Dodaj do ulubionych

Obsesja raka ...

16.11.08, 00:56
Witam!
Pytanie moje skierowane jest do osób,którym zmarły
najbliższe,ukochane osoby na raka.Mój tata zmarł w 2001 roku na raka
jelita grubego.Leczono Go na nerki(mylna diagnoza),a usg nic nie
wykazywało,dopiero tomograf zdjagnozował guza. Okazało się ,iż był
wielkości głowy.Później tata miał 3 operacje, błędem było,iż leżał w
szpitalu w mieście, w którym mieszkamy,gdy trafił do centum
onkologii w Warszawie do prof.Marka Nowickiego było za późno,a
profesor nie krył zbulwersowania jak można było dopóścić do tak
poważnej operacji w takim "parafialnym szpitalu" .Dodam jeszcze,iż
tata umarł w obecności mojej mamy i mojej,śniło mi sie ,że umrze
dlatego zostałam w domu i nie pojechałam na uczelnie.Podczas choroby
napatrzyłam sie wiele i wiele łez wylałam. To prawda czas goi rany,
ale popłakuje sobie jak czytam to forum, nie wiem byc może nie
powinnam tu wchodzić by się nie wkręcać.Mam pytanie do osób,które
przeżyły śmierć rodziców lub osoby najbliższej czy mają coś takiego
jak obsesja raka? bo ja własnie takie coś mam,wystarczy ,że boli
mnie głowa,plecy czy cokolwiek, a wydaje mi sie, że mam raka.Moja
mama miala ostatnio robiony tomograf to po prostu myslałam ,że umrę
z nerwów.Wystarczy,że brata boli gardło ja już panikuje,że to rak
krtani itp. można sie wykończyć z taką obsesją!! Ma ktoś podobnie,po
takich przeżyciach ??
Pozdrawiam Was Serdecznie!!!
Obserwuj wątek
    • ewusia13 Re: Obsesja raka ... 16.11.08, 10:50
      witaj
      ja mam taką obsesję, mimo, że nikt z moich bliskich nie zmarł na raka. tata
      choruje na raka jelita grubego od prawie 3 lat ale wszystkie badania są teraz ok
      i mam nadzieję, że tak już będzie.
      ale ja mam tak samo jak ty, każdy ból to podejrzenie raka. już nie daje się z
      tym normalnie funkcjonować... chyba pora na wizytę u specjalisty...
      • kizi10 Re: Obsesja raka ... 24.11.08, 13:50
        to całkiem normalne - na początku, po takich przeżyciach, ale trzeba sobie z tym
        poradzić, jasne, że wiele nowotworów nie daje żadnych objawów w początkowym
        stadium (u mojego taty zdiagnozowano przerzuty do mózgu i płuc, dopiero te w
        mózgu zaczęły dawać objawy, chociaż czuł się znakomicie, nie kaszlał, nic go nie
        bolało), musimy sobie tłumaczyć, że to co spotkało naszych bliskich nie dotyczy
        nas - w sensie zdrowotnym, druga strona tego medalu to taka, że wiemy już jak
        ważne są badania okresowe - i tego pilnujmy, raz do roku RTG płuc, cytologia,
        morfologia, ew USG jamy brzusznej, ale nie przesadzajmy, ew można się dowiedzieć
        o badania genetyczne, jeśli jesteśmy w tzw grupie ryzyka - wystąpił w rodzinie
        rak jajnika, jelita grubego, piersi, rodzinna polipowatość jelita itp.
        ból jest z reguły ostatnim etapem choroby nowotworowej, a i to nie zawsze -
        mojego ojca mimo wielu przerzutów do mózgu i płuc do końca nic nie bolało, nie
        miał duszności, nie używał żadnych środków p-bólowych, jeśli dobrze się czułaś a
        nagle coś cię rozbolało, to dla spokoju idź do lekarza - w sumie po to są, a jak
        boli to na pewno coś tam szwankuje, ale bez paniki, pójdź do dobrego psychologa,
        jeśli nie możesz poradzić sobie sama, ale to minie. Moja wyobraźnia też
        pracowała na wysokich obrotach i w rezultacie nerwica sprawiła, że wylądowałam w
        szpitalu, bo bolało mnie wszystko, miałam krwawienia międzyokresowe, ostre bóle
        brzucha - okazało się, że zespół wściekłego jelita, krwawienia ustąpiły
        samoistnie. Trzeba czasu, zawsze coś zostanie, pilnujmy tylko, żeby nie
        przerodziło się w obsesję, ja do tej pory truchleję, kiedy mama mówi, że się źle
        czuje, ale bardziej boję się samej straty, chociaż wiem że nadejdzie prędzej czy
        później - nie ma na to rady - taki jest cykl życia, jeśli to zrozumiemy, to
        wszystko stanie się łatwiejsze, i przestaniemy się bać. Ja wiem, że po śmierci
        taty (2006), patrzę na świat innymi oczami, wiele rzeczy rozumiem zupełnie
        inaczej, musiałam poradzić sobie z wieloma demonami - umierał w domu - ale z
        czasem to staje się łatwiejsze, pamięć pozostaje, ale już tak nie boli.
        pozdrawiam wszystkich, jeśli chcecie o tym pogadać - kizi10@o2.pl
    • zaza07 Re: Obsesja raka ... 16.11.08, 12:17
      Przez całe moje dorosłe życie bardzo bałam się tej choroby (raka),
      choć nie było do tego specjalnie powodów. Co prawda mój dziadek
      umarł na raka krtani, ale miałam wtedy 5 lat. Jednak zawsze
      przeżywałam wszelkie informacje o tym , że ktoś zachorował bądź
      umarł na raka. Nakręcałam się oglądając różne reportarze,
      przeżywałam i płakałam. Bardzo bałam się nowotworów typowo
      kobiecych, dlatego też regularnie się badałam: cytologia 1-2 razy w
      roku, usg, badanie moczu , krwi itp. A tymczasem pewnego dnia ...
      okazało się, że mam raka jelita grubego, tak nagle z dnia na dzień
      bez wcześniejszych niepokojących objawów. 38 lat- w tym wieku nawet
      badań przesiewowych w kierunku tego nowotworu się nie robi. Wniosków
      nie piszę, ale pozdrawiam.
      • onula Re: Obsesja raka ... 16.11.08, 14:31
        Witam i ja.
        Nikt z moich bliskich nie zmarł na raka ,ani nikt nie chorował na tą
        chorobę.
        Mimo to obsesyjnie boję się nowotworów chyba najbardziej czerniaka i
        nowotworów kobiecych.
        Boję się też tego o czym pisze zaza.(samospełniające się
        czarnowidztwo, albo zwyczajna większa podatność organizmu na choroby
        przez życie w ciągłym stresie i zamartwianie się).

        Jedno wiem na pewno: to obłęd i samodestrukcja.
        Ja mam cały czas wrażenie że mam nowotwór a głowa pełna jest obrazów
        jak będzie wyglądało moje leczenie,śmierć i życie najbliższych.

        Trzeba próbować psychoterapi, a jeśli nie pomoże to psychiatra i
        psychotropy.
        • modulla Re: Obsesja raka ... 16.11.08, 21:50
          mój Tato zmarł w sierpniu i od tej chwili borykam się z obsesją dotyczącą raka.I
          nie chodzi jedynie o mnie, przenoszę to także na moje dzieci.To strasznie
          męczące, nie tylko dla mnie ale i dla mojego otoczenia.Staram się jakoś
          racjonalizować, ale nie zawsze się udaje.Boję się, że niestety upływ czasu tego
          nie zmieni...
          • dorula114 Re: Obsesja raka ... 17.11.08, 22:16
            Zachorowałam na raka 3 lata temu, ziemia usunęła mi się spod
            nóg...Pół roku temu mój mąż stwierdził, że coś dziwnego dzieje się z
            jego jądrem, jak tylko tego dotknęłam-wiedziałam! Jest po operacji,
            nie ma przerzutów. Trzy dni temu moja siostra pokazała mi coś
            strasznego na pośladku,wyrosło jej to w trzy miesiące i jest
            okropne! Czeka ją wycięcie tego "czegoś" i badanie histopatologiczne.
            Codziennie zasypiam i budzę się z rakiem. Już nie mam siły się bać...
    • agnieszka_40 Re: Obsesja raka ... 18.11.08, 07:29
      Witajcie
      Ja również mam ten problem-byłam z moją mamą przez cały okres jej
      choroby-czerniaka.Za kilka dni minie rok od jej śmierci.
      Problem samego strachu o zachorowanie na raka wzmaga jeszcze zupełna
      bezduszność,bezinteresowność,lekcewazenie chorego przez
      lekarzy.Mieszkam w Płocku i tu jest tak,że dowiadując się o raku to
      właściwie można połozyć się do trumny.Onkologia w Płocku to dział
      zagłady.Lekko - w innej sytuacji są chorzy którzy mają pieniądze na
      wyłącznie prywatne leczenie u tych samych lekarzy.Chorzy na raka w
      przychodni onkologicznej czekają na wizytę,drobne zabiegi po kilka
      długich godzin w poczekalniach.NIe daj Panie jeśli wychodząc od
      lekarza o czymś zapomnialeś,dostaniesz sie tam za kolejny miesiąc,bo
      pilęgniarki tak bardzo dozorują są aroganckie i nie miłe.
      Jest to tragedia-ja jak na to wszystko patrzyło to rozdzierało mi
      serce-totalna znieczulica.
      I naprawdę sie bardzo boję.
    • kakoka Re: Obsesja raka ...badania profilaktyczne. 18.11.08, 14:42
      Witajcie!

      Też się boję. Bałam się, że ktoś z moich bliskich zachoruje
      i "wybałam się". Ale chciałam skupić się na innym zagadnieniu
      związanym z tym tematem. Cały czas się mówi, że wcześnie wykryty
      nowotwór czy nawet rak jest uleczalny. Ale jak to wykryć? Co badać i
      w jakich okresach. Wiemy przecież jak podchodzą do tego lekarze
      rodzinni - nie wysyłają nawet na kontrolne RTG wieloletnich palaczy
      a co dopiero wysłać na cały pakiet badań kontrolnych. Mam więc
      propozycję i prośbę do osób, które są na tym forum i znają się na
      rzeczy o podanie listy badań, jakie trzeba wykonać aby sprawdzić
      nieobecność danego nowotworu (oczywiście jeśli takowe jest możliwe)
      oraz interwały czasowe w jakich należy je wykonywać.
      Pozdrawiam
      • pipiblond Re: Obsesja raka ...badania profilaktyczne. 18.11.08, 15:55
        Mój dziadek umarł w 2001 roku na nowotwór prostaty, nie leczony. Moja babcia
        umarła na nowotwór narządów rodnych, najpierw była nadżerka. Myślenie, że i ja
        mam być chora ? Nie tędy droga. Pozytywne myślenie i wiara, to sukces zdrowia.
        Przecież powiedzenie "wiara czyni cuda" nie powstało tak sobie, ma twardą
        podstawę, ale i mocną wiarę. Nieraz słyszymy, że stał się cud. Tak, ale trzeba
        mocno w to uwierzyć. Chorych trzeba pozytywnie nastawiać, ty musisz być zdrowym.
        Pewnie, że również odpowiednie żywienie jest motorem do wyzdrowienia. Pewien
        naukowiec stwierdził,że nie geny przenoszą choroby ale sposób żywienia. I słyszy
        się, kiedyś ludzie tak nie chorowali. Mało z pokolenia na pokolenie słyszymy,że
        musimy uważać,bo ktoś był chory i już sobie kodujemy w naszej podświadomości,że
        my też możemy być chorzy.Nie wmawiaj sobie choroby - już tak nieraz słyszeliśmy.
        Pozdrawiam.
        • smutek20 Re: Obsesja raka ...badania profilaktyczne. 19.11.08, 11:42
          ja miałam raka ..teraz nie mam..nie mysle wogole , nie boje sie..olewam
          raka...gdybym miała sie zadreczac ze rak, Ze przerzut to bym fikneła za zawał
          serca albo wylew ze stresu..a ja chce sobie na luzie pozyc i juz..bez
          rozmyslania o raku...dlatego tez zadko wchodze na fora o raku..bo człowiek
          wejdzie poczyta i od razu doła moze złapac..
          trzeba zyc i juz..a smierc i tak kiedys przyjdzie..na kazdego z nas..ale dopoki
          zyjemy to zyjmy a nie zadreczajmy sie rakiem
          • dorula114 Re: Obsesja raka ...badania profilaktyczne. 19.11.08, 16:22
            Smutku! Jak ja Ci zazdroszczę takiego podejścia! Ja się boję tak
            myśleć, boję się, że będę za to jakoś ukarana, czy nie wiem, co.
            Codziennie, o każdej godzinie rak uczy mnie pokory. I nic na to nie
            poradzę...
            • gosza26 Re: Obsesja raka ...badania profilaktyczne. 19.11.08, 22:33
              Mogę tylko bagatelizować pojawiające się lęki. O tym,że nie przestaniemy sie bać(mam na mysli zwłaszcza osoby, które zachorowały) raczej nie ma co marzyć. Prozaiczny powód|: kontrole na USG itp podobnych badaniachna onkologii. Co 3 mc-e, pół roku, rok wracają jak bumerang.
              Ale dużo racji jest w tym co zostało napisane wcześniej, psychika ma olbrzymie znaczenie w procesie w trakcie jak i po chorobie. Sama przezyłam sytuację kiedy na 2 dzień po operacji nie mogłam podnieść się z łóżka-2 osoby pomagały mi się podnieść- po czym weszla rehabilitantka i powiedziała, że SAMA mam wstawać-oczywiście pokazała mi jak. Ponieważ mam zaufanie do leakrzy w Gliwicach-chociaż przeżyłam przez nich niepotzrebnie stres-siłą woli podniosłam się bo chciałam jak najszybciej wrócić do sprawności. Zmuszłam się, płakać się chciało ale wiedziałam o co walczę. Obok mnie leżała dziewczyna, 2 lata młodsza. Operowana była dzień po mmnie po operacji nie płakała ale tak jak pozasadzono ją w pozycji półleżącej tak została, nie chciała wogóle ruszać się z łóżka. Widziałam, że ma żal za to co ją dotknęło( to samo z reszta co mnie). Kiedy ja wychodziłąm do domu ona nadal nie ruszłą się z łóżka, nie chciała jeść...
              Dużo może pomóc psycholog, ale warto poszukać takiego zajmującego się problemem raka. Są tacy, mnie już jedna wizyta dużo pomogła.
            • tatiana_hegel Re: Obsesja raka ...badania profilaktyczne. 23.11.08, 01:02
              dorula114 napisała:

              > Smutku! Jak ja Ci zazdroszczę takiego podejścia! Ja się boję tak
              > myśleć, boję się, że będę za to jakoś ukarana, czy nie wiem, co.
              > Codziennie, o każdej godzinie rak uczy mnie pokory. I nic na to
              nie
              > poradzę...

              Mamy po prostu słabą psychikę.Dorula Trzymaj się,sama wiesz,że
              musisz być silna!nie wiem czy jestes osoba wierzącą,bo jesli tak,to
              chyba łatwiej się żyje... ja na Bogu bardzo się
              zawiodłam...Pozdrawiam Cię serdecznie !!!znamy się tylko z nicka,ale
              od dnia, w którym napisałas czesto myśle o Tobie,mówie szczerze bez
              wazeliny!!!
              • dorula114 Re: Obsesja raka ...badania profilaktyczne. 23.11.08, 20:26
                Wiem, ze to chore...
                Byłam ostatnio na urlopie na Krecie, myslalam, że wypocznę, nie było
                netu, nie miało być raka, a tu nagle zaczęło mnie boleć gardło, po
                prostu, teraz sie z tego smieję, ale wtedy nie było mi do smiechu.
                Co wieczór przed zasnięciem wyobrażałam sobie, ba! wmawiałam sobie,
                że to przerzut, że będą mi wycinać krtań, że to mój ostatni wyjazd,
                że już po mnie itd. Było cudownie, ale jak tylko zakaszlałam cały
                urok pryskał,bo mnie położą na stół i znowu będą krzyczec, i już nie
                dam rady, to koniec. Jestem wykończona, dzisiaj bolą mnie kości
                udowe, nie muszę pisać, co sobie wyobrażam... Nawet badań nie
                pilnuję specjalnie, bo i tak drugiego raka nie przetrzymam...Jestem
                na psychotropach, już uzależniłam sie, podwajam dawki, nie wiem, co
                będzie dalej... Pozdrawiam również.
                • eska762 Re: Obsesja raka ...badania profilaktyczne. 23.11.08, 23:16
                  ja tez raka olewam :) miałam, wyleczyłam i już. Jak każdą inną chorobę. Na
                  powikłania po grypie tez mozna umrzeć a jakoś nikt z tego afery na co dzień nie
                  robi, że miał grypę.... Ja sie bardziej boję pijanych kierowców, bo nie mam
                  wpływu zupełnie żadnego na ich istnienie.
                  Rak nauczył mnie jednak pokory w codzienności, uswiadomił, że mimo że mam w
                  sumie mało lat, małe dziecko do wychowania, wiele planów i ambicji to jednak nie
                  ma pewności że wszystko będzie tak jak ja chce. Dlatego trzeba zycie przeżywać
                  jak najlepiej, nie tracic czasu na zamartwianie się, bo nic to nie da. W
                  momencie śmierci, będziemy jedynie żałować zmarnowanego czasu (dłuższego lub
                  krótszego jaki był nam dany). Bo chyba słabym pocieszeniem będzie wtedy
                  stwierdzenie, że no tak, miałam/miałem rację, umieram na raka. :)
                  I nie namawiam tym samym do beztroski w badaniach, olewania choroby juz
                  istniejącej. Należy robic wszystko aby sie wyleczyć, ale obsesja na jakimkolwiek
                  punkcie, również własnego zdrowia jest także chorobą :)
                  miałam znajomego, bardzo młody chłopak, raka wyleczył, wydawalo się, że juz
                  będzie super... niestety niedługo po tym zginął w wypadku samochodowym
                  spowodowanym przez kogos innego :(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka