stephen_s
12.08.07, 11:14
No właśnie, jak w tytule.
Z tego, co słyszałem, to ostatnio coraz więcej pracodawców domaga się
przedstawiania przez kandydatów na pracowników zaświadczeń o niekaralności...
Też ostatnio pojawiają się głosy za wprowadzeniem zakazu kandydowania do
parlamentu przez osoby, które były kiedyś karane.
A ja myślałem nad tym ostatnio i rzucę tezę: istnienie zaświadczeń o
niekaralności jest sprzeczne z zasadami nowoczesnego państwa!
Czemu? Otóż, za zwalczaniem przestępczości w nowoczesnym państwie stoi obecnie
filozofia, że kara resocjalizuje. Ktoś łamie prawo, zostaje ukarany,
społeczeństwo zaś uznaje, że w wyniku kary człowiek ten ma szansę zostać
zresocjalizowany. Mówiąc w skrócie: ponosząc karę, człowiek łamiący prawo
spłaca swój dług wobec społeczeństwa.
Istnienie zaświadczeń o niekaralności (na podstawie których można np. nie
przyjąć kogoś do pracy), czy potencjalnego zakazu zasiadania w parlamencie dla
osób karanych, idzie dokładnie w przeciwną stronę. Za tymi rzeczami stoi
myślenie zupełnie przeciwne do wiary nowoczesnego państwa w resocjalizację.
Myślenie, że skoro ktoś raz popełnił przestępstwo, to już ZAWSZE będzie
podejrzany i nie można mu zaufać. Jest to całkowicie sprzeczne z podejściem,
że kara resocjalizuje i pomaga osobom łamiącym prawo zauważać swoje błedy i
unikać ich w przyszłości.
Jest to hipokryzja wobec osób karanych, bo z jednej strony mówi im się:
"Zamykamy was w więzieniach, żeby was przywrócić społeczeństwu", a z drugiej
praktyka jest taka, że kto raz siedział w więzieniu, ten już na zawsze będzie
obywatelem drugiej kategorii. Nawet od strony praktycznej jest to bez sensu:
jak liczyć na resocjalizację osób łamiących prawo, jeśli po wyjściu z
więzienia takie osoby nie odzyskują pełni praw publicznych, mają zmniejszone
możliwości zawodowe itd.?
Tak więc: zaświadczenia o niekaralności powinny być zlikwidowane. Zakazu
kandydowania do parlamentu przez osoby karane absolutnie nie wolno wprowadzić.
Takie jest moje zdanie. Dyskutujmy :)