asia5512
29.02.08, 22:22
Nie mogę uwierzyć do dzisiaj w to co sie stało zaledwie dwa i pół tygodnia temu.
Mieszkam wraz z mężem od prawie 4 lat w Niemczech. Moi rodzice w tym samym
czasie przeprowadzili sie z miasta na wies, gdzie zaczeli prowadzić spokojne,
cudowne życie we dwoje. I Nagle któregoś dnia dostałam najgorszy telefon w
swoim życiu: Asiu lepiej sobie usiądz; Twój tata nie żyje" To były najgorsze
słowa jakie mogłam usłyszeć od swojej bratowej.
Tata był kierowcą Tira, jezdził w trasy po Polsce. I w jedna taka trase
swojego życia wyjechał i juz nie wrócił. Był najwiekszym optymista jakiego
kiedykolwiek znałam. Miałam z nim cudowny kontakt, koleżanki zawsze mi
zazdrosciły takiego taty. Dostał jak sie okazało zawału serca, tak nagle.
Nigdy na nic nie narzakał i to było w tym wszystkim najgorsze, ten szok! Nigdy
tego nie zrozumie co sie dokladnie w tę noc stało. Ponoc zjechal nagle na
parking o 1.30 swym Volvo i tam stało sie najgorsze. Biedny nawet nie poczuł;
jak stwierdził lekarz. "Zasnął" za kierownicą swojego kochanego auta- swojej
drugiej miłości zaraz po mamie. Umierał samotnie. Znalazł go jego szef po 15
godzinach stwierdzajac najgorsze... Nigdy w życiu sie z tym nie pogodze. Miał
tylko 50 lat i kochał życie... Tak bardzo za nim tęsknie. Kocham Cie tatusiu.