kajkasz1
25.03.07, 18:21
Muszę się Wam pochwalić, jaką "inteligencją" sie dzisiaj wykazałam.
Pomna ostatnich przygód niedzielnych w kościele postanowiłąm wziąć tym razem
ze sobą wózek. Tylko nie przewidziałam, że moje dziecię weszło akurat w
fazę "boję się obcych" i na początek wydrze się wniebogłosy (nawet organista
wymiękł).
No to siup na ręce. Mały się przytula, chowa buzię przed ludźmi, bluzkę w
celu znalezienia "pocieszyciela" podnosi. A ja się zastanawiam ile tak
wytrzymam z klockiem na rękach.
No i naszła mnie prawie genialna myśl.
Przecież mam płaszczyk na guziki. Bach, bach, dwa dolne zapięłam pod pupą
małego, pasek owiązałam na pleckach i nawet miałam dwie ręce wolne. Mały
zadowolony, uśmiechnięty, ja wytrzymałam do końca mszy.
A bez chust z pewnością na takie rozwiązanie bym nie wpadła.
Potrzeba matką wynalazków!