agata781
08.11.07, 12:44
Ojciec zmarł tydzień temu a ja dopiero teraz zaczynam wysiadać nerwowo.Milion
wątpliwości milion pytań i ta jego zmęczona twarz przed moimi oczami.Żal do
lekarza że nie przyszedł kiedy On płakał i blagał o niegoa jak przyszedł to
miał pretensje że niepotrzebnie traci czas jak pacjent i tak już nie żyje.
Ojciec zmarł w ciagu 48 godzin.Z jednej strony spokój że nie cierpiał z
drugiej dramat że nikt mu nie pomógł w tym czasie,że był zdany tylko na nasza
bezradność.Mówiłam lekarzowi że nie ma moczu od dwóch dni,że ojciec puchnie,że
cierpi,a on przyszedł dopiero na drugi dzień późnym popołudniem jak jego juz
nie było...
Nie potrafię skoncentrować się na pracy(jestem szwaczką i za chwilę przyszyje
sobie palce)w domu łażę jak potluczona ze ścierką w ręce i nie wiem co chcę
zrobić,kładę się spać i widzę te smutne oczy.Staram się wygrzebywać z pamięci
te dobre chwile ale te ostatnie przebijają to wszystko.
Przeraża mnie ta moja bezradność i poczucie pustki tym bardziej że to był mój
ojczym a jego własne dzieci potrafią gadać i pytać tylko o pieniądze.
Musze być silna przed moja mamą bo ona jest w gorszym stanie niż ja tylko że
samej jest mi tak ciężko...tak strasznie ...