swebe
03.06.03, 17:22
mam dosc nietypowy problem z teatrem, psychofizyczny chyba wrecz. nie
potrafie odgrodzic sie od nadrealnosci sztuki granej na scenie. zalewaja mnie
poty, zawstydza kazde potkniecie aktorow, czuje sie przez nich obserwowana,
mam wrazenie potwornej sztucznosci i udawania. z nerwow nie moge wytrzymac i
teatru unikam jak ognia. az wstyd sie przyznac kiedy ostatni raz
maltretowalam sie w teatrze. z czego to moze wynikac? moze za bardzo lubie
kino? mam wrazenie, ze omijaja mnie piekne historie, wielkie kreacje i madre
teksty ale po prostu powala mnie ta doslownosc, historia na wyciagniecie
reki, od ktorej nie mam jak uciec. jak sie przekonac?