Z mojego dzieciństwa wspominam sytuacje gdy przychodzili do nas wujkowie z ciociami, babcie no i ja jako mała dziewczynka słyszałam od mamy "no daj buzi cioci", "ucałuj wujka" "daj babci całuska". Kilka lat temu mama powiedziała do mnie w wigilie (gdy miałam lat 25, męża i dwójkę dzieci, to był chyba ostatni raz powiedziany "do mnie".) gdy odwijałam piękny choinkowy prezent od wujka (lat 70) "ucałuj wujka". Cała rodzina patrzała na mnie, no cóż podeszłam dałam tego całusa w policzek dla świętego spokoju. Ale tego nie cierpię/nie cierpiałam!!!
No i dziś poszłam na urodziny do mojego chrześniaka lat 16, była tam też moja mama. Dałam chłopakowi prezent, on ładnie podziękował, a moja mamusia "no Kamilku ucałuj ciocie" (że mnie niby), chłopak troszkę niechętnie ale dał ciociuni tego całusa...A mi się przypomniało moje dzieciństwo! Nie wiem co moja matka ma z tym mówieniem komuś "pocałuj", każdy wie jak ma się zachować, 16- latek także (mi bardziej by pasowało zwykłe dziękuje zważywszy na własne doświadczenia z dzieciństwa).
Czy Wy też mówicie do dzieci "pocałuj wujka", "ucałuj ciocię"? Myślę, że jeszcze może roczniaki czy dwu-latki mogą to lubić, ale ze starszymi dziećmi to jest przegięcie. Nigdy nie kazałam moim dzieciom "całować cioci", jak coś dostaną to potrafią bez mojego upomnienia grzecznie podziękować. I tyle