homohominilupus
22.09.25, 15:45
Obyczajówka na ematkowy żer.
Uwaga, długie.
Osoba nazywala mnie swoją przyjaciółką. Fakt, laczy nas dlugoletnia znajomosc ale dla niej oznaczalo to tyle że systematycznie po mnie jeździła aż kontakt został zerwany i nie chcę do niego wracać (chronię swoje granice i zdrowie psychiczne). Aż tu nagle ma problemy osobiste, bez szczegółów ale sytuacja poważna, nie do pozazdroszczenia. Po ludzku współczuję. Ona domaga sie powrotu do kontaktów, jest z tym problemem zupełnie sama (ciekawe gdzie ci wszyscy ludzie?) No więc rozmawiamy. Placze, staram sie ja na duchu podtrzymać. Doradzam leki, bo brzmi kiepsko.
Po rozmowie wysyła wiadomości do mojego męża o "dawaniu mi szansy", oraz ze jestem egoistką ale moze nam sie uda powrócić do "przyjazni". Ja tej "przyjaźni" nie chcę, bo dopiero niedawno doszłam do siebie po jej ostatnich akcjach. Plus nie podoba mi sie ze wciąga w to mojego męża, wtf.
Jakie jest pytanie?
Czy "wspierać" ją w trudnej sytuacji życiowej a jak sie unormuje to poinformować, ze wolę utrzymać dystans bo mi to robi dobrze na głowę czy moze uciąć temat juz teraz? Co by zrobila ematka.
Ona żali sie w SM na "przyjaciolki" ktore ją w takiej chwili opuściły (jest jeszcze jedna dziewczyna) ja juz za stara jestem zeby pozwolić sie wpędzić w poczucie winy, bo i tez za dużo mi złego wyrządziła i nadal probuje jątrzyć a jednak sie zastanawiam.
Planuję skupić sie na merytorycznych odpowiedziach, wiem że będą tu jakieś hejterki ale wzorem paru innych forumek postaram sie nie zwracać uwagi.