o_andrzej
25.03.08, 17:46
Pobieznie, bo pobieznie, ale wczytalem sie w watek o "kradziezach" drobiazgow
dokonywanych przez naszych rodakow za granica. Moje zdanie na ten temat jest
bardzo zblizone do ortodoxowego, czyli nie popieram, ale i nie potepiam, bo
"ktory z was jest bez grzechu, niech pierwszy...". Przy okazji nadmienie, ze
sposob przekonywania innych przez Ortodoxa do swoich racji w zadnym stopniu
nie zmienil sie. :)
Ale ja nie o tym. Chcialbym podzielic sie z Wami kilkoma refleksjami
zwiazanymi z moim niedawnym wyjazdem. Po raz pierwszy w zyciu zdarzylo mi sie
pojechac z grupa zorganizowana (biuro Olimp do Cortiny). Ok. 50 osob przez
tydzien w jednym hotelu - mozna sie niezle napatrzec. Ludzie bardzo rozni,
mlodzi i starzy (najstarszy uczestnik mial dobrze po 70-ce, BTW dobrze jezdzil
na nartach), troche malzenstw z dziecmi, troche samotnych mlodych kobiet,
kilku panow w mocno srednim wieku, itd. Jednym slowem - zbieranina, biorac
oczywiscie pod uwage oczywisty fakt, ze biedota na nartach, zwlaszcza za
granice, nie jezdzi. Nawiasem mowic bardzo udany pobyt pod kazdym wzgledem.
Gdybym mial wystawic ogolna ocene z zachowania moim wspolpodroznym :) w skali
1-6 byloby to 5. Zadnych, najmniejszych przejawowo chamstwa czy arogancji,
duze zdyscyplinowanie, ogolna sympatycznosci we wzajemnych kontaktach miedzy
soba, wlascicielami hotelu, na stokach, itp. Nie zauwazylem zadnych przypadkow
zabierania na pamiatke popielniczek czy innych drobiazgow, ale tez nic
interesujacego nie widzialem. :) Czy byl to mily zbieg okolicznosci czy norma?
Trudno mi powiedziec. Mocno w to wierze, ze jako narod niewolny od roznych
brzydkich cech z wolna normalniejemy.