Kilka dni temu miałam dziwną wizytę, chociaż lepszym określeniem jest słowo
wizytacja

)
Odwiedził nas znajmy męża z Małżonką. Znajomy, który bywał u nas (ja go nie
znałam) przejeżdżając niedaleko nas postanowił wstąpić

) W zwykły dzień
pracy, bez zapowiedzi. Małżonka zażyczyła sobie pokazania domu, o którym jej
mąż tak ponoć entuzjastycznie się wyrażał (?).
Podczas deseru wywiązała się rozmowa na temat prowadzenia domu. Wyszło na to,
że jestem nieambitna i niewykształcona, bo na pucowanie domu mają tylko czas
kobiety pozbawione zupełnie ambicji, zwykle słabo wykształcone, którym życie
płynie na walce z kurzami.
Kobieta pracująca zawodowo nie ma czasu nawet na obiady dwudaniowe z deserem,
nie mówiąc już o domu na wysoki połyski. Ona kocha swoją pracę, jest bardzo
cenionym pracownikiem i porządek w domu jest dla niej sprawą drugorzędną. Pani
sprzątająca raz w tygodniu załatwia grubsze sprzątanie, a potem jakoś jest.
Ona nie rozumie, jak celem życia kobiety może być pranie, sprzątanie i
„wylizywanie” domu.
Cóż, zgadzam się z nią, ja też nie rozumiem!!
Pewnie kiedyś bym się na to obruszyła i być może powiedziała tej pani, co o
tym sądzę (chociaż gość to w moim domu święta krowa). Teraz mam do tego
większy dystans

)
Wiem, również dzięki temu forum, że są kobiety, dla których kwestia zmiany
ręczników jest sprawą wagi państwowej.
I zastanawiam się skąd stereotyp, że dobrze prowadzony, czysty dom oznacza
kobietę nie pracującą zawodowo (oszczędźmy sobie badanie poziomu inteligencji)?
Jak z to jest u Was?
Pracujecie zawodowo?