Dodaj do ulubionych

Wygońcie mnie stąd

15.02.11, 14:23
Proszę was dziewczyny, już nie daję rady. znalazłam się tu jakieś tydzień temu i nie mogę się zgubić. Dom kurzem obrasta, mąż w ciągu tygodnia to już 4 razy kanapki sobie na obiad robił, jak na razie jeszcze się z tego śmieje, bo i rekompensatę dostaje co noc soczystą, nie wiem jak to długo będzie znosił. O samej sobie nawet nie wspomnę, brwi to już jak Breżniew mam.Bo na to wszystko szkoda czasu skoro tyle ciekawego tu jeszcze do poczytania. Dobrze, że mój pięciomiesieczniak taki "low maintenance" jeszcze, a cyca można dawać i na monitor zaglądać. A i pogoda nie sprzyja ekspozycji na elementy to i wyrzuty sumienia mniejsze że z domu nie wychodzimy.
Co prawda mój poród domowy to na razie kwestia marzeń, ale nie daje mi to spokoju i nie spoczne dopóki nie będę miala jasności umysłu.
Mieszkam w UK i tu urodziłam synusia. tak sie szczyciłam że Naturalnie, ale jak tu sobie posiedziałam na tym forum to musiałam to zdegradować do waginalnego. Pozwoliłam sobie wstrzyknąć oxy na urodzenie łożyska i odurzałam się gazem rozweselającym w II fazie. ( nie wiem czy bym wytrwała bez niego: łupało mnie krótko , ale ze wszystkich możliwych stron) Jednak i tak w szpitalu czułam się prawie jak w domu. Łóżko to nawet wygodniejsze niż domowe było. Tu też planujemy urodzić jeszcze jedno dziecko, by Mikołajkowi było raźniej z rodzeństwem w podobnym wieku. Myśleliśmy że jak już wtedy wykożystamy cały nasz limit dzieciowy to wrócimy dopiero do Polski. Bo oboje z mężem praktykom rzeźniczo położniczym w polskich szpitalach mówimy stanowcze nie. A tym, co z UK do Polski rodzić jeździły to prosto w twarz się śmiejemy. Przyjaciółka kiedyś jednak zapytała co zrobię jak zamarzy mi się trzecie dziecko jak już w Polsce będę, wrócę do Anglii? I tak oto weszłam na konika. Teraz to wiem, że nie tylko marzy mi się trzecie dziecko ( drugie to już kwestia czasu a nie marzeń) ale głównie jego PORÓD W DOMU. (egoistyczne trochę, nie?)
Mam niestety jeszcze tyle wątpliwości natury technicznej, że nie mogę przestać o tym mysleć. Głównie to martwi mnie to, czy na Górnym Śląsku, a dokładnie w okolicach Pszczyny, gdzie osiedlimy się po powrocie, znajdę położną do takiego porodu, czy znajdę lekarza, który mnie będzie wspierał, a przynajmniej nie przeszkadzał w tej wizji. Wiem, mogłabym chodzic do któregokolwiek i nie zwracać uwagi na jego przedpotopowe komentarze. Niestety asertywność niektórym nie przychodzi z wiekiem. Zamiast puszczać głupie gadanie mimo ucha będę je dusić w sobie, przeżywać i stresować a to przecież w ciąży niewskazane, prawda?
Trochę się zasmuciłam przeglądając Who is who, że żadna z tych co się przedstawiła, nie rezyduje w tamtych rejonach i mogłaby mi kogoś polecić. Liczę jednak na to że jeszcze się ktoś taki znajdzie i da mi jakiś namiar, bo pytać po znajomych raczej nie będe, żeby nie być odsądzoną od czci i wiary, bo to ja raczej z mało postępowego środowiska się wywodzę niestety. A i na innych forum jak zapytam to polecą niepochlebne o mnie opinie.
Przepraszam, jeśli czułyście się podglądane przez osatni tydzień ale taka byłam zaabsorbowana czytaniem, że nie miałam czasu się ujawnić. Już pierwszego dnia was pokochałam całym sercem za ciepło, radość życia, i zdrowy rozsądek, a przede wszystkim za wiedzę jaką nabyłam (szczególnie z wątku Czym was straszyli…wink. Nauczyłam się o porodach i ciąży więcej niż z jakiegokolwiek artykułu, książki czy programu. Postanowiłam więc, że już was nie zdradzę z żadną inną stroną, bo szkoda psuć sobie krwi. Powiedzcie tylko proszę, czy mogę was gdzieś spotkać na jakimś pokrewnym forum o wychowaniu, zdrowiu i w ogóle o życiu, bo myślę, że nigdzie indziej nie będzie mi tak dobrze jak z wami. Jestem jeszcze żółtodziób w kwestii nawigowania po forach więc wybaczcie ignorancję jeśli czegoś jeszcze nie wiem albo źle doczytalam. Szkoda trochę czasu na szukanie was po omacku, mogłyby mi korzenie z d.. wyrosnąć przy komputerze a dziecko zdziczeć z zaniedbania. Posyłam wam więc wielkiego, powitalno-dziękczynnego przytulaska! Mało się on ma z tytułem posta ale przyjmę z pokorą wychowawczego klapsa albo pokiwanie paluszkiem za zasiedzenie się z wami.
Obserwuj wątek
    • monicus se zajrzy tutaj 15.02.11, 15:08
      polozne
      tu jest jedna z pszczyny i moze cos podpowie.
      niestety obawiam sie, ze na trojce w tym towarzystwie sie moze nie skonczyc big_grin
      • ninakch Re: se zajrzy tutaj 15.02.11, 17:36
        Właśnie pisałam już do tej pani. I miałam wrażenie, że była zaskoczona moim pytaniem o PD bo jeszcze się takiego procederu nie podejmowała. Chyba byłam pierwsza taka nawiedzona. Więcej to takich co z Anglii rodzić przyjeżdżają, i co dwa tyg do doktora latają spotkała.
        > niestety obawiam sie, ze na trojce w tym towarzystwie sie moze nie skonczyc big_grin
        ja też wink im dłużej tu przesiaduję, tym ta obawa rośnie. A mężowi memu oczy ze zdumienia co to internet z człowiekim może zrobić..
      • ninakch Re: se zajrzy tutaj 15.02.11, 18:06
        Ale jestem ciemna masa. Jednak tzw "baby brain" może nie odejść szybko po porodzie... Dopiero teraz się dopatrzyłam na tej stronie położnych z Mysłowic i Mikołowa. Chyba jeszcze dziś komponuję mejle do tych pań. (sorki za podbijanie liczebności)
    • hortensjaaaa Re: Wygońcie mnie stąd 17.02.11, 09:59
      Ja nie planuję wyganiać smile I doskonale rozumiem zaczytanie w forum.. Dziękuj Bogu że nie piszemy 100 postów dziennie tongue_out
      • soldie Re: Wygońcie mnie stąd 17.02.11, 10:53
        No ale jak się tu trafi po raz pierwszy to trochę schodzi na czytanie wszystkiego smile No i witam serdecznie nową koleżankę smile
        • oldzinka Re: Wygońcie mnie stąd 17.02.11, 15:15
          Witaj ninakch! Przykro mi, ale wygoniona na pewno nie będziesz, musisz poprosić męża, żeby ci zabronił wink Co do Twojego porodu, to myślę, że surowo go oceniłaś, oxy na trzecią fazę i gaz rozweselający to jeszcze nie tragedia. W polskim szpitalu pewnie byłoby znacznie więcej interwencji w "poród naturalny". Witamy w naszym gronie i trzymamy kciuki za udany domowy.
    • kropkaa Re: Wygońcie mnie stąd 17.02.11, 16:16
      Witaj!
      Jeśli do tej pory byłaś zadowolona z porodu, to moim zdaniem nie ma sensu doszukiwać się dziury w całym i zmieniać opinię o 180 st. To naprawdę niczemu nie służy.
      Drugi możesz "dopracować", ale nie kosztem negacji pierwszego.
      Nie wiem co inne Forumki o tym sądzą, czy moje podejście jest właściwe, może napiszą.
      • ninakch kamień z serca 19.02.11, 17:11
        Popisałam, popytałam. Okazało się że pani Katarzyna Oleś (jej nazwisko to chyba mogę jawnie pisać, prawda?) miałaby do mnie 10 km na skróty przez las! Rozbawiłam ją trochę swoją zapobiegawczością, bo jeszcze nie zdarzyła się jej kobitka co by pytała o trzeci poród niebędąc jeszcze w drugiej ciąży.
        Zmartwiła mnie trochę tym, że znakiem zapytania byłaby moja niedoczynność tarczycy sad
        Wiem jakie zagrożenia niesie ta choroba w czasie ciąży czy przed nią, nie mogę nigdzie znaleźć czy i jakie stanowi zagrożenie podczas porodu. Macie może jakieś doświadczenia z tym związane?
        A co do mojego pierszego porodu. Ja wcale go nie neguję. Nadal uważam, że była to najwspanialsza rzecz jaka mi się przytrafiła w moim doczesnym życiu. Po prostu troszkę przejrzałam na oczka i z twierdzenia że był w 100% naturalny umniejszyłam mu do 95% wink
        I następnym razem podejdę do pewnych spraw bardziej swiadomie i za radą kropkii go dopracuję/my. Liczę że druga dzidzia ułoży sie buźką w odpowiednia stronę i nie będzie mnie tak łupało w plecach niemiłosiernie to bez gazu się obejdzie. I mężuś z masażami wystarczy, albo z termoforem. A i za oxy też podziękuję, bo telepało mną potem przez 6 godzin.

        No i dzięki dziewczyny za ciepłe przyjęcie.
        • oldzinka Re: kamień z serca 19.02.11, 18:51
          Jakbyś jeszcze nie znalazła to tu jest forum pani Kasi Oleś
          forum.gazeta.pl/forum/f,548,Dobry_porod.html
          Są tam odpowiedzi na prawie wszystkie pytania świata dotyczące porodu wink
        • sugarxxx Re: kamień z serca 19.02.11, 18:51
          Przepraszam, uniosę się, ale cholera mnie bierze jak słyszę że ktoś znowu demonizuje niedoczynność tarczycy. Przecież ninakch wie o niej, zatem LECZY. Leczona niedoczynność, która sprowadza się de facto do uzupełnienia hormonów tarczycy doprowadza organizm do stanu fizjologicznego. Leczona niedoczynność (raczej monitorowana) jest mniej upierdliwa niż katar.

          Ironizuję: lepiej byoby ninakch, gdybyś nic nikomu o tej niedoczynności nie mówiła. Bo nie słyszałam żeby położna jakaś wymagała badań hormonów tarczycy jako kwalifikacja do pd. Mi przynajmniej w Domu Narodzin nic takiego robić nie kazali. Przyznałam się do Hashimoto, ale dla nikogo nie było to problemem. Aha, jakby Ci jednak ktoś takie badania Ci kazał zrobić, to jeżeli suplementujesz to wyjdą oczywiście w największym porządku.

          Ale oczywiście znowu ktoś chce być świętszy od papieża.
          Standardowo kobietom w ciąży się nie robi TSH/FT4/FT3 itd ale jak się przyzna kobitka do niedoczynności (leczonej!!!) to... "jest człowiek - znajdzie się paragraf"
          • mali-nki podpowiadam 19.02.11, 21:01
            wiesz rozumiem twoje zachwycenie tematem ale skoro jestes w UK i planujesz tam jeszcze urodzic dziecko to w ramach "cwiczen" postaraj sie o porod domowy w UK co raczej nie jest problemem w wiekszosci kraju. Jezeli chcesz jeszcze bardziej naturalnie to zaposz sie na kurs hyponobirthing, moze jest ktos w twojej okolicy kto cos takiego prowadzi. WTedy juz mozna powiedziec ze na maksa naturlanie rodzisz i prawie bez bolu. Ja ´taki moj porod opisalam, jest nizej na porod.
    • jombusiowa Ja sie pospisuję 09.03.11, 12:13
      pod tym co napisała ninakch-ach-dlaczego nie wpadłam na to forum wcześniej?A teraz poczytuję i wpadam coraz głebiejwink Teraz mi się marzy poród domowy... co prawda w ciąży drugiej jeszcze nie jestem-coś okres łaskawie nie chce przyjść po ciąży-a to 9 miesiąc już, no ale zaczytuję się zawczasusmile
      I nawet ślubny, który na hasło poród domowy na poczatku zareagował z lekkim przerażeniem, po puszczeniu zdjęć tego porodu "na niebiesko" jak to ja nazywam, to już wydawał się być bardzo zainteresowany...więc jest dobrze, prawda?smile
      Więc podczytywac sobie będę nadalsmile
      • marcy_83 Re: Ja sie pospisuję 10.03.11, 21:50
        Ninakch dopiero dziś twojego posta przeczytałam (nie wiem jak ja go przegapiłam) smile Witam krajankę smile Ja na razie w Bielsku mieszkam - piszę na razie bo ja z kolei kombinuję na odwrót - tzn nie wiem czy do UK nie wyjedziemy, żeby moje marzenia PD po 2 cc spełnić wink
        Ale to też na razie w sferze planów i szukania wyjścia awaryjnego pt. naturalny poród w szpitalu, gdyby się jednak sprawa z wyjazdem skomplikowała - a wygląda na to że czasowo są pewne przeszkody - zwłaszcza przez moje studia..
        W każdymbądź razie gdybyś sie przymierzała do porodu tutaj - polecam się jako doula wink
        • ninakch Re: Ja sie pospisuję 11.03.11, 13:04
          No nieźle. Kiedyś emigracja polityczna, potem zarobkowa a teraz porodowa! Do czego to doszło...
          Trzymam kciuki więc żeby marzenia o pięknym porodzie się spełniły gdziekolwiek was los zaprowadzi. I dziękuję, Marcy, za ofertę "doulowania" choć nie sądzę by w naszej prowincjonalnej Pszczynie wpuścili kogokolwiek prócz męża, za którego podobno i tak muszę stówę zapłacić. I myślę że do tego czasu mój mąż to będzie już tak gruntownie wyedukowany przeze mnie, że mógłby nawet być gotowy unassisted ze mną przejść. wink Choć chętnie od jakiejś douli nauczyłabym się (a potem jego) obsługiwać rebozo, bo jak na razie znalazłam suchy opis i zdjęcia bez filmiku a bardzo spodobała mi się ta metoda.
          Za podpowiedzią mali-nki zaczęłam myśleć coraz intensywniej o porodzie domowym w Anglii zanim jeszcze wrócimy do kraju by mieć jeszcze większą motywacje i to doświadczenie na koncie, co by położna nas nie zbyła że to tylko przez strach przed szpitalem. Nawet zmianę mieszkania na większe pod uwagę bierzemy by basen do porodu albo chociaż większą wannę mieć do dyspozycji bo w tej teraz to bez brzucha mi ciasno a co dopiero przy porodzie.
          Mam tylko jeszcze jedną zagwozdkę, o której przypomniałam sobie dopiero teraz ale nie chcę już pani Oleś zawracać głowy. Przypomniało mi się że w pierwszej ciąży znaleźli mi we krwi jakieś przeciwciała typu M. Nie mam zielonego pojęcia cóż to za dziadostwo. Wtedy powiedzieli mi, że to nic strasznego, dziecku krzywdy nie zrobi, mi też nie, ale w portfelu muszę nosić karteczkę z informacją że to mam bo to ważne przy ewentualnym przetaczaniu krwi. Wtedy się nie wzruszyłam i nie zagłębiałam tematu pod kątem PD. Ciekawe.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka