generalnie radzę sobie całkiem nieźle jako WDPD, ale cukierniczo
jestem zupełnie do dupy

moim największym problemem jest czas
pieczenia ciast - zwykle ich poprostu nie dopiekam. przykład z
wczoraj - przepis podaje czas pieczenia 60 min w 180 stopniach.
wiedziona doświadczeniem, dodałam kolejne 15 min i co? wbijam
patyczek, ciasto w środu surowe. piekę kolejne 20 min, wciąż
patyczek oblepiony. w ramach buntu wyjęłam ciasto po ponad półtorej
godzinie pieczenia i oczywiście sam środek pozostał surowy. co robię
źle? znam niby podstawowe tricki typu wbijanie patyczka, sprawdzanie
czy ciasto nie jest luźne, ale to i tak u mnie nie działa. samoocena
mi spada do - 10 jak jem przepyszne ciasta teściowej pieczone niemal
w biegu i na wyczucie, między dwustoma innymi czynnościami. ja też
tak chce! macie dla mnie jakieś rady czy powinnam pogodzić się z
tym, że jestem antytalentem cukierniczym?