377sil
08.11.07, 13:43
Po przeprowadzce przedszkole z "0" dla Krzysia jest stosunkowo
niedaleko, ale chodzimy cała watachą, bo nie mam z kim zostawić ani
Grzesia ani Misia.Misiunio śpi prawie do 7.30, a wtym czasie chłopcy
się ubierają, szykuję kanapki i dopiero wtedy budzę Misia,daję cyca
i przebieram.Zwykle dzieci już ubrane czekają w korytarzu,ja
zamotana ubieram młodegoi wychodzimy. Ubieram mu cienki polarowy
kombinezonik, czapeczkę , getry i butki. Noszę go pod moim polarem.Z
chwilą wyjścia włącza się jak syrena okrętowa. Wyje aż do
przedszkola, tam sie trochę uspokaja i płacze znowu w drodze
powrotnej. Sprawdzałam czy mu nie za ciepło, za zimno.Nie. Czy
chusta dobrze zawiązana. Ok. A on płacze i odpycha się rączkami. W
przedszkolu uspokaja się, czasami przysypia. więc nic już nie
rozumiem. Staram się zasłaniać mu buzię, zeby np nie wiało. Nie wiem
co robić, a czekaja mnie takie wyjścia każdego dnia. Może któraś z
was miała podobny problem i wie jak zaradzić...