04.11.05, 16:41
Panie Maćku..

pene = penis..
a makaron rurki to peNNe

a lokal chętnie odwiedzę.. brzmi ineresująco
Obserwuj wątek
    • marghe_72 Re: Level 05.11.05, 20:16
      byłam
      wnętrze.. hmm interesujące
      jedzenie.. no włąsnie i tu mam problem
      wielu potraw nie spróbowałam..ale:
      ten smazony pomidor jest sympatycznym i całkiem smacznym pomuysłem, szkoda,ze
      nie jest doprawiony
      schabik tonnato - smaczny. Tunczykowo kaparowa pasta zawinieta w plasterki
      pieczonego schabu jest w porządku.

      Natomiast szaszłyk z melonem jest pomyłką. NIestety. Niedoprawiony mdły
      kurczak, lekko niedopieczony.
      Ryż miał byc dziki.. a nie był.
      Sałatka pomidorowa z octem balsamicznym jest interesująca

      Wrócic zapewne wróce. Ale to będzie do dwóch razy sztuka

      ps. no i zimno, bardzo zimno
    • marghe_72 Re: Level 05.11.05, 20:17
      aha.. błąd (owo nieszczęsne słowo "pene") występuje w karcie..
      karta dosc skromna
      • Gość: Adam Holonek Re: Level IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.11.05, 11:42
        Oj Marghe!
        Jak Nowak coś napisze to lecisz tam natychmiast. A jak ja Cię proszę od
        dłuższego czasu żebyś poszła do Rusticoni to Ci nie po drodze. Chyba przestanę
        Cię lubić...
        • marghe_72 Re: Level 09.11.05, 21:32
          ja po prostu do wloskich knajpek rzadko chodzę.. sama w domu bawie sie w
          włoszczyznę

          to stąd

          lub mnie dalej :))
          \pójde, pójdę
      • Gość: nowak Re: Level IP: *.teatrwybrzeze.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 09.11.05, 12:58
        to penne to przykra ortograficzna wpadka. dziekuje za zwrocenie uwagi
    • Gość: Harge Re: Level IP: 5.2.* / *.chello.pl 30.11.05, 23:43
      Ja wiedziony głodem i pozytywną recenzją Pana Nowaka zawędrowałem do Levela
      dziś wieczorem. Muszę powiedzieć, że na mnie wnętrze nie wywarło aż tak
      wielkiego wrażenia, ale to rzecz gustu. Jak na jedzenie było troszke za ciemno.

      Jeżeli chodzi o kuchnię, to trzeba przyznać, że karmią tam bardzo dobrze. Menu
      faktycznie jest dość (żeby nie powiedzieć bardzo) skromne. Spróbowaliśmy
      pasztetu z cukinii i borowików z wołowiną jako cipełej przystawki i polędwiczek
      marynowanych z plackami z cukinii oraz z duszonymi grzybami. Wszystko było
      naprawdę wyśmienite. Nawet krytykowana przez Pana Macieja Carbonara.

      Sielankowy obraz całości popsuła jednak fatalna obsługa. Nawet nie wyobrażałem
      sobie do tej pory jak wiele od niej zależy. Mimo, że stolik rezerwowaliśmy z
      dużym wyprzedzeniem mieliśmy dla 7 osób 2 złączone na środku sali, siedząc jak
      śledzie w beczce, właściwie w przejściu. KIedy kelnerka usłyszała, że chcieli
      byśmy osobne rachunki (i to nie 7 - dla kzdej z osób, ale 3) nie obeszło sie
      bez wzdychania. Mimo, ze część osób dostała już danie główne, to ja nie
      doczekałem sie jeszcze przystawki... która trafiła na mój stół razem z daniem
      głównym. Tak więc mogłem jeść polędwiczki przegryzając wołowiną. Koleżanka,
      która zamówiła słatkę, dostała ją po około godzinie - dużo póxniej od dania
      głównego.

      Reasumując - jedzenie dobre, ale więcej tam nie wrócę. Jest wiele innych knajp
      gdzie karmią równie dobrze, a i przy okazji w znacznie milszej atmosferze.
      • super_benek Re: Level 06.12.05, 23:16
        Noooo, podawanie dań w taki sposób,to niemal przestępstwo;)
        Nie ma nic gorszego niż przystawka podana z głównym daniem, podczas gdy ktoś
        inny tylko wzdycha... Więc cieszę się, że ostatnio nie udało nam się znaleźć
        miejsca w Levelu, bo w Orchidei, do której trafiliśmy osłupiałam, gdy dwóch
        kelnerów na raz przyniosło nam dymiące zupy. Jeden kelner nie poradziłby sobie
        z dwoma zupami wypełnionymi po brzegi, a tak dostaliśmy je jednocześnie.
        Podobnie jak dania główne i desery:)
    • marghe_72 Re: Level 07.12.05, 14:01
      jednak karta jest zbyt skromna
      i strasznie tam zimno
      • larabee SYLWESTROWA PORAŻKA 10.01.06, 11:41
        Szukając czegoś innego niż zwykle, na spędzenie Sylwestra, trafiłam na
        informację, że w Levelu organizowana będzie impreza w stylu Bollywood. Mając do
        wyboru Sheeshę, która znam, i ten - nieznany mi jeszcze lokal, niestety
        skusiłam się. Przestrogą powinna byc juz pierwsza wizyta. MENAGO lokalu
        totalnie oderwany od rzeczywistości nie potrafił powiedzieć zbyt wiele nt.
        imprezy - wiedział tylko, że będą połykacze ognia, zaklinacze węży, taniec
        brzucha i muzyka w stylu bollywood. Nie wiedział ani kto będzie tańczył a
        dopiero metodą prób i błędów doszedł do tego, że DJ będzie ED Szynszyl, grający
        często w Sheeshy.
        Rzeczywistość bardzo zabolała. Taniec brzucha (szt. 3 pod rząd i na tym koniec)
        wykonywany był na parterze i jesli miałeś miejsce przypadkiem zarezerwowane na
        pierwszym poziomie, to zapomnij o tej atrakcji, bo nikt cie nie poinformuje.
        Zaklinacz węży i połykacz ognia w jednej osobie dał jeden średniej jakości
        występ (o wiele lepsze można zobaczyć na Starówce i to za free a nie za 250 od
        osoby - bo tyle kosztował ten Sylwester). O muzyce banghra można było jedynie
        pomarzyć. Poza tym wiem jak wygląda Ed Szynszyl i mimo zapewnien MENAGO, że to
        na pewno on, uweirzyłam jednak własnym oczom i zdrowym zmysłom. Aby poprzeć
        argumenty więłam nawet od grającego muzykę wybitnie klubową DJ wizytówkę. Był
        to grający stale dla Levela DJ Duel, który na pytanie o muzykę rodem z
        bollywood spojrzał, jakbyśmy się urwali z choinki.
        Kiedy poprosiłam MENAGO, aby poznał mnie osobiście z Edem Szynszylem,
        powiedział że za chwilę to zrobi. Po czym wrócił po 5 minuach z jakąs panienką
        która poinformowała, że ED po prostu nie mógł zagrać i oni przepraszają...
        Menago DODAŁ, ŻE ON NIE JEST OD TYCH SPRAW I NIE BYŁ zorientowany. tO JA SIĘ
        PYTAM - OD JAKICH SPRAW JEST MANAGER LOKALU??? Taki z niego manager jak z
        koziej dupy...
        A my przyszliśmy do levela z powodu konkretnego rodzaju imprezy:(((((
        Lokal naprawdę stylowy... stylowo wyciągnęli 500 zł od dwóch osób za imprezeę
        krańcowo różną od tej, która miała być.

        Po północy wyszliśmy mocno rozczarowani i poszliśmy tam, gdzie - jak się
        okazuje należało iść od początku - czyli do Sheeshy. Nie jest to absolutnie
        reklama tego lokalu - nie raz na ich stronie pisałam o swoich uwagach co do
        obsługi itd., ale część sylwestra spędzona w Shee na szczęście wprowadziła nas
        w Nowy Rok w o wiele lepszych nastrojach.

        Jednym słowem - mimo interesującego wystroju, i niezłego jedzenia - niestety -
        NIE POLECAM :(((
        • chenoa1 Re: sobotni wieczór 19.02.06, 00:51
          a ja polecam. wystroj i atmosfera fajna, obsludze tez nie mam nic do
          zarzucenia. a jedzonko pycha. ja jadlam pasztet z baklazana i borowikow, ale
          probowalam tez dorsza i banana w karmelu pozostale dania ktore zamowili znajomi
          tez pyszne. jedyne co to w okresie zimowym proponuje siadac daleko od drzwi bo
          sie chlodno robi bo co chwile ktos wchodzi i wychodzi.
          • chenoa1 Re: sobotni wieczór 28.04.06, 20:16
            Bylam tam ponownie, niestety ponad godzine czekalismy na jedzenie i dostalismy
            cos innego niz zamawialismy. to co dostalismy bylo dobre ale nie to
            zamawialismy. chyba tam wszystkich obslugiwala jedna osoba stad to czekanie,
            ale stanowczo za dlugie
    • kohol Re: Level 09.05.06, 15:47
      Byliśmy tam dwa razy - sałatka z kurkami i szynką faktycznie pycha, podają do
      niej chlebek i masło. Obsługa była bez zarzutu, piwo również. Trochę
      niewygodnie się siedzi na tych poduchach pod oknami, bo to nie wiadomo, czy
      nogi podciągnąć "pod siebie", czy opuścić je, żeby dyndały koło stołu
      (najwygodniej się jednak tam przebywa w pozycji półleżącej), ale wystrój jest
      zaiste miły dla oka :)
    • lleeloo Re: Level 11.05.06, 12:08
      Poszliśmy ze znajomymi do Levela zachęceni informacjami o dobrej kuchni i
      ciekawym urządzeniu wnętrz. Rzeczywiście wystrój piękny,tajemniczy, odważne
      kolory przyciągają wzrok ale nie męczą, chociaż widzieliśmy tylko parter bo na
      górę nas nie wpuszczono.Kelnerka mało przyjaznym tonem stwierdziła,że jest
      zamknięta, fakt,że pora była dośc wczesna jak na życie klubowe.Usiedliśmy na
      dole.Tam poinformowano nas,że z obiadu na razie nic nie będzie bo kuchnia jest
      otwarta dopiero od 18.Pełni nadziei na rozkosze podniebienia postanowiliśmy
      poczekac pijąc kawę i sycąc oczy opisami dań w menu,wyglądały naprawdę
      zachęcająco.Nie zrażeni tym,że obsługa wyglądała na mocno nieszczęśliwą z
      powodu faktu,że ktoś śmiał przyjśc do klubu tak wcześnie i przeszkadza jej w
      towarzyskich ploteczkach czekeliśmy z nosami w filiżankach.Niestety po kawie
      postanowiliśmy napic się piwa.Zamówiliśmy guinesa z kija bo to dośc żadka
      okazja w naszym mieście.Niestety to co nam przyniesiono z tego wyrazistego w
      smaku piwa miało tylko kolor,zagadką jest jak przy takim rozcieńczeniu go
      uzyskano.Na nasze sugestie,że z trunkiem jest coś nie tak usłyszelismy gniewne
      prychnięcie kelnerki,poczuliśmy się jak zbędne krzesła toteż po uiszczeniu
      rachunku pozostawiająs nieszczęsne piwo wyszliśmy.Szkoda,że właściciel
      inwestując w wystrój nie zainwestował też w fachową obsługę na pierwszej linii
      kontaktu z klientem.I jeszcze jedna uwaga, chociaż wątpię aby ktoś z obsługi to
      czytał, muzyka.Nie wiem jak w nocy,ale to co serwowano nam z głośników w czasie
      naszego pobytu kompletnie nie pesowało do wizualnej strony klubu a przeciez to
      muzyka w dużej części tworzy klimat miejsca.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka