Dodaj do ulubionych

Krztuszenie się- rak płuc

24.01.08, 08:58
Może ktoś spotkał się z czymś takim przy raku płuc? Od 2 dni tato
nie może prawie nic zjeśc, bo większość się cofa. Nie są to typowe
wymioty. On opisuje to, że zatrzymuje mu się w przełyku i nie chce
przejść dalej. Dziś spróbujemy tabletki przeciwwymiotne, ale jeśli
jedzenie nie cofa się z żołądka to czy to pomoże? Jesteśmy pod
opieką hospicjum domowego, ale oni nie bardzo wiedzą co robić oprócz
kroplówki. A tato bardzo chce jeść, próbuje, nie zniechęca sie. Tak
długo już tato się trzyma, ale bez jedzenia bedzie ciężko. Juz przez
te 2 dni schudł. Może podpowiecie gdzie jeszcze się zwrócić? co
jeszcze zrobić?
Agnieszka
Obserwuj wątek
    • kreseczka781 Re: Krztuszenie się- rak płuc 24.01.08, 10:27
      Nie spotkalam sie z czyms takim, ale pierwsze co mi przychodzi do glowy, to
      ucisk guza na przewod pokarmowy. Moze umiejscowienie guza to powoduje, zwlaszcza
      jesli jest duzy? Chociaz... pluca nie siegaja przeciez do przelyku, no ale z
      drugiej strony odczucia moga byc troche mylace..
    • ajkaa2 Re: Krztuszenie się- rak płuc 24.01.08, 10:46
      Agnieszko
      U mojego taty też tak było. Tato chciał jeśc, po kilku łykach nawet
      wody, wymiotował . Nie pomagały nawet leki przeciwymiotne(pół
      godziny przed jedzeniem). Nawet leki lądowały zaraz w misce. lekarz
      wytłumaczył mi ze spowodowane jest to uciskiem wątroby na żołądek
      (rak płuc z przerzutami do wątroby,kości). Kroplówka była codziennie
      2 razy bardzo wolno puszczana ,żeby nie spowodowac obrzęku płuc.
      Tato bardzo chciał jeśc, codziennie było to samo talerz z jedzeniem
      a pod spodem miska , bo zaraz wymiotował.Może już był zajęty tez
      żołądek , przewód pokarmowy .Był bardzo dzielny , cierpliwy.
      Wiem,że za bardzo nie pomogłam. Napisałam tylko, że było podobnie,
      krztuszenie , zchłystywanie się, w oczach chudł.
      Życzę dużo siły, nadziei.pozdrawiam .Asia

      ps. Czasami na przekór wszystkiemu robiłam kawkę i powoli przez
      słomke tato sobie parę łyczków wypił ....jak dawniej.
      • sobrina Re: Krztuszenie się- rak płuc 24.01.08, 11:24
        Diękuję... Nadzieję ciągla mamy. Spróbujemy z lekami
        przeciwwymiotnymi. Myślałam, że to może ta zalegająca wydzielina,
        którą wykrztusza, zamyka przełyk. Tato ma naciek na przełyk, więc
        może to wszystko jest powiązane. Tak mi go strasznie szkoda kiedy
        chce jeść a nie może :(
        A kawę jeszcze na szczęście może wypić po trochu :)
        Pozdrawiam, Agnieszka
      • sobrina Re: Krztuszenie się- rak płuc 24.01.08, 13:08
        Asiu mam jeszcze pytanie. Lekarka z hospicjum powiedziała, że z
        kroplówką bedzie problem, bo tato może się dusić. Pisałaś, że Twój
        Tato miał kroplówkę bardzo wolno puszczaną, czy to zapobiegło
        obrzękowi płuc? Na razie mój tato może pić, ale chciałabym wiedzieć.
        Może też jeszcze trochę jeść, ale strasznie szybko się pogarsza. A
        jeszcze tydzień temu wszystko wyglądało dobrze, nawet cieszyliśmy
        się z rtg płuc :(
        Agnieszka
        • ajkaa2 Re: Krztuszenie się- rak płuc 24.01.08, 13:41
          Agnieszko
          Tato miał częste obrzęki płuc, lekarka też mówiła ,że podanie
          kroplówki może nasilic i spowodowac obrzęki i duszenie się. Ale
          doswiadczona pielęgniarka powiedziała nam ,że kroplówkę trzeba wtedy
          puszczac bardzo powoli (nawet na 4 godziny). I było ok.Najlepiej
          oczywiście ,żeby tato sam pił, płyn jest najważniejszy, a jedzenie
          w formie papki,zupek, tato pił dodatkowo siemie lniane, które
          ogólnie dobrze działa na cały przewód pokarmowy .
          Asia (ta kawka była najlepszą dla nas minutką normalności:)
          • sobrina Re: Krztuszenie się- rak płuc 24.01.08, 19:12
            Dziękuję za pomoc. Pociesza mnie to, że jednak można podać kroplówkę.
            Na razie tato pije bez problemu, a nawet trochę może zjeść.
            Jutro mamy jechać na konsultację na radioterapię, ale nie jestem przekonana co do kolejnych naświetlań. Zobaczymy...
            Pozdrawiam, Agnieszka
    • maretina Re: Krztuszenie się- rak płuc 24.01.08, 13:51
      moze warto pokazac tate gastrologowi?
      • mazunia1 Re: Krztuszenie się- rak płuc 25.01.08, 08:00
        moja mama miała podobne objawy, czuła, jakby coś "siedziało" w
        gardle, przez co miała problemy z jedzeniem. Bardzo jej to
        dokuczało. Przyczyną było zajecie przez guz całego śródpiersia, w
        celu poprawy została przeprowadzona radioterapia (jednorazowa
        dawka). Niestety, niewiele to pomogło.
        • joa291 Re: Krztuszenie się- rak płuc 26.01.08, 21:32
          sobrino ten ucisk to naciek na krtań, moja mama tak samo miała. Tylko że to
          czasem popuszczało i coś mogła zjeść.
          • sobrina Re: Krztuszenie się- rak płuc 27.01.08, 17:33
            Na razie tato też może co nieco zjeść. Na szczęście nie zniechęca się i ciągle próbuje. Mamy odżywki białkowe i dodajemy je do jedzenia i picia. Skoro on tak bardzo chce żyć to trzeba mu pomóc :)
            Niestety teraz doszedł ból w biodrze, prawie nie może chodzić. Może pomogą naświetlania, czekamy na powiadomienie z Centrum Onkologii w Bydgoszczy kiedy mamy przyjechać.
            W kwietniu mam ślub i tato bardzo chce na nim być :)
            Pozdrawiam, Agnieszka
            • aron68 Re: Krztuszenie się- rak płuc 27.01.08, 23:13
              Witaj
              porozmawiaj z osoba o niku jedruch jest na naszej stronie w temacie "co jeszcze
              przeciwbólowego" I zapytaj się lekarza prowadzącego. W tej chorobie wcale nie
              oznacza, że ma towarzyszyć ból. Ja już konsultowałem całą terapię bólową dla
              swojej mamy. Nie wiem co jest podawane Twojemu tacie obecnie, więc nie będę się
              wypowiadał bo nie wiem na jakim jest etapie, czy już weszła na stale np morfina
              czy są plastry i jaka dawka. Jedno jest pewne, że wcale nie musi cierpieć.
              Jeżeli jest naciek w przełyku, może powodować odruchy wymiotne plus powoduje sam
              infejkcję. Nie wiem jaką ma opiekę medyczną, ale nie daj sie zbyć,
              stwierdzeniem, że na tym etapie ma boleć. Sprawdź czy w Twoim mieście jest
              poradnia do walki z bólem.

              Trzymaj sie Sobrina.

              Podziwiam Waszą walkę z tą choler.. chorobą. Trzymam kciuki za Twojego tatę i
              naprawdę współczuje tego całego cierpienia.

              Artur
              • ajkaa2 Re: Krztuszenie się- rak płuc 28.01.08, 10:20
                Badanie -scyntygrafia kości wykazuje , czy jest przerzut w kościach
                i w jakich miejscach.Jeżeli jest, wtedy lekarz decyduje czy można
                zastosowac na te miejsca naświetlania.
                Mój tato miał przrzuty w kościach w kręgosłupie,żebrach , miednicy
                dostawał morfinę w tabletkach . Czasami tylko mówił że boli go
                kręgosłup. U nas niestety nie było naświetlań , ze wzgledu na
                rozległośc przerzutów i zawał.
                Siły i nadziei jak najwięcej .Asia
                • sobrina Re: Krztuszenie się- rak płuc 28.01.08, 17:27
                  Tato nie miał scyntygrafii, tylko rtg biodra. Byliśmy z wynikami w Centrum Onkologii i tam zalecono naświetlania. Czy to wystarczy, żeby stwierdzić przerzut? chyba tak, bo mamy być przyjęci na oddział na naświetlania, niestety czas oczekiwania to 2 miesiące :( Trudno, postaram się załatwić szybsze przyjęcie do szpitala, jeśli nie to będziemy jeździć do ambulatorium. Straszne jest, że trzeba tyle czekać na szpital, tym bardziej,że tato nie ma czasu...
                  Przeciwbólowo na razie tato dostaje Tramal. Oczywiście jeśli nie pomoże to będą plastry, na szczęście lekarka z hospicjum bardzo stara sie pomóc.
                  Agnieszka
                  • marika78 Re: Krztuszenie się- rak płuc 01.02.08, 21:37
                    Agnieszko, u mojego taty bylo podobnie z tym krztuszeniem, co prawda
                    nie wymiotowal ale nie mogl nic przelykac, bo sie po prostu dlawil i
                    nie mogl oddychac przez to. Nie mial przerzutow do kosci ale na
                    samym koncu lekarka z hospicjum powiedziala, ze sa one wszedzie w
                    drogach oddechowych i mozgu, bo na 3 miesiace przed smiercia dziwny
                    byl z nim kontakt...
                    co do kroplowki, jest ona mozliwa, bo moj tatko dostawal a bolu nie
                    odzczuwal wcale, mial przepisane plastry ale byl na nich bardzo
                    otumaniony wiec stosowalismy ketonal forte na dzien i na noc i to
                    pomagalo, bo sie nigdy nie skarzyl na bol...
                    nie wiem, co mam jeszcze poradzic, zycze Wam duzo sily i mam
                    nadzieje, ze tato doczeka twojego slubu, moj tatko doczekal na
                    szczescie slubu siostry 22.09 zmarl dwa miesiace potem...
                    trzymajcie sie!
                    pozdrawiam cieplo
                    • sobrina Re: Krztuszenie się- rak płuc 04.02.08, 18:38
                      Tato na szczęście może oddychać...powiedziano nam, że to krztuszenie to wynik nacieku na przełyk. Nawet zaproponowano, że można wprowadzić sondę bezpośrednio do żołądka, w razie zaciśnięcia się przełyku na dobre. Na razie tato nie chce, w większości przypadków udaje mu się zjeść normalnie, ale dobrze wiedzieć, że w razie czego jest rozwiązanie. Trochę za dużo czasami dzieje się na raz i ciężko to ogarnąć...
                      Mamy plastry na ból biodra i czekamy na naświetlania... mam nadzieję, że jakoś to będzie :) dziękuję bardzo za wszystkie rady i pomoc...
                      pozdrawiam, Agnieszka
            • juzziss Re: Krztuszenie się- rak płuc 16.02.08, 14:36
              Agnieszko-jak z Twoim tatą?
              Czy możesz mi napisać jakie odzywki białkowe dajecie tacie.
              Mój teśc też ma raka płuc z przerzutami na wątrobe i węzły
              chłonne.Od 19-tego lutego zaczyna chemię..bardzo się boję co po niej
              będzie,bo na razie teść czuje się dosć dobrze...sam jeżdzi
              autem,chociaz jest osłabiony.Na razie chociaż ma mniejszy apetyt to
              je regularne posiłki.Jeżeli masz jakieś doswiadczenia z chemią to
              napisz mi.
              • sobrina Re: Krztuszenie się- rak płuc 17.02.08, 10:03
                Z tatą niestety dużo gorzej :(
                Ma problemy z oddychaniem, tyle, że nie ma wody na płucach, którą można by odciągną. Lekarka z hospicjum mówi, że to albo oskrzela albo naciek na żyłę główną tak go przyduszają. Mamy skierowanie na radioterapię biodra, na oddział do Bydgoszczy na jutro. A ja nie wiem czy jechać?? jak mam go tam zostawić?? to przecież nie jest oddział paliatywny, więc nie wiem jak z opieką w nocy :( nawet nie wiem czy nas przyjmą skoro tato jest taki osłabiony i non stop pod tlenem?? może ktoś ma doświadczenie w takim przypadku?? wyślą nas na inny oddział czy do domu?? lekarka z hospicjum mówi, że mamy jechać skoro tato tak bardzo chce do tego szpitala, mówi, że nawet gdyby miał umrzeć w karetce to mam jechać, bo on tylko o tym mówi.. a ja jestem przerażona, że się tam nim odpowiednio nie zajmą :(
                Co do Twojego pytania Juzziss podajemy Nutrison firmy Nutricia. Można to mieszać z jedzeniem, piciem, nie jest złe w smaku.
                Tato dostał w sumie tylko dwie chemie, w naszym przypadku nie pomogły. Dostał je w wakacje 2007,potem naświetlania w październiku. Samochodem jeździł do grudnia,wszystko się posypało dopiero w połowie stycznia. Więc bądź dobrej myśli :)Nie mam dużo doświadczeń z chemią, inni tu na forum na pewno więcej mogą pomóc.
                Pozdrawiam.
                • juzziss Re: Krztuszenie się- rak płuc 17.02.08, 10:20
                  Sobrinko-trzymaj się!Moze to naswietlanie usmierzy Mu ból,bo chyba
                  dlatego macie jechać?Wiesz nigdy nie wiemy co zrobimy dobrze,ale
                  skoro Twój tatus tak bardzo chce jechać to może to naprawde
                  pomoze.Bo skoro On ma taka wolę walki to juz jest połowa sukcesu.
                  Mnie tez jest strasznie trudno..ale czytając wszystko to, co piszą
                  tu wspaniali ludzie, oddani swoim bliskim....nabieram pokory i modlę
                  się żebym była w stanie jak najwiecej pomóc w tej strasznej chorobie.
                  Żeby mojego teścia nic nie bolało..bo to najwspanialszy człowiek
                  jakiego znam i kocham Go całym sercem.
                  Sobrinko-powodzenia!
                  • merosia Re: Krztuszenie się- rak płuc 17.02.08, 22:36
                    Sobrinko, bądź dzielna. Faktycznie, tak jak pisze juzziss, nie wiemy
                    czy robimy coś dobrze. Ja robiłam to, czego chciał mój tata, a
                    ponieważ chciał walczyć do końca i nie przyjmował do wiadomości, że
                    jest coraz gorzej, walczyliśmy do końca. Nie wiem jak jest u Was w
                    szpitalu. U nas w CO, tata (w stanie ciężkim) był b. dobrze
                    zaopiekowany pod każdym względem (także w nocy) i takiej opieki Wam
                    życzę. Leżeliśmy na chirurgii. Zaproponowano nam pozostanie na
                    oddziale, mimo że stan taty się nieco poprawił lub jeśli
                    wyrazilibyśmy zgodę to otrzymalibyśmy skierowanie do hospicjum.
                    Oczywiście, gdy tylko miałam możliwość, zabrałam tatę do domu. Nie
                    wiem jak będzie w Waszym wypadku ale trzymam kciuki mocno, żeby było
                    dobrze.

                    Juzziss, co tam z chemią. Nie wiem jaką chemię u teścia planują, ale
                    oby ją jak najlepiej zniósł. Buziaki.
                    • juzziss Re: Krztuszenie się- rak płuc 18.02.08, 21:46
                      Witajcie!
                      Merosia,mój tesć zaczyna jutro chemię!Ma dostać pierwszego dnia 3
                      wlewy,drugiego dnia dwa wlewy,a trzeciego dnia 1 wlew.Dowiedziałam
                      się,że ma to cysplatyna i jeszcze jeden składnik,ale dokładnie nie
                      zapamietałam.Jutro idzie do szpitala na trzy dni!
                      Oby dobry BÓG nam dopomógł,żeby teść to wytrzymał i mu pomogło.
                      Możesz mi napisać jak to jest przy tych wlewach?czy można przy nim
                      byc?czy jest to w izolatce?nie mam pojecia.....
                      Trzymcie za mojego tescia kciuki,proszę...
                      • merosia Re: Krztuszenie się- rak płuc 18.02.08, 23:09
                        Nie wiem co to za drugi składnik. U nas na wstępie była cisplatyna i
                        vepesid (etopozyd). Nie wiem jakie warunki są w innych szpitalach,
                        ale w CO na Ursynowie, wszystko odbywa się na Oddziale Chemioterapii
                        Dziennej i można siedzieć cały czas przy chorym. U nas wlewy trwały
                        ok. 3,5 godziny, potem do domku. Smaruj teściowi miejsca do wkłuć
                        maścią heparynową, żeby żyły nie pękały. Mój tata dobrze znosił tę
                        chemię. Jadł w trakcie, pił itd. Włosy przerzedzały się po 3
                        tygodniach, ale nie jakoś drastycznie. Standardowo podaje się leki
                        przeciwwymiotne przed wlewem, więc nie powinno być źle. Mocno
                        ściskam:)
                        • juzziss Re: Krztuszenie się- rak płuc 18.02.08, 23:58
                          Merosia dzieki Ci bardzo!Jutro wieczorem napiszę jak teść zniósł te
                          pierwsze wlewy.Oby BÓG dał,ze dobrze.
                          Sciskam mocno:)
                        • juzziss Re: Krztuszenie się- rak płuc 19.02.08, 20:31
                          Witam!
                          Mój teść jest po pierwszej chemii!!!
                          Zniósł ją bardzo dobrze,jadł pił i spacerował
                          Na razie nic złego się nie dzieje,OBY tak dalej.
                          Też dostawał przed leki przeciwwymiotne.
                          Dostał końską dawkę,bo aż 8 kroplówek-wlewy trwały ok. 5-ciu
                          godzin,ale nam nie pozwolono być w pokoju podawania
                          cytostatyków.Personel twierdził,że to są bardzo toksyczne leki i nie
                          wolno przebywać w tym pomieszczeniu.Zreszta pielegniarka podawająca
                          chemię była ubrana w szczelny kombinezon z maską na twarzy,a w
                          pokoju załączony był chyba detoksyzator.Dlatego czekalismy na
                          korytarzu.Po kroplówkach teść zjadł co nieco ,wypił nutridrink oraz
                          jogurt probiotyczny.Nasmarowałam mu rękę gdzie miał podawane
                          kroplówki maścią heparynową i po godzinie siedzenia z nami poczuł
                          się zmęczony i poszedł spać.
                          Mam nadzieję,że nic się złego nie wydarzy!!!
                          Trzymcie kciuki,aby chemia zadziałała pozytywnie!!!!!!!!!!!!
                          • merosia Re: chemia 19.02.08, 20:47
                            Nie wiem czy nas Sobrina z tego wątku nie powinna wyrzucić. Buziaki
                            dla Sobrinki swoją drogą:)

                            Juzziss, fajnie, że wszystko ok po wlewach. Te nutridrinki, jeśli
                            teść dobrze je toleruje, to dobry pomysł. My kupowaliśmy Nutrison na
                            receptę, bo jest bezsmakowy, a tacie nie odpowiadały zapachy i smaki
                            Nutridrinków. Teraz tylko pozostaje trzymać kciuki, żeby morfologia
                            nie zjechała przed następnym kursem, no i oby efekty spektakularne
                            były oczywiście:)

                            Pozytywne fluidy dla wszystkich przesyłam.
                            • sobrina Re: chemia 20.02.08, 08:54
                              Nie wyrzuci, nie wyrzuci :)
                              Tato już wraca dziś do domu, noga naświetlona i mam nadzieję, że
                              będzie mniej boleć. Opieka w centrum w Bydgoszczy super,
                              pielęgniarki zajęły się tatą i nie miałam obawy go zostawić.
                              Niestety z płucami nic się nie da zrobić, kolejne naświetlania nie
                              wchodzą w grę. Jednak tato czuje się lepiej, jest w lepszym nastroju.
                              Chociaż tyle na razie :)
                              Pozdrawiam, Agnieszka
                              • merosia Re: chemia 21.02.08, 00:31
                                To super, że z Twoim tatą lepiej. Może te miłe pielęgniarki to
                                sprawiły:) Mój tata, gdy wracał z CO na Ursynowie, zawsze miał
                                lepszy humor i mówił, że tu wszystkie pielęgniarki są ładne i miłe.
                                Oby zatem noga tatę nie bolała a płuca samoistnie przestały się
                                buntować. Ściskam mocno.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka