1-darek-s
20.09.15, 12:04
Zdecydowaliśmy z rodziną, że w tym roku na wczasy udamy się pociągiem. Miało być szybciej, taniej i wygodniej. I w związku z tym mam kilka refleksji, których sam nie ogarnę moim umysłem...
Kwestia pierwsza:
Czemu w kasie Dworca Centralnego w Warszawie cena biletów na ten sam pociąg była niższa o kilkanaście złotych niż w kasie w Ciechanowie?
Kwestia druga:
Czemu pani kasjerka (w dość nieprzyjemny sposób) poinformowała nas, że nie da nam miejscówek w jednym przedziale (matka, ojciec i dwoje małych dzieci) a inna pani kasjerka na drugi dzień bez problemu dokonała tego cudu?
Kwestia trzecia:
Czemu pani kasjerka nie ma "łączności z bazą" (nie wie nic o opóźnieniu i nie może tego sprawdzić) i czemu nie ponawia się niewyraźnych komunikatów o ponad dwugodzinnym opóźnieniu pociągu (o 6 rano i przy padającym deszczu)? Czas opóźnienia w końcu ustaliliśmy z innym podróżnym i przypadkowym panem taksówkarzem.
Kwestia czwarta:
Czemu brak informacji na windzie o sposobie jej uruchomienia (w tym przypadku trzykrotnie, na trzy tury, musiałem pokonać schody z dwiema torbami, dwiema walizkami na kółkach, wózkiem dziecięcym i dzieckiem na rękach)?
Ciekawi mnie czy po prostu miałem pecha, czy to są normalne zwyczaje na ciechanowskim dworcu. Czy macie Państwo podobne doświadczenia czy ja jestem zbyt nerwowy na podróżowanie koleją?
Przez zamieszanie z brakiem informacji oraz ?niewyspaną? kasjerkę moje małe dzieci przemokły do suchej nitki o 6 rano a ja nabiegałem się kilka razy po schodach z tym całym majdanem i zepsułem sobie nastawienie do wczasów z PKP:(