mamamarysi
25.04.06, 22:21
Mój tata ma raka płuc z przerzutami do wątroby, raczysko jest też w okolicy
tchawicy. O chorobie wiemy od 9 grudnia. Były 3 chemie - czwartej nie podano,
bo nie było poprawy, a szpik został zupełnie zniszczony. Wątroba jest w
rozsypce - ostatnie usg było miesiąc temu. Od kilku tygodni tata ma b.
spuchnięte nogi - stopy, łydki, teraz tez i uda. Brzuch - wygląda jakby był w
końcówce ciąży....Jeszcze przed świętami jakoś było - tata kilka razy
dziennie wstawał z łózka, coś oglądał w TV, coś czytał, interesował się..Z
dnia na dzień coś odpadało. Az tata znalazł się jakby za szklaną szybą. Od
kilku dni zyje w jakimś swoim świecie - stale mówi i mówi - nie bardzo wiemy
o czym , coś mu się przypomina, coś mu chodzi po głowie, kogoś woła.
Zapytany - jakby wybudza się z letargu i sam nie wie, o cyzm przed chwilą
mówił. Ma przyklejony plaster przecibólowy, teraz już setkę. Czasem mówi, że
go nic nie boli, a czasem boli wszystko. Od trzech dni niemal stale mówi i
stale chce wstawac z łóżka - musimy mu w tym pomagać, bo sam nie jest w
stanie, tak jest słaby. Widac, że odchodzi. cierpli, często mówi, że chciałby
juz umrzeć, prosi Boga, aby zabrał go do siebie. Mówi często od rzeczy, ale
jendoczesnie wie, kto przy nim siedzi, kto wchodzi do domu, kto
wychodzi...Myślałam, że ten plaster go wyciszy, uspokoi. Ciało całe się
trzęsie, wszystko w tacie dosłownie chodzi, jest pobudzony i poddenerwowany i
tak od trzech dni. Czy te plastrt durogesic mogą nie działają? Wątroba niemal
nie funkcjonuje, toksyny zatruwają organizm coraz bardziej, stąd ta
opuchlizna, wybroczyny itp... - stąd pewnie to pobudzenie, jednak plaster
jakoś powinien to wyciszyć. Czy może nie działać na wszystkich? skąd te
majaki?
Boże, jakie to wsyzstko trudne, jak ciezko patrzeć na cierpienie własnego
taty, a ta bezradność może wykończyć...