mizantropka65
16.04.26, 07:50
Otóż, zostałam zaproszona na imprezę komunijną (maj) do pewnego lokalu. Okazało się, że ów lokal był łaskaw podać jakieś (wnioskuje, że z nieświeżych składników) potrawy w związku z czym znakomita większość gości uległa zatruciu - sanepid, te sprawy. Mało tego, okazało się (SM), że to nie pierwszy taki przypadek. O poprzednich nie wiedziałam, bo nie śledziłam poczynań tego konkretnego lokalu. Zadzwoniłam więc do matki komunijnej (na zaproszeniu była prośba o potwierdzenie przybycia) i oględnie poinformowałam, że niestety nie będę mogła przyjść na przyjęcie. Matka wprost zapytała, czy chodzi o aferę z zatruciem, na co ja zwrotnie odpowiedziałam, że tak. Dodałam, że będę na komunistę czekała przed kościołem (do kościoła, o czym MK wiedziała, swoim zwyczajem nie zamierzałam wejść i uczestniczyć) z życzeniami i prezentem. Na co MK zaliczyła foch ocierający się o zerwanie kontaktów. Pytanie: czy MK słusznie się obraziła?