aska_kit
22.02.10, 11:56
BACKGROUND: Mój synek ma rok i 3 miesiące. Od początku miał jakiś
problem jedzeniowy. Jako noworodek najchętniej wisiałby przy piersi przez całą
dobę. Pomimo tego, że ssał aktywnie, nie przybierał specjalnie na wadze
(urodzeniowa 3700, po tygodniu 3400). Ale zawsze trzymał się w okolicy 25
centyla. Ba - kiedy w połowie stycznia poszliśmy go szczepić - plasował się na
50 centylu! Po tygodniu od szczepienia dostał wysokiej gorączki (częsty objaw
po szczepieniu), do tego zaczęły mu wychodzić wszystkie "czwórki". Przestał
jeść. Pił tylko mleko, i tylko piersiowe. W ciągu kolejnych 2 tygodniu spadł z
50 centyla na 25, po następnym tygodniu na 3 centyl. Odmawia jedzenia
jakichkolwiek pokarmów. Zrobiliśmy badania krwi - spora anemia. Dostał żelazo
i witaminy. Odmawia przyjmowania, a jak dostanie na siłę, wszystko wymiotuje.
JEDZENIE: Od urodzenia karmiony piersią na żądanie. Z czego to jego
"żądanie" najlepiej trwałoby całą dobę. W 4 miesiącu życia dostał kaszkę
mannę, zjadł chętnie. Kolejnych już nie zjadał ze smakiem. W 6 mż dostał
pierwszą marchewkę - wypluwał. Od tego czasu systematycznie codziennie
dostawał starte warzywo, lub owoc. Nigdy nie zjadał tego chętnie - raczej były
to pojedyncze łyżeczki. Kiedy miał skończone 9 miesięcy poszedł do żłobka i
tam jadł nieco chętniej. Nosiłam ściągane mleko, wypijał, zjadał parę łyżeczek
zupy, starte jabłko i z czasem małe kawałeczki chleba. Kiedy skończył 10
miesięcy odrzucił butelkę i smoczek. Ściągniętego mleka nie chciał pić już ani
z kubka, ani z niekapka, ani łyżeczką. Przed ukończeniem 1 roku przestaliśmy
mielić zupy, dostawał kawałki - wypluwał.
Obecnie jego dieta wygląda tak:
- rano - mleko z piersi. Konsekwentnie od zawsze odmawiał jedzenia kaszek.
- 2 śniadanie - starte owoce - zjada parę łyżeczek; sok
- obiad - zupa z mięskiem lub żółtkiem - obecnie zjada 1 łyżeczkę, lub
najczęściej wcale
- po spaniu II danie - ziemniaki/kasza + mięso + gotowane warzywa; sok.
Odmawiał tego od zawsze
- podwieczorek - starte owoce - zjada parę łyżeczek; sok lub woda.
- po 16.00 - pierś
- po 18.00 - pierś
- kolacja - pół kromki chleba w małych kawałeczkach z masłem. Wędlinę wyrzuca
lub nią wymiotuje.
- przed snem i kilka/kilkanaście razy w nocy pierś.
W łykend, kiedy cały czas jesteśmy w domu domaga się piersi również w ciągu dnia.
BADANIA: Wykluczone pasożyty, mocz ok, krew - anemia z powodu niedoboru
żelaza. Czeka nas jeszcze USG brzuszka.
DIAGNOZA: Jeśli USG brzuszka nic nie wykaże, to zdaniem naszej pani
pediatry jest silnie psychicznie uzależniony od matki... Pediatra
powiedziała, że jest za długo karmiony piersią i stąd jego wszystkie
problemy.
LECZENIE: żelazo i witaminy, które wymiotuje.
PROBLEM: Karmię piersią, bo synek tego potrzebuje. Poza tym chodzi do
żłobka i chcę zapewnić mu ochronę przez podanie swojego pokarmu. Ale nie
potrafię już sobie poradzić z tym, że przestał jeść cokolwiek poza moim
mlekiem, że chudnie i że wymiotuje to żelazo... Czasami mu się zdarzało zjeść
pełen talerz zupy i widać po nim było, że jest szczęśliwy, jak jest najedzony.
Ale za kilka dni już jedzenia tych swoich "ulubionych" dań odmawiał... Może
faktycznie powinnam go odstawić od piersi - ale co wtedy będzie jadł? Jak
chciałam go karmić rzadziej w nocy tak wył, że kolejnego dnia miał infekcję
gardła. Synek jest bardzo zdecydowany. Jak odmawia jedzenia, to nie ma (chyba)
sposobu, żeby znów spróbował. Z "głupich" sposobów ostatniej deski ratunku -
próbowałam smarować piersi zupą. Nie spróbował, tylko odchodził i smutno na
mnie patrzył.
Może faktycznie jest ode mnie psychicznie uzależniony, że stworzyła się między
nami "druga pępowina"? Nie potrafię sobie z tym poradzić.
Pani Moniko, dziewczyny, co mam zrobić?