Juz wyjaśniam o co mi chodzi.
Mój mąż jest prawnikiem i moja koleżanka, którą znam ponad 20 lat (nie przyjaciółka, bliska koleżanka, ale tylko koleżanka) mieszka ok. 200 km od naszego miasta i po raz enty chce się rozwieść z mężem, przy czym przy poprzednich razach 1x pofatygowała się tylko do adwokata, stwierdziła, że to drogo i bez sensu wyrzucać kasę.
W ubiegły piątek wpadła na epokowe odkrycie (jakby nie wiedziała dotąd), że mój mąż prawnik, czyli rozwiedzie ją za darmo, serio. Jak mi to wprost oznajmiła, z tekstem, żebym z M. porozmawiała, to aż mnie wmurowało. Podałam jej tylko nr. tel. do kancelarii męża i finito.
Mąż oczywiście jej odmówił, raz, że nie przepada za moją koleżanką (co ciekawsze ona też go nie lubi, ale można przecież wydoić jelenia, głupi jest to się nie zorientuje), a dwa my przecież z tego żyjemy. I teraz obraza majestatu, koleżanka przysłała mi tylko bardzo niemiłego smsa i cisza.
I z Bogiem sprawa, nawet mi ulżyło, że znajomość sama się zakończyła.
I mam do was pytanie, czy w takiej sytuacji przyszło by wam w ogóle do głowy zachować sie, jak ta moja koleżanka?
Czy swoim znajomym robicie coś z czego żyjecie za darmo? (wiecie o co mi chodzi, bo trochę dziwnie zabrzmiało

)