Dodaj do ulubionych

Pilot nielot... i sprawy nie ma

14.08.08, 17:50
Kofani,

Jesteście na pewno dużo lepiej ode mnie zorientowani w przepisach, hierarchii
i dyscyplinie wojskowej - co sądzicie o sprawie odmowy pilota przelotu z
prezydentami do Tbilisi ???

Dla mnie sprawa jest kuriozalna (z motywem politycznym dodatkowego
utrudnienia/uniemozliwienia wykonania prezydenckiej misji do Gruzji), a może
nawet wymagająca postępowania karno-dyscyplinarnego, że pilot wojskowy w
wojskowym samolocie (taki jest status rządowego samolotu) odmawia najwyższemu
zwierzchnikowi sił zbrojnych wykonania polecenia przelotu do portu docelowego,
bo jest niebezpiecznie.
Czy piloci myśliwców/bombowców/transportowców też mogą tak odmówić wykonania
zadania bo jest niebezpiecznie i bomby spadają ????

Podobno pyskówka z pilotem trwała ze 2 godziny.

Co ciekawe inne samoloty mogły lądować w Tbilisi, a i z powrotem następnego
dnia nie było już żadnego problemu...

Masakra.
Szczególnie jak sobie przypomnę wielodniowe "afery" medialne wokół
przywiezienia hamburgera samochodem policyjnym...
Obserwuj wątek
    • ryko Re: Pilot nielot... i sprawy nie ma 18.08.08, 08:22
      Ooooo,
      Tylu tu specjalistów od spraw wojskowych i zero odzewu... taaaaaa dla WUBolskich
      specjalistów ważna była tylko dyscyplina i przysięga względem Jaruzela i Moskali...
    • map4 Re: Pilot nielot... i sprawy nie ma 18.08.08, 22:21
      ryko napisał:

      > Kofani,
      >
      > Jesteście na pewno dużo lepiej ode mnie zorientowani w przepisach, hierarchii
      > i dyscyplinie wojskowej - co sądzicie o sprawie odmowy pilota przelotu z
      > prezydentami do Tbilisi ???

      Kapitan statku (powietrznego też) na pokładzie tegoż sprawuje władzę absolutną.
      Może zostać aresztowany tylko przez pierwszego oficera. W ZSRR dodatkowo w
      przywilej ten wyposażony był oficer polityczny.

      Wszyscy przełożeni czy też starsi stopniem względem kapitana znajdujący się pod
      jego pieczą na pokładzie statku/samolotu mogą co jedynie wygrażać kapitanowi co
      też oni mu nie zrobią po wylądowaniu/dotarciu do portu. Na pokładzie rządzi
      kapitan, nie bez racji nazywany jest on "pierwszym po bogu".

      Historia pełna jest przykładów prób nacisku wywieranych przez teoretycznie
      przełożonych na kapitanów. Bardziej znanym przypadkiem były polecenia
      zwiększenia prędkości wydawane kapitanowi Titanica przez przedstawiciela armatora.
      Gdyby kapitan Titanica poleceń tych posłuchał, to wjechałby w górę lodową z
      prędkością 30 a nie 21 węzłów oraz zapewne trafiłby ją centralnie dziobem, co
      zapewne spowodowało by błyskawiczne zatonięcie i natychmiastową śmierć
      wszystkich znajdujących się na pokładzie.

      Jedyne, co kaczor mógł zrobić, to grozić. Władzy żadnej nad pilotem bowiem nie miał.
    • map4 Re: Pilot nielot... i sprawy nie ma 18.08.08, 22:43
      ryko napisał:

      > Czy piloci myśliwców/bombowców/transportowców też mogą tak odmówić wykonania
      > zadania bo jest niebezpiecznie i bomby spadają ????

      Źle dobrałeś przykład. Zadaniem kapitana bombowca jest zrzucić bomby na głowy
      wroga, co z definicji oznacza wtargnięcie we wrogą przestrzeń powietrzną (bez
      zezwolenia właściwej miejscowo kontroli lotów), czyli automatyczne narażenie się
      na akcję odwetową daną przestrzeń powietrzną kontrolującego. Zadaniem kapitana
      samolotu prezydenckiego jest dowieźć prezydenta cało do portu przeznaczenia
      opierając się na zezwoleniu na przelot wydanym przez kontrolę przestrzeni
      powietrznej kraju zapraszającego.

      Zadanie postawione przed pilotem samolotu prezydenckiego okazało się
      niewykonalne bez narażania życia powierzonych mu pasażerów, dlatego też
      wylądował jak najbliżej celu, na bezpiecznym lotnisku.

      Sytuacja wyglądała wówczas tak, że nie wiadomo było, kto rządzi niebem nad Gruzją.

      Jeśli nie wiadomo, kto odpowiada za przestrzeń powietrzną nad Gruzją pozostaje
      tylko "wejście smoka", czyli przejęcie odpowiedzialności za lot i lądowanie
      przez siły powietrzne RP.

      Gdyby Kaczyńskiemu naprawdę zależało na wylądowaniu w Tibilisi, to powinien był
      wziąć transportowiec CASA wyposażony w antyrakiety i system wykrywania wroga
      plus ochronę złożoną z 8 myśliwców F-16 poprzedzoną desantem GROM na lotnisko
      celem jego zabezpieczenia.

      Lądowanie cywilnym samolotem na objętym wojną terenie to głupota. Od tego są
      wojskowe maszyny. A prezydencki Tu-154 wbrew przydziałowi do pułku specjalnego
      armii RP maszyną wojskową nie jest. Brak mu bowiem wojskowego wyposażenia.
      • sztuk6mistrz Re: Pilot nielot... i sprawy nie ma 19.08.08, 00:02
        Mapie pełna racja. Rozmawialiśmy o tym przy okazji tragedii z CASĄ. Dodam tylko,
        że pilota nie omija odpowiedzialność za złe zinterpretowanie sytuacji, ale
        dopiero na ziemi i jest to szalenie trudne.
        • skoonk Re: Pilot nielot... i sprawy nie ma 19.08.08, 01:07
          sztuk6mistrz napisał:

          pilota nie omija odpowiedzialność za złe zinterpretowanie sytuacji, ale
          > dopiero na ziemi i jest to szalenie trudne.

          No właśnie. Gdyby pozwolił kaczce lądować, nie musiałby teraz się tłumaczyć.
        • map4 Re: Pilot nielot... i sprawy nie ma 19.08.08, 10:42
          sztuk6mistrz napisał:

          > Dodam tylko,
          > że pilota nie omija odpowiedzialność za złe zinterpretowanie sytuacji, ale
          > dopiero na ziemi i jest to szalenie trudne.

          Dokładnie. Niemcy mawiają "nachher ist man immer schlau", co w dowolnym
          tłumaczeniu oznacza "po wszystkim to każdy potrafi się wymądrzać".

          Jeśli zaś o wojskowość pilotów VIP-ów chodzi, to ma ona bardzo praktyczne
          powody: również w powietrzu VIP wymaga ochrony, a ochronę tą jest w stanie
          zapewnić wyłącznie armia. Ponadto łączność i procedury są w lotnictwie cywilnym
          i wojskowym zupełnie różne.

          Ryko wydaje się pokładać nadzieje w fakcie, że art. 134 punkt 1 konstytucji RP
          definiuje prezydenta jako najwyższego zwierzchnika sił zbrojnych. Zwracam jednak
          uwagę na fakt, że pojęcie "zwierzchnik" nie jest równoważne pojęciu
          "głównodowodzący". Ujmując rzecz po wojskowemu - minister obrony narodowej może
          wartownikowi pełniącemu służbę na bramie jednostki skoczyć. Może mu złamać
          karierę (ale dopiero po zdaniu służby), nie może mu jednak rozkazywać.

          Ryko, czy tyw ogóle byłeś w wojsku ?

          Gdzieś czytałem o historii, która przydarzyła się Jaruzelskiemu: otóż będąc już
          generałem łaził po nocy i nadział się na wartownika. Wartownik - zwykły żołnierz
          - nie rozpoznał przełożonego, odbiezpieczył fuzję i wydał rozkaz generałowi
          rozciągnięcia się na asfalcie. Generał musiał go posłuchać. Dopiero dowódca
          warty rozpoznał szefa szefów i pozwolił mu wstać. Jaruzelski wcale ponoć nie był
          zły, kazał nawet dać wartownikowi medal.

          Zasadę nieingerowania wyższych szarż w rozkazy wydane przez szarże niższe
          doskonale zilustrował Sun-Tzu w swojej "sztuce wojny", w rozdziale, w którym
          celem udowodnienia swoich zdolności przywódczych czasowo przejął dowodzenie
          haremem cesarza.

          Jeśli chcesz zrozumieć wojsko, musisz koniecznie od tej książki zacząć. Ta
          książeczka choć napisana tysiące lat temu jest do dziś abecadłem wojskowości.
          Opis losu ulubionej żony cesarza po przejęciu dowództwa nad haremem cesarza
          przez Sun Tzu daje Ci odpowiedź na pytanie kto tak naprawdę dowodzi i o co w
          dowodzeniu chodzi.
    • ryko Re: Pilot nielot... i sprawy nie ma 19.08.08, 02:37
      Dzięki za wysiłki ale jakoś wszyscy prześlizgali sie po sednie problemu.

      Bo wcale nie chodzi o sytuacje podczas samego lotu, gdzie to faktycznie decyduje
      pilot/kapitan, ale o:

      "Czy piloci myśliwców/bombowców/transportowców też mogą tak odmówić wykonania
      zadania bo jest niebezpiecznie i bomby spadają ????"

      Samolot rządowy/prezydencki ma status samolotu wojskowego i pilot jest
      żołnierzem (wojskowym).
      • map4 Re: Pilot nielot... i sprawy nie ma 19.08.08, 09:37
        ryko napisał:

        > "Czy piloci myśliwców/bombowców/transportowców też mogą tak odmówić wykonania
        > zadania bo jest niebezpiecznie i bomby spadają ????"

        Tak. Robili to już wielokrotnie. Podczas II wojny światowej szczególnie
        amerykanie często rezygnowali z obrzucenia bombami celów pierwotnych, kierowali
        się nad cele wtórne i po ponownym powitaniu huraganowym ogniem niemieckiej
        obrony p-lot wracali do domu, bomby wyrzucając do kanału La Manche.

        > Samolot rządowy/prezydencki ma status samolotu wojskowego i pilot jest
        > żołnierzem (wojskowym).

        Mieć status samolotu wojskowego to nie znaczy jeszcze być samolotem wojskowym.
        Równie dobrze do trabanta można przykleić numer startowy i wepchnąć do niego
        Kubicę - mimo tego kariery w F1 od takiego pakietu oczekiwać nie należy.

        Co do całej sytuacji z gruzińskimi podniebnymi harcami kaczorka przyszło mi do
        głowy porównanie właściwe dla naszego buraczano-kartoflanego kraiku i narodu.

        Otóż wyobraźmy sobie kurnik żyjący w pokoju - stado kur plus jeden kogut, władca
        wszechrzeczy.

        Na zaproszenie koguta wchodzimy do kurnika i za jego zgodą podbieramy dwa jajka.
        A teraz wyobraźmy sobie, że zanim tam wejdziemy do kurnika wparuje drugi kogut.
        Tak długo, jak w kurniku znajdują się dwa koguty o podbieraniu jajek możemy
        zapomnieć, chyba, że ochraniani będziemy przez stado pięciu kogutów. Ale wtedy
        nie będzie to już wizyta, lecz kradzież.
        • sztuk6mistrz Re: Pilot nielot... i sprawy nie ma 19.08.08, 10:27
          > > Samolot rządowy/prezydencki ma status samolotu wojskowego i pilot jest
          > > żołnierzem (wojskowym).
          Kompletna bzdura. Samolot z prezydentem na pokładzie ma status taki jaki ma i
          bez prezydenta, czyli jest albo wojskowy albo cywilny. Każdy mógłby powiedzieć,
          że ma jakiegoś prezydenta na pokładzie i przelecieć nad dowolnym terytorium.
          Więc samolot z prezydentem na pokładzie może mieć nad obcym terytorium status
          samolotu specjalnego, ale nie musi jak w Gruzji, gdzie nikt nie zapewniał
          takiego statusu. Wówczas jest tym czym jest, czyli kupą złomu do zestrzelenia
          przez pociski ziemia-powietrze.
          A to że pilot może być żołnierzem zawodowym nie ma żadnego znaczenia bo
          obowiązują go w powietrzu takie same procedury jak każdego pilota, tym bardziej
          że pilotuje samolot cywilny, czyli nieuzbrojony. Nawet gdyby pilotował samolot
          wojskowy i miał zadanie bojowe, i jego zwierzchnik czyli prezydent kazał mu
          zmienić cel, to może go aresztować, obezwładnić, choć ja go osobiście wykopałbym
          z samolotu, niech se sam radzi.
          • map4 Re: Pilot nielot... i sprawy nie ma 19.08.08, 11:00
            sztuk6mistrz napisał:

            > Nawet gdyby pilotował samolot
            > wojskowy i miał zadanie bojowe, i jego zwierzchnik czyli prezydent kazał mu
            > zmienić cel, to może go aresztować, obezwładnić, choć ja go osobiście wykopałbym
            > z samolotu, niech se sam radzi.

            Zwierzchnik sił zbrojnych nie ma kompetencji zmieniania celów. To są kompetencje
            oficera wydającego rozkaz wylotu, on to bowiem definiuje cele misji. Ujmując
            inaczej: kompetencje generała nie są sumą kompetencji podległych mu kapitanów.
            Najpewniejszym sposobem na przegranie wojny jest wpieprzanie się kaprala
            głównodowodzącego w szczegóły dowodzenia jednostkami liniowymi, które podlegają
            zawodowym oficerom. Tak długo, jak armią III Rzeszy dowodzili oficerowie armia
            ta była niezwyciężona. Dopiero przejęcie ręcznego sterowania przez kaprala
            doprowadziła ją (na nasze szczęście) do upadku.

            Uprawnienia głównodowodzącego ograniczają się do mianowania i odwoływania
            generałów prowadzących wojnę. Sun Tzu się kłania.

            Jako zwierzchnik sił zbrojnych Kaczyński może co najwyżej wydać rozkaz zdobycia
            Gruzji, ale nie ma żadnej możliwości przejęcia dowodzenia samolotem. Armia jest
            strukturą hierarchiczną i w dzisiejszym świecie, niestety, konstrukcją przestarzałą.
            • sztuk6mistrz Re: Pilot nielot... i sprawy nie ma 19.08.08, 11:25
              Dokładnie tak, dlatego wykopałbym go z samolotu.
              • map4 Re: Pilot nielot... i sprawy nie ma 19.08.08, 16:47
                sztuk6mistrz napisał:

                > Dokładnie tak, dlatego wykopałbym go z samolotu.

                Czy insynuujesz, że sam w przestworzach by przeżył ? Zważając na stopień opięcia
                służbowego garnituru (kurwa, to już trzeci prezydent RP z rzędu, który po
                objęciu urzędu zaczyna puchnąć) mam poważne wątpliwości.

                Tego kucharza z pałacu prezydenckiego to trzeba koniecznie wywalić na zbity
                pysk. To już nie jest śmieszne, to jest sabotaż najwyższych władz państwa ! To
                podpada pod wrogą działalność na szkodę ojczyzny !

                Ryko - Ty nie grzmisz ?! Ani chybi to jakiś układ !
                • kolejar Re: Pilot nielot... i sprawy nie ma 19.08.08, 17:37
                  map4 napisał:
                  ...(kurwa, to już trzeci prezydent RP z rzędu, który po objęciu urzędu zaczyna
                  puchnąć)...

                  To jest zjawisko charakterystyczne dla ludzi o mentalnie niskim statusie
                  społecznym, którzy wysoko awansowali. Ujawnia się wtedy u nich atawistyczny
                  odruch - jak mogę żreć do oporu, to muszę się nażreć, ile wlezie, utuczyć, bo
                  nie wiadomo, czy kiedyś głód mnie nie spotka. U LW to zjawisko było bardzo
                  oczywiste - wszak to kmiot z wiochy. Pozostali dwaj niby lepszego pochodzenia,
                  ale problem jest przecież mentalny - chodzi o wychowanie, wyrobienie pewnych
                  nawyków. To zresztą dotyczy nie tylko jedzenia - ten pęd do "nachapania się",
                  póki się da, bo nie wiadomo, co przyniesie jutro. Tak więc, zwróć uwagę, puchną
                  masowo nie tylko prezydenci państwa, ale wszelcy goście na stołkach.
                  Jest też inny powód. Np. prezydent miasta codziennie musi uczestniczyć w różnych
                  spotkaniach oficjalnych, zazwyczaj połączonych ze spożywaniem. Zdrojowi zdarzało
                  się bywać na trzech obiadach w ciągu dnia! Pozostaje udawanie, że się je,
                  albo... metoda rzymska - do kibelka postawić pawika... Jak widać, Zdrój był i
                  jest dobry - nie wiem, czy w aktorstwie, czy w torsjach?
    • bonczek_hydroforgroup Ryko byłes w wojsku? 19.08.08, 19:27
      Ponawiam pytanie czy odbyłes zasadnicza służbe wojskowa bo nabrałem
      podejrzeń po twoim poscie że chyba nie
    • map4 Re: Pilot nielot... i sprawy nie ma 28.08.08, 13:07
      ryko napisał:

      > Jesteście na pewno dużo lepiej ode mnie zorientowani w przepisach, hierarchii
      > i dyscyplinie wojskowej - co sądzicie o sprawie odmowy pilota przelotu z
      > prezydentami do Tbilisi ???

      Ustępujący właśnie dowódca specjalnego pułku lotniczego stwierdził, że
      zamówienie z kancelarii prezydenta RP opiewało na przewiezienie w kaczora do
      stolicy Azerbejdżanu. Wychodzi więc na to, że kaczor w trakcie lotu postanowił
      samodzielnie zmienić jego plan i próbował wymusić na pilocie lądowanie w
      Tibilisi a to podpada raczej pod "nadużycie władzy" i zagrożone jest sankcją do
      lat trzech.

      Ciekawe, czy poda się do dymisji, "wartości przecież zobowiązują".
    • map4 epitafium. 17.09.08, 11:45
      Pilot nadal lata, dostał nawet od ministra Obrony Narodowej srebrny medal.

      Jednakże gdyby miał jaja, to by medalu nie przyjął. Nie mogę oprzeć się
      wrażeniu, że medal ten został mu przyznany przez jednego polityka w uznaniu
      zasług przy ucieraniu nosa nosa drugiemu politykowi.

      A pilot wojskowy ma wykonywać rozkazy, a nie mieszać się do polityki.

      Dlatego też pilot powinien obu politykom kazać spadać na drzewo, medal olać i
      dalej wiernie służyć. A obydwu polityków za ten teatr powinno się wychłostać.

      Sznurek do epitafium jest tutaj:

      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,5703232,Klich__Pilot_rzadowego_samolotu_wyszedl_z_depresji.html
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka