...DWIE KOBIETY.... IP: *.cezex.pl 11.10.01, 15:39
      Wsadziłaś kij w mrowisko, ale nie bedę korzystać z okazji, aby udowadniać iż
      można, bo MOŻNA, ale nie wszyscy są to w stanie pojąć, bo wydaje mi się ze
      trzeba mieć specyficzne spojrzenie na świat. Ja aktualnie jestem w takiej
      sytuacji, i jedyne co mogę powiedzieć, jest to trudne i bolesne i nie ma szans
      na dłuższe ciągnięcie tej sytuacji, bo to co czuję do męża nie przegra z tym co
      czuję do mojego kochanego przyjaciela - zdrada nie wchodzi w grę, choć baaardzo
      pociąga mnie fizycznie. I na prawdę kocham mojego przyjaciela i jest mi z tym
      źle, ale nie mam siły walczyć z tym uczuciem i powoli przyzwyczajam się do
      funkcjonowania w dwóch odrębnych światach - realnym i moim własnym. czyżby to
      już początki rozdwojenia jaźni?:)))))))))
      Pozdrawiam wszystkie pokręcone jak ja.
      • Gość: XXXXXXXX Re: Można -ale czy warto??? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 11.10.01, 21:45
        Doswiadczyłem sam - kochałem dwie kobiety jednocześnie :żone i te drugą...Tak
        wiem -to okropne ale nie umiałem inaczej... Trwało to - bagatela 3 lata- i
        zakończyło dwa tygodnie temu... Ona po prostu znalazła innego .... miotam sie
        nadal ale już wiem ,że to było nie do utrzymania .... Dlaczego ? Stworzyłem
        sobie taką teorię: Zycie ma trzy sfery:1-a-to rodzina ;2-a to praca a 3-ia to
        wszystko inne .Uważam ,że naturalnym jest dążenie do takiego stanu , w którym
        jest się szczęśliwym. Jedni zbieraja grzyby,inni znaczki,jeszcze inni wspinaja
        się na szczyty..A ja - szcvzerze powiem-sądziłem ,że takie ustwienie sobie
        życia da mi zadowolenie.. Nie stało się to od razu .....Długie lata byłem
        przykładnym mężem i ojcem ... I nie chodzi o to ,że mi sie to
        znudziło .......Moja żona jest i będzie chorobliwie zazdrosna----jak mnie
        poznała to była zazdrosna o ----??????-------przeszłość.Potem o wyimaginowaną
        teraźniejszość i przyszłość......Na nic zdały się rozmowy .....Aż w pewnym
        momencie stwierdziłem,że ja nie mam co tłumaczyć się z faktu,że nie jestem
        garbaty..Tak czy siak zawsze były nerwy.... Przywykłem do tego ale nic nie
        rozrabiałem.... Do pewnego momentu....Poznałem kogoś i .........trsfiło
        mnie ... Początkowo bardzo nad tym panowałem.Wszystko było
        zaplanowane ,przemyslane i ułożone .... Wydawało mi sie ,że panuje nad tym
        systemem... Łudziłem się ,,że wszystkie trzy sfery sa równe i nie moga wpływac
        na siebie ....... Mylilem się .... Kiedy się to okazało ? Ano wtedy kiedy ta
        druga odeszła..... Nie sądziłem ,że tak mi na niej zależy.Nie wiem co sie ze
        mna działo ..... Nie miałem i nie mam z kim otwarcie pogadać ... Z jednej
        strony zieje nienawiścia tak wielka jak uczucie ,którym darzyłem te drugą....
        a jesdnocześnie widzę jak wiele złego zrobiłem przez zanieczanie tego co
        powinien zrobic mąż i ojciec...Czasu się nie cofnie ..ale można swoim dalszym
        postępowaniem próbowac zmniejszyć poniesione przez najbliższycg straty.... O
        sobie nie wspominam,bo czuje sie jak bohater "Misji" grany przez Roberta Deniro-
        --------muszę sam ciągnąć za soba żelastwo a może uda się tym wymazać chociaż
        część zła wyrządzonego najbliższym.....

        Uf ........ Wywaliłem to z siebie .....

        Może nie jest to najlepsze miejsce ale nie mam innego .....


        Reasumując : MOŻNA ALE NIE WARTO !!!!!!! Za duże straty do tak małego
        zysku .......

        Pozdrawiam wszystkie i wszystkich

        PS- a może podyskutuje ktoś ze mną ?????
      • guerra Re: CZY MOŻNA KOCHAĆ DWÓCH FACETÓW...DWIE KOBIETY.... 12.10.01, 09:07
        Memo rozumiem cie jak nikt bo jestem w identycznej sutuacji. Wlasnie wczoraj
        pytalam tego drugiego dlaczego inni moga miec normalne zwiazki a ja takie
        popaprane.
        • momog Re: CZY MOŻNA KOCHAĆ DWÓCH FACETÓW...DWIE KOBIETY.... 12.10.01, 12:37
          guerra napisał(a):

          > Memo rozumiem cie jak nikt bo jestem w identycznej sutuacji. Wlasnie wczoraj
          > pytalam tego drugiego dlaczego inni moga miec normalne zwiazki a ja takie
          > popaprane.

          no cóż, guerra, niektórzy po prostu są "popaprani":)))tak jak my, pozdrawiam, Momo

    • Gość: Izabela Re: CZY MOŻNA KOCHAĆ DWÓCH FACETÓW...DWIE KOBIETY.... IP: *.chello.pl 11.10.01, 15:43
      Mogą Ci się podobać dwie lub nawet trzy osoby. Możesz tęsknić za nimi, może być
      Ci dobrze myśleć o nich. Nie wiem jak to nazwać, ale to na pewno nie miłość, bo
      miłość nie zna kłamstwa, nie krzywdzi, nie ma tajemnic. Kochać, znaczy chcieć
      dać komuś jak najwięcej szczęścia, i chcieć kogoś uchronić od wszelkich
      cierpień. "Kochając" dwie osoby można dać tylko pół szczęścia, a oprócz tego
      zadać tyle bólu, ile tylko człowiek może znieść. A teraz zadam Ci pytanie: Co
      zadawanie bólu ma wspólnego z miłością?
      • Gość: Momo Re: CZY MOŻNA KOCHAĆ DWÓCH FACETÓW...DWIE KOBIETY.... IP: *.cezex.pl 11.10.01, 15:58
        Gość portalu: Izabela napisał(a):

        > Mogą Ci się podobać dwie lub nawet trzy osoby. Możesz tęsknić za nimi, może być
        >
        > Ci dobrze myśleć o nich. Nie wiem jak to nazwać, ale to na pewno nie miłość, bo
        >
        > miłość nie zna kłamstwa, nie krzywdzi, nie ma tajemnic. Kochać, znaczy chcieć
        > dać komuś jak najwięcej szczęścia, i chcieć kogoś uchronić od wszelkich
        > cierpień. "Kochając" dwie osoby można dać tylko pół szczęścia, a oprócz tego
        > zadać tyle bólu, ile tylko człowiek może znieść. A teraz zadam Ci pytanie: Co
        > zadawanie bólu ma wspólnego z miłością?

        Droga Izo, i tu 100% racji. Wreszcie zgadzam sie z tobą. Najgorsze jest to ,że
        czasami dopada nas coś takiego strasznego i dlatego ja mogłam wybaczyć mojemu
        mężowi zdradę i jesteśmy razem, a ja teraz mam podobne problemy, tylko z
        tą "maleńką" różnicą że nie zamierzam zdradzać i zostawiać męża, jak to miało
        miejsce w jego wypadku. Niemniej to co czuję do mojego przyjaciela, to też
        swoisty rodzaj miłości, przecież owo uczucie ma wiele odcieni, np w języku
        greckim (dla ciekawoći podaję tę info.)są cztery słowa: filia, storge, eros i
        agape na określenie miłości,a nasz ubogi pod tym względem jezyk wszystkie te
        rodzaje uczucia określa po prostu jako MIŁOŚĆ. Skąd klimat nieporozumienia
        niejednokrotnie jesli chodzi o definicję miłości i tego kogo i ile osób mozemy
        darzyć podobnym uczuciem.
        Pozdrawiam cię serdecznie i życzę miłego popołudnia i wieczoru i po cichu mam
        nadzieje na jakie post od ciebie.

        • Gość: sebo Re: CZY MOŻNA KOCHAĆ DWÓCH FACETÓW...DWIE KOBIETY.... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 11.10.01, 16:26
          A napisz coś o swoim przyjacielu. Czy ten człowiek czuje tak samo? Czy jest do
          końca świadom, że nigdy nie będziecie razem? Czy cieszy się, gdy go nazywasz
          przyjacielem, Kiedy co Was łączy to więcej znacznie?
          Mimo wszystko wiem dobrze, o czym piszesz.
          Życie nie jest łatwe i utrzymać takich relacji z przyjacielem nie można
          wiecznie, choć bardzo cenne.
          Pozdrawiam.
          • momog Re: CZY MOŻNA KOCHAĆ DWÓCH FACETÓW...DWIE KOBIETY.... 12.10.01, 10:02
            Gość portalu: sebo napisał(a):

            > A napisz coś o swoim przyjacielu. Czy ten człowiek czuje tak samo? Czy jest do
            > końca świadom, że nigdy nie będziecie razem? Czy cieszy się, gdy go nazywasz
            > przyjacielem, Kiedy co Was łączy to więcej znacznie?
            > Mimo wszystko wiem dobrze, o czym piszesz.
            > Życie nie jest łatwe i utrzymać takich relacji z przyjacielem nie można
            > wiecznie, choć bardzo cenne.
            > Pozdrawiam.

            Czy dobrze rozumiem,że pytanie skierowane jest do mnie?
            jeśli tak, to...:
            Jesteśmy swiadomi oboje ze nigdy nie będziem razem, bo ON też ma rodzinę, to co
            nas łączy to swoiste połączenie przyjaźni , podobieństwa osobowości i spojrzenia
            na świat i obopólnej fascynacji w sferze fizyczności. ale jak napisałam, oboje
            nie mamy zamiaru dopuscić się zdrady, choć to trudne, ale zbyt bardzo cenimy
            sobie to wszystko co nas łączy ale tym razem w sferze duchowej, że nie chcemy
            tego niszczyć zdradą naszych partnerów, bo wiemy ze to byłby już KONIEC naszego
            związku. Nie chcę tłumaczyć czemy ale tego jestem bardziej pewna niż czegokolwiek
            innego.
            Jak napisałam w swoim pierwszym poście, powoli zaczynam przystosowywać się do
            takiego "rozdwojenia jaźni", a zauważyłam że im bardziej staramy się ograniczać
            wzajemne pieszczoty czy pocałunki, tym łatwiej nam jest jakoś wytrzymać bez
            siebie kiedy nie mamy możliwości widzieć się, a i w domu jest milej, bo nie
            jestem roztargniona czy "trzepnięta" na samo wspomnienie jego dotknięcia, czy
            pocałunku. Nie wiem czy dobrze to wyjaśniłam, ale znamy sięz NIM juz ponad 6 lat
            i dopiero tera parę m-cy temu zaiskrzyło między nami i trafiło nas tak mocno,
            więc można powiedzieć, ze znamy się jak łyse konie i zawsze podziwialismy się
            nawzajem i lubiliśmy i nawet podobaliśmy się sobie, ale dopiero teraz NIESTETY
            pozwoliliśmy aby uczucia wybuchły z wielka siłą. Rozumiemy się dobrze, wystarczy
            jedno spojrzenie, czy jedno słowo abyśmy wiedzieli o co nam chodzi. Nasze uczucie
            ma zbyt mocne fundamenty, aby było tylko namiętnością i szkoda byłoby go niszczyć
            zrobirnirm jakiejś głupoty.
            Pozdrawiam, Momo
        • Gość: Izabela Re: Do Momo... IP: *.chello.pl 12.10.01, 10:55
          Droga Momo. Podoba mi się miłość w tej najgłębszej postaći. Tylko taka mnie
          interesuje i tylko w taką wierzę. Miłość jest piękna i chcę, żeby było jej jak
          najwięcej. No bo widzisz, ja jestem takim Kupidynem w spódnicy. Każdego pytam
          o miłość, i cieszę się z każdego udanego, pełnego miłości, i trwałego związku.
          A w życiu bywa bardzo różnie. Dziśiaj mało kto wierzy w Kupidyna, więc jak jego
          strzały mają zadziałać? Ale on i tak wie najlepiej, jak połączyć dwoje ludzi,
          tylko zanim to zrobi musi się nieżle napocić. A efektem jego pracy, jest
          związek dwojga wiernych sobie ludzi. Ci ludzie nie mają przed sobą tajemnic i
          nie muszą wstydzić się własnych myśli. A kto po paru nieudanych związkach
          przestaje wierzyć w szczęśliwą miłość, to już i Kupidyna o radę nie prosi, i
          tak z nadmiaru wolnego czasu szwęda się biedny Kupidyn to tu, to tam, walnie
          sobie piwsko, zapali papierosa, powygłupia się, no bo trzeba przecież jakoś
          żyć. Wiem, że każdy idzie tam gdzie chce , i ty pójdziesz tam gdzie chcesz, ale
          ja mimo wszystko życzę Ci, abyś odzyskała wiarę, wtedy Kupidyn będzie mógł
          wkroczyć do akcji. No to pa! Idę na piwo.

          Pozdrawiam Cię - Izabela.
          • momog Do Izy od Momo 12.10.01, 12:17
            Gość portalu: Izabela napisał(a):

            > Droga Momo. Podoba mi się miłość w tej najgłębszej postaći. Tylko taka mnie
            > interesuje i tylko w taką wierzę. Miłość jest piękna i chcę, żeby było jej jak
            > najwięcej. No bo widzisz, ja jestem takim Kupidynem w spódnicy. Każdego pytam
            > o miłość, i cieszę się z każdego udanego, pełnego miłości, i trwałego związku.
            > A w życiu bywa bardzo różnie. Dziśiaj mało kto wierzy w Kupidyna, więc jak jego
            >
            > strzały mają zadziałać? Ale on i tak wie najlepiej, jak połączyć dwoje ludzi,
            > tylko zanim to zrobi musi się nieżle napocić. A efektem jego pracy, jest
            > związek dwojga wiernych sobie ludzi. Ci ludzie nie mają przed sobą tajemnic i
            > nie muszą wstydzić się własnych myśli. A kto po paru nieudanych związkach
            > przestaje wierzyć w szczęśliwą miłość, to już i Kupidyna o radę nie prosi, i
            > tak z nadmiaru wolnego czasu szwęda się biedny Kupidyn to tu, to tam, walnie
            > sobie piwsko, zapali papierosa, powygłupia się, no bo trzeba przecież jakoś
            > żyć. Wiem, że każdy idzie tam gdzie chce , i ty pójdziesz tam gdzie chcesz, ale
            >
            > ja mimo wszystko życzę Ci, abyś odzyskała wiarę, wtedy Kupidyn będzie mógł
            > wkroczyć do akcji. No to pa! Idę na piwo.
            >
            > Pozdrawiam Cię - Izabela.

            Droga Izo, dzięki za list. Otóż ja WIERZĘ w MIŁOŚĆ! I to BARDZO, BARDZO. Chodzi
            tylko o to (ja wcale nie chcę się tłumaczyć),że psychika ludzka - coś wiem na ten
            temat - jest tak skomplikowana, że nie mozna ustalać stereotypów i schematów, bo
            to bzdura...Każdy człowiek jest jedyny i niepowtarzalny i do każdego z osobna
            trzeba podejść indywidualnie. Kiedyś też miałam takie radykalne podejście do
            zycia, ale własnie ONO jako najlepszy nauczyciel UTARŁO MI NOSA. Okazywało się
            bowiem, że akurat noga mi się powinęła w kwestiach, co do których byłam
            PRZEKONANA, że JA TAK NIE POSTĄPIĘ, i nie rozumiałam ludzi zachowujących się
            inaczej niż ja. Teraz troszkę juz doświadczyłam w zyciu, ale nie spowodowało to
            we mnie gorzkiego spojrzenia na swiat, a jedynie nauczyłam sie pokory i empatii -
            nie znaczy to, że naginam zasady do siebie, bo tak wygodniej, wręcz przeciwnie,
            staram się ze wszystkich sił zachowywać pion moralny i nie sprzeniewierzać się
            ideałom wszczepionym mi przez rodziców. Niemniej STARAM SIĘ nie potępiać ludzi ,
            choć niejednokrotnie razi mnie ich zachowanie, nie wypowiadam zdecydowanych
            opinii i sądów na temat czyjegoś zachowania, i wiem ze uczucia nasze i serce są
            nieraz bardziej zdradliwe niż cokolwiek innego. Może nie dobrze,że tak a nie
            inaczej toczy sie moje zycie, ale nie moge powiedzieć, że jestem nieszczęśliwa,
            wręcz przeciwnie...a że zycie ma czasem gożki smak...no cóż...ale jest piękne i
            nigdy nie załuję tego co zrobiłam i jakie decyzje podjęłam. Moze jestem nieco
            dziwna (ale na dobrą sprawę, któż nie jest trochę fijołem), mam bardzo bogate
            życie wewnętrzne, swój własny świat (zawsze, od dziecka tak było) i moze łatwiej
            jest mi zrozumieć dziwne poczynania innych ( nie mówię o niemoralnych
            poczynaniach),piszę dużo wierszy i pamietnik to mój kompan, bo nigdy nie
            potrafiłam otwierać się przed ludźmi tak do końca i być może stąd specyfika w
            myśleniu.
            Trochę sie rozpisałam, ale moze chociaz odrobinkę wyaśniłam swój dziwny dla
            ciebie tok rozumowania, a jesli nie to trudno..
            Serdeczne pozdrowienia - Momo
            • Gość: XXXXXXXX Re: Masz absolutną rację!!!!! IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 12.10.01, 14:15
              momog napisał(a):

              Każdy człowiek jest jedyny i niepowtarzalny i do każdego z osobna
              > trzeba podejść indywidualnie. Kiedyś też miałam takie radykalne podejście do
              > zycia, ale własnie ONO jako najlepszy nauczyciel UTARŁO MI NOSA. Okazywało się
              > bowiem, że akurat noga mi się powinęła w kwestiach, co do których byłam
              > PRZEKONANA, że JA TAK NIE POSTĄPIĘ, i nie rozumiałam ludzi zachowujących się
              > inaczej niż ja.


              Zupelnie tak ajk było ze mną!!!!! Też taki byłem a potem ------trach i się
              częściowo zmienilem ..... A dlaczego ??Jak chcesz poczytaj wyżej ...


              Pozdrawiam ......




    • motor Re: CZY MOŻNA KOCHAĆ DWÓCH FACETÓW...DWIE KOBIETY.... 12.10.01, 12:12
      Post o tym zagadnieniu już jest - tylko trochę zapomniany - zobacz, co ludzie
      piszą. Pozdrawiam
    • Gość: donka Re: . ciag dalszy historii.... IP: 10.40.66.* 12.10.01, 16:09
      Poczytalam sobie wasze historie i poglady.
      Pytanie nie zdalam po to zeby pytac od tak sobie.
      Jestem w takiej sytuacji od jakiegos - dluzszego czasu. I czesto zastanawiam sie co robic , czy kogos
      zostawic, czy brnac dalej czy po prostu czekac...tylko nie wiem tak naprawde na co....
      Serce nie jest sluga , nie potrafie mu rozkazac, nakazac i racjonalnie myslec. Gdybym tak mogal
      pewnie byloby prosciej,
      Moja historia jest znacznei bardziej skomplikowana, przynajmniej tak mi sie wydaje, moze sie myle.
      MEza kocham, wiem ze on mnie kocha, sama kiedys czekalam na niego, potrafil, wybaczyc mi
      naprawde wiele, nie tylko zdrade , ale cos znacznie trudniejszego...
      Na pewnym etapie nasze drogi sie zaczely rozchodzic, on mial problemy w pracy, pil, zostawial mnie
      czesto sama, czulam sie naprawd samotna.
      POznalam moja druga milosc zupelnie przypadkiem i pokochalam, ani ON ani ja nie planowalismy
      tego, nie szukalismy nikogo...tak sie stalo, . Dwa razy probowalismy zyc razem, zostawilam meza...i
      dwa razy odchodzilam od Drugiej Milosci wracalam do Meza, nie wiem co tak dokladnie to
      spowodowalo, pewnie wiele rzeczy, strach przed nowym( zmiana miasta, pracy), przyzwyczajenie do
      starego, choroba dzieci, proba samobojstwa meza.....troche zaluje, ale Moja Pierwsza Milosc Maz -
      jest dobrym czlowiekiem , kocham Go za to , nie zasluguje na to zeby GO zostawic .Probowalam
      rozstac sie tez z Druga miloscia, na rozne sposoby, On probowal sie z kims spotykac, ale jakos mu
      nie wychodzilo, czul sie zle kiedy byl z kims innym, ja czulam sie zle kiedy Go w moim zyciu nie bylo.
      Wystarczyl jeden moment- jakies bodziec, przypadkowe spotkanie, ktore spowodowalo ze jestesmy
      znowu razem, spotykamy sie mowimy czule slowka, oboje stwierdzilismy ze tak nam jest lepiej.
      Nie chce nikogo krzywdzic nie chce zadawac bolu, mam gorsze dni kiedy wolalabym zeby Go nie bylo,
      kiedy czuje skrupuly wobec Meza, ale ma tez takie dni kiedy swiat wydaje mi sie taki piekny......
      Jedno wiem na 100% - niczego ne zaluje ...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka