Dodaj do ulubionych

trudne związki

04.04.08, 23:01
Cześć eszystkim podobnym do mnie.Ostatnio zdjagnozowano że jestem
Borderline.Nie biorę leków bo sie boję(mam dużo lęków z tym
związanych) a itak nie wierzę że one coś pomogą.Podobno nigdy się z
tego nie wychodzi, to nie jest depresja, to cos gorszego, to sposób
myslenia który juz jest uwarunkowany.To mnie przeraża, boję się że
to życie jest w moim przypadku bez sensu, cokolwiek zrobie-nic to
nie da. Nie moge zrealizować się w żadnej sferze pomimo że podobno
jestem bardzo atrakcyjna i inteligentna(oczywiście sama w to nie
wierze).Mysle że śmierć zakonczy to wszystko, ta pusta egzystencje,
ale sie boje. Zyje na pograniczu-chciałabym ale boje się.Wikłam się
w związki bez pzyszłości i sama sobie nie potrafie tego
wytłumaczyć.Jestem ciekawa czy inni po mnie to widza ze jestem BPD i
to wykorzystują?cos mi się zdaje że tak, bo nie raz mi mówią że mam
straszne huśtawki nastrojów.Widać to prawda???
Obserwuj wątek
    • gocha500 Re: trudne związki 11.04.08, 23:56
      kelly mozemy sobie podac rece!mysle niemal identycznie jak ty!
      tylko ze ja wpadlam w zwiazek z facetem bezpowrotnie-wzielismy slub
      7 lat temu i czasem uwazam to za ogromny blad!!!!teraz tez tak mysle!
      ciesze sie jak go nie ma w domu!a kiedy jest ze mna raczej oki to
      wrecz go pragne na kazdym kroku!cholera nie nadaje sie do zwiazkow!
      wpakowalam go w to moje abagno na zawsze,facet ponoc mnie cholernie
      kocha ale coz z tego ze i ja go kocham jesli moje myslenie czesto
      schodzi na dziwne tory!mecze wtedy siebie i jego!cholera
      pochrzanione to wszsytko jest!
    • fokra Re: trudne związki 04.05.08, 14:29
      Cześć :)
      JEstem facetem który pokochał taką osobę jak tu dziewczyny piszecie.. Niełatwe
      to i czasem myślę że zakaźne :( Kelly : Właśnie dużo czytałe no i ta osoba to
      potwierdza sobą, że akurat BPD jakoś "lubi" inteligentnych :( Czy bardzo
      atrakcyjnych?? hmm trudno to powiedzieć.. Wiadomo, że osoba którą się bardzo
      lubi będzie atrakcyjna tak czy inaczej ;) Jeśli Twoje BPD nie jest takie bardzo
      strasznie głębokie to weź leki. Skoro już je masz to znaczy, że zdobyłaś się na
      to by iść do lekarza. Osoba o której mówiłem ma podobnie tylko, że za żadne
      skarby nie chce do lekarza, a o lekach już nie wspomnę.. Reaguje panicznie i
      agresywnie na słowo psycholog lub psychiatra.. Zresztą żaden psycholog z
      inteligentnym BPD-owcem nie ma szans.. Po prostu zostaje wciągnięty w grę i
      osoba z zaburzeniem bawi się nim.. Tu jedynie pomaga psychiatria z
      farmakologicznym wspomaganiem. Z tymi związkami bez przyszłości to.. z mojego
      doświadczenia z jedną osobą wynika, że to nie tak, że te związki są właśnie pod
      tym kątem wybierane, że np z żonatymi facetami czy zajętymi. Trafiła na mnie i
      choć trudno nawet to nazwać związkiem, bo mieszkamy na 2 końcach Polski, to
      chciałem i bardzo się starałem by był możliwy. Jedna wydaje mi się że to
      paniczny strach takich osób uniemożliwia trwałe związki czy budowanie
      przyszłości. Znajdą miliony sposobów na to by nie mogło być przyszłości. To
      zdrada na przykład czy popadanie w długi.. Oczywiście to nie jest takie całkiem
      świadome i z rozmysłem, ale ze strachu.. A teraz czy to widać?? Nie.. wiesz co
      widać na początku? Przynajmniej co ja widziałem? Empatię, ciepło, ogromną
      wrażliwość, otwartość.. To wszystko w skali niespotykanej wśród ludzi.. Nie
      widać BPD i nie wiem czy to tak, że ktoś to wykorzystuje.. Bardzo szybko wtedy
      się traci dystans do takiej osoby. Przynajmniej gdy się ma trochę wrażliwośći..
      Bo są osoby rzeczywiście to wykorzystujące.. Co ciekawe właśnie postawy zimne i
      obojętne powodują, że do nich lgnie osoba z BPD (przynajmniej ta o której mówię)

      A TERAZ COŚ WAM POWIEM:)
      DZIEWCZYNY I CHŁOPAKI!! JEŚLI MACIE KOGOŚ KTO NIE UCIEKŁ OD WAS POD WŁYWEM
      INSTYNKTU SAMOZACHOWAWCZEGO TO ZNACZY, ŻE TEN KTOŚ WAS SZCZERZE KOCHA WIĘC
      POZWÓLCIE SOBIE POMÓC. POZWÓLCIE..
      • poison_queen Re: trudne związki 12.05.08, 11:27
        hej, to nie jest tak latwo, latwiej powiedziec: 'pozwolcie sobie
        pomoc'. Ja tez mam bpd i choc wiele razy juz slyszalam, ze ktos chce
        mi pomoc, zapewnia, ze mnie kocha i nie chce zrobic nic zlego, tylko
        pomoc to i tak nie wierze. Wiem, ze ta osoba naprawde chce dobrze,
        ale po porostu nie moge przyjac tej pomocy, po pierwsze daltego ze i
        tak nie pomoze, a po drugie daltego, ze nie wierze w te zapewnienia
        i wiem, ,ze to co mowi, mowi tylko po to, aby mnie pocieszyc; a
        naprawde jestem oszukiwana. I nawet jezeli ta osoba bedzie robila
        wszystko aby mi udowodnic, ze jej zalezy, i tak nie bede potrafila
        uwierzyc. Bo wiesz, gdyby to bylo takie latwe, to nie byloby na
        swiecie az tyle ludzi zdiagnozowanych z bpd.
        • fokra Re: trudne związki 23.05.08, 21:50
          pomoże jeśli mu na to pozwolisz.. naprawdę.. tylko.. nie pozwalaj sobie mu tego
          uniemożliwiać.. popatrz wzrokiem emocji w inne miejsce.. nie w wyimaginowane
          żródło oszustwa czy zdrady.. wiem, że nie łatwo.. znaczy nie wiem bo osobiście
          tego nie przeżywam, ale czyję i rozumiem..
          • patrykdoc Re: trudne związki 24.06.08, 19:55
            Poznałem wspaniałą kobietę która prawdopodobnie ma BPD. O żadnej pomocy czy konsultacji nie chce nawet słyszeć. Choć przyznaje że ma jakiś problem, że jej uczucia są jak sinusoida i nie wie sama czego chce, że raz mnie kocha a raz nienawidzi. Zerwała ze mną już dwa razy. Na początku kiedy byliśmy razem i po powrocie mówiła, że bardzo mnie kocha, że jestem najważniejszą osobą w jej życiu oraz wiele innych miłych i ciepłych słów. Przy czym cały czas bała się, że to ja z nią zerwę. I mimo licznych zapewnień, znów zerwała. Zachowuje się tak aby jak najmocniej mnie zranić. Słyszę ze znów w kimś się zauroczyła. Potem słyszę że tak samo jak szybko jej przyszło to zauroczenie tak samo szybko odeszło. Choć wiem że nie robi tego specjalnie, jej zachowanie rani mnie tak mocno, że sam przestaję sobie z tym radzić. A ja mimo wszystko kocham ją tak bardzo, że chciałbym jej pomóc. Zabrać do specjalisty, zapewnić fachową pomoc. Przecież ona też ma prawo do szczęścia. I co z tego? Skoro aktualnie nawet nie chce mnie widzieć...
            • zbieram_szkielka do patrykadoc 26.06.08, 16:25
              powiem surowo, ale zachowuję się jak Twoja dziewczyna/znajoma, wiec
              mysle, ze to surowosc usprawiedliwiona i poparta doswiadczeniem:
              Na Twoim miejscu zażądalabym, zeby zaczęła się leczyć. Bo na taką
              hustawkę jaką ja (a byc moze i Ona) zapewniam moim chłopakom, nie
              miałabym najmniejszej ochoty. A chciałabym zauważyć, że JA staram
              się nad sobą pracować...
            • adamo_08 Re: trudne związki 14.10.08, 16:36
              Witaj. Moja żona (więc to poważniejsze) jest albo DDx albo BPD albo inne ABC. Uważaj i jeszcze raz uważaj!. Nie możeś być dla swojej znajomej terapeutą ani jakimś guru. Znienawidzi cie i tyle. Nigdzie jej nie zaprowadzisz , nie zaciągniesz, jak sama nie będzie chciała. Czy da sie coś zrobić , by chciała chcieć? - To jest też mój problem.
              Uważaj - jesteś blisko wiru na rzece. Może cie wciągnąć tak, że z tego nie wyleziesz. Nie pakuj sie w to. Ta jej wspaniałość to jak lep na muchy. Jestes zapewne dobym człowiekiem. Ona chyba potrzebuje takiego "frajera" by cię wyssać do końca. Tyle kobiet jest na świecie...
          • krzywyzabek Re: trudne związki 08.08.08, 04:22
            Fokra bardzo mądry i wyrozumiały z ciebie facet, oby takich więcej! A teraz ja wam coś powiem o sobie -moja historia jest strasznie pokręcona ale w skrócie to było tak : zaczełam 4 lata temu chodzić z obecnym chłopakiem ,który po krótkim czasie zerwał ze mną na moje rozpaczliwe prośby został(jakie to upokażające) ale i tak jeszcze kilka razy w ciągu roku chciał odejśc.Kiedy wkońcu nie wytrzymałam i gotowa byłam odejśc od niego (o dziwo) to przekonał mnie że wcześniej popełniał straszne błędy i zrozumiał że mnie kocha bardzo...więc zostałam.Jednak nie potrafił dać mi tyle uwagi co potrzebowałam(ciągle siedział na kompie lub przed tv)i w zapoznał mnie ze swoim kolegą(w celu zastępczym za niego)z którym spedzałam czas kiedy mój chłopak nie miał czasu dla mnie , a że było to dość czesto to uczucia nie sługa wiec miedzy nami cos zaczeło kiełkować...po nastepnym roku Mój chłopak przebudził się z letargu i chciał tylko mnie dla siebie-ale jak tu przerwać nagle znajomość która przerodziła sie w uczucie? Więc tkwiłam między młotem a kowadłem tak nastepne 2 lata i co najgorsze przywiązywałam się coraz bardziej do kumpla(powiedzmy formalnie) pech chciał że okazało sie że on ma również bpd! I to z dodatkowym socjopatyzmem + narcyzmem bardzo wyniszczająca dla mnie znajomość bo cały czas musiałam go prostować (co dla mnie trudne bom sama pokręcona)i kiedy on chciał mnie za dziewczyne ,nie za przyjaciółke , ja niezgodziłam sie choć go bardzo kochałam(przecież byłam w związku z chłopakiem którego również kochałam)i kiedy zaproponowałam mu przyjażń on dokładnie z dnia na dzień przestał czuć cokolwiek do mnie poza nienawiścią(ja też tak miewam,ale zaraz przychodzi fala miłości i tesknoty)a on nic twardy jak skała i nic poza zimną obojętnością i chęcią dowalenia mi .Myślałam że umre z bólu i rozpaczy , że ja byłam ZAWSZE jak miał doła ,pocieszałam ,prostowałam a on mnie potraktował w ten sposób zerwał wszelkie kontakty ,zostawił samą sobie z bólem i ogromną tesknotą (2 lata znajomości) i na koniec dodał gdy spytałam jak to tak z dnia na dzien mu sie odmieniło, i czy nic juz do mnie nie czuje ,nie teskni..on odparł zimno -nie ,i mi tak dobrze jest!!!I wiecie kto mnie zatrzymał przy życiu? Mój chłopak ,bo wiedział że to wszystko przez niego (gdyby mnie nie zostawiał samej sobie i nie podsyłał kolegi na zastepstwo ,jak nie miał dla mnie czasu,nie cierpiałabym tak)I to świeta prawda jest że skoro jest przy mnie (co czasami bywa okropnie trudne)i pomaga zwalczyc demona BPD to kocha jednak...Walczymy teraz oboje o normalność dla mnie ,raz lepiej raz gorzej ,ale nie poddajemy się (tzn.on się nie poddaje=)Czego Wam wszystkim życze z całego serca!
            • nienill Re: trudne związki 08.08.08, 13:26
              to w koncu potrafisz sie zwierzac przez net czy nie? ;)
              • krzywyzabek Re: trudne związki 13.08.08, 13:59
                =),no widzisz tak mnie jakoś na zwierzenia naszło;)
    • 8kosmos Re: trudne związki 17.08.08, 10:56
      Moja ex dziewczyna pewnego dnia przysłała mi linka o bpd mówiąc, że to opis mojej osoby, oczywiście przeczytałem wstęp i zignorowałem ten artykuł, po jakimś czasie wróciłem do niego dokładnie sie wczytując - wniosek mam BPD (ale to temat na inny wątek więc nie będę podawał moich objawów)

      Mój przypadek - byliśmy ze sobą bardzo długo, związek bardzo burzliwy - parę razy zrywałem, ale jakoś nasze drogi sie schodziły obecnie nie jesteśmy (od krótkiego czasu), to ja ponownie zakończyłem związek (wydaję mi się, że Jej nie kocham i nie kochałem, ale ona wiedziała o tym nie oszukiwałem) szukając wyidealizowanej partnerki, która zmieni moje życie, pragnę się zakochać bo nigdy nie kochałem, raczej nie umiem kochać i chyba już się nie nauczę, ludzie z ta choroba bardzo boja sie odrzucenia i samotności, potrzebują pewnej akceptacji ale ciężko jest im być w związkach. Sam nie wiem czego chce, czego oczekuję, trwanie w pewnej pustce szukając czegoś nieistniejącego.

      Wracamy do siebie bo bardzo Ją lubię i cenię jako przyjaciela - rozumie mnie (czego nie mogę powiedzieć o znajomych itd. których i tak straciłem z mojej winy) ale to się kręci tak w kółko (nie odpuszcza wykorzystując moje słabości), takie związki wypalają, tracąc mnóstwo energii na 'walkę' z samym sobą i partnerką, popadając w pewną patologię.

      Gdy poznaję jakąś nową osobę na początku od razu jest przekreślana, lub po krótkiej znajomości.

      Teraz zdając sobie sprawę, że nie jestem do końca 'normalny' (czym jest normalność?) jestem trochę załamany bo uświadamiam sobie, że tak będzie cały czas, a samotność jest jeszcze bardziej dobijająca i destruktywna... nie wiem jak to się zakończy walka z samym sobą i nieustające poszukiwanie własnego ja


    • liczby-11 Re: trudne związki 05.09.08, 18:52
      Dasz rade z tym zyc, jezeli bedziesz sie leczyc. Bpd nie polega na narzekaniu-
      bo to jest po herbacie. Trauma orga niczna nastapila i trzeba sie ratowac.Czym?
      LECZENIEM FARMAKOLOGICZNYM. Przeciez organiki nie leczy sie psychoterapia
      /chociaz jak masz pieniadze, czemu nie/, ale farmakoterapia.W GORE SERCA!!!!!!!!!
    • bpd_friend Re: trudne związki 15.10.08, 16:48
      Cześć Wszystkim

      Jakiś czas temu poznałem w dosyć idiotyczny sposób dziewczynę. Początkowo to była znajomość internetowa, która bardzo szybko przerodziła się w bliską przyjaźń. Już po kilku dniach korespondowania/rozmów na gg powiedziała mi, że ma BPD. Bardzo mnie to zaskoczyło, że po tak krótkim okresie zdradziła mi chyba swój najbardziej skryty sekret. Nikt o tym nie wie, nawet najbliższa rodzina zdaje się nie podejrzewać tego.

      Nieraz bardzo się uzewnętrznia, zwłaszcza gdy łapią ją doły (zazwyczaj dotyczy to jej wyglądu, sensu życia, samotności[twierdzi że nie ma przyjaciół, a wiem że ich ma]). Wtedy potrafię godzinami rozmawiać z nią i w kółko tłumaczyć, że jest inaczej niż jej się wydaje. Gdy już wszystkie jej argumenty podważę (zazwyczaj jest już środek nocy i ledwo żyję), ona zaczyna od początku, nieraz podając kolejne, pozbawione już logiki. Gdy zaczynam już jej wytykać że jej argumenty są nielogiczne, przyznaje mi rację, ale jednocześnie zadaje mi pytanie dlaczego ona tak to odczuwa. Następnego dnia ma wyrzuty sumienia, że mnie tak dręczy, chociaż ja nie narzekam i wykazuję ponadludzką cierpliwość. Obiecuje mi, że to już był ostatni raz, ale za jakiś czas sytuacja się niestety powtarza.

      Czasami bywa także nieprzyjemna. Gdy narzeka, że o niej nikt nie pamięta, dla innych bardzo się poświęca podczas gdy nikt nie poświęci się dla niej, nie ma powodzenia u chłopaków i jest generalnie beznadziejna, siedzę i staram się jej wytłumaczyć, że tak nie jest, ewentualnie co mogłaby zmienić w swoim życiu(ona oczywiście twierdzi że nic nie ma sensu). Nieraz rozmowa kończy się nad ranem :/. Następnego dnia jestem nieprzytomny i gdy mówię jej, że chciałbym pójść wcześniej spać bo jestem zmęczony przez nieprzespaną ostatnią noc ona wtedy rzuca tekstem, żebym nie robił z siebie męczennika i jak nie chcę to nie muszę rozmawiać :|

      Jest jednak druga strona medalu. Zawsze potrafi przyciągnąć moją uwagę. Jestem zachwycony jej pięknem wewnętrznym, jej wrażliwością, inteligencją. Potrafi być bardzo sympatyczna i miła. Powstała pomiędzy nami więź emocjonalna i obecnie jest to już coś więcej niż przyjaźń....

      Ze względu na to, że mieszkamy dosyć daleko od siebie, kontakt utrzymujemy głównie przez telefon i internet, a to wiadomo może stanowić pewną strukturę buforową, która amortyzuje i tłumi efekty wahania jej nastroju. Nie wiem co robić. Nieraz jej czarne wizje przyszłości przechodzą na mnie (nie pokazuję jej tego, ale to prawda :/), czasami mnie denerwują bo są wyolbrzymione i wręcz nielogiczne, ale zachowuję cierpliwość. Z jednej strony podobamy się na wzajem, ale z drugiej strony obawiam się, że pewnego dnia nie wytrzymam :( i wybuchnę. Obawiam się tego, że ją zranię. Duszę w sobie to co ona do mnie mówi, jak mnie nieraz traktuje. Zawsze tak robiłem, ale też zawsze przychodził moment odreagowania... Co wtedy gdy powiem, że nie chcę z nią być w związku bo się wykańczam ? Statystyczny człowiek złapałby po rozstaniu najwyżej chwilowego doła, ale otrząsnąłby się i żył dalej, w lepszym przypadku zostalibyśmy znajomymi, przyjaciółmi, a tutaj ?

      O lekarzu nie chce słyszeć, bo jak twierdzi nie ma na niego pieniędzy, chociaż wiem, że do biednych osób nie należy :/ Podobnie jest z lekarstwami, które jak się orientowałem nie są wcale drogie.

      Nie wiem co robić. Im dłużej utrzymujemy znajomość, tym bardziej zbliżamy się do siebie. Chciałbym spróbować, bo jednak coś do niej czuję. Chciałbym też jej pomóc, ale boję się że mogę tylko zaszkodzić. Dla mnie ona jest niezwykłą osobą i nawet gdyby nasz związek nie przetrwał to chciałbym jej nadal pomagać...tylko czy taki przebieg wydarzeń jest możliwy ? :(
    • liczby-11 Re: trudne związki 17.10.08, 13:44
      Bpd friend pomagaj jej. Twoja znajomosc moze spowodowac to, ze zacznie sie
      leczyc.....Powoli, malymi krokami zblizaj sie do niej i nigdy jej nie mow, ze
      jest atrakcyjna, bo zaraz ucieknie od Ciebie. Po prostu miej chlodny stosunek do
      niej, ale realizuj to, o co ona Cie prosi.... Powiedz jej, ze dowiedziales sie,
      ze Twoj sasiad ma bpd i ze jest bardzo inteligentny i przystojny. Ale on leczy
      sie i coraz lepiej sie czuje..... Nawet od 2-ch miesiecy bardzo dobrze
      funkcjonuje..... Powiedz jej, ze zauwazyles, ze on nie ma juz takich hustawek
      nastroju, lepiej spi i ludzie go lepiej postrzegaja. Teraz pomaga innym, bo
      lepiej sie czuje i wymysl jeszcze cos takiego co by do niej pasowalo. Nigdy nie
      mow jej co ma robic. Tylko ciagle badz zafrasowany swoim przyjacielem.... Ona
      zbiegiem czasu "przebudzi" sie i dojdzie do wniosku, ze warto usuwac te podle
      objawy, jakie maja ludzie chorzy na bpd.... To bedzie trwalo..... Ale na pewno
      warto.....W GORE SERCA.....
      • tochybaniemozliwe23 Re: trudne związki 01.12.08, 20:30
        sama nie wierze ze tutaj pisze....
        ale chyba cos jednak jest na rzeczy, skoro trafiłam na to forum.... Byliśmy ze sobą 6lat... 6 pieknych, kolorowych, słodkich lat... no dobrze, nie zawsze było słodko, nie zawsze kolorowo i nie zawsze pięknie, ale łączyło nas coś, co wydawało mi sie, ze przetrwa wszystko. On był cudowny, wspierał mnie, doceniał, uszczesliwiał- sprawił, ze zaczełam realizowac swoja pasje, ze uwierzyłam w siebie. Zawsze czułam jakis lęk, ale myslalam, ze jezeli cokolwiek kiedykolwiek sie popsuje, to raczej z mojej winy, ze to ja go zostawie, ze to je bede miec watpliwosci. On zawsze był gotów mnie wspierac, jakos tak bezgranicznie mu wierzyłam, ufałam, wszyscy faceci moich kolezanek byli źli, ale nie moj P.... nie on... I nagle cos zaczeło sie psuc... nigdy nie planowalismy slubu- jakos tak nie bylismy gotowi, chociaz juz ze soba zamieszkalismy, mielismy plany co do budowy domu (dalekie bo dalekie, ale mielismy), razem chcielismy sie czegos dorabiac. Raz tylko P. kiedy byl w wojsku chciał sie zareczyc, ale wytlumacyłam mu ze dla mnie same zareczyny nic nie znacza, ze bez wyraznej checi wziecia slubu, nie maja one sensu... i odpuscił- mysle ze nie przemyslal tego do konca, pewnie tesknił w wojsku i stad ten pomysł. Pierwsze dziwne zachowanie zaobserwowałam, kiedy wyszedł z wojska, ale myslalam ze musi sie przestawic, ze czuje sie niepotrzebny bo nie miał wowczas pracy, ze czuje sie niewartosciowym mezczyzna, bo nie zarabia. Był wtedy taki obcy, nieobecny, zamiast cieszyc sie mna- ze w koncu do mnie wrocił, on traktowal mnie jak zupelnie obojetna osobe... kiedy był w wojsku nagrał piekna deklarecje, wysyłał smsy, czułe listy, a kiedy wyszedł... jakby juz mnie nie kochał... nie rozumiałam, co sie dzieje... po jakims czasie powiedział mi, ze cos miedzy nami wygasło, ze czegos mu brakuje, cos sie skonczyło. Nie było zadnego wyraznego powodu, kłotni. chodził czasami zamyslony, raz był czuły, kochający, a nastepnego dnia jakby mnie nie widział. Widziałam ze jest mu ciezko, ze chyba sam czuje sie zle z tym ze cos mu nie pasuje- jakby miał wyrzuty sumienia ze juz mnie nie kocha... ogromnie mnie zabolały jego słowa, myslalam ze umre z rozpaczy, zawiodł mnie tak bardzo, ale mimo to jakbym nie przyjeła tego do wiadomosci... uratował nas wtedy chyba tylko wspaniały seks... w nim ugasił te dziwne mysli a we mnie wzbudził nadzieje. Rozmawialismy poźniej o tym, twierdził ze to było chwilowe zwatpienie, ze nic nie znaczyło, ze jestem jego miłoscia i ze nic nas juz nie podzieli.... i uwierzyłam... było na prawde fajnie , znow zaczelismy miec plany, wspolne marzenia, cele... i niedawno tamto znowu wrociło... balam sie tego, tak bardzo sie tego bałam... nie miał nawet odwagi zeby mi o tym powiedziec (on 24 ja 23 lata) napisał tylko sms ze przeprasza, ze nie ma odwagi mi o tym powiedziec, ale ma metlik w glowie co do nas, ze ma watpliowsci itd. kiedy przyjechał do domu (wraca w sumie tylko na wekendy) to powiedział ze myslal od tym od dawna, ze cos sie chyba wypaliło, ze on wie ze moze bedzie jeszcze miedzy nami dobrze, ale ze wie tez, ze jemu TO wroci. Od jakiegos czasu jakby znow mnie nie zauwazal, niby sobota była cudowna a w niedziele jakby denerwowała go moja osoba- mimo iz na tygodniu wiele razy pisal i dzwonił, zapewniajac o tym ze teskni i kocha... nie rozumiałam o co chodzi ale nie mialam tez siły zeby walczyc, caly czas czulam, jakby tylko mi zalezalo na naszym zwiazku, jakby ode mnie zalezała nasza przyszłosc... pewnie pisze chaotycznie, moze nawet nikt tego nie przeczyta, ale jestem uz tak zmeczona i rozzalona, ze chyba jest mi wszystko jedno.... P twierdził ze on wie ze bedzie tego zalował, ze nie moze uwierzyc ze to co bylo miedzy nami sie konczy, ze jest mu trudno, widziałam lzy w jego oczach, ale nie miałam siły niczego juz wyjasniac, zawiodł mnie tak bardzo, mimo iz obiecał ze nic nas juz nie podzieli. Postanowilam a moze postanowilismy bo juz sama nie wiem jak to sie stało, w kazdym razie wyprowadziłam sie od niego, chociaz on twierdził ze nie musze. Spotkalismy sie pozniej jeszcze pare razy, zaprosił mnie do kina, do pubu, poszlismy ze dwa razy do łózka... po czym stwierdził ze ma pustke w głowie, ze sam ze soba nie moze dojsc do ladu. Wie ze byłam jego podpora i ze go wspierałam, i ze sam nie wie juz o co mu chodz. Postanowiłam ze nie bedziemy sie wiecej kontaktowac. nie odzywał sie tydzien, po czym napisał ze mu sie sniłam, ze brakuje mu mojej bliskosci, i ze znow miałam racje mowiac, ze on bedzie tego załowal... a po dwoch godzinach do mojego brata mowił, ze miedzy nami to byla monotonia, ze on chyba jednak nie chciałby do mnie wracac, ze sam nie wie.... Moze cos mi sie w głowie przewróciło, ze tutaj pisze. Moze ta historie jest podobna do wielu innych historii o zlamanych sercach i zawiedzionych nadziejach, moze jest banalna i niepoukładana, ale to jest historia mojego życia.... zycia z człowiekim, ktory mam wrazenie ze jednak mnie kochał, tylko cos w srodku nie pozwala mu na spokoj.... Był cudowny, kochany... co sie stało???czy to on ma ze soba problem czy po prostu miłosc miedzy nami wygasła??? Miałam wrazenie ze byl ostatnio niespokojny, drazliwy, poddenerwowany- wlasnie taki jak wtedy kiedy powiedział mi o tych swoich watpliwosciach pierwszy raz.. nie wiem co robic, P skarzył sie ze nie odpisuje na smsy, a ja nie potrafie juz z nim rozmawiac, uwierzyłam mu ze juz mnie nie kocha- choc nie powiedział mi tego ani razu, straciłam juz zaufanie, nie wierze w nic... Czy on na prawde ma ze soba jakis emocjonalny problem, czy to po prostu najzwyczajniejszy w swiecie frajer z ktorym po prostu mi nie wyszło??? Wiem ze takie problemy wynosi sie tez z domu- a on nigdy kochajacej rodziny nie miał, nie miał wsparcia ani u mamy ani u taty.... błagam, powiedzcie co o tym myslicie, czy powinnam w razie czego wzkazac mu jakas terapie... to jakies totalne szalenstwo ze Wam to wszystko opowiedziałam.....
        • liczby-11 Re: trudne związki 16.12.08, 14:40
          Przeczytalam z uwaga Twoj post i doszlam do wniosku, ze ten TWOJ Partner boi
          sie uczuc i dlatego ciagle ucieka, ale sam nie wie dlaczego tak postepuje.
          Nalezaloby mu to uswiadomic, bo uswiadomienie problemu to polowa terapii. Musi
          mu dobry psychoterapeuta uswiadomic dlaczego tak a nie inaczej postepuje.....
          Ludzie z bpd tak ciagle uciekaja, bo wiecznie boja sie czegos, ale nie wiedza
          czego tak naprawde sie boja. To sie nazywa bpd z wiecznym niepokojem. Nie
          zdajesz sobie sprawy jak tacy ludzie musza sie ciagle ukrywac ze swoimi
          uczuciami. Ciagle gdzies pedza, ale nie wiedza gdzie. Czuja sie bezradni, bo nie
          wiedza co sie z nimi tak naprawde dzieje. I tutaj musi wkroczyc dobry CZLOWIEK -
          Terapeuta, ktory empatycznie do niego podejdzie............Bpd z wiecznym
          niepokojem jest latwiejsze do leczenia niz bpd z autoagresja..... Dlatego,
          jezeli kochasz go, to walcz o NIEGO...... Jestes madra, umiesz opowiadac o
          uczuciach - masz tak zwana inteligencje uczuciowa i dasz sobie rade.....Poczekaj
          jeszcze troche - badz cierpliwym wychowawca. Wczuj sie w jego cierpienie.
          Wyobraz sobie, ze to Ty tak podle sie czujesz i rozpaczliwie szukasz
          pomocy.............Jestem bardzo pewna, ze to jest borderline z tzw. "wiecznym
          niepokojem". Da sie go wyleczyc. Musi najpierw uswiadomic sobie, ze jest chory,
          ze mial nieciekawe dziecinstwo, ale nie musi miec nieciekawej mlodosci.....
          Trzeba tylko silnej woli i poddac sie komus, zaufac i podjac terapie najpierw
          psychologiczna a pozniej farmakologiczna. Jezeli zyje z lekiem 24 lata, to moze
          byc on juz utrwalony i wtedy zmienia sie chemie mozgu, bo kiedys zaszla powazna
          trauma.............................Wiesz, tak caly czas medytuje i mysle, ze
          moglabys mu powiedziec, ze to Ty masz problem i pewnie bedziesz musiala znalezc
          dobrego terapeute, bo tylko on Tobie uswiadomi Twoje zachowanie. Wtedy on
          nabierze pewnosci siebie, ze nie tylko on sie boi, ale inni ludzie tez. Na pewno
          podejmiesz taka role, jezeli potrafisz kochac miloscia bezinteresowna, a tego Ci
          bardzo zycze. Bo tylko taka milosc jest prawdziwa. W GORE SERCA !!!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka