14.10.09, 23:17
Dzis Blanka zrobiła mi niezłą scenę w przedszkolu. Przyszedł czas odbierania
dziecka a ona mi mówi, że się nie ubierze. No i sie zaczęło. Darła sie,
rzucała na podłogę. Panie przedszkolanki próbowały coś zrobić. Mamy innych
dzieci również. Niestety nic nie pomogło. Trwało to jakieś 15 min. Tak sie
darła, że aż się zżygała. Ona spocona, ja również.
W sobote zrobiła scenę w sklepie o lizaka bo nie chciałam jej kupić. Trwało to
krócej ale też było nieprzyjemne.
Może znacie jakieś metody na poskromienie złośnicy bo ja pomału wysiadam. Ach!
Obserwuj wątek
    • edytataraszkiewicz Re: bunt 15.10.09, 00:07
      Nam ostatnio zrobil podobnie straszna scene na karuzeli z ktorej po
      kilkakrotnym jezdzeniu nie chcial wyjsc i prosil,ze to juz ostatni
      raz(tak kilka razy)
      Oczywiscie tlumaczenia nic nie daja,bo wiadomo dzieciak w tym wieku
      pragnie wszystkich sobie owinac wokol palcawink

      Olek jest taki,ze nie przejdzie spokojnie obok sklepu z samochodami
      i juz wymiotowac mi sie chce na sama mysl o nastepnym samochodzie w
      domu,tez scene mi zrobil i kupilam ten samochod....
      Bawil sie nim w ogrodzie,tak ujezdzal,niemalze siadal na nim,ze za
      karewink padlo zawieszenie,samochod stanal a Olek ryjkiem na betonowe
      patio,nabil sobie duzego guza i zdarl sobie nosbig_grin
      A tak mu nie chcialam tego samochodu kupic!!!

      Nie pomaga tlumaczenie,ze samochod jest zepsuty i nie mozna go
      kupic,bo on baaaardzo lubi zepsute samochodytongue_out

      Teraz juz nie reaguje na placz,poprostu spokojnie czekam az sie
      wyplacze i tak dalej tlumacze i tlumacze spokojnie...
      Musi zobaczyc,ze nie wszystko mozna miec na zawolanie,bo nie
      chce,zeby jakis egoista z niego wyrosl
      • minka2403 Re: bunt 15.10.09, 09:27
        Zienka, jak ja Ci dziękuję za tego posta, kochana. Mój wszedł w bunt
        2-latka z jakimś półrocznym opóźnieniem. Myślałam, że Wasze dzieci
        dawno to mają za sobą. U nas najgorsze są takie sytuacje, kiedy on
        coś chce i jednocześnie... tego nie chce i zaczyna sie koncert.
        Myślę, że w tym jest jeszcze jakieś inne dno, ale on nie umie
        wyrazić tej trzeciej opcji, albo obawy o coś. Ja reaguje zawsze
        stanowczo i konsekwentnie. Jak bardzo sie drze na ulicy, to go po
        prostu biore na rece i "przetransportowuje" w pożądane dla mnie
        miejsce, ale babcia, która jest z nim na codzien ma z tym o wiele
        wiekszy problem. Po pierwsze - wstyd przed ludzmi..., po drugie -
        mniej sily, po trzecie ona nie umie zrozumiec, ze to przejdzie i
        ciagle mi mowi, ze musimy cos z tym zrobic. Uczepila sie nadziei, ze
        jak zaczniemy dawac mu magnez (bo przy okazji wizyty lekarskiej
        pediatra powiedzial, zeby dawac mu przez miesiac na stonizowanie
        ukladu nerwowowego), to to bedzie lek, ktory sprawi, ze minie jak
        reka odjal. Mowie jej, zeby nie spodziewala sie cudow.
        Rzeczywiscie ciezki ten czas, ale dla mnie dodatkowy ciezar, ze
        ciagle musze tego szkraba przed babcia bronic i tlumaczyc (a
        przeciez sama tez walcze ze zloscia na niego w takich sytuacjach).
        Mam nadzieje,ze do wiosny im miniesmile
    • moli1978 Re: bunt 15.10.09, 22:39
      Mnie póki co prawdziwy bunt w postaci takich właśnie awantur ominął.
      Ale JAnek testuje nas i sprawdza na wszystkie sposoby. Obecnie ma
      fazę (kolejną już) na bicie. Jak tylko coś go zezłości leje mnie bez
      opamiętania. Wszystkiego próbowałam i nic. Teraz wiem, że jedyna
      metoda to nie dopuścić do wybuchu, bo te maluchy nie sa takie podłe,
      one po prostu nie potrafią radzić sobie jeszcze z emocjami. I jeśli
      wiem, że zbliża się wybuch, staram sie szybko odwrócić na chwilę
      uwagę syna od stresującej sytuacji, ale nim zacznie, ba jak juz
      zacznie to koniec. A jak uwage odwróci na chwilę, to go za błahostke
      jakąś przytulę, ucałują, ukocham i zazwyczaj mija.
    • thaigirl Re: bunt 16.10.09, 16:30
      Mi Jasiek zrobił takie COS dwa razy. Wył, zanosil sie placzem, nic
      kompletnie do niego nie docieralo. Tak jakby stracil kontaktz
      rzeczywistoscia. I trwalo to jakies 30 min.
      Nie pomogę bo nie bylam w stanie go uspokoic. Sam sie uspokoil.
      I TO COS to byl wybuch emocji nagromadzonych w zwiazku z pojawieniem
      sie rodzenstwa na swiecie.

      Przedszkole to tez duzy stres dla dziecka. Moze to taka opozniona
      reakcja na zmiane warunkow zyciowych?
      • reninka72 Re: bunt 19.10.09, 19:54
        > Mi Jasiek zrobił takie COS dwa razy. Wył, zanosil sie placzem, nic
        > kompletnie do niego nie docieralo. Tak jakby stracil kontaktz
        > rzeczywistoscia. I trwalo to jakies 30 min.
        > Nie pomogę bo nie bylam w stanie go uspokoic. Sam sie uspokoil.
        > I TO COS to byl wybuch emocji nagromadzonych w zwiazku z pojawieniem
        > sie rodzenstwa na swiecie.

        Hania miala to samo kiedy jakis czas po narodzinach Tosi przyjechala
        babcia. Tego juz bylo za duzo i nastapil wybuch. Bylam sama przerazona,
        myslalam, ze oszalala, naprawde tak myslalam. 45 minut wrzasku, dzikiego placzu,
        bez zadnego kontaktu. Wpijala sie we mnie tak mocno, ze pozniej mialam siniaka
        na szyji.
        Zgodzilabym sie z tym co napisala thai, ze to moze byc opozniona reakcja na
        przedszkole. Dziecko po prostu znajduje zastepczy sposob aby poradzic sobie ze
        stresem. Minie. Zawsze mija. Wiem, ze trudno ale mysle, ze najlepszy sposob to
        okazywac duzo milosci.
    • thaigirl Re: bunt 16.10.09, 16:34
      A jak sie ostatnio rozdarl w sklepie (tez o lizakasmile) przyszla
      dodatkowa kasjerka i mnie obsłuzyla bez kolejki. takze w sume sobie
      to chwalębig_grin
      A podczas takich jazd w sklepie twardo mu mowie, ze nie kupuje
      lizakow i go nie dostanie. Za pierwszym razem bylo ostre avanti
      (wtedy przyszla ta kasjerka), a za drugim juz tylko jojczył, nie
      darl sie. Czyli zrozumial ze lizaka nie bedzie.
      • buns Re: bunt 17.10.09, 09:43
        Aga takie "małe napady" ma w domu. Poza domem się nie zdarza - w sklepie czy
        gdzie indziej nie upomina się o nic. Ale w domu, jeśli coś jest nie po jej myśli
        (np. podniosę coś z ziemi a to ma akurat leżeć, albo skarpetka ma być różowa a
        nie żółta, nie chce wyjść z wanny etc...) to potrafi się tak bardzo rozpłakać,
        krzyczeć, tupać. Jak powodem jest złość, staram się przeczekać, tłumacząc że jak
        się uspokoi to porozmawiamy. Zwykle wtedy się chce przytulić. Jeśli powodem
        płaczu jest żal, tłumaczę, przytulam...A tak w ogóle to bunt dwulatka to mit -
        najgorsze są połówki czyli 1,5 i właśnie 2,5wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka