rolnikpolski
06.01.04, 19:45
Prof. Janusz Zbigniew BROŻYNA
KWESTIA ROLNA W POLSCE
http://www.ojczyzna.pl/BR/BROZYNA-JZ_Kwestia-rolna-w-Polsce.htm
Sytuacja w rolnictwie polskim wymaga radykalnej reformy wcale nie dlatego, że
takie są wymagania integracji z Unią Europejską. Przyczyną jest natomiast to,
że przeciętne gospodarstwo rolne w kraju wytwarza zbyt mały dochód, aby
zapewnić dostatnią egzystencję rodzinie, oraz dostarczyć środków materialnych
potrzebnych na modernizację tego warsztatu pracy i na rozwiązanie problemów
własnej wsi (gospodarka wodna, uzdatnianie ścieków i śmieci, ochrona
środowiska naturalnego, utrzymanie lokalnych usług i tp). Naciski polityczne
postulują dokonanie potrzebnych przemian w ciągu kilku-kilkunastu lat. Jak
się to ma do rzeczywistości ?
To, czego politycy unikają, to wskazanie jakie konkretnie problemy, w jaki
sposób i za czyje pieniądze muszą tu być rozwiązane. Konkretnie, to znaczy
specyfikując je językiem technicznym w konfrontacji z dysponowanymi do tego
narzędziami, oraz wyceniając koszt każdej operacji w konfrontacji z budżetem
finansującego. Dodać tu również trzeba, że ewentualna integracja z Unią
stanie się czynnikiem radykalnie utrudniającym tę operację, gdy rolnictwo
polskie znajdzie się z dnia na dzień wobec konkurencji również na swoim
własnym rynku ze strony wysokowydajnego rolnictwa zachodniego. Równocześnie
trzeba też sobie zdawać sprawę z tego, że obiecywana pomoc unijna jest rzędu
jednego tysiąca dolarów (USD) na statystyczne gospodarstwo wiejskie (a daleko
nie wszystkie będą do niej dopuszczone !), co w porównaniu do kilkudziesięciu
lub kilkuset tysięcy USD zainwestowanych w każdym gospodarstwie zachodnim,
nie mówiąc o potrzebach wsi w infrastrukturze lokalnej, jest kroplą w morzu
realnych potrzeb, o których załatwieniu żaden polityk nie mówi słowa.
Dodatkowo, szczególnie poważny problem również bez koncepcji jego rozwiązania
jest natury ludzkiej. Potrzebna reforma wymaga zredukowania liczby
gospodarstw rolnych do poziomu poniżej jednego miliona. Oznacza to
konieczność wycofania z rolnictwa do innej pracy około trzech milionów
pracowników. Powstają wtedy pytania wciąż bez odpowiedzi, a nawet dyskusji
publicznej :
1*. Kto ma stworzyć ca 3 mln nowych miejsc pracy ? w jakich dziedzinach ?
gdzie ?
2*. Kto ma wyłożyć pieniądze potrzebne na w/w inwestycje (ca 300 miliardów
USD) ?
3*. Gdzie jest rynek zbytu na towary i usługi wytworzone w kraju dodatkowo
przez 3 mln nowoczesnych miejsc pracy (wartość takiej oferty przekracza
wielokrotnie obecną siłę nabywczą społeczeństwa polskiego, a dla ich eksportu
nie ma też ani rynku zbytu, ani jego organizacji) ?
4*. Gdzie są w miastach mieszkania dla 3 mln migrantów wycofanych ze wsi ?
5*. Gdzie są pieniądze na budowę 3 mln nowych mieszkań ?
6*. Kto określi w jakich nowych zawodach należy przeszkolić 3 mln osób
wycofanych z rolnictwa ?
7*. Gdzie są szkoły na przyjęcie 3 mln uczestników szkolenia zawodowego ?
8*. Gdzie są pieniądze na budowę tysięcy takich szkół i ośrodków
dokształcania ?
9*. Gdzie są instruktorzy do w/w szkolenia zawodowego (ca 300 tys osób) ?
10*. Skąd wziąć fundusze na płacenie zasiłków dla 3 mln bezrobotnych zanim
oni znajdą zatrudnienie w miejscach pracy, które należy dopiero stworzyć,
wchłaniając równocześnie kilka milionów obecnych bezrobotnych ?
Zadna propaganda polityczna czy mediatyczna w świecie słów nie zastąpi
załatwienia tych wszystkich spraw w rzeczywistości, decydujących o losie
życiowym milionów ludzi w Polsce.
Nie pomijalnym problemem tak masowego i skoncentrowanego w czasie
przemieszczenia milionów ludzi będą również nie uniknione skutki społeczne i
obyczajowe, dla załatwienia których potrzeba będzie tysiące pracowników służb
socjalnych ; i znowu pytania : gdzie ? za jakie pieniądze ? i z jakich
funduszy opłacać ich działalność ?
Na Zachodzie tego rodzaju przekształcenia wsi odbyły się w zupełnie inny
sposób i w innych warunkach, a mianowicie :
a) trwały co najmniej przez dwa pokolenia ludzkie,
b) przypadły na okres wielkiego rozwoju i zapotrzebowania na siłę roboczą
nie tylko w przemyśle, budownictwie i gospodarce mieszkaniowej, ale i w
pracochłonnej infrastrukturze kraju (drogi, mosty, skrzyżowania bezkolizyjne,
koleje, sieć energetyczna i telekomunikacyjna i td), w tym ogromnych potrzeb
w zakresie odbudowy zniszczeń wojennych,
c) polegała na ssaniu ze wsi siły roboczej przez istniejące już, lub
tworzone nie zależnie od sprawy reform wiejskich miejsca pracy, a nie na
wypychaniu ludzi ze wsi w próżnię gospodarczą.
Jest rzeczą znamienną, że dotychczas nikt w kraju nie przeanalizował rzeczowo
i kompleksowo, ani nie zbilansował wszystkich tego rodzaju zagadnień
składających się na rozwiązanie kwestii rolnej w kraju, by na tej podstawie
dopiero stworzyć program polityczny dla ich realizacji. Tak więc politycy
akceptując tego rodzaju naciski zewnętrzne podejmują w tej sprawie
zobowiązania ze śmiałością ludzi, którzy sami nigdy w życiu nie rozwiązywali
i nie załatwili żadnego poważniejszego problemu do końca, a więc nie wiedzą,
co się kryje za takimi pomysłami i decyzjami, których skutki obarczą miliony
ludzi ciężarami grubo ponad ich siły.
Ale również i sama integracja do Unii Europejskiej stawia dodatkowo w sprawie
rolnej jeszcze jeden problem o ciężarze gatunkowym należącym do racji stanu
Państwa i narodu polskiego. Chodzi o wykupywanie ziemi na terenie Państwa
polskiego przez cudzoziemców. Rozważania na ten temat trzeba zacząć od
przypomnienia pewnej prawdy podstawowej : każdy naród zakłada swoje Państwo i
ustanawia swe władze na terytorium, które uprzednio sam zaludnił – Polska nie
może się rozciągnąć na terytoria zamieszkałe przez inne narody i na odwrót,
zamieszkanie swego terytorium przez znaczną mniejszość narodową oznacza
utratę na tym obszarze swej suwerenności państwowej i władzy. Lekceważenie
tego czynnika było zasadniczym przyczynkiem do rozbiorów dokonanych bez
żadnego obcego najazdu militarnego, a kilka wieków wcześniej do utraty
niepodległości i germanizacji Słowian połabskich, wówczas bardziej licznych i
wyżej rozwiniętych od Polan.
Dziś problem ten zaczynają przeżywać liczne kraje zachodnie w ślad za
wielomilionową imigracją, co starają się zamaskować różne pomysły
ideologiczne. Pokazał to też spektakularnie problem Niemców sudeckich i
blisko dwu milionowej kolonii niemieckiej w Polsce międzywojennej, która
wbrew dzisiejszej propagandzie ludzi nie znających zagadnienia, wcale (poza
nie znaczącymi wyjątkami) nie wzbogaciła polskiej kultury rolnej, ani żyjąc
oddzielnie nie integrowała się z Polakami, ale stworzyła słynną V-tą kolumnę,
znaną we wrześniu 1939 m.in. z gniazd karabinów maszynowych zainstalowanych
na tyłach armii polskiej na licznych wieżach kościołów ewangelicznych. Nie
jest to zarzut pod ich adresem, bo każdy naród musi dbać o swe interesy, bo
inaczej ginie, ale pod adresem rodaków lekceważących swe obowiązki tak w
przeszłości, jak i dzisiaj.
Prawdą jest, że na Zachodzie liczne kraje (ale bynajmniej nie wszystkie)
pozwalają na swobodny zakup ziemi przez cudzoziemców, ale to dlatego że np.
osiedlenie się Holendra, czy Anglika na terenach leżących odłogiem we Francji
bynajmniej nie stanowi zagrożenia dla niepodlegości tego kraju czy oderwania
od niego pewnego regionu, jak to ma miejsce w Polsce i jest działalnością
zamierzoną w tym właśnie kierunku, stąd naciski zewnętrzne. Dobrze jest więc
odświerzyć sobie własne doświadczenia historyczne i te z września 39. Jeżeli
natomiast chodzi o aspekt ekonomiczny ziem leżących odłogiem, to Polska
powinna – i to z różnych powodów – i tak zalesić ogromną część swych terenów
rolnych, co też należy włączyć do programu rozwiązania kwestii rolnej.
Oto dlaczego na wykupywanie ziemi w Polsce przez c