maryszka
21.01.03, 12:19
Wypróbowałam wreszcie to cudo zwane carvingiem...
Mialam okazję przez ponad tydzień porównać tą „nową“ technikę ze „starą“,
tradycyjną techniką, którą jeździło się jeszcze wcale nie tak dawno i której
używam do tej pory stosując na codzień coraz rzdziej spotykane narty z
minimalną talią i długością 185 cm.
Owszem, jest to zabawne na dobrze spreparowanych, szerokich stokach kłaść się
w ostry , cięty wiraż i to obciążając również wewnętrzną nartę. Efekty są
bardzo zabawne, zwłaszcza, gdy przecina się się ślad własnego wirażu
zakręcając pod górę. Nawet na sromych stokach, jadąc bardzo ostrymi i mocno
podkręcanymi wirażami można mieć kupę frajdy. Podstawowym warunkiem jest
jednak wtedy dobra przyczepność śniegu i mocne uda :).
Frajdy tej nie miałam, gdy stok był oblodzony i wąski i konieczne było
stosowanie śmigu hamującego. Żadne z wypróbowanych przeze mnie nart (fun i
slalom carver) nie umywały się do moich starych dech, które w takich
sytuacjach zachowują się absolutnie stabilne i to w najbardziej ekstremalnych
sytuacjach. Przy zbyt dużej szybkości, na stromym oblodzonym stoku carvingi
podczas kantowania zachowywały się zawsze bardzo niespokojnie i
nieobliczalnie. Ani ja ani inni narciarze, z którymi jeżdziłam nie byli w
stanie opanować drgań i nieprzyjemnych wibacji nart.
Na muldach narty carvingowe mają być może plusy poprzez swoje rozmiary ale
bardzo nieprzyjemnie odczułam ich wagę – zwłaszcza w przypadku fun-carverów.
Na muldach, gdzie cięcie krawędziami nie odgrywa roli i koniecznie trzeba
szybko wybić się w górę i odwrócić narty szybko zaczęłam odczuwać dotkliwe
bóle w biodrach. Fun-carvery omal nie wyrwały mi nóg z d....
W ostatni dzień wróciłam do moich „dech“. Cięcie wąskich wiraży było
oczywiście już niemożliwe ale swoboda, z jaką mogłam poruszać sie po stromych
oblodzonych stokach efektownym śmigiem hamującym i ich znikoma waga na
muldach upoiły mnie i sprawiły mnóstwo frajdy. Jadąc bardzo szybko narty te
są nie tylko znacznie bardziej stabilne ale również pozwalają na „cięcie“
tyle, że nie po tak małym promieniu.
I jeszcze jedno: człowiek wypożczający mi carvingi przyznał po dluższej
rozmowie, że nie rozumie tego całego carvingowego szału. On sam przeważnie
nadal jeździ na tradycyjnych nartach, których całe mnóstwo miał jeszcze w
swojej wypożczyalni i których nikt już nie chce wypożyczać. „Sind doch alles
super Schi...“ – to wszystko to przecież super narty.
Stoki narciarskie w olbrzymiej większości pełne są narciarzy, którzy mając
narty carvingowe nie potrafią nawet po części nimi się posługiwać!
Być może zaserwuję sobie latem tanie i lekkie (!) fun-carvery ale jedynie
jako uzupełnienie do moich tradycyjnych, mierzących “aż” 185 cm
tradycyjnych “dech”, które są po prostu wyśmienitymi nartami – pod warunkiem,
że wie się jak się nimi posługiwać.
Taka jest moja opinia na ten temat.