Proszę was dziewczyny, już nie daję rady. znalazłam się tu jakieś tydzień temu i nie mogę się zgubić. Dom kurzem obrasta, mąż w ciągu tygodnia to już 4 razy kanapki sobie na obiad robił, jak na razie jeszcze się z tego śmieje, bo i rekompensatę dostaje co noc soczystą, nie wiem jak to długo będzie znosił. O samej sobie nawet nie wspomnę, brwi to już jak Breżniew mam.Bo na to wszystko szkoda czasu skoro tyle ciekawego tu jeszcze do poczytania. Dobrze, że mój pięciomiesieczniak taki "low maintenance" jeszcze, a cyca można dawać i na monitor zaglądać. A i pogoda nie sprzyja ekspozycji na elementy to i wyrzuty sumienia mniejsze że z domu nie wychodzimy.
Co prawda mój poród domowy to na razie kwestia marzeń, ale nie daje mi to spokoju i nie spoczne dopóki nie będę miala jasności umysłu.
Mieszkam w UK i tu urodziłam synusia. tak sie szczyciłam że Naturalnie, ale jak tu sobie posiedziałam na tym forum to musiałam to zdegradować do waginalnego. Pozwoliłam sobie wstrzyknąć oxy na urodzenie łożyska i odurzałam się gazem rozweselającym w II fazie. ( nie wiem czy bym wytrwała bez niego: łupało mnie krótko , ale ze wszystkich możliwych stron) Jednak i tak w szpitalu czułam się prawie jak w domu. Łóżko to nawet wygodniejsze niż domowe było. Tu też planujemy urodzić jeszcze jedno dziecko, by Mikołajkowi było raźniej z rodzeństwem w podobnym wieku. Myśleliśmy że jak już wtedy wykożystamy cały nasz limit dzieciowy to wrócimy dopiero do Polski. Bo oboje z mężem praktykom rzeźniczo położniczym w polskich szpitalach mówimy stanowcze nie. A tym, co z UK do Polski rodzić jeździły to prosto w twarz się śmiejemy. Przyjaciółka kiedyś jednak zapytała co zrobię jak zamarzy mi się trzecie dziecko jak już w Polsce będę, wrócę do Anglii? I tak oto weszłam na konika. Teraz to wiem, że nie tylko marzy mi się trzecie dziecko ( drugie to już kwestia czasu a nie marzeń) ale głównie jego PORÓD W DOMU. (egoistyczne trochę, nie?)
Mam niestety jeszcze tyle wątpliwości natury technicznej, że nie mogę przestać o tym mysleć. Głównie to martwi mnie to, czy na Górnym Śląsku, a dokładnie w okolicach Pszczyny, gdzie osiedlimy się po powrocie, znajdę położną do takiego porodu, czy znajdę lekarza, który mnie będzie wspierał, a przynajmniej nie przeszkadzał w tej wizji. Wiem, mogłabym chodzic do któregokolwiek i nie zwracać uwagi na jego przedpotopowe komentarze. Niestety asertywność niektórym nie przychodzi z wiekiem. Zamiast puszczać głupie gadanie mimo ucha będę je dusić w sobie, przeżywać i stresować a to przecież w ciąży niewskazane, prawda?
Trochę się zasmuciłam przeglądając Who is who, że żadna z tych co się przedstawiła, nie rezyduje w tamtych rejonach i mogłaby mi kogoś polecić. Liczę jednak na to że jeszcze się ktoś taki znajdzie i da mi jakiś namiar, bo pytać po znajomych raczej nie będe, żeby nie być odsądzoną od czci i wiary, bo to ja raczej z mało postępowego środowiska się wywodzę niestety. A i na innych forum jak zapytam to polecą niepochlebne o mnie opinie.
Przepraszam, jeśli czułyście się podglądane przez osatni tydzień ale taka byłam zaabsorbowana czytaniem, że nie miałam czasu się ujawnić. Już pierwszego dnia was pokochałam całym sercem za ciepło, radość życia, i zdrowy rozsądek, a przede wszystkim za wiedzę jaką nabyłam (szczególnie z wątku Czym was straszyli…

. Nauczyłam się o porodach i ciąży więcej niż z jakiegokolwiek artykułu, książki czy programu. Postanowiłam więc, że już was nie zdradzę z żadną inną stroną, bo szkoda psuć sobie krwi. Powiedzcie tylko proszę, czy mogę was gdzieś spotkać na jakimś pokrewnym forum o wychowaniu, zdrowiu i w ogóle o życiu, bo myślę, że nigdzie indziej nie będzie mi tak dobrze jak z wami. Jestem jeszcze żółtodziób w kwestii nawigowania po forach więc wybaczcie ignorancję jeśli czegoś jeszcze nie wiem albo źle doczytalam. Szkoda trochę czasu na szukanie was po omacku, mogłyby mi korzenie z d.. wyrosnąć przy komputerze a dziecko zdziczeć z zaniedbania. Posyłam wam więc wielkiego, powitalno-dziękczynnego przytulaska! Mało się on ma z tytułem posta ale przyjmę z pokorą wychowawczego klapsa albo pokiwanie paluszkiem za zasiedzenie się z wami.