Dodaj do ulubionych

Gdzie są dzieci?

19.01.13, 09:39
Mieszkam w mieście, w któtym od tygodnia trwają zimowe ferie. Niedaleko domu mam plac zabaw z górkami, pagórkami, kilkaset metrów dalej na dużym osiedlu następny, podobny, całkiem blisko pod lasem bezpieczne dróżki, a na rynku lodowisko. I ani jednego dzieciaka, wszędzie pustki. Nikt nie jeździ na sankach, łyżwach, nartach, nie rzuca śnieżkami i nie lepi bałwanów. W szkole na zajęciach same panie. A zima idealna - lekki mróz i dużo śniegu.
Więc się pytam - gdzie są dzieci?
Myślałam, że może rodzice wystraszyli się grypy. Wczoraj musiałam zrobić duże zakupy, odwiedziłam dwa markety, a tam, jak w ulu. Hałas, gwar, pełno dzieci z rodzicami. Pozostałe siedzą pewno przy komputerach.
Czy dzieci już nie lubią zimy?
Obserwuj wątek
    • irenazu Re: Gdzie są dzieci? 19.01.13, 13:01
      Chyba tak. A może to mamusie i tatusie są tak zapracowani,że nie maja czasu wyjść z dziećmi. Bo jakoś te dzieci takie są teraz,że nie można ich samych wypuścić z domu. A może rodzice boją się same dzieci wypuścić.
      • framaga32 Re: Gdzie są dzieci? 19.01.13, 13:18
        też to zauważyłam, dzisiaj nawet stwierdziłam, że chyba dziwna jestem, mieszkamy na wsi, trwają ferie,a na dworze tylko ja z moimi dziećmi, dokoła pełno dzieci, ale żadne nie wychodzi na dwór, wszystkie siedzą w domach, u sąsiadów dzieci nie widziałam na dworze już od kilku tygodni, jeszcze na sankach nie jeździły tej zimy, ja wychodzę jak tylko mogę, praktycznie codziennie, ludziom się chyba nie chce, albo szkoda im czasu, a i dzieci teraz bardziej telewizyjne i komputerowe, chociaż ja swoich uczę korzystać z każdej chwili aby wyjść, niestety nie mają zbyt dużego kontaktu z dziećmi w swoim wieku, ( tyle co w szkole i u znajomych lub rodziny) bo dzieci sąsiadów nie wychodzą, każdy trzyma swoje dzieci w domu, niestety,
    • budzik11 Re: Gdzie są dzieci? 19.01.13, 14:05
      Moi akurat dzis od rana do obiadu siedzieli na dworze, ale ja się w ogóle nie dziwię innym. Sama nienawidzę zimy i zimna, jak nie muszę, to nie wychylam nosa z domu. Dzieci też ludzie, mogą nie lubić.
    • stuletnia_stokrotka Re: Gdzie są dzieci? 19.01.13, 15:29
      no cóż-my oboje pracujemy a nasza 5-latka póki co sama na dwór nie wyjdzie tongue_out
      zaś 15-letnie dziecko big_grin na sankach raczej nie zjeżdża i bałwanów pod blokiem nie buduje.
      a dziś np. kiedy mamy czas wyjść z dzieckiem to jest taka pogoda jaka widać-mróz fajny bo ok. -10 ale za to sypie tak gęsty śnieg,że ciężko się idzie.rano byłyśmy na sankach,teraz po obiedzie też był plan,że wyjdziemy i nic z tego.
      a inne dzieci? podejrzewam,że część nie wychodzi bo nie ma z kim (takie zapracowane czasy niestety),część chora a reszta to nie wiem.
    • quistista Re: Gdzie są dzieci? 19.01.13, 20:06
      kurcze, moje tez nie chca wychodzic. Wczoraj chcialam zabrac ich na spacer to takie cyrki wyprawiali z ubieraniem, ze zrezygnowalamsad Cale to szykowanie sie przerasta mnie. Poranki przed wyjsciem do szkoly to najbradziej stresujaca czesc dnia. Czekam na lato, kiedy nie trzeba bedzie ubierac tylu rzeczy
    • doral2 Re: Gdzie są dzieci? 19.01.13, 20:50
      kiedyś dzieci same wychodziły, z kluczem na szyi, na sanki, na łyżwy, na boisko, na zabawę pod trzepakiem.
      matki w domu siedziały i gotowały obiad, a dzieci same na podwórku się bawiły.
      tylko co jakiś czas słychać było "kaaaaaasia, ooobiaaaad""
      małe siedziały w piaskownicach z nieco starszymi, sąsiadki z okien pilnowały swoich i cudzych dzieci.
      a teraz jest tyle niebezpieczeństw i tyle zła, że dzieci bez matki czy ojca nawet na klatkę schodową nie wychodzą.
      ot, znak czasu....
      • sajolina Re: Gdzie są dzieci? 19.01.13, 22:25
        Nie wiem, ja tam nigdy nie lubiłam zimy i wychodzenie zimą na dwór było bardziej jak kara, ciuchy przemakały, buty przemakały, mróz szczypał, nie każde dziecko lubi takie atrakcje.
    • jolanta534 Re: Gdzie są dzieci? 20.01.13, 22:33
      Właśnie...takie czasy ale skoro mamy trzęsą się z zimna przed hartowaniem dzieci na 5 stopniowym,zdrowym mrozie to dzieciom przestajemy się dziwić uncertain po co maja wychodzić na piękny,zimowy czas jak mogą się kisić w pełnym zarazków,suchym powietrzu a zimę sobie obejrzą przy okazji w tv lub iphonie.
      A za parę lat obejrzycie swoje dzieci cherlawe,krzywe i znerwicowane ! Przykład dawać rodzice...przykład.
    • autumna Re: Gdzie są dzieci? 21.01.13, 08:35
      Zasuwam codziennie na spacerki od ponad 2 lat. Nie wychodzę tylko jak leje (mżawka nam nie przeszkadza) lub jest zbyt duży mróz. Dziecko przy padającym prosto w gębę deszczu ze śniegiem potrafi zrobić raban, że nie chce do domu smile
      Obserwacja z tych 2 lat: mniej więcej poniżej +10 stopni zostajemy na placu zabaw same. A pojedyncze krople deszczu zazwyczaj skutkują atakiem paniki wśród mam i babć - wszyscy biorą nogi za pas.
      • mamuska25 Re: Gdzie są dzieci? 21.01.13, 09:06
        Jak miałam dwoje dzieci wychodziliśmy każdego dnia, bez względu na pogodę. Z trzecim dzieckiem juz tak nie było, bo urodzila się wadą serca i panikowałam. Jednak ona chorowała bardzo i praktycznie cały czas. Jak skończyła 2,5 roku zaczęłam wychodzić i z nią bardzo często, wtedy też doszła nam 4 kruszynka w wózeczku.
        To dopiero była atrakcja dla ludzi... Z czwórką dzieci? Zimą?, w taki mróz?, z niemowlakiem?
        Fakt, ubrać wszystkich to mordęga do potęgi, ale daję radę smile
        Teraz przynajmniej te starsze dzieciaki mogłyby siedzieć same na podwórku, ale gdzie tam, zaraz ewakuują się do domu.
        Najstarsza zmarźluch niesamowity, nogi i ręce drętwieją jej po 5 minutach, wpada do domu i rysuje albo czyta, czyta, czyta...
        Syn dla odmiany najlepiej w samym podkoszulku by latał, bo po co to całe zbędne ubieranie...
        6 latka chciałaby mieć towarzystwo w postaci innych dzieci z sąsiedztwa, ale z tym często jest problem...
        Trzylatka tez marzy o towarzystwie...

        Mimo tego, ze staram sie wychodzić z dziećmi, czuję niedosyt!
        One same, jak już pisałam wracają z podwórka po 5 minutach.

        Kiedy ja byłam mała zbieraliśmy się calymi 'bandami" i zabaw było co niemiara, bez względu na porę roku. Zimą zawsze budowaliśmy igloo, szałasy, czekaliśmy na mleczarza coby doczepić sanki za wozem z konikami smile - taka wyprawa trwała zawsze około 3-4 godzin bo jechaliśmy w kuligu jakieś 4 km a potem musieliśmy zaiwaniać na nogach... śmiechu było zawsze co niemiara, wracaliśmy "utaplani" po czubek głowy i było ok.

        Teraz faktycznie inne czasy. Dzieci przed tv, komputerami, zabawy na śniegu traktują jako karę.
        • dorcia1234 Re: Gdzie są dzieci? 21.01.13, 09:23
          chyba nie do końca
          Obserwuję w pracy dzieciaki w wieku 6-10 ( te mam pod swoją opieką ) i starsze. Generalnie na hasło: idziemy na dwór ustawiają się do szatni. I nie, nie jest to w ramach lekcji lecz po zajęciach szkolnych, gdy już od nich się wiele nie wymaga.
        • ksywa Re: Gdzie są dzieci? 21.01.13, 09:30
          Brak towarzystwa innych dzieci to jedno - trudno bawić się samemu - ale jak się tak zastanowić, dlaczego dzieci nie wychodza na snieg, dlaczego nie lubią? Ja widze to tak: trochę to my dorośli, jak obserwuję, demonizujemy zimę, śnieg, mróz, nawet to przemoczenie... (moja bratowa dostaje histerii na widok sniegu na spodniach swoich chłopaków) Wiecznie wszyscy narzekają na zime, na niewygody, mokro, zimno, wszystko nie takwink Za naszego dzieciństwa jednak ludzie byli troszkę mniej wygodni, mniej wydelikaceni i zimowe warunki traktowali jak cos absolutnie naturalnego... dziś tylko przemykamy aby szybciej na parking... i do domu... albo centrum handlowegowink A dzieci to słyszą, widzą, obserwują. Dlaczego ONE mają się męczyć na zewnątrz, skoro to takie niefajne? wink
          Wybrałam sie wczoraj do Łazienek. Sama, bo na zdjęcia. Traf chciał, że najpierw zeszłam na dół, a potem potrzebowałam się wdrapać na skarpę. Oczywiście nie udawało mi się, raz po raz zjeżdżałam w śnieg. Utytłałam się po pas. I ubawiłam przy tym... no własnie ... jak dziecko... sprzed latsmile
    • claratrueba Re: Gdzie są dzieci? 21.01.13, 11:45
      Niż demograficzny, niestety. To jedno.
      Psychoza strachu to drugie. Wiadomości o nieszczęściach, których ofiarami są dzieci są tak często powtarzane, że tworzy się atmosfera zagrożenia. Dopiero jak się człowiek zastanowi to zauważy, że wrażenie "masowości" tych nieszczęść tworzy powtarzana ta sama wiadomość. Ale wielu rodziców sie nie zastanawia i woli mieć dziecko w domu bądź przy sobie. Dziecko mniej podatnego na sensacje rodzica siedzi w domu bo nie ma z kim na ten śnieg wyjść skoro koledzy siedzą w domu.
      • autumna Re: Gdzie są dzieci? 21.01.13, 11:56
        > Niż demograficzny, niestety. To jedno.

        No, nie do końca. Przy ładnej pogodzie bywa wręcz tłum i kolejka do huśtawek. Po czym całe towarzystwo jesienią znika i pojawia się dopiero na wiosnę, jak słońce trochę przygrzeje. Tylko na pobliskim "orliku" widuję paru młodych twardzieli, grających w piłkę niezależnie od warunków.
        • mitta Re: Gdzie są dzieci? 21.01.13, 12:57
          > Wiadomości o nieszczęściach, których ofiarami są dzieci są tak często powtarzane, że tworzy się atmosfera zagrożenia.

          Tylko, że jakoś latem to nie działa i spotykam małe dzieci bez opieki także w późnych godzinach wieczornych i nocnych - nie mówiąc już o tym, że całe dnie bawią się same na placach i pod blokami.
          Myślę, ze manipulujemy argumentami, jak nam wygodniej. Zimą, kiedy nie chce się nam wyjść z dzieckiem mówimy, że zimno, grypa, niebezpiecznie, a latem, że trzeba korzystać z ładnej pogody.
          • framaga32 Re: Gdzie są dzieci? 21.01.13, 13:35
            mój szwagier, POrtugalczyk, opowiadał mi właśnie niedawno, że u nich w POrtugalii, dokładnie w Lizbonie, dzieci praktycznie nie wychodzą bo rodzice tak boją się, że ktoś ich porwie itp. jego młodsza siostra non stop siedzi przed kompem lub tabletem i z komórką w ręku i tak spędza czas, na dwór nie wychodzi,
    • ofelia1982 Re: Gdzie są dzieci? 21.01.13, 13:50
      Miałam wczoraj to samo spostrzeżenie. Poszliśmy z mężem i naszym niespełna 2-latkiem na dłuugi spacer połączony z sankami i mimo pięknej zimy, cudownego śniegu - minęliśmy chyba 2-3 sanki (okolice Królikarni czyli duży park, są górki, staw z kaczkami etc.).
      Ja nigdy nie zrozumiem zabierania dzieci do centrów handlowych bez wyraźnej potzreby lub z powodów logistycznych (np. samotna matka nie ma z kim zostawić dziecka, a musi zrobić zakupy etc.). Mój synek ma niespełna 2 latka i w CH był 2 razy, bo wpadłam z nim raz odebrać coś z Yves Rocher (wpad-wypad), a drugi raz bo musiałam coś kupić w aptece i ta była jedyna jeszcze otwarta i po drodze. Dodam, ze mieszkam niedaleko Galerii Mokotów, więc okazji mam sporo. Dla mnie zabieranie dzieci do CH jako forma rozrywki to uczenie ich złych nawyków i taki komunikat, że fajne spędzanie czasu polega na szwędaniu się po sklepach i konsumpcji. Mam inne priorytety zyciowe.
      • angazetka Re: Gdzie są dzieci? 21.01.13, 16:03
        > Dla mnie zabie
        > ranie dzieci do CH jako forma rozrywki to uczenie ich złych nawyków i taki komu
        > nikat, że fajne spędzanie czasu polega na szwędaniu się po sklepach i konsumpcj
        > i. Mam inne priorytety zyciowe.

        Nie należy przeganić w żadną stronę IMHO. Galeria (z lodziarnią, kinem, miejscem do zabaw) TEŻ może być miejscem, gdzie się spędza czas. Zakupy nie muszą się równać tej strasznej konsumpcji.
        • ziellonka Re: Gdzie są dzieci? 21.01.13, 18:56
          angazetka napisała:
          > >Galeria (z lodziarnią, kinem, miejsce
          > m do zabaw) TEŻ może być miejscem, gdzie się spędza czas. Zakupy nie muszą się
          > równać tej strasznej konsumpcji.

          Dla mnie spędzanie wolnego czasu na zakupach jest jak najbardziej wyrazem konsumpcyjnego podejścia do życia i uczenie tego dzieci. Owszem, dzieciom kupuje się odzież, meble, przybory szkolne i dobrze, jeśli w tym uczestniczą, a później z rodzicami idą coś zjeść. Ale zabieranie ich na zwykłe zakupy to nieporozumienie. Widzę, jak to wygląda i wiem, jak się to odbywa. Wolny dzień, wszyscy sie nudzą to może pojedziemy do CH. Rodzice zajęci oglądaniem, dzieci znudzone plączą się pod nogami i wózkami, często dochodzi do szarpaniny, krzyków, bo dzieciaki zaczynają być nieposłuszne. W końcu cała familia totalnie skłócona i zmęczona jedzie do domu. Nie wiem, czy mają z tego większą radość, niż półgodzinny spacer na sankach.
          • asfo Re: Gdzie są dzieci? 22.01.13, 01:21
            No nie gadaj, że do hipermarketu z dziećmi idzie się dla rozrywki. Idzie się po zakupy, a dzieci przeszkadzają, bo akurat nie było co z nimi zrobić. To męcząca praca raczej. Zresztą robienie zakupów bez dzieci też jest męczące - tłok, coś się przypomni i trzeba lecieć na drugi koniec sklepu itd. Osobiście wolę robić zakupy pod domem, tyle że pod domem. butelka mojego ulubionego likieru kosztuje 20 zł więcej, nie ma skrawków wołowych dla kotów itd, więc czasem trzeba się zmusić i pojechać po zapasy.

            Z drugiej strony, galeria handlowa może być miejscem gdzie jest kino, jakaś zorganizowana rozrywka dla dzieci, cukiernia itd., i pójście tam w celu rozrywkowym może mieć uzasadnienie.
          • angazetka Re: Gdzie są dzieci? 22.01.13, 09:40
            Zakupy (traktowane jako zakupy, a nie jako rozrywka) są po prostu czynnością do wykonania, nie żadnym stylem życia.
        • hela6 Re: Gdzie są dzieci? 21.01.13, 21:22
          angazetka napisała:

          > Galeria (z lodziarnią, kinem, miejsce
          > m do zabaw) TEŻ może być miejscem, gdzie się spędza czas.

          No właśnie moim zdaniem problemem jest to że dzieciaki już nie potrafią bawić się za darmo.

    • hela6 Re: Gdzie są dzieci? 21.01.13, 14:52
      W sieci.
      Jeśli kto młody i zaczyna właśnie myśleć o ścieżce kariery to polecam zawód - fizjoterapeuta big_grin
      Psychoterapeuta też pewnie będzie potrzebny. Albo i psychiatra. Ten da pigułek szczęścia bo z bezruchu lęgną się strachy.
    • asfo Re: Gdzie są dzieci? 22.01.13, 01:12
      Kiedyś dzieci powyżej 5 lat bawiły się na dworze same. Rodzice wcale tak masowo z nimi nie chodzili na spacery. Teraz wzrosła świadomość zagrożeń i samodzielne wychodzenie z domu jest zarezerwowane dla starszych nastolatków, które chodzą sobie... np. do centrum handlowego, bo tam można iść na kawę i są jakieś rozrywki. ;->
    • autumna Re: Gdzie są dzieci? 22.01.13, 07:59
      Zobaczcie to:

      www.edziecko.pl/rodzice/56,79361,11595730,50_rzeczy__ktore_twoje_dziecko_powinno_zrobic_zanim.html
      Dla większości z nas to chyba normalne rzeczy były, a tu występują jako niezwykłe zajęcia, które trzeba zaliczyć Skądinąd, 3 komentarze pod artykułem rozbrajające, czytelniczki w ogóle nie załapały w czym rzecz.
      • wadera3 Re: Gdzie są dzieci? 22.01.13, 11:41
        Faktycznie, te trzy mamy nie załapały o co idzie. Ja, z szóstym krzyżykiem na karku, zrobiłam wszystko o czym napisano(wyjmując rzeczy egzotyczne niemożliwe w PRL-u z powodów oczywistych), i znacznie więcej.
        Teraz martwię się, czy moje wnuki też będą w stanie zrobić to samo wink
        • anu_anu Re: Gdzie są dzieci? 08.02.13, 23:34
          Ja bym do tego dodała punkt - umieć się dogadać z rówieśnikami. Również z takimi, którzy są inni, bo wychowują się w innych domach. Niechby i sobie przyłożyli...
    • smutas13 Re: Gdzie są dzieci? 22.01.13, 16:32
      Nie przesadzasz? Na moim osiedlu jest góreczka. Od rana jest oblegana przez dzieciaki.
      Bużki mają rumiane, szczęśliwe, bawią się do wieczorasmile
    • autumna zamknięte orliki 07.02.13, 08:01
      Jedyne miejsce koło mnie, gdzie można polatać za piłką, nie unurzawszy się w błocie i psich kupach. Zamknięte, bo... ferie. No i jak małolaty mają nie siedzieć w domu?
      • claratrueba a 40 lat temu... 07.02.13, 08:47
        czyli wtedy, gdy byłam dzieciakiem ganiającym i za piłką (dwa ognie na ogół) i taplającym sie w błocie to i orlików nie było, i o sprzątaniu psich kup, i o robieniu problemu z czystości piasku nie było mowy. Nie było również komputerów, kreskówek w tv i matek-kwok niewyobrażających sobie wypuszczenia dzieciaka na dwór bez opieki.
        To nie jest problem w otoczeniu, to jest problem w głowach. Jeśli chciałam mieć kolegów, koleżanki to trzeba było bandą łobuzować na dworze a nie na gadu-gadu albo przez telefon (w moim bloku na 50 mieszkań były dwa telefony). Matki to w kolejkach stać musiały, prać we Frani a nie pilnować dzieciaki.
        Które pilnowały się same. Pomagały sobie, skaleczona rękę i obtarte kolano polizały, babką przetarły i bawiły się dalej. Fajnie było, tych strasznych wypadków, których matki się teraz tak boją nie było. Choć nasze pomysły dalekie były od pojęcia bezpiecznej zabawy. O czym, oczywiście, nie informowało się rodziców.
        I tak sobie nieraz ze starymi znajomymi wspominamy, zastanawiając się ile swojej zaradności, samodzielności i zwykłej twardości "boli to przestanie" zawdzieczamy takiemu dzieciństwu.

        • hela6 Re: a 40 lat temu... 07.02.13, 09:31
          Prawdopodobnie jesteśmy w podobnym wieku ale ja jednak dostrzegam problem którego Ty nie widzisz.
          Mieszkam na osiedlu na którym spędziłam dzieciństwo. Jeszcze niedawno dzieci moich koleżanek bawiły się tutaj tak jak my kiedyś. Niestety starsi ludzie/w wieku moich rodziców/ zrobili wszystko by dzieci spod bloków wyrugować.
          Zasypali piaskownicę /starzy ludzie stanowią większość we wspólnocie wiec wolno im/, obsadzili wszystkie trawniki szczelnie acz bez jakiejkolwiek estetycznej koncepcji krzakiem wszelakim, obstawili przytarganymi nie wiadomo skąd pokomunistycznymi betonowymi gazonami /w gazonie ani pół roślinki/ "żeby dzieci nie biegały i nie hałasowały", nie wytrzymałam kiedy trzęsąca się z podniecenia staruszka usiłowała mi włożyć do głowy że musimy kupić krzaki pod dom bo skoro ci obok się "obsadzili" to teraz pod naszym domem będą przechodzić.
          Tyle przyjaznej atmosfery w okolicy.
          Poza tym za większość naszych zachowań w czasie zabaw w dzieciństwie dziś rodzina dostałaby kuratora.
          Dziś policjant nie podwiózłby i nie zostawił rodzicom siedmiolatka zatrzymanego w oddalonym o kilkanaście kilometrów sąsiednim mieście "bo mu się szwędacz włączył".
          Kiedyś takie i podobne rzeczy się zdarzały dziś trafiły by na pierwsze strony portali internetowych a matka zostałaby zlinczowana przez publikę.
          • iwoniaw Zgadzam się z hela6 07.02.13, 15:11
            Też widzę różnicę w sposobie spędzania czasu po lekcjach kiedyś i teraz, ale widzę i zmianę w otoczeniu. Wszystko, o czym napisała powyżej, obserwuję w swojej okolicy, zarówno w infrastrukturze, jak i zachowaniach ludzi (dorosłych).
        • ofelia1982 Re: a 40 lat temu... 07.02.13, 10:07
          Claratrueba - masz sporo racji, ale zawsze mnie w takich wypowiedziach razi to idealizowanie przeszłosci. Bo kiedyś nie było telefonów, prano we Franiach etd. Owszem, tak było - ale nie wróci, po drugie chciałabyś, zeby wróciło (stać w kolejkach, nie miec telefonu i sprzetow ulatwiających ogarnięcie domostwa?)? Po trzecie - to nie jest wina dzisiejszych rodziców, że jest jak jest teraz. Mówisz "matki-kwoki" - ale teraz JEST inaczej. Jest więcej samochodów, opd które dziecko może wpaść goniąc za piłką; sąsiedzi się nie znają i jakby co nie zauważą, że jakiegoś dziecka z sąsiedztwa nie ma etc.
          Czasy się zmieniają i to nie jest wina poszczególnych rodziców.
          Ja też jestem za tym, że dziecko trzeba motywować do zabawy na powietrzu - moje dziecko codziennie jest na spacerach, jak był śnieg codziennie byliśmy na sankach etc. Ostatnio się dowiedziałam, że jestem lekko zacofana bo część dzieci znajomych (w wieku poniżej 2 lat!) ma już...tablety, a moje dziecko nie..ALE nie wiem czy bym była w stanie je samopas puścić - teraz już nie ma band dzieci biegających po podwórku. Ludzie się nie znają na moim osiedlu. Samochodów jest tyle, że nie ma gdzie parkować..I czy to jest moja wina, ze nie puszczę tego beidnego dziecka samego na podwórko??
        • autumna Re: a 40 lat temu... 07.02.13, 10:14
          > To nie jest problem w otoczeniu, to jest problem w głowach.

          Ale to otoczenie się zmieniło. Gdzie ma pójść się wyszaleć dziecko (szczególnie to, które już wyrosło z placu zabaw), skoro boisko zamknięte, na podwórku wisi zakaz gry w piłkę, tereny niezabudowane praktycznie zniknęły. No i gigantyczny ruch samochodowy. Tam, gdzie się kiedyś z koleżanką zakopałam w błocie na rowerach, jest ruchliwa ulica, po dwa pasy w każdą stronę, gdzie w dodatku kierowcy lubią sobie wcisnąć gaz...
        • dorotakatarzyna Re: a 40 lat temu... 08.02.13, 01:03
          claratrueba napisała:

          > Fajnie było, tych strasznych wypadków , których matki się teraz tak boją nie było.

          Tu się nie zgodzę. Były, tylko nie było mediów, z których można się było o nich dowiedzieć.
          Byłam w drugiej klasie, tuż przed komunią, gdy kolega z mojej klatki utopił się w stawie przeciwpożarowym. Poszli razem z moim kolegą z klasy łowić plankton dla rybek... Ośmiolatki bez opieki...
          • ofelia1982 Re: a 40 lat temu... 08.02.13, 09:46
            No to tym bardziej chyba matki mają podtsawy, zeby się obawiać..
    • joanna_poz Re: Gdzie są dzieci? 07.02.13, 12:03
      > Czy dzieci już nie lubią zimy?

      moj syn zimę lubi.

      u nas ferie był już w styczniu.
      tydzien syn spędził u babci - z relacji, wiem że codzien wychodzili na sanki.
      następny tydzien byl w domu - trochę ze mną - na sanki rownież wychodzilismy, potem z tatą pojechał też na narty.

      bałwana ulepił w ogródku juz po feriach.
    • anu_anu No to chyba cud, że przeżyliśmy... 07.02.13, 16:22
      Teks stary - ale coraz bardziej aktualny:
      www.ipon.pl/forum/topic/1942-jak-my%C5%9Bmy-prze%C5%BCyli/
      • anu_anu Re: No to chyba cud, że przeżyliśmy... 07.02.13, 16:23
        Tekst miało być smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka