...od narodzin mojej córeczki, dokładniej o 4.15 rano (czy w nocy raczej

6
lat temu zostałam mamą..
Nie przepadam za wielkimi słowami, ale to rzeczywiście był przełomowy moment
w moim życiu - od tamtej pory już na pewno nie jestem odpowiedzialna tylko za
siebie, ale za NIĄ, moją Małą..

Nawet nick'a zawdzięczam mojej Joasi
Patrzę sobie tak czasem (jak przed kilkoma minutami) jak spokojnie śpi i
wiem,że jest dla mnie najważniejsza na świecie - pomimo przeróżnych humorków
dorastającej pannicy

, lepszych i gorszych chwil, które już przeżyłyśmy
(ciężki poród, połóg z komplikacjami, przeróżne choróbska, rehabilitacja,
szpital, itd...) nie wyobrażam sobie życia bez Niej - tak chyba wygląda
prawdziwa, bezinteresowna miłość, może jedyna naprawdę możliwa..?
Wiele się wydarzyło przez te 6 lat takze w naszym życiu (jako rodziny) - 3
lata temu bliska byłam decyzji o rozstaniu z mężem...- jednym z ważniejszych
argumentów przeciw takiej decyzji była właśnie Ona - dobrze to czy źle..?
Myślę,ze łatwo ocenić komuś, kto sam nie miał takiego dylematu - po dziś
dzień słyszę słowa, które usłyszałam od kogoś (postronnego) - dziecko
potrzebuje szczęśliwej mamy, by samo było szczęśliwe...
Ależ mnie wzięło na wspominki, mam nadzieję,że wybaczycie
Pozdrawiam serdecznie i życzę spokojnych i radosnych świąt ( i jak najmniej
dylematów do rozstrzygniecia)