terces
18.08.06, 19:17
mnie pochłania... Piszę bo samotność doskwiera i dręczy. Od kilku dni
skutecznie wpędzam się w podły nastrój. Nic nie jest tak jakbym chciała.
Praca nie taka. Męża i dzieci brak, a wszyscy dookoła (i ja sama ze środka
siebie) krzyczą, że to najwyższy czas. Ja nie mam zakusów na wieczne
singlowanie. Nie jest mi z tym dobrze. Brakuje mi zaradności, pewności
siebie, zaczynam wierzyć, że nie jest mi dane doświadczyć prawdziwego
uczucia. Łapię doła, bo nie znoszę się nad sobą użalać a z drugiej strony
skoro tu się wypłakuję to znaczy że rozpaczliwie szukam współczucia i
pocieszenia. Sama się w tym gubię. Wiem jedno: singielostwo oddam/ zamienię
od zaraz!