Dodaj do ulubionych

jak powiedzieć choremu...?

20.02.08, 23:41
Jak to zrobić? Kiedy? Ile mozna powiedziec?
Czy dzielic sie obawami, czy traktowac to jak każdą inną chorobę?
Ja nie umiem o tym rozmawiać z tatą, gadam o wszystkim a ten temat omijam. Nie
umiem spojrzec mu w oczy i powiedziec, ze bedzie dobrze....
Obserwuj wątek
    • merosia Re: jak powiedzieć choremu...? 21.02.08, 00:23
      Nie ma chyba uniwersalnego sposobu. Każdy pacjent jest inny, inaczej
      znosi chorobę psychicznie itp. Ja mojemu tacie powiedziałam o
      diagnozie, ale nie wdawałam się w rokowania, bo tata nie chciał
      wiedzieć. Cały czas w rozmowach wypierał chorobę, nie dopuszczał
      myśli, że jest coraz gorzej. Dzielnie walczył do końca i snuł plany
      na przyszłość. Ja mu nie mówiłam, że z pewnością wszystko będzie ok,
      ale jeśli tata mówił, że jest mu lepiej, to ja to potwierdzałam,
      mimo że słabł w oczach, jeśli słabiusieńki już mówił, że za 2 lata
      samochód sprzeda, to ja pytałam jaki kupi. Jestem przekonana, że
      jeśli usłyszałby od lekarza prowadzącego lub ode mnie, że rokowanie
      to ok. 2 miesięcy, to tyle by żył. A żył jeszcze 8 miesięcy,
      jeździliśmy na działkę, był na I komunii wnuka... I tak było lepiej,
      w naszym przypadku, jestem o tym przekonana. Nasz lekarz mówił, że
      choremu trzeba mówić to, co jest w stanie udźwignąć, a to my
      najlepiej wiemy ile nasz bliski może unieść.
    • aron68 Re: jak powiedzieć choremu...? 21.02.08, 00:36
      Witaj.

      To zależy czy dana osoba chce znać prawdę. Nie znam Twojego ojca, więc trudno mi
      się wypowiadać a już tym bardziej radzić. Ja w przypadku swojej mamy nie mówię
      prawdy, uświadamiam ją, ze choroba jest poważna ale z nią walczymy. Każda osoba
      jest inna, są osoby, które chcą wiedzieć by móc pozałatwiać jeszcze jakieś
      sprawy. To nie mów, ze będzie dobrze mów, że będziecie walczyć z rakiem. Z nim
      da sie powalczyć nawet jak wiesz jakie są rokowania. Nie traktuj raka jak każdą
      choroba bo ona niestety jest już leczona paliatywnie. I tutaj ważne by
      koncertować się na tzw godnym odejściu. Musisz być silny dla ojca ale i dla
      siebie. Niestety tutaj nie ma mądrych czy dobrych rad, każda droga jest inna ale
      zarazem jak żadna inna nie ma aż tyle wspólnych cech jak ta, na której się
      znaleźliśmy z naszymi bliskimi. W razie czego pytaj, jest z nami wspaniała osoba
      onkolog pod nikiem jedruch, sądząc po jego obecności z nami pomoże wyjaśnić Ci
      kwestie medyczne.

      Trzymaj się i głowa do góry.

      Artur
    • natalka071 Re: jak powiedzieć choremu...? 21.02.08, 06:53
      Witajcie. Bardzo dobre pytanie jak powiedzieć.Dzisiaj odbieram
      mojego męża po operacji guza esicy.On jest w złym stanie
      psychicznym.Nie ma jeszcze wyników po operacji ,a on i tak jest cały
      czas załamany.W szpitalu był psycholog ale on nie poszedł bo uwazał,
      że mie musi.Nie wiem co powiedza mu dokładnie lekarze ,ale on też
      ich nie pyta.Boję się co będzie dalej.Jak go pocieszać skoro sam nie
      wierzy ,że będzie dobrze.
      • mo.p Re: jak powiedzieć choremu...? 21.02.08, 07:20
        witam!
        to jest bardzo cięzki wybór czy powiedzxieć i jeśli tak to w jaki
        sposób,myslę że każdy pacjent domyśla się co mu jest, ale jesli nie
        pyta i nie wgłębia sie w wyniki badań to lepiej na siłe nic nie
        mówić, napewno nie mozna oszukiwac pacjenta, ale lepiej jest
        powiedziec mniej niz za dużo,to jest bardzo trudny wybór dla
        rodziny,jak i czy to zrobić, pozdrawiam
    • ewcia1980 Re: jak powiedzieć choremu...? 21.02.08, 13:08
      To wszystko zalezy od chorego.
      Mój tato nigdy nie chcial nic wiedziec.
      Jeszcze gdy brał chemie nigdy:
      - nie czytał wypisów ze szpitala
      - nie przegladał wyników badan, które miał robione
      - o nic nie wypytywał.

      w domu rozmawialismy o jego chorobie ale zawsze z nadzieja ze
      wyzdrowieje.

      w pewnym momencie lekarze powiedzieli nam, ze juz nie ma szans.
      mama spytała czy powiedziec o tym mojemu tacie.
      lekarka odpowiedziała stanowczo - NIE
      bo mój tato nie chciał o tym wiedziec!

      napewno czuł, ze umiera, przygotowywał sie na to, ale w domu nigdy
      nie mówiło sie o tym, ze to jego ostatnie chwile czy nawet o tym, ze
      ma przerzuty.

      sama musisz sie zorientowac jak i co powiedziec swojemu tacie.
    • majka995 Re: jak powiedzieć choremu...? 21.02.08, 13:19
      Moja babcia ma raka jelitagrubego z przerzutami do wątroby i do
      płuc. Na wątrobie guz jest wielkości 6cm, a na płucu 16mm. Ma być
      babcia naswietlana, a póżniej ewentualnie operacja i stomia. Lekarz
      powiedział że to 4 stadium nowotworu i jest żle. Natomiast lekarz z
      CO na Ursynowie powiedział że dobrze nie jest ale tragedii nie ma.
      Bardzo się boimy co to bedzie z babcią. Nie wiemy na co mamy być
      przygotowani. Nikt u mnie w rodzinie nie chorował na ten rodzaj
      nowotworu. I nie wiemy czego się spodziewac. Babcia ma dostac
      naświetlania z powodu krwawien z odbytu.
    • akado Re: jak powiedzieć choremu...? 21.02.08, 14:36
      Moja mama nie zna się wogóle na stadiach nowotworu - i dobrze!!!
      My (tzn.jej dzieci) postanowiliśmy od początku, że powiemy jej, że nie jest źle (chociaż było od początku bardzo źle i praktycznie ostatnie stadium zaawansowania) - i za każdym razem to powtarzamy, że nie jest źle itp. I działa!!!:)

      Zawsze ją pokrzepiamy na duchu jakby nic się nie działo - i to na nią działa świetnie!!! Chce jej się żyć, myśli że to nie jest zbyt zaawansowane, ma dobry humor!!! :)
      I o dziwo - nawet dla onkologa niespodziewanie nastąpiła znaczna poprawa po 2 mies. leczenia , chociaż był bardzo zły stan na samym początku leczenia!!!(rak płuc)

      Moim zdaniem przy tej chorobie nie należy mówić choremu rzadnych negatywów!!! - to przy raku może psychicznie dobić. Trzeba krzepić na duchu, cieszyć się i śmiać z normalnych spraw jak do tej pory - WIDZĘ ILE TO DLA MAMY ZNACZY:)
    • ferg_666 jeszcze jedno mam pytanie... 21.02.08, 19:44
      dziekuję Wam bardzo za odpowiedzi! "będziemy walczyć" to jest to co sobie
      zapamietam, i będę powtarzać w miarę potrzeby komu trzeba, dwa słowa tylko,
      prawda? a dają taką siłe.

      mam jeszcze jedno pytanie, nie wiem jak to wygląda, jeżeli jest konsultacja z
      lekarzem, kiedy chory nie jest hospitalizowany, to czy wchodzi tam sam, czy
      mozna wejsć z nim. Czy wchodzi sam, a my potem, bo przecież lekarz chyba mu nie
      powie prosto z mostu jak jest, ani tych wszystkich lekarskich zawiłości.
      Lekarzem nie jestem, ale mam biologiczne wykształcenie i chciałabym wiedzieć
      wszystko co wiadomo w danej chwili. Jak to praktycznie wygląda?
      • merosia Re: jeszcze jedno mam pytanie... 21.02.08, 21:23
        Z reguły nie ma problemu, żeby wejść z pacjentem. Jeśli jednak
        chcesz ustalić z lekarzem, czego od niego oczekujesz odnośnie
        informowania pacjenta, to też raczej nie ma problemu i lekarze biorą
        pod uwagę zdanie rodziny. Raz jedyny tylko pewien chirurg
        powiedział, że bez pacjenta to w ogóle ze mną nie pogada, a pacjent
        wszystko odnośnie swojego stanu powinien wiedzić i on tatcie
        przedstawi jasno sytuację, więc taty do niego nie przyprowadziłam i
        bez zastanowienia zmieniłam chirurga. Potem mieliśmy ekipę chirurg
        plus onkolog bez zarzutu... do samego końca. Wszystko zależy od
        konkretnego lekarza i jego podejścia, spróbuj może sama zagadać i
        zorientować się jakie stanowisko ten Wasz lekarz przedstawia. Obaj
        lekarze mojego taty mówili mi o wszystkim prosto z mostu i
        rozważaliśmy różne warianty. Tacie natomiast przedstawiali ustalony
        wariant leczenia, podtrzymywali na duchu i to co ew. ja chciałam
        żeby powiedzieli. Pozdrawiam ciepło.
      • akado Re: jeszcze jedno mam pytanie... 22.02.08, 01:15
        W szpitalu gdzie była mama, ordynator mówił jej zawsze tylko to co konieczne - takie miał widać wyczucie - i nic o stadium zawansowania oczywiście nie wspominał.
        Konkrety powiedział dopiero mojemu bratu, gdy brat przyszedł do niego do gabinetu właśnie z szeregiem pytań o mamę i o jej stan.
      • mo.p Re: jeszcze jedno mam pytanie... 22.02.08, 07:42
        napisałam na gazetowy mail do Ciebie, pozdrawiam Monika
        • juzziss Re: jeszcze jedno mam pytanie... 22.02.08, 16:46
          Ja również jestem zdania,że choremu nie należy mówić wszystkiemu,tym
          bardziej w sytuacji gdy rokowania nie sa najlepsze.To samo
          przeżywałam 2 tygodnie temu,gdy okazało się,że mój teść ma raka płuc
          z przerzutami.Lekarze w szpitalu po zrobieniu wszystkich badań
          powiedzieli,że rodzina ma przyjśc na rozmowę z chorym gdy będą
          wyniki.Przed tym jak mieliśmy isć z teściem na rozmowę odnosnie
          wyników,poszłam sama do lekarza i poweidziałam,że my nie chcemy,żeby
          lekarze mówili teściowi całej prawdy.I tak lekarze poinformowali
          teścia,że jest nowotwór ale,ze bedą to leczyć.I tylko ze wzgledu na
          chemię wie,że to nowotwór,ale w jakim stadium i jakie rokowania
          absolutnie nie!!!
        • ferg_666 Re: jeszcze jedno mam pytanie... 22.02.08, 17:12
          dziękuje, :)
    • inkageo Re: jak powiedzieć choremu...? 22.02.08, 17:00
      Pomyślcie inaczej, czy gdybyście Wy byli chorzy to chcielibyście
      znać prawdę, czy wolelibyście być oszukiwani? Ja wolę prawdę, ale
      rozumiem, że każdy do tego podchodzi inaczej. Ważne jest to jak się
      tą prawdę się przekaże - źle jeżeli nie pozostawi się nadziei, bo ta
      jest zawsze!
      Chorzy czują jaki jest ich stan i czują jak są oszukiwani, a ta
      bariera w postaci naszej pokerowej miny sprawia, że nie mają z kim
      porozmawiać o swoich obawach i strachu przed śmiercią. Dużo dała mi
      książka polecona przez znajomą studentkę medycyny - "Rozmowy o
      śmierci i umieraniu" Elizabeth Kubler Ross.
      • motyl12341 Re: jak powiedzieć choremu...? 22.02.08, 21:44
        Jestem tego samego zdania co inkageo,też bym wolała prawdę.
        • merosia Re: jak powiedzieć choremu...? 22.02.08, 22:46
          Jeśli pacjent chce wiedzieć, to powinien poznać prawdę. Niektórych
          chorych prawda mobilizuje do walki, ale są pacjenci, których prawda
          zabija i myślę, że każdy z nas wie, jakim pacjentem jest jego
          bliski.
          • justin301 Re: jak powiedzieć choremu...? 23.02.08, 20:24
            Ja sama chodziłam do lekarzy i sama zawsze rozmawiałam o swoim stanie zdrowia. I
            było mi ciężko. chyba czasem wolałabym teraz z perspektywy gdyby poszedł mój mąż
            i porozmawiał. Ja miałam raka tarczycy. Jestem osobą chyba bardzo silną
            psychicznie ale jakby było ze mną źle to chyba bym sobie psychicznie nie
            poradziła z taką wiedzą. I wydaje mi się słuszne rozmawianie z najbliższym w
            taki sposób - stan jest poważny ale jest nadzieja.
            Też kiedyś mi się wydawało, ze chciałabym znać całą prawdę. Mój pogląd jednak
            sie zmienił z perspektywy własnej choroby. fizycznie nie cierpiałam ale to co
            sie działo z moją psychiką - zrozumie tylko ten, kto chorował.
            • ferg_666 Re: jak powiedzieć choremu...? 23.02.08, 22:27
              dziekuję Ci bardzo za odpowiedź, masz rację że zrozumie tylko ten co chorował,
              nigdy nie chciałabym tego poznać.
              moj tata odgrywa teraz bohatera, ale chyba i tak oszczedzimy mu szczegółów.
              • ferg_666 Re: jak powiedzieć choremu...? 23.02.08, 22:29
                napisalam ze "tata odgrywa bohatera", oczywiscie to taka nieudolna przenosnia,
                mam nadzieje ze wiecie o co chodzi.
    • polimeraska Re: jak powiedzieć choremu...? 23.02.08, 20:46
      trzeba mówic prawdę, a prawda jest taka,że ZAWSZE jest jakaś
      nadzieja...
      mój tatus był swiadomy sytuacji, ale my do samego końca wierzyliśmy
      w cud, szukaliśmy pomocy...i tatuś także godził się na każda
      terapię, wierząc że jest mała iskierka nadziei, pomimo,że bylo juz
      bardzo źle i On sam czuł że zbliża się ten moment...mówiąc, że nie
      można już nic zrobić wybieramy chyba WIĘKSZE zło...bo opieka
      paliatywna może potrwac nawet pół roku,rok,ważne by chory miał
      zapewniony komfort tych ostatnich chwil życia, mój tatus pił
      wszystkie odzywki, pzryjmowal wszzystkie lekarstwa, godzil sie na
      rozne sposoby polepszenia mu życia...chory,który nie wierzy, ze nic
      mu juz nie pomoze, moze odmpowic np przyjmowania kroplowek,
      lekow,pokarmów, picia odzywek, moze stracic kontakt z bliskimi,
      zalamac sie, a to takie wazne by do konca bylo mu dobrze i odczuwal
      nasza miłość, by usmiechnal sie z nami...
      moje zdanie:"powiedziec prawde,ALE, powiedziec tez ze bedziecie
      szukac pomocy, przytoczyc jakieś historie wygranej z rakiem,
      zapewnic, ze nie pddacie sie i ze bedziecie walczyc o tate...
      duzo duzo sily zycze i jak najwiecej ciepła!
      M.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka