otóz po moich ostatnich wariacjach w zmianę designu mieszkania stwierdzam ze
baaardzo sie minełam z powołaniem i w ogole to bzdura jakas ze ja pedagogiem
zostałam i zarabiam marna kase u romka....powiem wam kim warto byc w naszej
cudownej polszy...warto być T_A_P_I_C_E_R_EM...tak, tak,,,,otóz jak że
zmieniłam kolorystykę ścian, na bardzo "trendi" beż ( lub ładniej i modnie
caffe aulait) i czekoladę moja sofa ukochana w kolorze granatowym strtym i
wyblakłym przestała pasowac....zadzwoniłam wiec pełna nadziei do pana
tapicera i wiecie ile pan chce ode mnie kasy za obicie sofy?????
otoz pan chce 600 zł + materiały....jak mi rzucił cena to mi się prawie tekst
z kilera na jezyk wcisną ( przyp. " cos ty ochu...ał?")....olałam pana
tapicera cienkim sikiem, zakupiłam taker pozadny za 20 zł i materiał bardzo
ładny w promocyjnej cenie..( razem koszt 150 zł) i od jutra bawię się w
tapicera...szyc za cholere nie potrafię ale zaoszczedzone min. 700 zł sprawi
ze nawet tapicerem mogę zostac,,,,o wynikach poinformuję fotograficznie
ps. jeszcze warto być weterynarzem....wstrzyknela pani jakis zastrzyk suce
mojej, popatrzyla dwie minuty na oko chore i zainkasowala 50 zł...
i jeszcze warto byc krawcowa bo za obszycie dwoch firaneczek malenkich bierze
sie okolo 25 zł...pracy na minut 15 wiec stawka godzinowa godna
pozazdroszczenia
tyle chciałam rzec w sprawie mojego zdenerwowania na beszczelnosc w wycenie
usług...