dimanche á Orly

26.02.07, 12:45
Swego czasu, gdy chanson française znaczyła wiele na niwie kultury europejskiej, Gilbert Becaud zachwycił wszystkich sympatycznym utworem o odlatujących na wszystkie strony świata samolotach z paryskiego lotniska Orly i o odczuciach, jakich doznawał obserwując lądujące i startujące Boeingi – te jego – ’’les oiseaux de nuit”.

« Je m'en vais l'dimanche á Orly
Sur l'aéroport on voit s'envoler
Des avions pour tous les pays
Pour l'aprės-midi... j'ai de quoi rêver
Je me sens des fourmis dans les idées «

Wojciech Młynarski, urzeczony twórczością Becaud, sparafrazował po znacznej części tekst francuski i rzucił ku chwilowej uciesze gawiedzi przyśpiewkę o radości wynikającej ze spędzania niedziel na …..Dworcu Głównym w Warszawie.

„Szanowni państwo, cóż to była za piosenka
Tego artystę tłum całować chciał po rękach
I każdy czuł, że ma zachodniej trochę krwi
Taka piosenka - dimanche á Orly.

Na wszystkie smutki - niedziela na Głównym
Na oddech krótki - niedziela na Głównym
Na sypkość uczuć i brak przyjaciela
Niedziela na Głównym, na Głównym niedziela.”

Obie piosenki to już przebrzmiała historia. Dworzec Główny w Warszawie prawdopodobnie zostanie wkrótce zamknięty na cztery spusty, a dzisiejsze paryskie lotnisko Orly – szczególnie ORLY SUD – jest miejscem, z którego Paryż raczej nie ma powodów do dumy.

Jeśli ktokolwiek chciałby dzisiaj zapoznać się z atmosferą Bliskiego Wschodu czy Afryki Frankofońskiej, nie musi korzystać z usług biura podróży stale i aktywnie reklamującego się na znanym nam forum i tłuc się nocnymi czarterami do krajów arabskich. Wystarczy udać się na paryskie ORLY SUD i spędzić tam kilka godzin. To w zupełności wystarczy, aby poczuć atmosferę bazarów w Timbuktu, straganów warzywnych w Marakesh, rynku bawełny w Homs, usłyszeć (głębią duszy) wrzaski i nawoływania sprzedawców daktyli z Tamanraset, czy też licytację handlarzy ryb z Dakaru świtem bladym po udanym połowie. Przy większej odrobinie szczęścia, można zaliczyć festiwal gry na tam-tamach w Togo, czy też obkupić się w koraliki, paseczki, maseczki i inne ozdóbki afrykańskiego rękodzieła u domokrążnych sprzedawców z Gwinei czy Kamerunu. Przy jeszcze większym szczęściu można zapewne też i kupić kozę (to jest autentyczne, na cztery moje ostatnie odloty i przyloty z Orly Sud dwukrotnie już widziałem tego samego fellacha z kozą kręcącego się przed halą lotniska)

Widać gołym okiem, że Orly-Sud stał się jednym z wielu już miejsc we Francji gdzie biały człowiek jak nie musi to nie zagląda. A jak już musi, to czuje się bardzo niepewnie. W takich chwilach osaczenia intensywnie poszukuje się jakiejś bratniej europejskiej twarzy i ,.... niestety, bardzo często jej się nie znajduje. No, chyba, że akurat napatoczy się personel sprzątający z wózkiem, miotłą i szufelką zgarniający liczne niedopałki papierosów rzucane przez egipskich czy sudańskich biznesmenów (gdyby ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości, to zakaz absolutnego palenia obowiązuje na całym obszarze lotniska) oraz sterty papierów, gazet, puszek po pepsi cola czy też innych soft drinkach. W centralnym kiosku z gazetami po oczach walą tytuły światowych dzienników i periodyków arabskich. Dzienniki francuskie i pozostałych krajów europejskich leżą na uboczu w miejscach mniej eksponowanych. Panuje wrzask, krzyk i harmider nie do opisania. Po podłogach tarzają się arabskie dzieci wrzeszcząc niesamowicie. Ich okutanym matkom pilnujących ogromnych tobołów w niczym to nie przeszkadza, chociaż od wrzasku można ogłuchnąć. W megafonach lecą komunikaty po arabsku z rzadka przeplatane czymś, co podobno ma przypominać język francuski. Przez wszystko, przebija się zapach przypalonego oleju do frytek przemieszanego z anyżkiem.

Ruch na lotnisku jest bardzo intensywny. Jednocześnie z lądowaniem mojego rejsowego Air Algerie z Oranu, drugi Air Algerie przyleciał z Tlemcen. Wylądował Air Iran z Teheranu, kolejne Air Maroc z Marakesh, Fez i Rabatu, dwie maszyny Tunis Air, Air Mauretania, Air Egipt i jeszcze jakieś dalekie Air Niger z Bamako.

Nie jest prostą sprawą przebrnąć przez taką ciżbę podróżnych do odprawy paszportowej. Okazuje się też, że nie jest zwykłą formalnością przejście samej kontroli paszportowej na ścieżce dla obywateli Unii Europejskiej. Urzędnik francuskiego immigration (zapewne rodem z Dahomeju czy okolic) miał poważne wątpliwości czy jako osoba legitymująca się polskim paszportem mam prawo skorzystania z „jego” EU bramki, czy też przypadkiem nie powinienem tłoczyć się jak inni na kierunku: autres pays. Żeby wszystko dokładnie wyjaśnić, zamknął przejście i udał się z paszportem na zaplecze. Konsultacje chyba zamieniły się w szkolenie, gdyż nie było go blisko 15 minut. Ostatecznie oddał paszport i otworzył furtkę. Najciekawsze w tym wszystkim było to, że reszta cierpliwie oczekujących w kolejce Francuzów i obywateli EU pretensje za powstały zator miała do mnie a nie do Dahomeja. Nawet ich nie do końca przekonało publiczne okazanie mojego polskiego paszportu i stanowcze oświadczenie, że jestem OBYWATELEM UNII EUROPJSKIEJ i mam prawo do traktowania na równi z pozostałymi obywatelami Wspólnoty Europejskiej. Widocznie we Francji już nadeszły takie czasy, że Dahomeje mają więcej do gadania i rozkazywania niż ten, kto na nich ciężko pracuje i płaci na ich utrzymanie wysokie podatki.

Były też kłopoty z odebraniem bagażu. Ale to mały pikuś. Bagażowy z Bangladesh czy Sri-Lanki wrzucił na linię dwa ponad gabarytowe pakunki i .. transporter się zatkał.

Po trudach przebrnięcia odprawy paszportowej i odbioru bagażu, zebrało mnie się na drobną przegryskę. Jednakże po tym jak za lichy zestaw sałatkowy z bułką i małą buteleczkę Côte du Rhone somalijska czekoladka zażądała ode mnie 16 Euro, to zrezygnowałem. Za taki sam zestaw w trochę lepszej klasy bistro „Terrasse de Paris” na lotnisku Charles de Gaulle zwykle płacę tylko 10 Euro. Jak widać, obsługa barowo-restauracyjna lotniska Orly, golenie i strzyżenie frajerów opanowała do perfekcji.

Pędzący swoimi samochodami po pobliskiej autostradzie nie zauważają Francuzi koszmaru tego lotniska. Pewno sami nie wiedzą już jak i kiedy dopuścili do stworzenia tego skansenu brzydoty, zaniedbania i – nie ma co ukrywać – zagrożenia. I jeśli lotnisko Orly-Sud ma być wizytówką Paryża czy też Francji, to wszystkiego może się odechcieć. Francja coraz częściej zaskakkuje negatywnie.

Na jednym z bilboardów na Orly można przeczytać: Soyez Bienvenu á Paris. Akurat tutaj bardziej na miejscu byłoby: AHLAN WASSAHLAN……
Pełna wersja