kurcze, mam doła...
Pięciolatkę odpieluchowałam w 20 miesiącu - właściwie sama chciała i załapała w dwa dni - później prawie zero wpadek.
Jedna z bliźniaczek - odpieluchowana w 21 miesiącu - załapała też szybko i w miarę bez problemów.
Teraz wzięłam się za drugą z bliźniaczek. (Wcześniej próbowałyśmy ale bez rezultatu).
Obecnie ma 2 lata i 1 miesiąc. Korzystam z okazji że siedzę 2 tygodnie na zwolnieniu.
I mam doła - To egzemplarz pijący ogromne ilości herbatki, sikający co pół godziny. W miarę wie o co chodzi z tym sikaniem - tzn jak wstrzelę się w chwilę i jej dobre chęci to pięknie świadomie idze ze mną na nocniczek i siada i ładnie siusia.... Ale ona w ogóle sama nie zawoła. Mam wrażenie że to ponad jej możliwości - wszystko w około jest dużo ciekawsze i zabawniejsze i jakoś nie pociąga jej sikanie do nocnika. (Dwie starsze po prostu były dumne z tego że trafiły i się starały o to aby trafiać jak najczęściej - tutaj pomimo moich zachwytów oklasków itp - to po prostu jakby po niej spływało)
W efekcie mam mniej więcej - 1 trafienie (złapane przeze mnie), pięć wpadek, 1 trafienie - 5 wpadek itd...
Nie wiem czy jest sens to ciągnąć czy dać jej jeszcze spokój