szara.sowa
22.08.08, 09:24
Pytałyście mnie jakie wnioski wyciągnąłem z Wątku "Wspaniały dzień...". Ok.
Na początek podziękowania. Dzięki Wam dziewczyny, zrozumiałem jak wielkie
popełniłem błędy. Zamiast o tym żeby było dobrze rodzinie, myślałem bardziej o
tym żeby było dobrze żonie. Co gorsza tym samym robiłem jej krzywdę żyjąc w
przekonaniu, że daję jej radość.
Chodzi o to, że starałem się zapewnić żonie wszystko co tylko było możliwe, a
nawet sam wymyślałem dla niej rzeczy, które napędzały tę spiralę. Taki
przykład. Na wiosnę przyniosłem jej z pracy laptopa. Powiedziała, że nie jest
jej potrzebny. Powiedziałem (zgodnie z prawdą), że i tak musiałem go kupić
więc lepiej żeby sobie z niego korzystała, po co ma się kurzyć w kartonie. Co,
oczywiste żona laptopa polubiła. Niestety okoliczności wymusiły potrzebę jego
sprzedaży. Ile ja się potem nasłuchałem o tym, że jej tego laptopa sprzedałem,
łącznie z ostatnim tekstem, że z tego powodu, że jej tego laptopa nie
załatwiłem skasowała moje zdjęcia.
Podobnie wygląda sprawa z pieniędzmi. Oczywiście ciągle jest ich mało. Żona
nawet twierdzi że w ogóle nie ma swoich pieniędzy. Oczywiście zawsze starcza
jej na opłacenie swoich zajęć, warsztatów, strojów, wyposażenia, paliwa do
samochodu, kosmetyczki i masaży. Ja nie mam karty do firmowego konta, ona ma i
jedynym ograniczeniem jest to że nie zawsze na tym koncie coś jest.
Niestety dopiero teraz zrozumiałem, że to wszystko zwyczajnie nie daje jej
satysfakcji, prawdopodobnie dlatego, że nie ma poczucia że sama sobie to
zawdzięcza. Doszło do procesów znanych z socjalizmu. Potrzeby ludzkie są
nieograniczone i nie ma możliwości by je wszystkie zaspokoić.
I tu nie chodzi tylko o pieniądze. Wcześniej gdy nie mieliśmy dwóch samochodów
zrywałem się wcześniej z firmy by mogła pojechać na swoje zajęcia. Raz czy dwa
w przeciągu roku nie dałem rady dojechać i dowiedziałem się że zrobiłem to
celowo, jej na złość.
Oczywiście ja nie jestem idealnym mężem, ani moja żona najgorszą żoną. Jak
pisałem wcześniej sypię głowę popiołem i przyznaję się do błędów.
Pomysł na przyszłość mam taki by:
1 zrezygnować z części klientów, rozwijania firmy i ograniczyć mocno czas
pracy do 5-6 godzin. Pracować będę wtedy gdy dzieci będą w szkole/przedszkolu.
Potem będę zajmował się dziećmi do tej 17-18 tej.
2 Zatrudnię Panią do pomocy. Do posprzątania w domu, do ugotowania obiadu, a
zaoszczędzone pieniądze będę odkładał na wkład do kredytu na dom. Z moich
szacunków wynika, że już za jakieś 3 lata uzbiera się wystarczająca kwota.
3 Żona uzyskuje całkowitą swobodę w zakresie swoich działań. Zakładam jednak,
że po tej 17-18 będzie mogła pobyć z dziećmi na te 2-3 godziny. Oczywiście
jeśli będzie chciała dłużej być z dziećmi to też dobrze, nie mam zamiaru nic
jej narzucać. W każdym razie będzie mogła iść do pracy na cały etat, na pół,
czy ćwierć, chodzić do koleżanek, rozwijać swoje pasje w proporcjach jakie
sobie tylko sama ułoży. Oczywiście nie musi zarobionych pieniędzy dokładać do
utrzymania domu, a lodówki przed nią też zamykał nie będę.
No i czekam teraz na Wasze opinie.