kolejar
14.07.08, 07:55
Zawsze Go ceniłem, rozumiałem, czułem to, co mówił, może więcej, jak mówił?
Nie chcę się chwalić, nobilitować siebie, ale miałem zaszczyt osobiście Go
poznać. Dzisiaj znów czuję ten ciepły, serdeczny uściski Jego dłoni... To było
tak banalnie, idiotycznie wręcz... Ot, tak sobie spotkałem Gościa gdzieś na
ulicy, odruchowo powiedziałem:
- Dzień dobry Panie Profesorze!
On się zatrzymał, podał rękę, wdaliśmy się w rozmowę, bardzo miłą i ciekawą
rozmowę. Nagle jakby się opamiętał:
- Przepraszam pana bardzo, ale ja naprawdę bardzo śpieszę się na samolot do
Warszawy. Może innym razem dłużej porozmawiamy?
Potem właśnie to ciepło uścisku dłoni na pożegnanie. Powaliło mnie, że już w
tym życiu nie porozmawiamy, że to NAPRAWDĘ był uścisk dłoni na pożegnanie.
Wiele osób mi bliskich Odeszło. Teraz mi zaskakująco mi dziwnie, bo tak głupio
jeszcze w takiej sytuacji się nigdy nie czułem, a to wszak nie "bliski", a po
prostu ot - Prof...