pasjavspraca
10.10.11, 11:50
Liczę na kilka uwag od osób, które przeżyły związki z BPD.
W materiałach o BPD jest dużo o tym, że związek z taką osobą kończy się poważną raną, często partner BPD wymaga pomocy psychologicznej. Jest też o tym, że partner BPD najczęściej nie jest przypadkowy, ma skłonność do tolerowania "nienormalnych" zachowań i z czegoś ta skłonność wynika.
Nie ma natomiast nic o tym, że taki związek może być niezwykle pouczający i bardzo pomocny w rozwoju duchowym. Wiem, że brzmi to huraoptymistycznie (jestem optymistą, zawsze widzę dobre strony zdarzenia) ale w moim przypadku tak to rzeczywiście jest. Dlatego jestem ciekawy czy próbuję oszukiwać sam siebie, pocieszać sam siebie czy też ktoś ma podobne wnioski.
Dodam jeszcze, że dokładnie chodzi mi o to, że związek z BPD wymusza głęboki wgląd w samego siebie, wymusza zrozumienie mechanizmów, wymusza świadomość tego co się dzieje. Przypomina to, lekcje karate u starego siwego mistrza, który nie przejednany dokłada ciężar na barki. Co prawda stary mistrz się w końcu uśmiechnie i wzrokiem pokaże akceptację, a BPD nigdy się nie ucieszy, że jesteśmy odporniejsi na ataki. Ale sami to w pewnym momencie odczujemy. Ja to odczuwam. Jak uczestniczę w nerwowej sytuacji na ulicy, czy w sklepie to dziękuję mojemu "mistrzowi" za trening.
Ar.