hailey_bieber2004
20.09.26, 21:04
Jak zapewne zauważyłyście, panuje ostatnio moda na deklarowanie minimalizmu
Zauważam ją głównie w grupie 50-60+ (chociaż podobno genzetki też mają te sklonnosci).
I tak o to reprezentanci i reprezentantki prześcigują się w deklarowaniu, że jeżdżą starym i tanim autem (choć mogliby mieć kilka samochodów wysokiej klasy), prawie nie kupują ciuchów, a jak już to minimalistyczne basiki i wysokiej jakości. Jak to na wakacje najchętniej wybierają chatynkę w lesie, choć mogliby co i owszem, byczyć się w St. Tropez czy innych Seszelach. A, jest jeszcze podwątek dbania o urodę - jako przykład dobrego gustu minimalistyczne, nie-salonowe paznokcie jak u księżnej Kate (oczywiście pomija się warte tysiące funtów ufryzowane doczepy).
I tak oto urasta to dyskusji o zabarwieniu klasowym (no bo to przecież takie przaśne i ludowe cieszyć się zakupami w sieciówce z niskiej/średniej półki czy wakacjami w Grecji, w dodatku świadome ekologicznie.
A tymczasem, prawdziwy minimalizm to równie dobrze rezygnacja z domu o powierzchni 150 m (który przecież trzeba ogrzać, oświetlić, urządzić i zużyć produkty do sprzątania) na rzecz mieszkania 40 m.
To niewyjechanie na zagraniczne wakacje nigdy i spędzanie każdego urlopu w życiu w domu lub na działce ROD.
To nieposiadanie samochodu w ogóle i korzystanie wylacznie ze zbiorkomu.
To pensja 4000 i ograniczenie stylu życia wyłącznie do tego pułapu.
Ale oczywiście, mając już za sobą urlopy wszędzie na świecie, mając za sobą etap kosztownego strojenia, jadania na mieście, gdy miało się energię i potrzebę by „bywać”, mając to nasycenie doświadczeniami - nagle z przekąsem współtworzy się te narrację o złym guście nadmiernej konsumpcji, atrybuowanej najczęściej przeciętnie lub mało zamożnym.
I te oto sądy wygłasza się w koszuli COSa czy innego Arket - bo przecież minimalizm to lniany ciuch z drogiego sklepu i wyrażanie się z przekąsem o hybrydach, a nie przeniesienie się do kawalerki.