I nie, nie chodzi o to, że baterie się wyczerpały

(znów będzie, że traktuję ludzi instrumentalnie).
W każdym razie to nie jest żaden biedny pracownik hotelowy, to bardzo wszechstronnie utalentowany gostek. Plus ma zawód, który działa jak magnes na baby. A ponieważ w wyrze robi wszystko to, co lubię plus robi to, o czym myślałam, że nie lubie, a jednak może trochę lubię, to zatrzymałabym go sobie chętnie do łóżka.
No ale pierwszy problem jest taki, że on chce związku.
A drugi to taki, że ja legalnie mogę pracować spoza Schengen tylko 2 tygodnie w roku.
Potrzebuję burzy mózgów ematki, jakie mam możliwości, bo może czegoś nie widzę. Już kij tam z toyboyem, on ma być tylko urozmaiceniem mojego życia, ale po ostatnich 10 tygodniach na Czarnym Lądzie stwierdzam, że jestem dużo szczęśliwsza tam niż w Polsce i już coraz mniej mnie w tej Polsce trzyma.
Widzę takie możliwości, że albo przechodzę na freelance, ale wtedy rezygnuję z etatu, co w obecnych czasach jest dość ryzykowne. Albo w ogóle szukam innej roboty, gdzie nie będzie znaczenia, skąd pracuję, bylebym dowoziła. Albo? Co jeszcze można tu wymyślić?
To takie rozważania na przyszłość, na razie i tak muszę przeczekać zaczynającą się porę deszczową.