Dodaj do ulubionych

witam wszystkich

18.01.07, 21:10
Mam BPD jest mi bardzo ciężko,nigdy nie udaje mi się zrealizować żadnych
moich planów ani być z nikim dłużej w związku,po prostu już siły mi
brakuje.Może ktoś kto ma podobny problem zechciałby ze mną porozmawiać i
podzielić się swoimi doświadczeniami?pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • okrent9 Re: witam wszystkich 19.01.07, 14:46
      witaj, barnum. Ja mam problem że tak powiem odwrotny, tzn. bliska mi osoba
      wydaje się cierpieć na BPD, jestem pewna, że jej jest tak samo ciężko jak
      Tobie, ale mnie też jest ciężko, kiedy robię wszystko dla dobra związku a
      prawie wszystkie moje wysiłki idą na marne... Marzy mi się, żeby ten mój ktoś z
      BPD doszedł do konkluzji, do jakiej Ty doszłaś (doszedłeś?), mianowicie, że
      masz jakiś problem. Pierwszym krokiem do poprawy sytuacji jest na pewno zdanie
      sobie sprawy z tego, że coś jest nie tak, i że to w nas tkwi problem... Więc
      myślę, że Ty jesteś na najlepszej drodze do tego, by zmienić swoje życie na
      lepsze. Czego Ci serdecznie życzę.
      • barnum1 Drogi Okrencie 19.01.07, 22:36
        dziękuję za odzew:)przykro mi że cierpisz,nie wiem jak Cię
        pocieszyć sama sobie nie umiem poradzić.Mogę Ci tylko napisać jak to zawsze
        wyglądało z mojej perspektywy:im bardziej kogoś kochałam,tym bardziej się
        obawiałam że ta osoba podejdzie.Doszukiwałam się różnych symptomów,nie
        wierzyłam w żadne zapewnienia w końcu napięcie stawało się nie do wytrzymania i
        odchodziłam-zawsze pierwsza.Najbardziej chciałam żeby ta druga osoba kochała
        mnie mimo wszystko,testowałam jej wytrzymałość.Chyba nikt nie jest w stanie
        długo wytzrymać takich "testów".Mam nadzieję że Tobie cierpliwości starczy na
        długo.Pozdrawiam Cię bardzo mocno i życzę szczęścia
        • okrent9 Re: Drogi Okrencie 20.01.07, 03:34
          barnum, a czy w Twoich związkach zdarzało się, że ta druga osoba starała się
          przekonywać Cię, że jednak naprawdę Cię kocha, że jest z Tobą związana,
          zostanie na zawsze, itd? I jak reagowałaś na takie zapewnienia? Ja przekonałam
          się, że w moim związku z BPD takie zapewnienia niczego nie rozwiązują :( To
          okropnie boli, bo człowiek nieraz prawie wbrew sobie zapewniał (nie, że nie
          kochałam i kłamałam, tyle, że po prostu czasem mój BPD DOMAGAŁ się zapewnień,
          deklaracji miłości w sytuacjach, kiedy miałam ochotę tylko trzasnąć drzwiami...
          więc był tego swego rodzaju gwałt na mojej własnej psychice, którego
          dopuszczałam się w imię miłości do mojego BPD...) Coraz częściej dochodzę do
          wniosku, że cokolwiek bym powiedziała, i tak zostanie to użyte przeciwko
          mnie... Nawet ostatnio mój komplement został w ciągu kilku sekund obrócony w
          coś w rodzaju obelgi i stał się "przyczyną" awantury. :( Jak można obrazić się
          o komplement? Mój osobnik z BPD potrafi :( Jesteśmy razem już sześć
          lat... "zerwań" było chyba z tysiąc. I naprawdę NIGDY nie wiem, czy ostatnie
          nie jest ostateczne :( I cierpliwości już prawie nie mam... a z drugiej strony
          jednak nie potrafiłam dotąd odejść na dobre, zwłaszcza, że widzę, że ta druga
          osoba jednak cierpi. Najgorsze jest to, że niestety najwyraźniej NIE ROZUMIE,
          że problem leży głównie po JEJ stronie. Może w pewnym sensie mam szczęście,
          może to BPD nie jest jakieś ekstremalne (!? po tym wszystkim co przeszłam?), bo
          w końcu tych sześć lat razem jednak jesteśmy... Ale ile mnie to kosztuje? :(

          Czy zamierzasz spróbować omega3, magnezu, psychoterapii, nie wiem czego
          jeszcze? a może już próbowałaś? Ponoć omega3 pomaga uregulować nastroje... Parę
          dni temu widziałam nawet w drogerii opakowanie 30 zdaje się sztuk za ok. 10
          zł... (wcześniej tylko w Internecie i bardzo drogie). Ja oczywiście nie mogę
          nikogo zmuszać do zażywania niczego - mówię o moim "przypadku" BPD - ale gdybym
          podejrzewała u siebie ten syndrom, to pewnie bym próbowała takich łatwo
          dostępnych środków.

          Pozdrawiam Cię serdecznie.
          • barnum1 Re: Drogi Okrencie 20.01.07, 20:20
            witam ponownie:)bardzo trudno cokolwiek Ci doradzić,myślę,że nie ma dobrego
            wyjścia.Wobec wszystkich bliskich mi osób miałam zawsze ogromne
            wymagania,uważałam,że jeśli mnie naprawdę kochają to zniosą wszystko.Często
            mylnie interpretowałam ich zachowanie czy słowa,a kiedy czułam że tracę
            kontrolę reagowałam wścieklością i odchodziłam chociaż wielokrotnie później
            bardzo tego żałowałam,ale nie zdecydawałam się na powrót,nigdy.Nie znam dobrze
            Twojej sytuacji,nie jestem lekarzem ani specjalistą,piszesz że męczysz się już
            6 lat,to bardzo długo,no i co ja mam napisać?wiesz nie napiszę Ci zostaw go,to
            bylaby hipokryzja,wierzę że on Cię bardzo kocha i potrzebuje.Z drugiej strony
            Ty cierpisz.Mam przyjaciółkę,którą bardzo kocham.Wie o mojej chorobie,nie chcę
            jej krzywdzić ani stracić.Dlatego wierzę jej,a nie sobie.Jeśli mówi,że mnie
            kocha to tak jest,jeśli odwołuje spotkanie,to wierzę jej że ma ważny powód,a
            nie dorabiam ideologii,że mnie unika:)i to działa,póki co,choć cały czas żyję w
            strachu że zniszczę naszą przyjaźń jak wszystkie poprzednie.Nie wiem czy te
            lekarstwa o których piszesz pomagają,trudno mi uwierzyć że np omega3 powstrzyma
            mnie przed odejściem z kolejnej pracy czy rezygnacją z kolejnych studiów.czy
            jesteś pewna że Twój mężczyzna nie zdaje sobie sprawy że coś jest jednak nie
            tak?w życiu każdego BPD powtarzają się określone schematy,trzeba naprawdę być
            bezrefleksyjnym,żeby ich nie zauważyć.Na koniec napiszę,że takie bezgranicznie
            kochające osoby,ktore wszystko mi wybaczały,paradoksalnie wywoływaly we mnie
            niechęć a nawet pogardę.Przepraszam,że to piszę,w żadnym wypadku nie chcę Cię
            urazić.Po prostu nie wiem czy uległość i bezwarunkowa miłość jest receptą na
            związek z BPD.Nie wiem czy w ogóle jakaś jest.Z calego serca życzę Ci
            szczęścia,nieważne co postanowisz.Pisz do mnie jeśli tylko zechcesz,pozdrawiam
            cieplutko
            • okrent9 Re: Drogi Okrencie 20.01.07, 21:48
              barnum, o uległość i wybaczanie wszystkiego raczej trudno mnie posądzić :) Mam
              jednak trochę godności :) Niestety, wiem już z doświadczenia, że jeśli odpowiem
              pięknym za nadobne i wdam się w kłótnię, to doprowadzi to tylko do eskalacji
              agresji i wzajemnej niechęci, a w rezultacie do uczucia emocjonalnego
              wypalenia, co może skończyć się nawet kliniczną depresją. Wypracowałam sobie w
              pewnym sensie sposób postępowania w sytuacjach spięć... polega ta moja metoda
              na przeczekiwaniu i cichych dniach z mojej strony. W końcu BPD wyczerpuje
              się "zapas amunicji", męczy się własnymi urojeniami na mój temat (jak to ja
              nienawidzę, jak jestem niewdzięczna, itd., itp.), zaczyna tęsknić za
              bliskością i ciepłem... i przychodzi do mnie ze łzami w oczach. Okresy dobre w
              naszym związku zwykle rekompensują mi te złe. Wolałabym jednak oczywiście, żeby
              złych nie było wcale!

              Jak długo trwa Twoja przyjaźń, ta o której piszesz? Na ile jest intensywna? BPD
              najczęściej chyba sabotują związki z najbliższymi... Ale myślę, że "na
              przyjaciołach" dobrze jest ćwiczyć pozytywne podejście, wiarę w dobre intencje
              drugiej strony, własny dobry wizerunek :)

              Jeśli chodzi o to, czy osoba z BPD jest w stanie zdać sobie sprawę z tego, że
              najprawdopodobniej ma BPD... to oczywiście, inteligentny człowiek raczej
              powinien po pewnym czasie zauważyć u siebie powtarzające się schematy
              postępowania. Jednak mam wrażenie, że jeśli poczucie własnej wartości
              takiej osoby jest niskie, to ona nie będzie CHCIAŁA dopuścić do świadomości
              tego, że ma problem.

              Czytałam na jakimś anglojęzycznym forum wypowiedzi osób żyjących z kimś z BPD,
              i w większości przypadków te osoby pisały, że ich mąż, żona czy matka obrażają
              się, jeśli sugeruje im się wizytę u psychoterapeuty. Myślę, że gdzieś w głębi
              serca ludzie z BPD boją się, że psycholog czy psychiatra oceni ich jako
              przypadki nieuleczalne, "wariatów", kto wie jaką etykietkę im przyklei... i że
              stracą wtedy resztkę kontroli nad własnym życiem.

              Piszesz, że nigdy nie zdecydowałaś się na powrót... Czy jesteś bardzo młoda?
              czy wiele bliskich związków zerwałaś? Mój BPD ma za sobą jeden dłuższy
              związek... Nie był to związek szczęśliwy, ale jednak trwał. Ze mną też trwa,
              tyle, że miotamy się prawie nieustannie między emocjonalną bliskością
              a poczuciem, że ta druga osoba nas nie rozumie i tak naprawdę jest wciąż kimś
              obcym. Czasem (coraz rzadziej) obwiniam siebie, że przecież sama czasem mam
              wątpliwości, czy ten ktoś mnie kocha - jednak z drugiej strony wiem, że ja nie
              zrywam nieustannie, nie obwiniam o brak zainteresowania czy uczucia, nie
              doszukuję się w każdym słowie drugiej strony "dowodu nienawiści" do mnie... co
              ta druga osoba niestety często robi. :( Myślę, że jakaś terapia dla par
              przynajmniej trochę by nam pomogła... bo w końcu osoby inteligentne są w stanie
              przynajmniej trochę zmodyfikować zakodowane wzorce zachowań, prawda? Jednak mój
              osobnik :) BPD dotąd się ostatecznie nie zdecydował na taką terapię.

              Kiedy jest między nami dobrze, nie widzi powodu by chodzić do terapeuty (ja
              zresztą wtedy wręcz zapominam o problemie), a kiedy dochodzi do awantury, mój
              BPD jest oczywiście przekonany, że to wszystko wyłącznie moja wina, a w takim
              razie szkoda jego czasu na to, żeby ze mną chodzić do jakiegoś terapeuty :P
              Eeeech.

              Czy możesz mi, barnum, napisać, czy zdarzyło Ci się kiedyś po ataku wściekłości
              nie pamiętać, jak się to wszystko zaczęło? np. nie pamiętać, co dokładnie
              zostało powiedziane przez tę drugą osobę, że aż tak się wzburzyłaś?
              • barnum1 Re: Drogi Okrencie 21.01.07, 11:29
                wiesz co mnie najbardziej poruszyło w Twoim poście?Napisalaś że osoba
                inteligentna powinna potrafić zmodyfikować swoje zachowanie.W takim razie
                jestem chyba debilem:)Wiesz nie mogę się zgodzić z tym co napisałaś,właśnie o
                to w tej chorobie chodzi,że nie można wyjść poza ten schemat.Zawsze powtarzam
                sobie teraz będzie inaczej,ale sama w to nie wierzę,kończy się tak samo.Nie
                wynika to ze złej woli,z lenistwa czy wygodnictwa.Sama sobie robię największą
                krzywdę odchodząc z niezłej pracy czy porzucając osobę,którą kocham.Nie wiem
                czy ktoś z BPD może się zmienić,wg mnie nie.Ale podkreślam,że nie piszę z
                pozycji eksperta:)być może się mylę.Dla mnie ta choroba to równia pochyła.Aha i
                nie jestem bardzo młoda:)mam 24 lata.Moją przyjaciółkę znam kilka miesięcy,ale
                dla mnie to bardzo długo.Staram się jej nie krzywdzić,nie usprawiedliwiać
                swojego zachowania chorobą,nie popadać w paranoję.Udaje się,ale nie zawsze,po
                prostu czasem nie mogę zapanować nad atakiem złości.Wiem że kiedyś to się
                skończy ale póki co jestem bardzo szczęśliwa że mam kogoś bliskiego,choć może
                to egoistyczne z mojej strony,może od wszystkich powinnam trzymać się z
                daleka.pamiętam zazwyczaj co wywołało moją wśćiekłość,z tym że czaem to bardzo
                błahe powody.no i wszystkie moje związki są bardzo intensywne,w inne nie
                wchodzę:)Wiesz skoro już tak długo jesteście razem(dla mnie 6 lat to
                wieczność:))to może tak już po prostu zostanie?życzę Wam tego z całego
                serca,mam też nadzieję że ktoś bardziej kompetentny odpowie Ci na wszystkie
                pytania.Pozdrawiam,dziękuję że do mnie piszesz
                • okrent9 Droga barnum... 21.01.07, 13:15
                  Nie, na pewno nie jesteś debilem :) Moim zdaniem jednak osoby z BPD MAJĄ szanse
                  na "wyjście" z tego zaklętego kręgu, tyle, że raczej trudno to zrobić bez
                  pomocy specjalisty i przede wszystkim pracy nad sobą. Jest jedna strona w
                  polskim Internecie założona przez młodego mężczyznę, chyba pierwsza o BPD po
                  polsku, który naprawdę dokonał dużej pracy nad sobą i wydaje się, że jego życie
                  ogromnie na tym zyskało. Niestety nie pamiętam jego nazwiska, ale jeśli
                  poszukasz, to może znajdziesz. Istnieje coś takiego jak programowanie
                  neurolingwistyczne, myślę, że to też może pomóc osobom z BPD, jednak tego nikt
                  za osobę cierpiącą na BPD nie zrobi, to trzeba zrobić samemu, poświęcić trochę
                  czasu, i mieć trochę silnej woli. Ale przecież jeśli się wie, że się samemu
                  sobie szkodzi ulegając emocjom do tego stopnia, że traci się (rezygnując z
                  niej) dobrą pracę czy oddaną nam bliską osobę... to chyba jest to dość silny
                  bodziec do tego, żeby coś zmienić, prawda? Najgorszym wyjściem jest powiedzieć
                  sobie, że nic się nie da zrobić - będzie działało na zasadzie samosprawdzającej
                  się przepowiedni :\

                  Czy w swojej relacji z przyjaciółką zdarzyło Ci się już dostać ataku gniewu,
                  który wyładowałaś w jej obecności? Jeśli tak, to jak zareagowała?

                  Przeczytałam przed chwilą Twój ostatni post jeszcze raz i widzę, że
                  piszesz: "sama sobie robię największą krzywdę odchodząc z niezłej pracy czy
                  porzucając osobę,którą kocham". Czy w tamtych związkach, z których
                  zrezygnowałaś, byłaś kochana z wzajemnością? Jeśli tak, to skąd pewność, że to
                  właśnie samej sobie zrobiłaś największą krzywdę? :) Rozumiem, że cierpiałaś,
                  ale występuję w tej chwili w roli advocatus diaboli, próbując Cię skłonić do
                  uświadomienia sobie, że takie podejście jest trochę narcystyczne. Jeśli tamte
                  osoby naprawdę Cię kochały, to i one cierpiały, pewnie nie mniej od Ciebie. A
                  kto wie, może nawet bardziej? Widząc, że się miotasz, że cierpisz, a nie
                  widzisz że sama wokół siebie zakreśliłaś krąg, poza który nie jesteś w stanie
                  wyjść, który Cię ogranicza, choć wystarczyłby mały krok byś znalazła się na o
                  wiele większej przestrzeni, zobaczyła wszystko z innej perspektywy, poczuła się
                  lepiej, była szczęśliwsza... Ktoś, kto kocha człowieka z BPD, czuje się czasem
                  trochę tak, nie obraź się, bo wcale nie chcę Cię tym porównaniem obrazić, jak
                  rodzic wobec dziecka, które płacze, bo np. dowiedziało się, że Boże Narodzenie
                  jest dopiero za pół roku. Dla tego dziecka taka wiadomość może być naprawdę
                  okropna, i rodzicowi serce się kraje, że syn czy córka płacze, ale przecież nie
                  są w stanie przyspieszyć Bożego Narodzenia... a dziecko jest zbyt małe by
                  zrozumieć, że sześć miesięcy minie w swoim czasie, a ono pewnie już następnego
                  dnia zapomni, że takie było rozgoryczone. Jeśli kiedykolwiek kochałaś kogoś,
                  kto np. był od czegoś uzależniony i sam sobie szkodził (mam jednak nadzieję, że
                  nie), to zrozumiesz, o czym mówię. To naprawdę okropne uczucie. Pomijając już
                  fakt, że osoby z BPD zwykle nie tylko siebie krzywdzą, ale też swoimi wybuchami
                  zazdrości czy gniewu potrafią skrzywdzić kogoś, kto by im nieba przychylił.

                  O Twój wiek pytałam tylko dlatego, żeby zorientować się, ile czasu miałaś na
                  poważne związki :) Np. nastolatki zwykle przeżywają wszystkie relacje z
                  koleżankami i kolegami bardzo głęboko i często przesadnie, jednak jest to
                  naturalne dla tego etapu życia. Dorosły człowiek natomiast dąży do jakiejś
                  stabilizacji uczuciowej, i im starszy, tym bardziej mu zwykle doskwiera jej
                  brak. Ty jednak mimo wszystko nie jesteś jeszcze taka stara ;)

                  Pozdrawiam Cię, i również dziękuję za odpowiedzi na moje posty. To trochę
                  taka "komunikacja zastępcza" dla mnie; mam wrażenie, że ćwiczę sobie rozmowy na
                  temat z moim BPD... Wymieniłam się dotąd kilkoma czy może kilkunastoma e-
                  mailami z osobami w sytuacji podobnej do mojej (tzn. kogoś, kto żył bądź nadal
                  żyje z BPD) jednak nigdy nie rozmawiałam z osobą, która u siebie dostrzega
                  symptomy tego syndromu. Tak więc wymiana doświadczeń tutaj ma dla mnie
                  znaczenie edukacyjne :)
                  • barnum1 Re: Droga barnum... 21.01.07, 21:14
                    witam ponownie:)dziękuję Ci ze zwróciłaś uwagę na narcystyczny ton moich
                    wypowiedzi,staram się nad tym pracować:)wiem co chcesz mi powiedzieć,że
                    powinnam łaskawie zwrócić uwagę na to,że związek to nie tylko JA i moje ego,ale
                    jeszcze ta druga osoba,z perspektywy której Ty piszesz.Wiem że masz głębokie
                    poczucie krzywdy,chcesz "przychylić nieba"a obrywasz za wszystko.Tak postępuje
                    Twój mężczyzna ja też tak postępuję.Czuję że przypierasz mnie do muru pytając
                    dlaczego i mówisz mi teraz weź się w garść,spójrz na siebie krytycznie i nie
                    ulegaj emocjom.Czy uwierzysz mi jeśli napiszę,że nie potrafię?Jesteś miła ale
                    wyczuwam coś takiego w Twoich postach,że chcesz mi pokazać jak bardzo moje
                    argumenty są bez sensu i ze to wszystko jedna wielka ściema a Ty
                    cierpisz.Naprawdę nie wiem co Ci napisać,na samym początku napisałaś że osoby z
                    BDP mają szanse na wyjście z choroby i to zależy od ich inicjatywy i starań.Nie
                    zgadzam się z Tobą,ale być może racja jest po Twojej stronie.Po prostu piszesz
                    mi"weź się w garść"a nienawidzę tego zdania.Strasznie to boli jak ktoś mi to
                    mówi.Gdybyś weszła do mojej głowy,zrozumiałabyś,że po prostu nie mogę wziąć się
                    w garść i zapanować nad emocjami,wątpię czy Cię przekonałam.Ale kiedy patrzę z
                    Twojej perspektywy to Ciebie rozumiem.Jest jakiś człowiek,który ma niby to
                    BPD,ma jakąś kochaną osobę,którą krzywdzi i wykorzystuje,a kiedy to się
                    kończy,to koncentruje się tylko na swoich uczuciach,jakby tamtej osoby nigdy
                    nie było,jakby nie cierpiala.Kiedy mam atak wściekłości nie myślę o tym czy
                    robię komuś krzywdę nie wzruszają mnie czyjeś łzy,myslę tylko o sobie.Dopiero
                    po jakimś czasie przychodzi poczucie winy wyrzuty sumienia i takie tam.Straszne
                    to co piszę i myślisz sobie pewnie taka podła i jeszcze użala się nad sobą.Ale
                    nie chcę krzywdzić nikogo uwierz mi jest mi potem strasznie źle z tym że jestem
                    takim człowiekiem.Wiesz to co piszę to nie są jakieś prawdy objawione o BPD,być
                    może Twój kochany jest kompletnie inny,mam nadzieję że lepszy.Może powiedz mu
                    to co mi piszesz,nie można odmówić Ci racji.Tylko co to zmieni?Piszesz mi:
                    krzywdzisz ludzi jesteś egoistką a wystarczy odrobina dobrej woli,żeby się
                    zmienić a nie zasłaniać jakimś border.a ja twierdzę że to nie jest takie
                    proste.Mam nadzieję że Cię w żadnym momencie nie uraziłam,bo bardzo bym tego
                    nie chciała.Rozumiem że mój sposób myślenia może Cię niesamowicie
                    drażnić.Chciałabym żebyś rozwiązała swoje problemy i żebyś była
                    szczęśliwa.Życzę Ci wszystkiego najlepszego,mam nadzieję że jeszcze napiszesz
                    do mnie.
                    • okrent9 Re: Droga barnum... 21.01.07, 22:54
                      Barnum, nie, nie mówię Ci, "weź się w garść"... Sama cierpiałam kiedyś (dawno
                      temu, jako nastolatka) na depresję, i wiem, że są takie stany obniżonej
                      aktywności, kiedy człowiek po prostu nie potrafi sam wziąć się w garść.
                      Depresja od BPD różni się jednak w tym sensie, że oprócz stanów pustki osobie
                      cierpiąca na BPD zdarzają się też też stany prawie euforii, kiedy np. jest w
                      pierwszej fazie zakochania i idealizuje drugą osobę... Czuje wtedy energię,
                      którą, myślę, można wykorzystać do tego żeby zrobić gruntowny emocjonalny
                      remanent... wiesz, takie "noworoczne postanowienie" konkretnych zmian. Ja
                      wierzę, że Ty chcesz zmian na lepsze i lepszych relacji. Pod tym względem wręcz
                      zazdroszczę Twoim bliskim, że Ty masz świadomość pewnego problemu i chciałabyś
                      coś zmienić, kiedy mój BPD niestety do takiej samoświadomości (jeszcze?) nie
                      doszedł. Nie chcę Cię "przypierać do muru". Moje sugestie dotyczące omega 3,
                      terapii, itd., wynikają z mojej sympatii do Ciebie - a nuż Ci pomogą. Tak jak
                      już wspomniałam, istnieje strona pewnego polskiego BPD, który twierdzi, że w
                      znacznym stopniu poprawił swoje relacje w bliskich związkach - nie pamiętam już
                      dokładnie, jak do tego doszedł, bo czytałam jego stronę kilka lat temu, ale
                      chyba właśnie w jego przypadku pomogła głównie psychoterapia i czy to omega 3
                      czy cynk? A więc wygląda na to, że można sobie pomóc. Przynajmniej częściowo.
                      Moim zdaniem jest to bardzo pocieszające. Kiedy przechodziłam depresję,
                      zaczęłam czytać różne pozycje popularnonaukowe nt. depresji właśnie i sposobów
                      walki z nią, i sama świadomość, że ISTNIEJĄ możliwości radzenia sobie z nią
                      naprawdę mi pomogła... Dlatego wciąż wspominam Ci o tych sposobach radzenia
                      sobie z syndromem BPD o których czytałam.

                      Wierzę Ci, że nie chcesz nikogo krzywdzić. Wcale nie myślę, że jesteś podła.
                      Ale jeśli spojrzymy na sprawę z dystansu i oddzielimy to, co się dzieje, od
                      tego, kto jest sprawcą, to wychodzi na to, że osoby, z którymi BPD jest w
                      związku nieraz są narażone na podłe zachowania kogoś takiego (pomimo, że on w
                      tym momencie wcale nie chce być podły!) i są skrzywdzone (pomimo, że on wcale
                      nie chce ich krzywdzić, wręcz sam czuje się zagrożony!) Czy rozumiesz, co mam
                      na myśli?

                      Nie uraziłaś mnie niczym, Twój sposób myślenia mnie nie drażni... Patrzę na
                      naszą wymianę doświadczeń i opinii z pewnego dystansu i np. fakt, że piszesz,
                      że po awanturze, po ataku gniewu, masz wyrzuty sumienia, napawa mnie otuchą
                      jeśli chodzi o MOJEGO BPD. Bo czasem nie wierzę, że on miewa po wszystkim
                      wyrzuty sumienia, a to niestety oznaczałoby, że stracił wszelki kontakt z
                      rzeczywistością i wtedy związek z nim nie miałby zupełnie żadnego sensu.
              • evunia5 Re: Drogi Okrencie 27.03.07, 19:10
                Okrent9,
                jak ty dokładnie napisałaś o moim związku, aż nie wierzyłam własnym oczom co
                czytam. To samo, te same schematy, to samo stosowanie cichych dni przeze mnie,
                aby mój sie wyciszył, to próbowanie "zaciągnięcia" go do psychologa, a jak jest
                dobrze to zapominam o złych rzeczach, a jak źle to "wszystko moja wina i to ja
                mam chodzic na terapie". Raz był ze mną na spotkaniu z osychologiem, to co
                opowiadał to przeszło moje najśmielsze ,yśli (zrobił ze mnie alkoholiczkę i
                wyrodna matkę,) a gdy w domu zapytałam dlaczego takich bzdur nagadał - to
                spokojnie odpowiedział, że musiał sie troche wybielić. Potem był umówiony juz
                sam na spotkanie - stchórzył, uciekł niemalże spod drzwi psychologa, a mnie
                okłąmał, że lekarza nie było.
                I ta ciągła hustawka nastrojów - masakra, wykańcza mnie że już brakuje mi sił.
                Po okresie "ciszy" przychodzi do mnie jak biedny zbity pies ze łzami w oczach,
                rozmawia ze mną wtedy długo, chce się zmienić - ale jak juz jesteśmy razem nici
                ze zmian, bo juz tak jest super.
                A czy twój nie miewa jak ja to nazywam "okresów fascynacji jakims kolegą" która
                trwa tak z 2-3 miesiące, do momentu aż kolega okaze sie oszustem lub kłamcą?
          • lichi82 O Borderach 23.04.08, 14:08
            Witam. Mam Bordera, rozumiem go, męczy mnie jak cholera i moją Bliską Osobę, która już nie wytrzymuje, wyprowadziła się i w ogóle nie wiem co robić.

            Przyznam, że całości nie czytałam, nie jestem w stanie to wielki wysiłek, jesli chcecie żeby jakis bardziej zaburzony Border to czytał to proponuje wiecej enterów dawać.

            Po pierwsze, mów do niego krótko, zwięzie, powtarzaj w cholere razy jak dziecku, bądz stanowcza. Jeśli mówisz, że kochasz, to za godz czy kilka dni, nie możesz w to wątpić. Zapewnienia słowne jednak dają BPDowcowi tylko chwilową ulgę. Najważniejsze są namacalne dowody Twojej miłości [sorry możliwe, że się pogubiłam i nie wiem komu odpisuje], jeśli facet ma pamięć wzrokową to już SMS albo coś na piśmie zrobi lepszy rezultat niż słowo. A dowody: nie wiem przytul, zrob jakiś drobiazg, weź to duże dziecko na lody...

            Ja mojego Bordera nazywam niedorozwojem emocjonalnym. Myślę, że to jest sedno BPD.

            Lepiej pomaga pilnowanie się przez osobę z BPD i samoświadomość, niż chemia, oczywiście wykluczająć wymienioną omegę, magnez, zielona herbate, harbatki z melisy i miety na uspokojenie i ew można dorzucic dziurawca. Raczej pomoże niż zaszkodzi.

            Jeśli ktoś chciałby moją wiedzę czy zrozumienie tej przypadłości wykorzystać, to bardzo chętnie pomogę. Chociaż na to się mogę przydać. Wiec piszcie na mail: nick taki jak wyżej w poscie, ale na portalu Wirtualnej Polski.

            Pozdrawiam Wszystkich.
    • blueangel80 totalna mentalna demolka 21.01.07, 20:52
      witam.
      pozwalam sobie wlaczyc sie do waszej dyskusji.. moze bede mogla pomoc....
      rozpoznalam u siebie ten syndrom kilka miesiecy temu. Mam 99 % opisywanych
      objawow. Jestem 26 letnia mamusia, kochanka, wlascicielka firmy..
      Generalnie radze sobie ze wszystkim prawie doskonale.
      Niestety rzadza mna skrajne emocje, ktore niszcza moja psychike i osoby ktore
      kocham. Szczescie, ktorego doswiadczam, zawsze jest niepelne, poniewaz sama
      czuje sie pusta..Paradoksalnie dopelnienia nie szukam w sobie, lecz w absolutnej
      bezwarunkowej milosci, w oczach mojego mezczyznym, w marzeniach o idealnym
      zwiazku, idealnym zyciu.. Daze do skrajnej perfekcji we wszystkim, co robie..
      Nawet najmniejszy blad dyskwalifikuje mnie jako mame, kobiete, szefa..
      Zazdrosc..
      To najwiekszy koszmar, z jakim sie borykam od wielu lat.. Tak bardzo boje sie,
      ze moj mezczyzna ode mnie odejdzie, ze testuje go na kazdym kroku, zadam
      zapewnien o dozgonnej milosci, oczekuje skrajnej adoracji, poswiecania mi 100 %
      czasu, odgadywania pragnien i natychmiastowej realizacji wszystkich polecen :(
      jak wreszcie czuje sie spelniona, szczesliwa i w pelni akceptowana, to zaczynam
      podejrzewac, ze on gra, ze to wszystko po to, zeby mnie oszukac, zeby miec
      swiety spokoj, a nie z milosci...
      To moj trzeci dlugi zwiazek. Dwa pierwsze trwaly w sumie 9 lat, obecny 3 lata.
      Poprzedni zakonczylam po 3 latach z dnia na dzien. Czulam sie akceptowana i
      kochana w 100 %. Mimo to nigdy nie moglam zaakceptowac tego stanu, mimo
      szczescia ciagle szukalam dowodow zdrady :( komorka, maile.. Teraz nawet nie
      wiem, dlaczego odeszlam i co mna powodowalo. Gdy ktos mnie o to pyta, nie jestem
      w stanie sobie przypomniec :( Bylam najwieksza miloscia jego zycia :( Nikt nigdy
      mnie tak nie kochal..
      teraz wszystko sie powtarza.. od 2 lat co wieczor awantury o najmniejszy
      drobiazg, o krzywe spojrzenie, o chwilowa nieobecnosc, o chec spedzenia czasu
      beze mnie... O to, ze w odpowiednim momencie mnie nie pochwalil, nie powiedzial
      komplementu, nie przytulil...

      Skrajna zaborczosc, chorobliwa zazdrosc podszyta mega lękiem przed opuszczeniem,
      wewnetzny detektyw, ktory nawet najbardziej oddalone od siebie sytuacje potrafi
      zlozyc w calosc i przedstawic jako dowod zdrady :(

      Najgorsze jednak jest to, ze zadam dla siebie akceptacji i wolnosci, zazdrosci
      tylko w pewnych granicach, zrozumienia, wolnego czasu, tolerancji moich wad, i
      przy okazji krolewskiego traktowania i pelnej ofiarnosci, oddania...
      Zarazem oczekuje, ze mezczyzna zachowa siebie, nie popadnie w paranoje z powodu
      moich skrajnych emocji, agresji, totalnej milosci, czasami mega obojetnosci,
      zimna, wyrachowania, tyranii, sarkazmu..

      po kazdej awanturze wpadam w totalne przygnebienie, ale szukam porozumienia.
      odkad wiem, ze prawdopodobnie to BPD, to od razu przepraszam ( mimo tego, ze
      czasami nie wierze w wyjasnienia i zapewnienia o niewinnosci, czystosci intencji)
      zdaje sobie sprawe, ze za chwile juz nie bede pamietac o co poszlo.

      widze tez, ze wpadam w pewnien schemat zachowan i sama nie jestem w stanie przed
      nim uciec. W ciagu minuty moj stan euforii potrafi zamienic sie w totalnie
      niszczycielski stan rozpaczy, ktory prowadzi do eskalacji agresji, krzyku,
      obrazania partnera... potem placz, zrozumienie, ze to znowu bpd, przeprosiny i
      spokoj na kilka godzin, czasami dni.

      nie potrafie dokonywac wyborow zgodnych ze swoja wola, czasami mysle a a mowie b
      :( mam sklonnosc do uzaleznien, nie mam silnej woli, choc na zewnatrz wszyscy
      odbieraja mnie zupelnie inaczej.
      jestem dobra aktorka, potrafie manipolowac innymi, przekonac kazdego do zachowan
      zgodnych z moimi oczekiwaniami.

      przyjaciol skreslam bardzo szybko, wystarczy jedna/dwie sytuacje, w ktorych ktos
      mnie zawiedzie...

      moglabym tak dlugo...

      ale tak naprawde jestem kims zupelnie innym :(
      gdy czuje sie kochana, jestem najslodszym kociakiem na swiecie...
      niestety potem to przestaje mi wystarczac i szukam dalej... odchodze, aby
      pozwolic sie odnalezc mojemu idealowi :( to straszne

      goraco pozdrawiam

      • barnum1 Re: totalna mentalna demolka 21.01.07, 22:26
        witaj Angel,miło że piszesz:)bardzo wielkie wrażenie zrobił na mnie Twój
        post,bardzo dobrze znam "wewnętrznego detektywa",obsesyjną zazdrość i nierealne
        wymagania.Wiesz kiedy to przeczytalam pomyślałam sobie że żal mi osób
        porzuconych przez Ciebie,że Twoje zachowanie jest okropne,tak łatwo mi przyszło
        to ocenić chociaż jestem taka sama,naprawdę identyczna,moje zachowanie nie
        różni się niczym od Twojego.I teraz to widzę tak bardzo wyraźnie i jestem
        przerażona tym wszystkim więc aż tak jest źle?Po prostu dzięki Tobie udało mi
        się pierwszy raz spojrzeć na to z boku i zobaczyć to co Okrent w delikatny
        sposób próbowała mi dać do zrozumienia.Wiesz gdybym nie była w Twojej skórze
        posądziłabym Cię o skrajny egoizm i ekstremalnie niskie poczucie własnej
        wartości,uznałabym,że to one Tobą powodują.Dziękuję Ci że to napisalaś,wiele
        rzeczy mi uswiadomiłaś,przezde wszystkim to jak jestem odbierana.Moja biografia
        jest prawie identyczna,z tym że nie mam męża ani dziecka.Powiedz mi co robić
        jeśli wiesz czuję że jestem w ślepym zaułku, czy Ty coś zamierzasz zrobić?
        strasznie mi przykro po tym co napisałaś żal mi Ciebie,żal mi Twojego męża a
        najbardziej chyba użalam się nad sobą.Nie umiem pocieszyć Ciebie
        przepraszam,dziękuję jeszcze raz że napisałaś,że tyle zrozumiałam proszę pisz
        jeszcze pozdrawiam
      • okrent9 Re: totalna mentalna demolka 21.01.07, 23:53
        Droga blueangel, cieszę się, że i Ty się odezwałaś. Widzę, że Twoja sytuacja
        jest w pewnym sensie bardziej zbliżona do mojej - tzn. jesteś bardziej podobna
        do mojego BPD niż barnum, w tym sensie, że jesteś ze swoim mężczyzną od kilku
        lat, że masz za sobą inne dłuższe związki... poza tym opis Twojego podejścia do
        miłości, Twoich oczekiwań, które spełnione natychmiast wydają Ci się nic
        niewarte a motywacja Twojego partnera jakaś wyrachowana a nie wynikająca ze
        szczerej miłości... Również Twoje opisy Twoich własnych absurdalnych czasem
        reakcji ogromnie przypominają mi sposób zachowania mojego BPD.

        Czy powiedziałaś swojemu partnerowi, że "zdiagnozowałaś" u siebie BPD? Czy
        wcześniej groził Ci zerwaniem związku? Czy czułaś do niego coś w rodzaju
        pogardy kiedy ustępował Ci, gdy miałaś wobec niego jakieś niedorzeczne żądania?
        Barnum napisała, że czasem paradoksalnie czujaś miłość i wybaczanie budziło w
        niej pogardę i niechęć do tej osoby.

        Piszesz, że jesteś matką - czy Twoje dziecko jest świadkiem scen zazdrości
        itp.? Pytam bo mnie zawsze bardzo bolało, kiedy dzieci były świadkami ataków
        gniewu, słyszały te przeróżne obelgi, absurdalne oskarżenia... bo dzieci
        przecież nie są w stanie ocenić, co jest prawdą, a co nie :(
        • barnum1 Re: totalna mentalna demolka 23.01.07, 13:52
          Okrent napisałam do Ciebie na priv,pozdrawiam:)
      • juliab777 Re: totalna mentalna demolka 16.01.08, 14:04
        Hej Blue Angel!
        To niesamowite co piszesz!
        Niesamowite jest równiez to, jak bardzo moja sytuacja przypomina
        Twoją. Toczka w toczkę. Może tylko nie mam tak skrajnie posuniętego
        problemu z zazdrością. Mam za to bardzo dobrze rozwiniętego "psa
        ogrodnika" przez co jestem w stanie torturować więcej niż jedną
        osobę jednocześnie ;-)
        Idę dzisiaj do psychiatry. Moja pierwsza wizyta, więc trzymajcie za
        mnie kciuki :-)
        Już nie mogę znieść tego rozchwiania, zmienności nastrojów, gry
        pozorów...


        Pozdrawiam
        • sabinape Re: totalna mentalna demolka 16.01.08, 19:48
          Witam. To bardzo cenne, że uświadomiłaś sobie swój problem. Ciekawe
          jak Ci poszło z lekarzem. Bardzo trudno żyje się z osobami
          cierpiącymi na BPD. Ja tracę już poczucie rzeczywistości. Ta
          chwiejność nastrojów, mówienie rzeczy sprzecznych ze sobą,
          podejmowanie decyzji a w następnym dniu podejmowanie innych decyzji.
          Czy zdarzyło Ci się mówić coś o rzeczywistości która nie istnieje,
          tzn. wymyślać coś przez co druga, bliska Ci osoba odejdzie, a
          zarazem tak niesamowicie nieprawdopodobnego? Nie mam tu na myśli
          scen zazdrości.
          • juliab777 Re: totalna mentalna demolka 21.01.08, 11:00
            Cześć Sibanape,
            Jeżeli chodzi o lekarza, to chyba nie trafiłam tam gdzie trzeba.
            Oczywiście jestem uczulona na fakt, że będzie mi bardzo trudno ze
            znalezieniem psychoterapeuty, któremu będę mogła zaufać i który
            stanie się dla mnie autorytetem (kolejna cecha ludzi z BPD). Tak,
            pod względem objawów, klasyfikuję się, ale wymaga to pełnej
            diagnostyki i oczywiście psychoterapii. Lekarz mówiła mi, że
            niepotrzebne te etykietki, że po co mi ta wiedza, czy to BPD czy co
            innego... Czytałam wczesniej gdzieś w necie, że jeżeli lekarz tak
            mówi, to należy od niego uciekać, bo on nie ma pojęcia jak rozmawiać
            z ludźmi z BPD. Teraz szukam kogoś, kto nie będzie kolejną stratą
            czasu i pieniędzy. Mam pełną swiadomośc, że musze zacząć się leczyć,
            że w momencie, kiedy czuję zmianę nastroju, szczególnie, gdy
            sinusoida leci w dół, muszę umieć postawic sie do pionu, nauczyć się
            nad tym panować. Zmiany decyzji? Och tak, znam to z autopsji.
            Zaczęło mnie to nawet bawić, kiedy siedzę sobie gdzieś i jestem na
            100% przekonana, że np. w życiu postępuję właściwie. Jestem
            zadowolona i odczuwam ulgę. Mija kilka godzin i nagle zaczynają się
            wątpliwości, które doprowadzają do tego, że jestem na 100% pewna, że
            NIE postępuję w życiu słusznie, co mnie tak dołuje, że nienawidze
            siebie, cierpię katusze i chcę umrzec, zniknąć... :-) Potem mija
            kilka godzin i w końcu samam nie wiem czy postępuję słusznie czy
            nie, ale jest mi lepiej, ocieram łzy i jest mi lżej. I teraz wiem,
            że każda stresująca sytuacja, każdy dodatkowy negatywny bodziec,
            moją chorobę pogłębia. Teraz, mając świadomośc jest mi łatwiej, bo
            to, czego do tej pory nie rozumiałam, teraz umiem nazwać słowami.
            Nie mam obsesji na punkcie odejścia kogoś. Może dlatego, że to ja
            zawsze odchodzę pierwsza, nie wiem. Ja wykształciłam u siebie
            tzw. "psa ogrodnika". Zawsze miałam "kogoś z zanadrzu", co dawało mi
            poczucie bezpieczeństwa, większe poczucie własnej wartości itp.
            No i teraz czas z tym skończyć. Mam dużo wiary, że się uda, że
            osiągnę harmonię i będzie spokój. Musze tylko znaleźć odpowiednią
            osobę, która mi w tym pomoże.
            Za Ciebie równiez trzymam kciuki.
            Pozdrawiam ciepło.
            • poison_queen Re: totalna mentalna demolka 12.05.08, 12:01
              hej juliab777,

              ja dopiero niedawno doszlam do wniosku, ze cierpie na bpd. do tej
              pory bylam przekonana, ze tak po prostu wyglada zycie i kazdy czuje
              wszystko w ten sam sposob; mam tu na mysli glownie te zmiany decyzji
              co kilka godzin (tez czesto czuje ze moje zycie jest wspaniale,
              jestem szczesliwa i wiem, ze duzo osiagnelam mimo mlodego wieku, a
              juz pare godzin pozniej mysle o samobojstwie, bo nie moge wytrzymac
              swojego zycia i tego wszystkiego co sie ze mna dzieje i nad czym nie
              moge zapanowac). Na poczatku wiec myslalam, ze wszyscy ludzie czuja
              to tak samo, potem kiedy zauwazylam,ze jednak tak nie jest,
              stwierdzilam, ze to moze jeszcze jakies oznaki dorastania, ,choc
              obecnie mam prawie 22 lata. Dopiero niedawno jeden z moich znajomych
              stwierdzil, ze mam bdp. Nie wiedzialam w ogole co to jest, zreszta
              nawet mnie to nie obchodzilo, bo wiedzialam, ze i tak nic mi nie
              jest. W knocu jednak poszukalam informacji w internecie. Bylam
              przerazona! Nie wiedzialam, ze cos takiego istnieje, a opisywalo
              mnie sama dokladnie i we wszystich szczegolach. Gdy czytam posty na
              tym forum, czuje sie tak jakby one byly o mnie samej (oprocz
              informacji biograficznych). Nie wiem tez czy powinna wierzyc, ze
              wszyskto co czytam o bpd, ale niektore z tych rzeczy sa naprawde
              przerazajace i dopiero teraz widze dalczego w niektorych sytuacjach
              zachowywalam sie tak, a nie inaczej.

              Czasami nie moge uwierzyc, ze cos mi jest, bo czuje sie swietnie,
              kocham ludzi, kocham siebie i uwazam, ze swiat jest fantastyczny.
              Jednak wystarczy chiwla, i juz wszystko sie zmienia i nad moim
              zyciem pojawiaja sie chmury. I tak w kolko, doskonale widze co sie
              ze mna dziej, potrafie okreslic wiele roznych schematow, w ktore
              wpadam, ale nie potrafie nad tym panowac. Krzywdze siebie i inncyh.

              Dzieki za forum, nie wiedzialam, ,ze tylu ludzi sie z tym boryka
              • evunia5 Re: totalna mentalna demolka 13.06.08, 22:39
                Witam. Juz tu kiedys pisałam. Jestem ponad 10 lat z mężczyzna
                cierpiącym na BPD.
                Jeśli tez cierpicie na to to może w jakis sposób mi pomożecie, bo ja
                już chyba usycham z żalu, niemocy, tęsknoty....

                Te ciagłe hustawki nastrojów, to ciagłe podejrzewanie mnie o
                kłamstwa, o nieczyste intencje, o zdrady wykańczaja mnie totalnie.
                Juz kiedys (zresztą kilkakrotnie) musiałam skorzystac z porady
                terapeuty, bo myslałam, że zwariowałam. Mój partner tak mną
                zakręcił, że zaczęłam wierzyc, że jestem wszelkim złem. Potem
                stwierdzono u niego BPD.
                Jemu to nic nie dało, mi pozwoliło poznac po części jego zachowanie.

                Powiem jedno - tak pradziwie, najpiekniej i najmocniej kochać
                potrafia tylko osoby z BPD, ale tak zniszczyc drugiego człowieka to
                tez chyba tylko oni potrafią.

                Nigdy nikogo tak nie kochałam jak mojego Partnera - własnie dzieki
                jego okazywaniu miłości, jego empatii, jego dobroci. Jednak w jednej
                minucie kocha ponad życie, w drugiej miażdży totalnie. To co
                przezyłam w swoim życiu, inni by nie przezyli w ciagu kilku lat.

                Opowiem Wam pokrótce historię, z która obecnie juz nie daje sobie
                rady.
                Mój partner pracuje daleko za granica - zmusiła nas do tego nasza
                sytuacja. Mi jest ciężko, jemu również, ale jakos staramy się
                trzymać, codziennie piszemy i dzwonimy do siebie. Wiem, że on się
                stara bardzo.
                Ostatnio przyjechał na 3 najcudowniejsze tygodnie w moim życiu,
                potem rozstanie, płacz, potem smsy, że żyje tylko dla mnie, że
                kocha, że kocha mnie za ta moja szczerość, za to, że nigdy go nie
                zawiodłam; serce sie otwiera.
                Po tygodniu w nocy sms, że juz wie, że jest tylko psem w moim życiu,
                że mam sobie zabrac jego samochód - moze to auto w części
                zrekompensuje krzywdy jakie mi wyrządził, że już wszystko doskonale
                wie, bo zobaczył, że jestem zapisana na Naszej_klasie i że zajeb...
                zdjęcia porno tam dałam, że to była moja kilkuletnia tajemnica (!),
                że po to tam się zapisałam, żeby z frajerami się kontaktować i go
                zdradzać.
                Ja myslałam, że mi się to wszystko przyśniło co on do mnie pisze?

                Kochani, gdy zapisałam się kilka m-cy (nie lat!) temu na ten portal
                od razu mu powiedziałam, ba! sama zsugerowałam, żeby tam sie
                zapisał, bo to fajna zabawa. Żadnych zdjęc porno tam nie ma, sa
                fotki moje, mojej córci, moich zwierzaków no i oczywiście jego!

                Po tej nocy wyłaczył telefon, nie mam z nim żadnego kontaktu, jestem
                zdruzgotana. Dzisiaj mija 7 dni mojego cierpienia. Nie mam
                mozliwości wytumaczenia, nie wiem co robić.
                Może nawet juz włączy telefon, ale ja wam powiem, nie mam siły
                dzwonic do niego, bo jak nie odbierze - zwariuje, jak odbierze - co
                mam powiedzieć? Tłumaczyc się? Z czego?? Przecież nic złego nie
                zrobiłam, on właściwie wiedział o tej stronie, ale nigdy na niej nie
                był. Dlaczego mam sie przyznawac do jakiejs winy, jak przecież winy
                NIE MA!

                Tym milczeniem karze mnie on od czasu do czasu, ale przewaznie na 2-
                3 dni, a nie na tak długo. No i fakt, że jest bardzo daleko, nie mam
                możliwości pójścia do niego, przytulenia, wycałowania.

                Nie mam siły do życia, nie wiem co robic, schudłam z kilka kilo
                przez ten tydzien,...

                A może mnie zostawił, ale po tylu latach, za takie coś, co właściwie
                nie warto rozstrząsać?
                • nemenveuxpas Re: totalna mentalna demolka 19.06.08, 18:08
                  Niedziela, 23:30, sms: Spisz? Kocham Cie! Slyszysz? K O C H A M C I
                  E!!!
                  Poniedzialek rano: Przytlaczasz mnie, jestes dla mnie zbyt wielkim
                  obciazeniem. Nic do ciebie nie czuje, nie wiem dlaczego z toba
                  jestem.

                  Zaatakuja kiedy najmniej sie tego spodziewasz, dadzą Ci myslec,ze
                  jest wszystko dobrze, poczekaja, az bedziesz szczesliwy, kiedy
                  wstapi w nich borderline i odepchna Cie w tak okrutny sposob, ze
                  zapomnisz jak sie nazywasz. Nasz zwiazek przetrwal zaledwie dwa
                  tygodnie. Gdyby tego nie zrobila pewnie meczylbym sie jak wy.
                  Naprawde, podziwiam was,ze tak dzielnie sobie radzicie. Bylo mi
                  bardzo zle, ale doszedlem do wniosku, ze rzeczywiscie lepiej bedzie
                  pozwolic jej odejsc. Oni sobie tylko nie radza w relacjach z
                  bliskimi. Chcialbym jej jakos pomoc, ale juz teraz widze, ze nawet
                  leki i najlepsi psychiatrzy jej nie sa w stanie pomoc. Co by sie nie
                  zrobilo i tak postapi modelowo z tym co przeczytalem o tym w
                  internecie. To nas zadziwia. Wszystkie przypadki sa takie podobne.
                  To jest wrecz banalne. Ich wzorzec postepowania jest tak
                  zakorzeniony i ustalony, ze mozna tylko beznadziejnie patrzec na to
                  co ma nadejsc. Mozna negowac swojego borderline'a, a i tak sie
                  postapi wedle jego prawa, ktore nie zna zadnych wyajatkow. Moj BPD
                  nie szukal bliskosci, to ja ja znalazlem nieswiadomy niczego. Sama
                  radzi sobie doskonale. Bez zlej woli z mojej strony, zburzylem jej
                  spokoj i wypracowany porzadek dnia, w ktorym brak miejsca na
                  bliskosc z innymi ludzmi. Byc moze to leki ja tak stepiaja, ze nie
                  szuka bliskich relacji z innymi. Mysle,ze gorzej jest, gdy oni sami
                  garna sie do ludzi, pozniej wyknaczajac ich i siebie. Ona zyla w
                  przekonaniu,ze zawsze bedzie sama i poswieci sie pracy dla innych.
                  Czuje pustke, stracilem swoja najwieksza milosc, z ktora wiazalem
                  powazne nadzieje. Nie potrafilem pomoc. W pewnym momencie moj BPD
                  staral sie mi wmowic, ze to ja mam jakies problemy i, ze to ja
                  powiniem sie leczyc. Pamietam te zimne oczy, sarkatsyczny ton. Znamy
                  to wszyscy. Teraz czuje ulge. Tlumie w sobie cierpienie. Wiem,ze
                  jest dobrze jak jest. Dla nas obojga.
    • tulku74 Re: witam wszystkich 16.06.08, 11:27
      Witam wszystkich serdecznie,
      Juz nie potrafie zyc,nie mam sily,leki nie pomagaja,niby jest
      dobrze,ale potem przychodzi tak potworne naladowanie emocjami,ze nie
      sposob tego rozladowac,upijam sie do nieprzytomnosci,robie
      glupoty,na drugi dzien czuje sie fizycznie strasznie,dol
      potworny,ale emocjonalnie jest lepiej.Bledne kolo i tak caly czas.
      Boje sie ze w koncu nie dam rady i sie cos zlego stanie.
      Lecze sie od kilkunastu lat,obecnie biore xanax,aurex i tegretol,czy
      ktos zna moze dobrego psychiatre/psychologa z wwy, ktory bylby w
      stanie mnie uratowac....dzieki za pomoc

      • the_log_lady Re: witam wszystkich 16.06.08, 16:37
        Witaj:)Niestety nie jestem z Warszawy, więc nie dam Ci żadnych namiarów, ale
        przytulam Cię mocno - walcz o siebie. Fazę zapijania już przechodziłam, mnie to
        pomagało tylko na początku, później było tylko gorzej.Piszesz, że leczysz się
        już kilkanaście lat, czy Twój lekarz nie reaguje na to, co się z Tobą dzieje?
        • tulku74 Re: witam wszystkich 16.06.08, 19:55
          Dzieki za slowa wsparcia. Z lekarzem trudno utrafic,nastroje moga sie zmienic z
          minuty na minute,jak ostatnio bylam bylo dobrze i ciezko mi wtedy mowic o
          emocjach, depresji,jak tego nie czuje.Ogolnie jest i tak lepiej niz rok
          temu,mialam napady lekowe,teraz to chociaz to przeszlo, ale emocje, uczucia,
          duszenie sie we wlasnej skorze wykancza mnie,niby nic sie nie dzieje, a zaczynam
          dzialac destrukcyjnie, tak potworne emocje mna miataja ze pije, albo jem i
          wymiotuje,nie jestem w stanie tego powstrzymac mimo obiecanek, przyzeczen,
          zreszta wiem ze jesli nie wyladuje sie to bedzie jeszcze gorzej.Teraz powrocilam
          do tegretolu,tyle ze otepia mnie, a to tez jest okropne,siedze taka jakby
          oderwana od rzeczywistosci,tyle ze nie szargaja mna emocje....
          • evunia5 Re: witam wszystkich 16.06.08, 20:13
            Tulku,
            a powiedz mi kobietko, czy zasami budzisz sie zlana potem?
            Mój partner, który ma BPD właśnie czasami budzi się w nocy cały
            mokry i z sercem walącym jak młot.
            • tulku74 Re: witam wszystkich 16.06.08, 21:24
              Bywa roznie,byl taki okres ze przejechanie tramwajem 2 przystankow kosztowalo
              mnie mase nerwow, potu, paniki, kiedys, jak zaczelam chorowac wzywalam
              pogotowie, teraz glupio troche, ale co jakis czas latam do lekarza i robie badania.
              Czasem noce to koszmary,i po prostu biore wtedy xanax(lek p/lekowy) gdyz
              wychodze z zalozenia ze nie mam juz sily sie meczyc.
              Panika to teraz najmniejszy problem, emocje, kontakty z bliskimi,wiem ze ich
              krzywdze, zdenerwuje sie i nienawidze ich, jestem straszna, krzycze, niszcze,
              mija godzina i wszystko wraca do normy, ale to tak jakby kogos walic mlotkiem po
              glowie a potem spytac sie czy mu nic nie dolega.
              Staram sie, obiecuje sobie, ze nie bede taka, ze zanim cos powiem policze do 10,
              nie umiem, najgorszy jest ten nadmiar emocji we wnatrz, dusze sie tym, i musze
              tak jakby uwolnic je...teraz sposob picie, pomaga, mimo iz na drugi dzien czuje
              sie strasznie, ale chociaz chwile czuje sie wolna, lekka, nie spieta....
              • zbieram_szkielka propozycja... :) 27.06.08, 14:54
                Witam wszystkich, bardzo interesujący wątek. Niestety, chwilami
                jakbym czytała o sobie. Pies ogrodnika... zazdrośnica...
                testowanie... Huśtawki nastrojów... potrzeba znalezienia autorytetu
                (też w terapeucie)... potrzeba bezwarunkowej milosci otoczenia...
                Ponad pol roku temu trafilam na fajną terapię, na ktorej w koncu
                mialam uczucie, ze to JA NAD SOBĄ PRACUJĘ, a nie KTOS MNIE WYCIĄGA z
                bagna (co nie znaczy, ze terapeutka nie byla - i nie jest - w tym
                pomocna). Pracowalam z ksiazką "Umysl ponad nastrojem" -zdaje sie,
                ze autorką jest Christine Padesky. W warszawie te ksiazke mozna bylo
                dostac w ksiegarni na wydziale psychologii (ul. Stawki). Nie, nie
                dostaję prowizji od wydawnictwa ;)
                Nie ukrywam, potem był megadół, podczas ktorego odpuscilam sobie
                wszystko. Teraz powoli z niego wypełzam;) Nie jest latwo, bo
                sytuacja, ktora ten dół spowodowała, ciagle trwa. A jednak nauka nie
                poszła w las i pewne schematy udało mi się wbić do glowy na tyle
                mocno, ze pojawiają się automatycznie. Moze nie wtedy, kiedy emocje
                szaleją we mnie (ale liczę, ze znow wrocę na ten "poziom", bo przed
                megadołem zaczęło mi to wychodzić!), ale wtedy, kiedy czytam cudze
                posty - np. w tym wątku, że "nie da się z tym nic zrobić". Otóż DA
                się. Metoda zaproponowana w tym podręczniku polega na zimnej
                analizie faktow, ktore wyzwalają nasze emocje i na analizie tychże
                emocji - co w rezultacie prowadzi do racjonalizacji sytuacji,
                dystansu i stonowania emocji. I momentami jest fascynujące. A do
                tego w sumie dość proste. Co nie znaczy, ze nei trzeba sie liczyć z
                nawrotami, czego moja historia jest smutnym dowodem. Ale liczę, że
                mimo sporego ciężaru uda mi się znow wejsc w te koleinę i osiągać
                coraz lepsze rezultaty, a przez to szansę na stabilne szczęście.
                Czego i Wam życzę :*
    • liczby-11 Re: witam wszystkich 05.09.08, 19:56
      ZROZUM, ze bpd to jest choroba endogenna, a wiec organiczna i nie da sie jej
      leczyc slowami, ale musisz ja leczyc farmakologicznie. Nie ma innego wyjscia. W
      GORE SERCA.......

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka