Dodaj do ulubionych

Aleksytymia

03.07.17, 00:09
Czytałem, że jest to syndrom, który może występować przy zaburzeniu borderline... co więcej myślę, że w pewnym stopniu to również dotyczyło mnie, może nie jakoś mocno, ale lekką postać aleksytymii mogłem mieć, nie potrafiłem np. rozpoznawać swojej złości a mówienie o emocjach było dla mnie trochę jak mówienie w obcym języku na poziomie A1, czyli coś kojarzyłem, ale nie bardzo wiedziałem co z tym zrobić, nie wiem, czy to już aleksytymia, czy jeszcze nie, ale ciekaw jestem, jak jest u Was? Czy mieliście do czynienia z tym problemem? Pytam, ponieważ jestem aktualnie w relacji z dziewczyną, która ma typową aleksytymię i nie widzę szans na kontynuowanie tej relacji. Zero okazywania emocji, zero rozmów o emocjach a przez to zero bliskości i zero porozumienia. Na początku myślałem, że to plus bo nie ma jazdeczek, ale teraz widzę, że to ślepa uliczka, która nigdzie nie prowadzi. Na terapię iść nie chce, za to ja wracam po przerwie... ale przecież nie wyleczę się z tego za nią. Stolę przed dylematem w postaci pytania "co dalej?"
Obserwuj wątek
    • roadtrip2 Re: Aleksytymia 03.07.17, 09:23
      Nauczony doświadczeniem powinieneś się odwrócić i iść dalej. Nie marnować już czasu. Nie pasuje Ci ona to nie staraj jej się zmieniać czy naprawiać 😀
      • hogsmade Re: Aleksytymia 04.07.17, 23:22
        Już rzeczywiście byłem bliski podjęcia tej decyzji, ale postanowiłem jeszcze dać szansę... choć pewnie to nic nie da, bo skoro już na początku tak wygląda... dzięki za tą odpowiedź roadtrip, jutro pierwsza sesja po trzy miesięcznej przerwie, może mi się obraz tego związku bardziej ukrystalizuje... a sama aleksytymia z tego obserwuję i z tego co pamiętam, jaki byłem to straszna sprawa, to w sumie bycie emocjonalnym kaleką, bycie niepełnosprawnym uczuciowo, to strasznie wpływa na relacje, a teraz widzę, że np mój ojciec jest też typowym aleksytymikiem, ciągle skarży się na ból serca, kilka razy był na pogotowiu, ale okazywało się, ze nic mu nie jest i bierze na to psychotropy... zapewne nie zdaje sobie sprawy, że to nie ból serca tylko jakaś emocja, której nie rozpoznaje
        • roadtrip2 Re: Aleksytymia 07.07.17, 22:07
          Hogsmade ja na twoim miejscu dał sobie chwile przerwy ze związkami , tym bardziej po doświadczeniach jakie miałeś z poprzednia(BPD) i skupiłbym się na sobie szukając problemu dlaczego przyciągają cie osoby które ewidentnie maja problemy ze sobą.
          Jeżeli tego wysiłku nie podejmiesz to będziesz się odbijał jak od ściany w każdej relacji a na tym Ci raczej nie zależy.

          Ja robię wszystko by siebie odbudować po poprzednim związku, który dał mi ostro po tyłku. Teraz jak sobie o tym pomyśle to mi się wydaję jakby to był jakiś słaby film bo aż mi się nie chce wierzyć że jeszcze kilka miesięcy temu moje życie mogło tak wyglądać.
          W moim odbudowaniu własnej wartości pomaga mi super Pani psycholog z którą spotykam teraz już tylko raz w miesiącu bo w początkowej fazie wizyty były czesterze.Do tego poświęcam dużo czasu dla znajomych których swojego czasu zaniedbałem jak i ponownie oddałem się swoim hobby które mi dają duży fan. I myślę że to jest właśnie dobra droga by się najpierw wyciszyć i naprawić a dopiero później wiązać się w jakieś związki.

          Życie jest za krótkie byś marnował kolejne cenne miesiące swojego życia na kogoś kto nie prognozuje na przyszłość. Takie jest tylko moje zdanie :)
    • tygrysek-22-07 Re: Aleksytymia 14.07.17, 09:09
      Witaj hogsmade czy jeszcze śledzisz wątek jeżeli tak to potwierdź a dopiero Ci odpiszę bo mam co napisać lata doświadczeń .....
      • roadtrip2 Re: Aleksytymia 15.07.17, 21:22
        Aktualne. Podaj maila.
      • hogsmade Re: Aleksytymia 16.07.17, 22:14
        Jestem na forum, śledzę ;)
        • tygrysek-22-07 Re: Aleksytymia 18.07.17, 13:38
          Moja historia to ponad 30 lat życia z człowiekiem.Ja energiczna pozytywnie zakręcona .Poznaliśmy
          się ujął mnie swoim spokojem opanowaniem czego być może podświadomie oczekiwałam.Jesteśmy ze sobą ponad 30 lat. Ale moje życie jest bardzo trudne. Otóż mój mąż nigdy nie potrafił okazywać uczuć zawsze musiałam prosić się o coś miłego, o słowa. Rozmawiałam tłumaczyłam , że ludzie muszą sobie okazywać uczucia łącznie ze złością . Bardzo pracowałam nad nim. W towarzystwie tłumaczyłam go jak się nie odzywał. Myślałam , że się zmienił chociaż troszeczkę.Kwiaty, pocałunki, prezenciki jakiś spontan -zapomnij. Z upływem lat to się tylko pogłębiało .Chłodny opanowany w życiu codziennym nawet dobrze bo nigdy nie podchodzi do spraw z emocjami , zastanowił się pomyślał rozważył sprawę do załatwienia. To dobra cecha .Ogólnie jest człowiekiem powolnym. Ja przejęłam ster życia codziennego. Stał się wygodny.Seks wg schematu tu też czułych słówek brakowało.
          W związku ze swoim stanem zdrowia zaczął jeździć do sanatoriów chciałam z nim - nie chciał. A że i ja też podupadłam ze zdrowiem również zaczęłam jeździć. Pojawiły się u niego znajomości oczywiście damskiem. Trudno jakoś będzie i żyło się dalej. Ale ja podczas pobytu wśród obcych ludzi zauważyłam że postrzegano mnie inaczej z taką osobowością jakiej ja sama u siebie nie znałam. Potrzebę rozmów,życzliwość, potrzebę pomocy ludziom - taki duszek. Nie docenienie mnie przez męża którego cały czas usprawiedliwiałam, że taki jest i koniec.Ale wgłębi duszy męczyło mnie to. Czułam się niedoceniana przez męża który wiecznie mnie krytykował, wpędzał w kompleksy zaczynał tematy zastępcze wtedy kiedy chciałam z nim porozmawiać po raz kolejny.Samotność przy mężu. Na zewnątrz idealne małżeństwo a tak w rzeczywistości smutek i rozczarowanie . Ma być prostota, nic nie potrzeba,lepiej nic nie robić. Całkowita niemoc z mojej strony mnie ogarnęła. Ja która potrafi załatwić " wszystko" od przyziemnych spraw domowych do napraw samochodu u mechanika, zmiany mieszkanie itp. nie może poradzić sobie ze sobą ? Jak miałam inne np. rodzinne problemy to słowa męża- radź sobie sama.W chwilach trudnych a uwierz mi są w życiu , nie potrzymał za rękę nie przytulił. Myślał o tylko sobie. ZZZEro empatii jakże potrzebnej w życiu. Pół roku temu po raz kolejny chciałam podejść do tematu. Zaczęłam szukać w internecie "brak okazywania uczuć "no i trafiłam na to pojęcie - aleksytymia. No pasuje - tylko zastanawiam się czy tylko w stosunku do mnie bo w towarzystwie jest już lepiej a i do wnuczki się uśmiechnie zagada przytuli.Czuję że słabnę , że nie mam sił walczyć o czułość jakże potrzebną " na starość" z seksem można poradzić sobie inaczej -nie on nie chce wg niego to tylko jego problem niestety chyba nie do rozwiązania .Oczywiście nie każdego dnia myśli się o tym ale czuję , że się wypalam i myślę o CZŁOWIEKU który podejdzie i ot tak zwyczajnie weźmie za rękę , przytuli.Żebyś mnie źle nie zrozumiał nie jestem poszukująca wręcz wierna posłuszna żona. Widzisz jakie mam małe wymagania.Nie jest to koniec historii i jest ona niepełna.A teraz wracam do Ciebie - nie sądzę żebyś był chociaż trochę aleksytymikiem. Po pierwsze że zauważasz problem u siebie i dziewczyny . ( aleksytymicy nie widzą problemu oni starają się nie stwarzać problemów a nie jeszcze doszukiwać się że coś jest nie tak)Po drugie , że mówisz o tym.Jeśli chodzi o dziewczynę całkowicie popieram roadtrip2. Kobieta w związku to żona , matka, ....Chcesz świadomie już na początku przejąć to wszystko łącznie z niańczeniem jej i dogadzaniem?Chcesz poświęcić życie na zmienianie drugiej osoby co ja uczyniłam i teraz tego zaczynam żałować. Oczywiście jak to w życiu- były i chwile radości ale i tak czegoś brakowało.Myślę , że jeszcze nie spotkałeś takiej " podanej na dłoni przez czarodzieja" a im szybciej to się stanie tym lepiej , czego Ci życzę


          • hogsmade Re: Aleksytymia 30.07.17, 22:09
            Dziękuję bardzo za odpowiedzi. Tygrysek dziękuję za opisanie swojej historii. Mój związek jest świeży, ale dosyć intensywny (o ile w relacji z aleksytymikiem można użyć słowa "intensywny") ... ale jednak jest, jak ona sama powiedziała "w ciągu dwóch miesięcy przydarzyło nam się tyle rzeczy, co w normalnym związku przez dwa lata"... być może to zasługa tego, że u mnie wychodzą różne nieprzepracowane problemy. W każdym razie rzeczywiście jest mega ciężko i czuję mega bezradność. Np. leżymy w łóżku wieczorem, widzę, że coś się z nią dzieje... nie wiem, czy jakiś lęk, czy zdenerwowanie, może gniew... ale jest jakaś niespokojna... mówi, żebym otworzył okno, bo gorąco jej jest... leżymy obok siebie, nic nie czuję, żeby było gorąco... pytam, co teraz czuje? Mówi, że gorąco jej jest. Nadal nie wiem, co czuje. Pytam, czy to pozytywne gorąco, czy negatywne. Odpowiada, że negatywne. Otworzyłem to okno, ale co się w niej działo to nie mam pojęcia do dzisiaj. Następnego dnia od rana mówi, że jakieś dziwne powietrze jest u nas, bo strasznie jej duszno. Powietrze jak powietrze, takie samo jak zawsze, mi się oddycha dobrze, jak co dzień. Dopytuję, czy coś jest nie tak, jak się czuje itp... nic się nie dowiedziałem. Owszem coś mówiła... coś tam o polityce, coś o obiedzie, coś tam o pracy... w sumie nic konkretnego... dziwnym trafem tylko to "dziwne powietrze", które powodowało duszność zaczęło też powodować jakiś dystans między nami, dogryzanie, chłód, złośliwe komentarze, ale tak, że trudno było się do czegoś przyczepić, bo w tym wszystkim była też bardzo uprzejma, a jednak ta uprzejmość była ostra jak nóż... trwało to trzy dni, a z dnia na dzień co raz gorzej... Do tej pory nie wiem o co rzeczywiście chodziło... a wróciłem do swojego domu wykończony psychicznie po tych trzech dniach. Dodam, że nie podniosła głosu ani razu, po prostu taka susza, pustynia bez emocji, tyle, że na tej pustyni to nawet po trzech dniach oazy nie znalazłem, ewentualnie jakiś kaktus gdzieniegdzie, lecz raczej trujący. Dodam, że opisałem tylko ostatnie kilka dni, a przerabiam to od kilku miesięcy. Powiedziałem jej dzisiaj, że nie chcę związku, w którym jestem tak okropnie traktowany. Odpowiedziała, że mamy zbieżne interesy, bo ona nie chce związków w ogóle. Wiem, że traktuje mnie źle, ale myślę sobie, że może za szybko tą relację wprowadziłem na taki zaangażowany poziom i przez to ona tak się zachowuje, bo się dusi, bo za często spędzamy czas... Czuję się w tym zagubiony i sam nie wiem co robić...
          • hogsmade Re: Aleksytymia 10.08.17, 13:11
            tygrysek-22-07 napisał(a):

            > Ma być prostota, nic nie potrzeba,lepiej nic nie robić. Całkowita niemoc z mojej strony mnie ogarnęła.

            Cytuję: "Ma być stabilnie." Co oznaczało, żadnego wyrażania złości, ani czułości, bo w tym kontekście mi to powiedziała.

            >Zaczęłam szukać w internecie "brak okazywania uczuć "no i trafiłam na to pojęcie - aleksytymia. No pasuje - tylko zastanawiam się czy tylko w stosunku do mnie bo w towarzystwie jest już lepiej a i do wnuczki się uśmiechnie zagada przytuli.

            Właśnie w towarzystwie jest zupełnie inaczej. Wręcz przesadnie jest towarzyska, tak jakby miała wszystkich uszczęśliwiać, każdego zagaduje, przytula... każdego oprócz mnie, bo wtedy w towarzystwie zachowuje się tak, jakbym ja przestał istnieć... nie czaję tego, jak z nią rozmawiałem to powiedziała, ze zachowuje się tak, bo ma fobię społeczną.

            >A teraz wracam do Ciebie - nie sądzę żebyś był chociaż trochę aleksytymikiem. Po pierwsze że zauważasz problem u siebie i dziewczyny . ( aleksytymicy nie widzą problemu oni starają się nie stwarzać problemów a nie jeszcze doszukiwać się że coś jest nie tak)

            No właśnie mam takie wrażenie od samego początku. "Nie stwarzać problemów!" Jak jest problem, to jest problem, więc lepiej, żeby nie widzieć problemu, żeby nie było problemu ;) Kiedyś dostałem od mojej dziewczyny smsa "Nie ma żadnego problemu, wkręcasz sobie". No i jak tu dalej rozmawiać? :) "Ma być stabilnie, ma nie być problemów, a jak są to mamy udawać, że ich nie widzimy i nie będzie problemu" Coś w tylu, tak to widzę... masakra, tak się nie da żyć! O_O

            • tygrysek-22-07 Re: Aleksytymia 17.08.17, 12:38
              Witaj nie wiem ile masz lat i ile jesteś w tym związku ale to co dalej piszesz po mojej wypowiedzi jest przerażające .Ona Cię zniszczy !Zdaję sobie , że darzysz ją uczuciem , ale w związku z tym stoisz przed wyborem kochać i cierpieć ( i tak tego nie wytrzymasz) czy rozstać się- krótko pocierpieć i żyć.Osobiście moje zdanie znasz z wczesniejszej wypowiedzi ale dodam że masz potężne wsparcie w postaci internetu, forum , porady itp. myślę że gdybym to miała nie byłabym już w tym związku.Jak tylko to możliwe będę Cię wspierać.Pozdrawiam
              • hogsmade Re: Aleksytymia 18.08.17, 12:51
                To jest krótki związek... dwa miesiące przez internet (ja wtedy wyjechałem z Polski) i trzy miesiące realnego związku. Ja reagowałem emocjonalnie, głównie złością na takie sytuacje, kiedy czułem się odpychany przez nią (jestem wrażliwy na poczucie bycia odrzuconym). Np jak poszliśmy wspólnie na koncert, ona wyszła ze znajomymi bez słowa, albo właśnie jak na jakimś grillu na działce ignorowała mnie a z innymi chłopakami chodziła pod rękę odprowadzając ich na przystanek. Wiem, że nie miało to żadnego charakteru seksualnego, tylko ona w towarzystwie wkręca sobie jakąś misję, że musi się wszystkimi opiekować i jest miła i towarzyska miliard razy bardziej niż powinna, ale w tym czasie, kiedy do innych ludzi jest ponad miarę otwarta wobec mnie jest zamknięta i odpychająca. Jakiegoś obcego chłopaka oprowadza trzymając go pod rękę na przystanek autobusowy, a mnie odpycha i każe mi się zdystansować. Ja wtedy byłem zdenerwowany a ona następnego dnia mówi, że ja robię jazdy i zaburzam jej spokojne funkcjonowanie i że ona już tak ma jak jest w towarzystwie i nie może tego zmienić i mówi, że najwyżej nie będziemy wspólnie wychodzić, bo ona nie potrafi zmienić swojego zachowania. To z jednej strony czuję bezsilność, bo ona już mi powiedziała, że nazywa to fobią społeczną i że prędzej przestaniemy wychodzić razem niż coś się zmieni, a z drugiej strony przepraszam ją za swoje zachowanie, za to, ze zareagowałem złością. Później jakaś kolejna sytuacja, że np nie chce mnie załapać za rękę w mieście, albo odwraca twarz, kiedy chcę ją pocałować... znowu reaguję złością, ona znowu mówi mi, że robię jej jazdy i ona tego dłużej nie wytrzyma i rozstaniemy się jak ja się nie zmienię. W końcu zacząłem tłumić tą złość, po prostu zaczynałem czuć taki ból bycia odtrąconym, niekochanym, który pewnie pochodzi gdzieś z dzieciństwa, ale w takich momentach się uaktywnia. Zaczynam się czuć samotny w tym związku właśnie przez takie ucieczki, odpychanie, ale też przez uciekanie od rozmowy... Ale to co mnie trzyma to takie poczucie, że może powinienem jej dać czas, żeby ona się otworzyła, że może zrobiłem jakieś błędy wcześniej... może to też przez to, że ona nigdy nie przyznaje się do swojej winy, tylko całą odpowiedzialność widzi we mnie... mam wrażenie, że to uciekanie przez czułością, przed rozmową to lęk przed bliskością, ale co z tego, że tak podejrzewam, skoro nie chce z tym nic zrobić?
                • tygrysek-22-07 Re: Aleksytymia 21.08.17, 10:45
                  No to po tym co piszesz na pewno nie jesteś aleksytymikiem. Wiesz uczucie nie wybiera ale tak jak Ci napisałam wcześniej zastanów się jeszcze nie jest za późno.Każdy z nas potrzebuje czułości bliskości ale jeśli zaczyna się walczyć o to prosić to nie jest dobrze. Ja starałam się przez kilkadziesiąt lat nie wiem skąd było tyle siły we mnie. Życie dom dziecko i nadskakiwanie mężowi a teraz niemoc . Zbyt późno dotarło to do mnie.Nie myśl sobie że masz do czynienia ze zgorzkniałą kobietą po psychicznych przejściach. Nadal staram się być uśmiechnięta tylko ten żal i obojętność. Koniec walki , nadskakiwania, dogadzania, dopytywania proszenia o czułość bliskość.I nie zastanawiaj się co jej jest tylko pomyśl o sobie , zadbaj o swoje szczęście tak Ci radzę. Pozdrawiam
                  • hogsmade Re: Aleksytymia 21.08.17, 11:40
                    Nie wyobrażam sobie kilkudziesięciu lat życia w takim związku. Nie wiem skąd miałaś tyle siły, tyle cierpliwości... Ja też nie wiem, czy to aleksytymia, czy po prostu przywiązanie unikające, lęk przed bliskością, może to jest powiązane, może jedno występuje z drugim? W każdym razie nie chodzi tu przecież o etykietki, definicje, tylko o to jak wygląda relacja, a wygląda źle, ja się czuję w tym związku źle, samotnie, ciągle odpychany fizycznie i emocjonalnie. Ona potrafi np. odpychać mnie, kiedy leżę zbyt blisko niej, bo mówi, że potrzebuje przestrzeni. Ucieka od rozmów, zostawia mnie samego z tym co czuję i nad czym się martwię, nie chcę takiego związku na pewno. Myślę, że to co mnie trzymało cały czas to nadzieja, ze jak jej wytłumaczę co czuję, czego się boję, to ona coś zmieni, że w końcu porozmawiamy, że zaczniemy coś z tym robić, ale nie, jest coraz gorzej i coraz większy dystans. Chyba czarę goryczy przelały moje ostatnie próby rozmowy, kiedy to zalała mnie lawiną ataków, oczernień i przerzucaniem winy. Przez cały czas nic nie mówiła, zupełnie nic, potrafiła przez kilka dni być uprzejma, ale zamknięta, zdystansowana, oschłą i zimna jak ta przysłowiowa kostka lodu. A teraz ostatnio jak rozmawialiśmy przez smsy, tak jej chyba łatwiej wyrzucić złość, to zamiast rozmowy zostałem potraktowany jak najgorsze zło.
                    • tygrysek-22-07 Re: Aleksytymia 21.08.17, 13:32
                      No to sam sobie odpowiadasz i pewnie dochodzisz do słusznego wniosku.Wiesz ja jestem generalnie taka co to chce zbawić świat ma być idealnie więc dążyłam do tego ideału.A ile się natłumaczyłam rozmów monologów było chyba tysiące.I co i nic i tak się toczyło życie. Dobry ojciec , niezły mąż w dzień do spraw biurowych i zero uczuć z jego strony a jak były to takie nietypowe które mi nie odpowiadały o czym mu mówiłam. Ale w ferworze codzienności tłumaczyłam sobie że to nie jest potrzebne brakowało ale.... Ponad rok temu zdarzyło się coś co otworzyło mi oczy.Chodzi o życie zdrowie. (Nie nie operacja bo tych miałam już kilka i też byłam sama).I wtedy się przekonałam, utwierdziłam że jestem samotna przy mężu on jest obok a ja tak bardzo potrzebowałam
                      bliskości ciepła trzymania za rękę i nic nadal miał swoje życie żyjąc obok mnie.Ja chciałam minimum minimum i tego nie dostałam. Nie myśl sobie że jestem rozkapryszoną kobietką wręcz przeciwnie - to opisałam Ci w pierwszym poście.Teraz jest cicho służbowe rozmowy i oczywiście zwalenie na mnie winy za tę sytuację to najlepszy sposób Więc zastanów się życie potrafi płatać różne figle a być może jeszcze wszystko przed tobą Pozdrawiam
                      • hogsmade Re: Aleksytymia 29.08.17, 23:33
                        Rozstaliśmy się, chciałem utrzymywać znajomość, ale tak jak, przez cały związek nic nie mówiła, tak teraz czuję się jakby wylała na mnie tonę szamba... przy każdej próbie jakiejś rozmowy wylewała jedno wiadro... ale dzisiaj spuściła chyba wszystko co niej było... najwyraźniej nagromadziła tego tyle, że już pękało, kto wie, czy nie dostało mi się jeszcze za byłych i rodziców... kurde, czy to jest normalne takie oblewanie szambem po rozstaniu?
                        • tygrysek-22-07 Re: Aleksytymia 30.08.17, 07:28
                          Wiem że przezywasz ale krótko i zapomnij jestes wolnym człowiekiem czy nie czujesz tego jak jeszcze nie to poczujesz niebawem . Trzymaj sie Pozdrowiem.
                        • roadtrip2 Re: Aleksytymia 30.08.17, 11:37
                          Traktuj to jako krok do normalności.

                          Zajmij się teraz tylko sobą, i nie pakuje się na siłę w kolejny chory związek. Idź przesłaniem co ma być to będzie.
                          A ta relacja to i tak byka kwestia czasu że się rozpadnie.
                          • hogsmade Re: Aleksytymia 30.08.17, 14:10
                            Dzięki. Dzisiaj uświadomiłem sobie dwie rzeczy. Pierwszą, że już od dawna mnie źle traktowała, wypisywała do mnie chamskie i agresywne, atakujące smsy. I drugą rzecz, że ja tego nie widziałem, tzn widziałem, ale tak jakbym się oszukiwał, że to tylko taka drobnostka, że to nieistotne, nie brałem tego na serio. Czy to znaczy, że coś jest nie tak ze mną? Czy normalne osoby widzą od razu jak partner/ partnerka ich źle traktuje, źle się do nich zwraca i reagują na to? Do takich wniosków doszedłem, że mam z tym problem. Zachowuję się tak, jakbym nie chciał tego widzieć, tak jakbym chciał umniejszyć wagę takiego zachowania.
                            • roadtrip2 Re: Aleksytymia 31.08.17, 07:31
                              Tak masz ewidentnie z tym problem. O tym pisałem już byś zaczął nad sobą pracę bo bez niej nigdy nie zbudujesz wartościowego związku.

                              Daj sobie czas i skup się tylko na sobie i na swoich deficytach. Nie pchaj się narazie w żadne relację, bo jeżeli nie naprawisz siebie to każdy związek Ci się rozpadnie.

                              Taka jest szczera prawda.

                              Trzymam kciuki
                              • hogsmade Re: Aleksytymia 31.08.17, 10:53
                                Jestem w terapii, sporo czytam. Wczoraj dużo złości gniewu z siebie wyrzuciłem, waliłem w poduszkę i krzyczałem, teraz czuję współczucie wobec niej, bo wiem, że jest grubo zaburzona, ale przecież nic z tym nie zrobię. Dzięki, czas iść dalej i tak jak piszesz roadtrip2 skupić się na sobie.
                                • roadtrip2 Re: Aleksytymia 31.08.17, 20:41
                                  Nie czuj wyrzutów to jaką ona jest nie jest twoja wina. Jest taka bo chce taka być. I tak ten temat zostaw. Ż nią związku szczęśliwego nie da się ułożyć. Próbowałeś, starałes się I nie wyszło. Teraz nauczony doświadczeniem omijam takie dziewczyny bo ewidentnie ciągnie Cię do takich. Dlatego poświęć czas na pracę z psychologiem by to w tobie zmieniła.

                                  Trzymam kciuki.
                                  • hogsmade Re: Aleksytymia 01.09.17, 23:03
                                    Muszę się przyznać... w trakcie tych kilku dni, kiedy wywalałem z siebie tonę złości napieprzając w poduszki, dowiedziałem się od matki, że moja była napisała do niej, że prosi ją o to, by ta wysłała jej pocztą szczotkę do włosów, którą u mnie zostawiła. Napisałem jej, że powinna takie sprawy załatwiać ze mną, a nie angażować w to moją matkę, która tak na prawdę nic nie wiedziała na temat tego jak wyglądają obecnie nasze relacje... nie zapanowałem i zrobiłem jej taką dosyć hardcorową jazdę... w sumie wszedłem w ten związek tutaj z Wami i zakończyłem go z Wami... dzięki za wsparcie i wszystkie komentarze
                                    • roadtrip2 Re: Aleksytymia 02.09.17, 08:02
                                      Nie reaguj na tako coś bo dla mnie to tylko chęć zwrócenia na siebie uwagi.

                                      Szczotka kosztuje 3,29😁 więc jak myślisz po co Ona ja chciala?
                                      Zostaw temat i zdystansuj się do wszystkiego.
                                      • hogsmade Re: Aleksytymia 14.09.17, 15:52
                                        Mój terapeuta powiedział mi wczoraj, że nie miałem aleksytymii, że wręcz przeciwnie intensywnie przeżywam emocje i trudno mi z nich wychodzić. Za to moja ex partnerka stosuje totalną dewaluację, po każdej rozmowie z nią czuję sto razy gorzej, za każdym razem jak się do niej odzywam to mam nadzieję, że może tym razem już jej przeszło i normalnie pogada, ale ani trochę jej przechodzi. Powiedziała mi, że ona jest normalna, bo jak mnie nienawidzi to jest w tym stabilna, a ja mam zaburzenia bo mam zmienne emocje, ale tak sobie myślę, że ku*wa to przecież normalne, ze emocje się zmieniają, nienormalne jest chyba raczej to, jak cały czas czujesz do kogoś złość i to nie przechodzi...?
    • hogsmade Re: Aleksytymia 10.08.17, 12:22
      Jako, że nie dostałem więcej odpowiedzi, wrócę jeszcze raz do mojej sytuacji. Nieśmiało zastanawiam się, czy nie mam czasem do czynienia z borderline acting - in... otóż moja dziewczyna, co prawda nie wyraża żadnych emocji, za to obserwuję, że jest w niej tak wiele złości, że gdyby zaczęła ją wyrażać to mam wrażenie, że nie skończyłaby przez tydzień. Co ciekawe, sama zaprzecza jakoby była zła. Mówi mi "Nie jestem zła, tylko... (i tutaj ciąg zimnych, surowych racjonalizacji)" Ale jej zachowanie wskazuje na to, że przeżywa jakieś niewygodne emocje, przede wszystkim świadczy tym dystans jaki zachowuje wobec mnie, ciągła senność, brak zadowolenia, docinki słowne, postawa zamknięta... Codziennie ma też sny o tym jak ktoś chce ją skrzywdzić, a ona ucieka albo popełnia samobójstwo... teraz właśnie dotarło do mnie, że ona nie potrafi się też cieszyć... jakoś tak, jak spędzam z nią czas, to wszystko jest jakieś takie nijakie... świat nie ma barw. No i to, co ostatnio odkryłem... cały czas sądziłęm, że skoro ona się nie złości, nie krzyczy, nie wyraża gniewa, rozmawia ze mną bez emocji i tłumaczy mi co jest ze mną nie tak, to znaczy, że ona ma rację i ja cały czas robię coś źle... ale w końcu dostrezgłem, że to nie prawda... ona po porstu nie pozwala mi wyrażać moich emocji... kiedy się zdenerwuję, to ona uważa to za powód do zakończenia relacji, mówi, ze dłużej tego nie wytrzyma i że ja robię jazdy... tylko, ze nigdy nie widzi, czym było spowodowane to, ze się wkurzyłem, nigdy nie bierze odpowiedzialności za swoje zachowanie, za to zrzuca całą winę na mnie... rozmawiałem z nią o tym, ale jej odpowiedzią było tylko to, ze to ja jestem nieodpowiedzialny, w dodatku zawsze jak chcę rozmawiać to silnie się broni i jest nieustępliwa, tak, jakby ona nie ponosiła żadnej odpowiedzialności, tylko za wszystko obwinia mnie... jakoś trudno było mi to wcześniej zauważyć... i tak chciałem z siebie to gdzieś wyrzucić, bo z nią rozmawiać się nie da... :/ Ale najgorszy w tym związku jest wszechobecny dystans... emocjonalny, fizyczny, tylko, że mam wrażenie, ze jej ten dystans pasuje... jak jest dystans to ona jest spokojna, ale jak próbuję przełamać ten dystans to staje się unikający, mam wrażenie, ze ciągle ucieka... nigdy co prawda nie sugerowałem jej, ze może ma aleksytymię, ale jak pytam np jak się teraz czujesz, to jak odpowie "dobrze" albo "źle" to już jest spory wyczyn... ciężka relacja i w sumie zastanawiam się, co mnie w niej jeszcze trzyma... strach przed zakończeniem?
      • roadtrip2 Re: Aleksytymia 11.08.17, 09:11
        Weź daj siebie spokój z nią. Świata nie uratujesz....

        Jeżeli trzyma cie na dystans to co to za związek?
        Nie analizuj, nie rozmyslaj.... tylko idź do przodu..

        Sile która wykorzystujesz do tego by przed samym soba ja i ten związku tłumaczyć że ma sens poświęć na zastanowienie gdzie to wszystko Cie prowadzi.
        Bo ja wiem ale ty chyba tego jeszcze nie widzisz a moje zdanie na ten temat juz padło kilka odpowiedzi wyżej 😀
        Powodzenia


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka