monzdr
13.06.10, 13:12
Witajcie,choć szczerze mówiąc,wolałabym(jak pewnie wszyscy tutaj)nie być
zmuszona do szukania wsparcia.Nie mam już siły,czuję się bezradna i
rozgoryczona.Bliscy uważają mnie za wariatkę.Mój synek ma rok,waży około
9500.Urodził się drobniutki,2900.Teoretycznie nie jest źle,25 centyl,zgodnie z
WHO około 50.Przez pół roku był tylko na piersi,chciałam dać mu to co
najlepsze.Przybrał 1,5 kg w 1,5 miesiąca,później średnio 750g na miesiąc,cały
czas 3 centyl.Rozszerzanie diety zaczęło się nie najgorzej,ale z czasem
zamiast się rozpędzić,stało się koszmarem.Nie wyszliśmy ciągle poza zmiksowane
jedzenie,słoiczki dla dzieci po 5 miesiącu!Zjada tylko pieczywo bio orkiszowe
z eko dżemem truskawkowym.Jajko wypluwa nawet wtedy,gdy zetrę na proch i dodam
do zupki.Gdy sama coś mu ugotuję,później wszystko wyrzucam do kosza,więc już
mi szkoda na to czasu.Daję dania ze słoiczka i pozwalam brać wszystko z
naszych talerzy.Jedzenie z naszych talerzy układa na ciężarówkę i wozi po
stole.Gdy sam je,wszystko ląduje na podłodze,krzesełku,ubranku.Ciągle karmię
piersią,3 razy dziennie.Przestał się już budzić w nocy na karmienie.Rano
dostaję kaszkę na mm,przeważnie zjada około 150,ale też różnie bywa.Obiad to
koszmar.Je jeszcze jogurty i twarożki owocowe,to jakoś w miarę mu idzie,ale
też nie zawsze.Miał anemię,dostawał żelazo.Wyniki już są dobre,ale apetytu
nadal nie ma.Badanie moczu w porządku,kału też.USG brzucha też nie wykazało
nic złego.Rodzina wini mnie,że karmiłam go piersią przez pół roku i stąd jego
niechęć do nowych pokarmów.Nie mam już siły.Nie chcę go zmuszać do
jedzenia,ale przecież on musi coś jeść...Rozwija się pięknie,chodzi już bardzo
dobrze,mówi,jest z nim super kontakt.Czy przesadzam?