jestcosniewzietego
10.12.08, 01:07
Czytałem o tych wszystkich cechach borderline i wypisałem 2 strony takich,
które oddają moje stany, jednak nie mam raczej tych głównych, czyli
angażowania się w niestabilne związki - bo unikam nawiązywania bliższych
kontaktów, zwłaszcza z kobietami - choć czuję samotność. Może to tylko zwykła
nieśmiałość? Nie jestem agresywny i nie wybucham, bo tłumię w sobie wszystko.
Huśtawki nastrojów, które doprowadzają do obłędu i ciągłej niepewności.
Strach, ból psychiczny, ale i radość po kilka razy dziennie na przemian,
niejasny obraz siebie [mieszanie się z błotem, ale i stawianie na piedestale],
nawet własnych pragnień - najpopularniejsze to: ukryć się przed wszystkimi na
jakiejś wsi na końcu świata w spokoju albo kompletnie przeciwne - wybujale
ambicje bycia Kimś, najlepiej jak Che Guevara, heh. [Rekompensata kompleksów?]
Ciagle uczucie niezrozumienia, bo jak, skoro sam siebie nie rozumiem.
Kwestionuję wszystko, a w stanach depresji nawet istnienie siebie, o świecie
już nie mówiąc. Przed, heh, bólem istnienia uciekam niemal wyłącznie w sztukę,
w której czuję się z kolei niespełniony, co rodzi kolejną frustrację. Myśli
samobójcze? Jasne, ale wyłącznie groźby, bo nie miałbym odwagi na ten krok.
Wyalienowany, zamknięty w sobie, a z drugiej strony - ostatnio to ja
rozkręciłem imprezę, na którą wybrałem się pierwszy raz od roku - jednak
następnego dnia doszedłem już do stanu nie przygnębienia, lecz depresji i
lęków, które trwają już kilka dni. Na ogół piję samotnie. Aha, mam wrodzoną
wadę serca, problemy z wymową i jeszcze inne kompleksy. Może to wszystko
wyłącznie wynik zakompleksienia? Nie wiem czemu, ale świadomość przynależenia
do typu BPD pozwoliłaby mi przynajmniej na wytłumaczenie sobie własnych
emocji. Przygnębienie jest u mnie stanem normalnym, choć jednocześnie jestem
zabawny i bliscy nie uwierzyliby mi w te wszystkie zdania.