Dodaj do ulubionych

Nauczyciele - pomocy - jak radzicie sobie z klasą?

IP: *.com / *.internetdsl.tpnet.pl 15.09.05, 19:20
Jestem jeszcze na studiach, ale od teho tygodnia pracuję w szkole (tylko
kilka godzin)... ale muszę przyznać,że przychodzę do domu i jest mi smutno,
z.e sobie nie radzę...Jestem dopiero po 3 godzinach.
Moje klasy to 1 i 2 liceum (ale jest to raczej liceum z słabszą mlodzieżą).

Napiszcie proszę jak utrzymujecie dyscypline na lekcji :( jak opanować
kilkanaście 17-letnich dziewczyn, podczas gdy one czują sie jakby miały
koleżankę w swojej klasie..:(

Co zrobić gdy ja tłumacze a one rozmawiają, a za chwile mówią, że nie
rozumieją o co tutaj chodzi... ?

Co zrobić gdy dziewczyna mówi, ze nie pisze tego bo itak nie ma zamiaru
zdawać matury z tego przedmiotu...(bawi się komórką na lekcji).

:(:(:( pomóżcie ... ;(
Obserwuj wątek
    • Gość: kubaimarta Re: Nauczyciele - pomocy - jak radzicie sobie z k IP: 212.244.84.* 15.09.05, 19:41
      Nie ma prostej recepty. Trzeba samemu wyczuć. Co daje efekt w jedne klasie, w
      innej się nie sprawdza. Początek jest trudny, ale można w to wejść i nawet mieć
      satysfakcję. Jedyny pewniak to nie dać się wyprowadzić z równowagi, panować nad
      sobą. Resztę trzeba wypracować.
      • Gość: jana Re: Nauczyciele - pomocy - jak radzicie sobie z k IP: *.dip.t-dialin.net 15.09.05, 20:07
        Youstysia, moge ci dac tylko przyklad najwspanialszego profesora jakiego mialam
        w liceum. Wszyscy czuli do niego szacunek i uwielbiali go tak, ze juz chyba
        bardziej nie mozna. I klasa, my mielismy 15 lat, od razu na pierwszej lekcji
        rozmawial z nami przez cale 45 minut. Wytlumaczyl nam jak wazna jest obecnosc
        na lekcji i zapowiedzial,ze KAZDEMU postawi 2 kto nie zjawi sie na jego lekcji
        i robil to zawsze bez wyjatku. Jezeli ktos pokazal pozniej zwolnienie
        lekarskie, 2 zostala wykreslona. Byl konsekwentny i powiedzial,ze jak ktos nie
        umie lekcji, to lepiej zeby przyszedl, bo moze nie bedzie pytany, a dwoje
        dostanie na pewno, jezeli nie przyjdzie. W ten prosty sposob osiagnal to czego
        inni nie potrafili, nikt nigdy nie uciekal z jego lekcji i nie wagarowal tego
        dnia. Na to wplynely rowniez jego inteligencja i niesamowite poczucie chumoru.
        Byl zawsze powazny, ale wykladal tak, ze wszyscy ryczelismy ze smiechu, a on
        udawal zaskoczonego....z czego wy sie smiejecie? Jego wyklady utrwalaly sie nam
        w pamieci z taka latwoscia, bo byly ciekawe i zabawnie opowiedziane.Nawet
        nagrywalismy jego lekcje, aby inni mogli sie posmiac. Wszyscy sie go bali i
        jednoczesnie kochali ponad wszystko, bo to wlasciwie nie byl strach, a respekt.
        I to musisz osiagnac-szacunek i respekt. Badz zawsze konsekwentna.
        • Gość: klara Re: Nauczyciele - pomocy - jak radzicie sobie z k IP: *.dip.t-dialin.net 15.09.05, 20:20
          Za kazdym razem jak rozmawiaja przejedz paznokciami po tablicy, ten zgrzyt
          doprowadzi ich do szalu, rob to tak dlugo, az beda cicho- wyjasnij im dlczego
          musza ciebie sluchac. Komorke zabierz natychmiast. Nie wiem jak w Polsce, ale w
          innych krajach jest to niedozwolone. Komorka w szkole musi byc wylaczona,
          jezeli ktos bierze ja tylko do reki, nauczyciel musi ja zabrac i oddac dopiero
          po ostatniej lekcji. Niektorzy mowia:jezeli chcesz odzyskac komorke, to popros
          kogos z rodzicow o przyjscie do szkoly.( u niepelnoletnich-skutkuje, ze hej!)
          Moja kolezanka musiala sie zwolnic z pracy(trudna sprawa) i leciec do szkoly,
          bo corka powiadomila ja o zabraniu komorki. Byla tak wsciekla,ze zrobila corce
          taki wyklad,ze odechcialo jej sie uzywania komorki na lekcji.Zapowiedziala jej,
          ze nastepnym razem zabierze jej komorke na zawsze.Teraz jej corka tylko na
          przerwie sprawdza, czy ktos do niej dzwonil. Musza czuc do ciebie respekt,nie
          mozesz im pozwalac na takie zachowanie.
          • tiggerific Re: Nauczyciele - pomocy - jak radzicie sobie z k 15.09.05, 22:15
            szkoda tipsów ;)))
            do bezczelnych to tylko pały trafiają i konieczność wyciągania się pod koniec
            semestru. Pannie, która nie chce pisać, powiedz, że z pałą z niemca będzie
            miała kiepską średnią i że stawiasz oceny za prowadzenie zeszytu.
            Najlepiej walnąć wykład, że nie jesteś zadowolona z postawy klasy, przedstawić
            jasne zasady udziału w lekcjach i konsekwentnie tego przestrzegać, nie
            przekrzykiwać, mówić na tyle cicho, ale wyraźnie, żeby musiały przestać gadać,
            aby cokolwiek zrozumieć.
            Komórkę kazać schować, jak nie to pała i po krzyku.
            Jak się towarzycho opanuje: być sprawiedliwym, doceniać wysiłek i jakoś się
            dotrzecie:)
    • Gość: pum Re: Nauczyciele - pomocy - jak radzicie sobie z k IP: *.dobrynet.pl / 83.238.140.* 15.09.05, 21:00
      wypraszaj je z klasy,jeżeli ci uniemożliwiają prowadzenie lekcji i wstawiaj
      nieobecność albo skieruj do dyrektora

      porozdzielaj te, co najbardziej gadają - poprzesadzaj do pierwszych ławek

      porozmawiaj z wychowawcą klasy

      nagła kartkówka ze słówek

      Nie pamiętasz jeszcze z casów bycia uczennicą jakie metody mieli nasi
      nauczyciele, żeby utrzymać klasę w ryzach?? Pamiętaj, że jesteś nauczycielem i
      twoim zadaniem jest nauczenie ich czegoś, a nie bratanie się z nimi i
      pogaduszki.

      Też zaczynam uczenie - robię praktyki i obserwując moją nauczycielkę widzę, że
      zdobycie autorytetu na pierwszych 5ciu lekcjach (tzn. jednak dystans do ucznia,
      anie podejście, że to twój kolega/koleżanka) gwarantuje ci potem spokój.

      Może warto zawalczyć i skoro mówienie do nich nie dociera, to zastosować parę
      ostrzejszych metod - patrz ppoczątek postu??

      Powodzenia, wytrwałości i odwagi!!!

      P.S. Teraz się wymądrzam, a 5 lat temu sama doprowadzałam nauczycieli do szału
      i płaczu:P
    • Gość: Youstysia Re: Nauczyciele - pomocy - jak radzicie sobie z k IP: *.com / *.internetdsl.tpnet.pl 15.09.05, 22:44
      Dziękuję za wszystkie rady, mam kilka dni aby to wszystko sobie ułożyć....
      Miałam plan krok po kroku co zrobie na tych lekcjach...

      Najgorsze jest to, że gdy zastosuje jakąś "groźbę" dla jednej, to zaraz inne
      dziewczyny, tak 2/3 grupy stają w jej obronie i jest kilku na jednego :( Jest
      kilka osob, które chciałyby się czegoś nauczyć, dobra ocenę zdobyć... ale nie
      mają zbytnnio szans...

      Pamiętam ze u mnie w liceum, gdy pani kogoś na środku odpytywała, to wszyscy
      siedzieliśmy jak na szpilach i usilnie powtarzaliśmy w myślach - bo zaraz mnie
      zapyta.... A jak ja pytam, to do cholery inne gadają i maja czas wolny ... :(
      • tiggerific Re: Nauczyciele - pomocy - jak radzicie sobie z k 15.09.05, 22:59
        aaaa tam stają w obronie, w ogóle nie wdawać się w dyskusje.
        Jak to odpytujesz, a reszta gada? Przerwać odpytywanie, najgłośniejszemu
        delikwentowi zapowiedzieć, że jest następny w kolejce i zaraz będzie spokój.
    • Gość: ich czy już za późno IP: *.129.1511G-CUD12K-02.ish.de 15.09.05, 22:54
      na zmianę zawodu? :))
      • Gość: Youstysia Re: czy już za późno IP: *.com / *.internetdsl.tpnet.pl 15.09.05, 23:08
        ...za wcześnie... bo ja dopiero kończe studia... :|
        • Gość: Alma nie za późno IP: *.dip.t-dialin.net 16.09.05, 01:03
          Dziewczyno, jesli ty tak bezsilnie wygladasz na swoich lekcjach jak tu w swoich
          wypowiedziach, to nic dziwnego, ze one ci wchodza na glowe. Po prostu widac, ze
          nie masz sily przebicia. Pindy to widza i wodza cie za nos. Troche mnie to
          dziwi, ze liceum jest takie bydlo (co byloby jakbys poszla do zawodowki
          wykladac?), ale skoro to takie bydlo to ty musisz z nimi na powaznie a nie "po
          lagodnemu". Glowa do gory! Dasz sobie rade! Ale nie dawaj im do zrozumienia, ze
          sie ich boisz.
    • Gość: Vajola Re: Nauczyciele - pomocy - jak radzicie sobie z k IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.05, 12:25
      Dwa lata w szkole uczyłam niemieckiego. Okres ten wspominam jako najgorsze
      doświadczenie swojego życia. Miałam 23 lata a uczylam nawet 5 klasy technikum,
      czyli ludzi o 4 lata mlodszych, ale znacznie wyższych i głośniejszych. Ja po
      prostu nie miałam siły na nich krzyczeć bo klasy 30 chlopaków przekrzyczeć się
      nie da. Do tego dochodziły niesmaczne komentarze i zaczepki. Problem jest taki,
      że nie możesz wywalić nikogo z klasy na korytarz, bo jesteś odpowiedzialna za
      ich bezpieczeństwo. Nie możesz stawiać pałek, a potem ich skreślać bo zaraz
      dyrekcja przyczepi się do prowadzenia dziennika. Jak bedziesz stawiać nagany to
      po którejś z kolei oni przestaną na nie reagować. Ja po prostu zmieniłam zawód
      bo ten koszmar mnie wykańczał.
      • Gość: klr Re: Nauczyciele - pomocy - jak radzicie sobie z k IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.05, 12:45
        Ja zrobiłem tak samo - niech barany uczą się same, a jak - nie to do łopaty!
        Niech szlag trafi antyautorytarne metody!
        • Gość: Youstysia Re: Nauczyciele - pomocy - jak radzicie sobie z k IP: *.com / *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.05, 14:08
          A na jaki zawód zmieniłyście ? :/
          • Gość: wesołek Re: Nauczyciele - pomocy - jak radzicie sobie z k IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.05, 16:26
            Droga Youstysiu,

            posłuchaj starego doświadczonego belfra (30 lat praktyki).
            Przeszkadzają gadaniem w prowadzeniu lekcji, to podchodzę do delikwenta i gazem
            obezwładniającym w ... ryło. Efekt murowany.
            Gada pannica przez komorkę, to odbieram jej aparacik i od razu dzwonię na nr 0-
            700........ przez najbliższe 90 minut albo do wyczerpania karty.
            A teraz poważnie.
            Wobec uczniow prymitywnych stosować tylko i wyłącznie prymitywne ale dozwolone
            prawem metody wychowawcze. Są najskuteczniejsze.Zapytaj o nie starych kolegów z
            grona. Sypną na pewno garstką przykładow takich metod.
            Nigdy nie spoufalaj się ze swoimi uczniami.
            Uczniowie muszą wiedzieć i czuć, że to ty wyświadczasz im łaskę, że chcesz ich
            czegokolwiek nauczyć, a nie oni Tobie, że przychodzą na lekcję.

            p.
            • Gość: flora Re: Nauczyciele - pomocy - jak radzicie sobie z k IP: *.dip.t-dialin.net 16.09.05, 16:36
              Jak to nie stawiacpaly??? Wlasnie stawiac , jak dostanie 3 paly pod rzad to sie
              zastanowi. Komorke zabrac i oddac po ostatniej lekcji.Moj nauczyciel wlepial
              gadajacym pale i zadawal wypracowanie na jutro-minimum 2 strony formatu A4.
              Skutkowalo, uwierz mi.Nikomu nie chcialo sie dodatkowo pisac wypracowan.
              • ajzbella Re: Nauczyciele - pomocy - jak radzicie sobie z k 17.09.05, 14:43
                "Uczniowie muszą wiedzieć i czuć, że to ty wyświadczasz im łaskę, że chcesz ich
                czegokolwiek nauczyć, a nie oni Tobie, że przychodzą na lekcję."
                I to pisze nauczyciel z 30-letnim doświadczeniem zawodowym? Włos się na głowie
                jeży...
                Pracowałam krótko, 2 lata, ale w trudnej szkole - z młodzieżą, którą wywalali z
                innych szkół i trafiała właśnie do tej.
                Na początku rzeczywiście jest trudno. Ale można się z nimi dogadać, jeśli
                pokaże się im "ludzką twarz", a nie "belfrowską". To znaczy punktem wyjścia
                musi być szacunek do nich (tak, tak, właśnie szacunek do nich), bo w ten sposób
                można wypracować sobie szacunek do siebie.
                Na początku chcą Cię wybadać, to jest jasne. Dlatego ważne jest ustanowienie
                jasnych, sprawiedliwych (to ważne) reguł i żelazne ich przestrzeganie. Reguły
                ustalasz sobie sama, mogą dotyczyć nieobecności, spóźniania się, gadania. Ja
                np. rysowałam na tablicy kreski, gdy robiło się w klasie zbyt głośno. Trzecia
                kreska oznaczała kartkówkę. Przy drugiej z reguły klasa się uspokajała.
                Pracowałam z klasami, w których ok. 60% uczniów nie interesowało się ocenami -
                kolejna pała nie robiła na nich wrażenia. Ale pozostałemu 40% zależało troszkę
                bardziej, więc próbowali wpłynąć na tamtych. Zdarzało się, że rozmawiali na
                lekcji przez telefon. Łatwo powiedzieć, zabierz mu komórkę. A jak nie chce
                oddać? Kartkówka dla całej klasy. Następnym razem klasa pilnowała delikwenta,
                żeby nie rozmawiał przez tel.
                Ale to nie wszystko. Takimi metodami nie zyskasz ich szacunku, tylko respekt i
                strach. Zaczną Cię szanować, jeśli pokażesz im, że znasz się na swoim
                przedmiocie (potrafisz z marszu wyjaśnić wszystko, niekoniecznie tylko aktualny
                materiał), masz pasję do tego, co robisz (to jest zaraźliwe), słuchasz ich
                próśb (ja niekiedy wyjaśniałam ten sam materiał kilkakrotnie - sam fakt, że
                byli chętni wysłuchać, już był sukcesem), po prostu traktujesz ich, jak ludzi,
                którzy są Tobie równi. Ty lepiej się znasz np. na niemieckim, ale oni z
                pewnością dużo więcej wiedzą od Ciebie np. o hip-hopie. Nie jesteś od nich
                lepsza. Jesteś lepsza w niemieckim, ale to wszystko... Oni, oczywiście, też nie
                są od Ciebie lepsi. Dla mnie to był punkt wyjścia.
                Tak naprawdę duża część tzw. "trudnej młodzieży" to ludzie, którzy nie wierzą w
                siebie, bo... nikt w nich nie wierzy. Wystarczy dać im szansę, by zrozumieli,
                że są coś warci, że potrafią zrobić coś, co wydaje im się nie do przeskoczenia
                (np. nauczyć się tabelki), więc się za to w ogóle nie zabierają. Oni potrzebują
                kogoś, kto w nich uwierzy, często samemu o tym nie wiedząc. Gdybym tego nie
                doświadczyła, pewnie myślałabym, że to jakieś idealistyczne mrzonki. Ale to
                naprawdę działa...
                Nie pracuję już w szkole, bo nie dało się dogadać z dyrekcją. Z młodzieżą
                pracuję nadal, choć już nie w szkole.

                Pozdro!

                Ajzbella
                • Gość: arleta Re: Nauczyciele - pomocy - jak radzicie sobie z k IP: *.dip.t-dialin.net 17.09.05, 16:21
                  Pierwszego dnia mam pokazac szacunek do nich,jak oni mnie ignoruja i rozmawiaja?
                  Pierwszego dnie ustalam reguly, ktorych JA wymagam. Chodzi o spoznienia, wagary
                  i przeszkadzanie w lekcji, a pozniej te kary stosuje - bez wyjatku.Konsekwencja!
                  U mnie w Liceum skutkowalo to, co ktos juz napisal. Za gadanie, czyli
                  lekcewazenie nauczyciela, dwoja i wypracowanie na jutro. Nasz matematyk dawal 5
                  zadan, jezeli bylo za glosno(oprocz pracy domowej), jak za chwile znowu bylo
                  glosno-nastepne 5 i ostrzegal, ze do konca lekcji dojdziemy do 100 zadan i to
                  na jutro! Juz bylo cicho!Po odrobieniu tych zadan, ktore byly sprawdzane
                  natychmiast, jeszcze przed odczytaniem listy obecnosci i dostaniu miernych
                  ocen, wszystkim odechcialo sie gadac na jego lekcji. Przeciez moge kolezance
                  powiedziec to zaraz na przerwie, a tak wszyscy za chwile dostana dodatkowe 5
                  zadan do rozwiazania. To samo bylo na polskim, jezeli rozmawiala tylko jedna
                  osoba, to pala i wypracowanie, jak ogolnie bylo glosno-to wszyscy wypracowanie
                  na JUTRO-obojetnie,czy byl j.polski na drugi dzien czy nie.A oprocz tego
                  mielismy przeciez wypracowanie do napisania z ostatniej lektury i mnostwo
                  innych zadan domowych z innych przedmiotow.. Komu jeszcze chcialo sie gadac???
                  Nikomu. Skutkowalo przez 4 lata. Na tych lekcjach bylo tak cicho, ze muche bylo
                  slychac. Z angielskiego dostawalismy wypracowania za gadanie-tez na JUTRO
                  (bardzo wazne) na tematy: Dlaczego nie nalezy przeszkadzac nauczycielowi,kiedy
                  tlumaczy gramatyke? lub: Dlaczego nalezy sluchac, kiedy ktos do ciebie mowi
                  (ogolnie,np.sasiadka),dlaczego nie nalezy wtedy rozmawiac dalej z kolezanka i
                  ignoorowac te osobe? Uwierz mi, odechcialo nam sie tych wypracowan i
                  szanowalismy tych nauczycieli, w przeciwienstwie do tych, ktorzy chcieli byc
                  naszymi kumplami i w ogole nie byli surowi. Zero dyscypliny, a wiesz dlaczego?
                  Bo taki nauczyciel nie reagowal, nie karal, wiec ....mozna gadac.
                  • ajzbella Re: Nauczyciele - pomocy - jak radzicie sobie z k 17.09.05, 16:40
                    Słuchaj, ja pracowałam w szkole, w której nikt się nie przejmował zadaniami na
                    jutro... Ani zadaniami na lekcji. Po prostu ich nie robili, jak nie chcieli.
                    Więc ten straszak nie działał. Uważam, że sam strach przed nauczycielem to
                    pomyłka. Powinien być respekt i szacunek. Ja po jakimś czasie wypracowałam
                    sobie ten szacunek u nich (tak, właśnie tak) i nie gadali już na moich
                    lekcjach, bo nie chcieli... A jak się czasem rozpędzali, to wystarczyło stanąć
                    na środku klasy i przestać mówić. To był wystarczający sygnał, że przeginają
                    pałę i za chwilę mogę przestać być "kumpelką" i stać się "belfrem", jeśli nie
                    przestaną gadać.
                    A jeśli chodzi o konsekwencję - absolutnie się zgadzam. W ten sposób właśnie
                    pokazuje się, że ma się charakter.
                    Myślę, że główny problem polega na tym, iż wiele osób uważa, że aby na lekcjach
                    było cicho, nauczyciela trzeba się bać... To straszne, że to założenie nadal
                    pokutuje.

                    Pozdro!

                    Ajzbella
                    • Gość: arleta Re: Nauczyciele - pomocy - jak radzicie sobie z k IP: *.dip.t-dialin.net 18.09.05, 01:30
                      My sie nie balismy nauczycieli! Nie zrozumialas mojej wypowiedzi.Czulismy do
                      niego szacunek, bo nie pozwalal sobie na ignorowanie swojej osoby. Nauczyciel-
                      Kumpel nigdy sie nie sprawdzi na dluzsza mete. Mily, sympatyczny i
                      inteligenty, ale wymagajacy - do takich czulismy szacunek. Ty uczylas w szkole,
                      gdzie wszystkim bylo obojetne, czy zrobia zadania, czy nie, ale w normalnym
                      liceum kazdy musi odrabiac lekcje, bo go inaczej wyrzuca. Za chamskie
                      zachowanie wyrzucano w tempie rekordowym, a chodzilo wlasnie o ignorowanie
                      nauczyciela. Tak wiec nauczyciel musi pokazac, ze to JEGO musisz sluchac, a nie
                      on ma sluchac tego, ze uczniowie teraz nie maja ochoty na nauke i im wszystko
                      wisi. To do lopaty i po sprawie. P.S nazwiska tych nauczycieli wymagajacych,
                      do ktorych czulismy szacunek i ich uwielbialismy(bo tak wlasnie bylo)pamietam
                      do dzis, ale nazwiska tych dwoch pan, ktore probowaly byc kumpelkami niestety
                      nikt juz nie pamieta. Na spotkaniach-20 lat po maturze nikt nie mogl sobie
                      przypomniec jak one sie nazywaly i prawie nic nie pamietamy z tych lekcji,a
                      lekcje tych wymagajacych pozastaly nam w pamieci do dzisiaj.Surowy, ale
                      sprawiedliwy, a do tego swietny wykladowca, to jest dobry nauczyciel, ktory
                      zyska szacunek.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka