rapid-cycling
16.01.11, 12:55
Przypadkiem trafiłam na TO. Podczas pisania referatu o bulimii. Sama troche czasem wymiotuje, o czym nikt nie wie, kiedyś robiłam to co dzień, ale szybko z tym skończyłam, teraz tylko czasem, gdy za duzo zjadłam i jestem zestresowana, ide troche wyrzygać.
Nie wiem za bardzo po co tu piszę, nawet nie wiem czy faktycznie to mam. Teraz mam taki "dobry okres" wiec nie wiem czy jest sens jakiejś reakcji. Miewam myśli samobójcze, gdy coś mi sie nie powiedzie, ale zawsze za mało odwagi. Kiedyś się ciełam, ale delikatnie, tylko tak żeby w środku przestało boleć, a nie tak żebym miała ślady na rękach. Ostatnio było znów źle, myślałam nad pójściem do psychiatry, ale teraz już jest dobrze i nie mam odwagi. Czuje sie samotna, ale nie umiem utrzymywać przyjaźni- ludzie szybko mi sie nudzą i nie podtrzymuje kontaków, mowie ze nie mam czasu, odsuwam sie. Czuje sie cholernie samotna, z drugiej strony nie mam siły żeby jakkolwiek temu zapobiec. Zachowuje bierność. Mam chłopaka który mnie kocha i znosi bardzo wiele. A ja czasem go kocham, a czasem mi sie nudzi i chcialabym czegoś innego. Ostatnio chciałam zdradzić go z przyjacielem, chyba tylko dlatego że tego przyjaciela nie mogę mieć. I nawet to znióśł, chociaż ja czegoś takiego bym nie zniosła. Badałam poziom hormonów tarczycy, ale wszystko było w porzadku, wiec to chyba nie to. Jak jestem sama odczuwam niepokój. Nie wiem czy normalni ludzie w ogóle są w stanie odczuwać taki niepokój. Muszę wtedy mieć włączony komputer, telewizor, wyjść na dwór, mijać ludzi na ulicy... To mnie uspokaja. Myślałam co mogło na mnie tak wpłynąć, rodzice co prawda zostawiali mnie u rodziny, jak byłam mała, na dłuższe okresy czasu, bo pracowali, ale z perspektywy czasu nie odczuwam tego jako niczego traumatycznego, ale nie mam pojęcia jak wtedy to odczuwałam.
Fajnie jest powiedzieć to wszystko tutaj, do ludzi którzy być może zrozumieją, kiedy nawet ja sama siebie nie rozumiem. Czasem już jestem wyczerpana. Ale na razie jest dobrze... Chociaż mam teraz sesje, pewnie jak czegoś nie zdam, a nie zdam na pewno, bo za duzo na siebie wzielam, załamie sie i znów bedzie źle... Jak brałam tabletki antykoncepcyjne nie miałam huśtawek nastrojów, ale i nie czułam się sobą, to było dziwne, mieć cały czas raczej dobry humor, nie odczuwać tych wszystkich lęków. Ja bez małych dramatów, bez histeryczności i dramatyczności. Odstawiłam jakiś czas temu... to ma swoje plusy i minusy. Jestem sobą i cierpię. Czasem myślę że ja to poprostu lubię. Lubię cierpieć, lubie coś czuć, lubie wtedy gdy nic nie czuje, zeby ktoś mnie uderzył, żeby poczuć cokolwiek. Chore?