aby
05.03.14, 02:35
Przedwczoraj (niedz/pon) w CNN pokazali z jednej strony szalonego Saakaszwili, który odpycha już samym sposobem mówienia - neurotycznym, chaotycznym, coraz szybszym słowotokiem. Dla niego Rosja i USA państwa stwarzają dziś ryzyko dla świata. Rosja bo to typ niebezpiecznego, wiecznie knującego recydywisty, i USA (Obamy) bo wzbrania się - w swej nieodpowiedzialnej szlachetnej dobroci - rozprawienia się z takimi nikczemnikami jak Rosja. Sakaszwili apeluje i wzywa Amerykę, by się obudziła, bo cały świat jest w niebezpieczeństwie.
Zaś w kolejnym programie w dwugłosie z Faridem Zakarią wystąpił prof. Stephen Cohen (historyk i sowietolog z Princeton i NY University) z rzeczową obroną stanowiska Rosji, również w odniesieniu do Ukrainy. Wg tego zaskakującego wywodu to Rosja po rozwiązaniu ZSRR stała się naiwną ofiarą pazernej siły i wiarołomstwa USA. Mało tego, to Rosja ma wszelkie historyczne prawa do Krymu, których nie może anulować kaprys partyjnego przywódcy.
To zdumiewające, że takie poglądy głosi redaktor The Nation i członek CFR. (Koniec świata!) A głosów dopuszczających różne scenariusze po plebiscycie, o którego wyniku przesądzą krymscy Rosjanie jest więcej.
Zapewne w Polsce już wcześniej zauważono ten dryf i rozrzut opinii w opiniotwórczych mediach amerykańskich. Może stąd ta fala histerii, wybuchy rozżalenia w stylu Sakaszwilego, wzmożona presja na polityczno-moralną jedność narodu i zwarcie szeregów przez całą klasę polityczną.