Dodaj do ulubionych

dlaczego wam sie nie chce pracowac?

15.01.05, 16:36
Czytam sobie to Wasze forum jak i forum macochy i musze przyznac, ze znam
wiele samodzielnych mam, ktore nie zeruja w ten sposob na swoich bylych. Nie
wiem czy duma im nie pozwala, czy sytuacja zyciowa zmusza, w kazdym razie
widac mozna pracowac i dokladac sie do utrzymania dzieci, nawet jesli sa dosc
mlode. Ich postawa napawa mnie duma, jak swietnie sobie radza w obu tych
rolach i jak wiele wymagaja przede wszystkim od siebie. Nie rozumiem
niektorych z Was. Pomijajac skrajne przypadki kiedy dzieci sa bardzo male i
wymagaja opieki non-stop, fajnie chyba wyjsc z domu, spotkac ludzi,
gimnastykowac umysl, czuc sie przydatna, rozwijac sie. Nie chce nikogo urazic
jesli to akurat jej nie dotyczy ale tyle jest wsrod Was przypadkow po prostu
czystego lenistwa. Sama znam pare takich dziewczyn i po prostu mnie skreca na
mysl, ze maja taka roszczeniowa postawe od zycia. Jak wiekszosc spoleczenstwa
naszego - bo Panstwo ma dac, tak i niektore samodzielne przenosza taka
postawe na swojego bylego. A przeciez to ze kiedys uprawialiscie z nim seks
nie znaczy, ze teraz powinnyscie od tego odcinac kupony i Wam sie cos nalezy.
Macie TAKI SAM obowiazek utrzymac dzieci jak i on, czyz nie? Wiekszosc takich
niepracujacych mamusiek to po prostu lenie albo gwiazdy ktorym sie nie chce
pracowac za 1000zl miesiecznie. A przeciez nie o sama kase chodzi tylko o
zasade. Wezcie sie do roboty a bedziecie same szczesliwsze.
Obserwuj wątek
    • ania_rosa Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 15.01.05, 19:42
      "A przeciez to ze kiedys uprawialiscie z nim seks
      nie znaczy, ze teraz powinnyscie od tego odcinac kupony i Wam sie cos nalezy"

      Obawiam się, że to forum nosi nazwę "Samodzielna mama" a nie "Samodzielny
      ojciec o orientacji homoseksualnej, który zaszedł w ciążę w wyniku eksperymentu
      biologicznego, za który i tak zresztą rząd USA wyznaczył nagrodę 1 000 000 $,
      co powoduje, że problemów ekonomicznych takowy tatuś mieć raczej nie będzie"

      Za rady dziękujemy, a Twoja duma z "dzielnych samotnych matek" z pewnością nada
      sens istnieniom wielu z nas.

      Rosa
    • virtual_moth Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 15.01.05, 20:03
      alladyn7 napisała:

      > A przeciez to ze kiedys uprawialiscie z nim seks
      > nie znaczy, ze teraz powinnyscie od tego odcinac kupony i Wam sie cos nalezy.

      Należy się jak psu buda i to nie nam, tylko dziecku. Bez względu na to czy
      matka pracuje, czy nie.

      Ja osobiście nie znam na tym forum ani w realu samotnych matek niepracujacych z
      lenistwa.

      Pozdrawiam
    • pelaga Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 15.01.05, 20:06
      > A przeciez nie o sama kase chodzi tylko o zasade.

      Buhahahahhahaha wink Czyzby nie o sama kase chodzilo???
      Chodzi ci tylko o to, zeby zwolnic spaczonych tatuskow od ostatniego obowiazku
      jaki mozna na nim wymoc i to nie we wszystkich przpadkach skutecznie.
      Coz za glebokie przeslanie

      > Macie TAKI SAM obowiazek utrzymac dzieci jak i on, czyz nie?

      A czyz on nie ma takiego samego obowiazku jak ja wychowywac dziecko??? No ma i
      co z tego wynika????

      Kolejny bzdurny post niosacy wygasly kaganek oswiaty dla nas maluczkich,
      siedzacych w zapyzialych chalupinkach samotnych matek, ble <paw pstry prosty>
      • alladyn7 Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 16.01.05, 18:19
        Droga Pelago, twoj post wlasnie swiadczy o poziomie, na ktorym przyszlo Ci
        operowac.
        Zanim skomentujesz to moze przeczytaj uwaznie cudze posty to nie bedziesz
        opowiadac glupot i insynuowac innym dyskotantom tego, czego nie powiedzieli. Ja
        nie zwalniam tatuskow od odpowiedzialnosci bo nigdzie nie napisalam, ze nie
        powinni lozyc na dziecko. Zgadzam sie z Toba w zupelnosci, ze jak najbardziej
        jest to ich obowiazkiem. Ja tylko pytam, dlaczego mamuski uwazaja, ze w takim
        razie one sa z niego zwolnione. OBOJE sa do tego zobowiazani!

        Gdybym ja byla samodzielna matka to jak najszybciej chcialabym wrocic do pracy.
        Wiadomo, ze facet gdyby nie dziecko to nawet by go taka dziewczyna dwoch minut
        nie obeszla. I tak sie tez stanie jak dziecko dorosnie i sie usamodzielni. Z
        czego wtedy beda zyly te wszystkie dziewczyny, jak sie zrodelko skonczy bez
        zadnego doswiadczenia czy stazu pracy? Dziwie im sie i tyle.
        Pozdrawiam.
    • i.r Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 15.01.05, 20:21
      alladyn7,
      1. na jakiej podstawie twierdzisz, ze samodzielnym mamom nie chce sie pracowac?
      2. z jakiej racji kobieta ma sama dawac sobie rade, padac na twarz ze
      zmeczenia, zastanawiac sie czy starczy na wszystko czasu, pieniedzy, sil,
      pomyslu, dlaczego ma sama za wszystko odpowiadac? w imie czego?
      3. nie uwazasz, ze sam fakt bycia samotna mama jest wystarczajaco skomplikowana
      i trudna sytuacja?

      pozdrawiam
      • griffon Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 15.01.05, 21:31
        Miłe Panie ja jak zostałem samodzielnym ojcem to nie tylko że nie zrezygnowałem
        z pracy ale jeszcze wziełem sie za dodatkowe zajecia i jakos sobie dawałem radę
        Chodzi tylko o sprawna organizacje dzieci w niczym nie przeszkadzaja a wręcz
        przeciwnie daja motywacje. Znam Panie które utrzymuja sie tylko z alimentów i
        różnego rodzaju zasiłków i tylko narzekaja jakie one sa biedne i pokrzywdzone.
        Faktem jest że niektórym samotnym matka nie chce sie pracowac ale znam również
        takie Panie które po rozstaniu pracują i nie licza na alimenty i zasiłki. To
        wszystko jest zalezne chęci a nie od wieku i ilosci dzieci.
        • isabelka20 Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 15.01.05, 21:37
          ja zamierzam po urodzeniu coreczki wrocic do pracy, nie bede siedziec na
          utrzymaniu rodzicow, obecnie jestem na zwolnieniu lekarskim,ale mimo tego
          pracuje roznoszac ksiazeczki - zeby moc malej skompletowac wyprawke i mimo
          powrotu po porodzie do pracy bede walczyc o alimenty, uwazam ze chociaz tyle
          nalezy sie mojemu dziecku od tatusia ktory okazal sie takim skur...
          Pozdrawiam
          iza
          • bacco Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 15.01.05, 21:48
            "tatusia ktory okazal sie takim skur..."
            Każdy kij ma dwa końce, a prawda dwa oblicza.O tym uczestniczki tego forum
            zdają sie konsekwentnie zapominać, upajając się zemstą...choc tylko wirtualną.
            • i.r Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 16.01.05, 10:28
              > Każdy kij ma dwa końce, a prawda dwa oblicza.O tym uczestniczki tego forum
              > zdają sie konsekwentnie zapominać, upajając się zemstą...choc tylko wirtualną.

              Och, co za madrosci zyciowe. A nie bierzesz pod uwage tego, ze zarowno ojciec
              jak i matka maja obowiazek opieki nad dzieckiem? Pomijajac kwestie finansowe.
              Wiekszosc tych pseudoojcow nie ma ochoty nawet na kontakty z wlasnym dzieckiem.
              Pojawiaja sie od swieta i roszcza sobie prawo do bycia ojcem bez zadnych
              zobowiazan. Nie wpadlas na to, ze samotnym mamom jest najzwyczajniej w swiecie
              PRZYKRO z tego powodu??? No i co z tego, ze upajaja sie zemsta? A co pozostalo?
              Komornik? buhahaha! Sad? buhahaha.
              Ech, zle nikomu nie zycze, ale jakby co niektora/y wypisujacy tego typu
              madrosci w dupe kopa od zycia dostal, to by inaczej spiewal.
        • maminekb Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 15.01.05, 21:52
          Ale o co chodzi? Większość z nas pracuje a ta niepracująca część szuka pracy i
          prosi o pomoc. Nie wiem o co Wam chodzi. A ja rownież pracuję, obok związania z
          firmą sporo piszę oraz wciąż się dokształcam.Więc nie jest to nic
          nadzyczajnego. Na dokladkę stanowię tym samym w oczach exów i next najgorszy
          typ exi. Nie dość ze ma pieniądze to bierze alimenty na Dziecko. więcej powiem
          nie wyobrażam sobie rezygnacji z alimentów. Wystarcza przynajmniej na
          opiekunkę, niby dlaczego nie dość że wychowuję nasze dziecko to jeszcze
          miałabym być jedynym żywicielem? Unieść się godnością - po co? Bo matce już nic
          nie należy się od życia? Ma obowiązek tylko pracować na dziecko i je
          wychowywać? To też jego dziecko potrzebuję tych pieniędzy dla podniesienia
          konfortu życia NASZEGO DZIECKA. Wcale nie mam zamiaru nieoczekiwać lub
          zrezygnować z alimentów etc. w imię czego? Zarabiam na nas ale dlaczego niby
          miałabym posłać Dziecko do żłobka lub państwowego przedszkola??? Lub dlaczego
          miałabym zrezygnować z utrzymywania dziecka przez Byłego i nie moc pozwolić
          sobie np. na nowy samochód lub wakacje za granicą ???? Nie bardzo rozumiem o co
          chodzi w tym poście. Przecież to logiczne że my rownież żyjemy, chcemy żyć
          normalnie i nie mamy obowiązku poświęcić wszystkiego.
          • isabelka20 do bacco 15.01.05, 22:04
            nie skomentuje tego co napisales/as wez tylko pod uwage to ze to nie ten tatus
            bedzie wychowywal, wiec chyba cos to oznacza
            • mamamamamama Re: do bacco 15.01.05, 22:21
              ja jestem samodzielna i pracuję za 700 zł miesięcznioe...i co lepiej
              Ci ??????????????
              • bacco Re: do bacco 15.01.05, 23:24
                Nigdy i nigdzie nie kwestionowałem obowiązku łożenia na dzieci. Cały czas
                kwestionuję system prawny,mający na celu wyegzekwowanie tego obowiązku.To po
                pierwsze...
                Po drugie...Dopominam się o szczyptę uczciwości i zadaję pytanie-ile jest
                waszej winy,w doprowadzeniu do rozpadu związku? A to w prostym przełożeniu
                stwarza obowiązek alimentacyjny. Jednak to nie znaczy,że nie macie prawa do
                pomocy ze strony ojców waszych dzieci.Nie wierzę w to,gdy ojciec ma dochody i
                uchyla się,to nie macie możliwości egzekucji świadczenia.To bredzenie.
                Każda z was tu na tym forum paplająca, może zajść do tłustego komornika i
                wskazać drogę egzekucji.Tak stanowi prawo,to wasz obowiązek,a nie tej bandy
                nierobów-komorników.Lecz to zostanie niebawem zmienione,trochę cierpliwości.
                Zgoła inaczej ma się sytuacja,gdy ojciec wszego dziecka jest bez pracy. Nie ma
                mechanizmów prawnych w udzieleniu pomocy w znalezieniu zatrudnienia przez
                stosowne urzędy.Brak np jest priorytetu w zatrudnieniu, czy zastosowaniu
                pewnych ulg dla pracodawcy za stworzenie miejsca pracy dla zobowiązanego do
                alimentacji.Na tej bazie można zgodnie z konstytucją RP (art. 65 § 2) wprwadzić
                nakaz pracy.Następnie przesłać informcję tłustemu i spoconemu od dostatku
                komornikowi.Czy nie mam racji?
                • berkot Re: do bacco 16.01.05, 00:33
                  Pomijając to co napisałes o obowiązku alimentacyjnym, to nie widze powodu dla
                  którego miałbys zadawac pytania o rozpad związków.
                  Wyczuwam problem związny z tym tematem.....
                  A wtedy człowiek swój przykład postrzega często jako norme.
                  pzdr. berkot
                  • bacco Re: do bacco 16.01.05, 10:43
                    > Pomijając to co napisałes o obowiązku alimentacyjnym...
                    Dlaczego? Toż to jest meritum tego forum.
                    > Wyczuwam problem związny z tym tematem.....
                    Nie zaprzeczam,ale Ty również,jak widzę nie jesteś wolna od tego
                    problemu.Zwróciłaś głównie na ten akapit mojego wpisu,to był tylko mały niuans.
                    > A wtedy człowiek swój przykład postrzega często jako norme.
                    Nie postrzegam tego jako normę.Matka moich dzieci,jest w szóstym związku.Tego
                    tematu jednak nie będę rozwijał,bo mnie to nie przeszkadza i nie miejsce do
                    tego.Przeszkadza mi to,że nienawiść,zranione ambicje i poczucie mniejszej
                    wartości transferujecie do sfery więzi ojciec-dziecko.To przeszkadza w
                    prawidłowych relacjach.Jednak nie chciałbym powiedziec tego,że ojciec nie może
                    sobie z tym poradzić i nie usprawiedliwiam tym samym braku alimentacji i tego
                    kontaktu.
                    • berkot Re: do bacco 16.01.05, 13:33
                      bacco napisał:

                      > Nie zaprzeczam,ale Ty również,jak widzę nie jesteś wolna od tego
                      > problemu.Zwróciłaś głównie na ten akapit mojego wpisu,to był tylko mały
                      niuans.

                      Jestem jak najbardziej wolna od tego problemu, tym bardziej, że za 3 lata będę
                      dłużej poza związkiem niz w nim.
                      Skoro meritum tego forum to obowiązek alimentacyjny, przyczyny rozpadu nie maja
                      tu nic do rzeczy. A o prawidłowych relacjach między rodzicami a dziećmi
                      mieszkającymi osobno raczej bym nie mówiła. Nie sa prawidłowe i tyle, chocby
                      rodzice nie wiem jak sie starali dzieci widza i czuja. Na pewno dużo mniej niz
                      w jakims chorym układzie gdzie zacietrzewieni partnerzy mysla tylko o tym jak
                      dopiec jedno drugiemu.
                      I czemu tak generalizujesz???
                      Wystarczy tylko napisac "niekórzy z partnerów" robia to i to.
                      Ja osobiscie czuje sie urazona takim wkładaniem do jednego worka.
                      Co do braku kontaktów i alimentacji oczywiście masz racje - i dotyczy to
                      wszystkich rodziców!!!!!
                      Jak dla mnie temat sie juz wyczerpał.
                      pzdr. berkot
                • kammik Re: do bacco 16.01.05, 10:46
                  > Nigdy i nigdzie nie kwestionowałem obowiązku łożenia na dzieci. Cały czas
                  > kwestionuję system prawny,mający na celu wyegzekwowanie tego obowiązku.To po
                  > pierwsze...

                  Nie rozumiem. To oznacza, ze dopuszczasz tylko mozliwosci dobrowolnego placenia
                  alimentow? Oraz sugerujesz, ze sądowym postanowieniem o alimentach mozna sobie
                  co najwyzej podetrzec wrazliwa czesc ciala, a nie egzekwowac?

                  > Po drugie...Dopominam się o szczyptę uczciwości i zadaję pytanie-ile jest
                  > waszej winy,w doprowadzeniu do rozpadu związku? A to w prostym przełożeniu
                  > stwarza obowiązek alimentacyjny.

                  Ze co? Od kiedy na wysokosc alimentow ma wplyw orzeczenie winy przy rozwodzie?

                  > Nie wierzę w to,gdy ojciec ma dochody i
                  > uchyla się,to nie macie możliwości egzekucji świadczenia.To bredzenie.

                  Ale to nie jest kwestia twojej wiary-niewiary, jeno faktow.

                  > .Brak np jest priorytetu w zatrudnieniu, czy zastosowaniu
                  > pewnych ulg dla pracodawcy za stworzenie miejsca pracy dla zobowiązanego do
                  > alimentacji

                  I bardzo dobrze, ze nie ma. Wprowadzenie "pierwszenstwa" spowodowac by moglo
                  sytuacje, kiedy np. samotna matka z trojka dzieci nie zostalaby pracy, bo na
                  jej miejsce "wskoczylby" tatulek, ktory musi placic alimenty. Zatrudnienie nie
                  jest dobrem, ktore powinno byc rozdawane, kazdy powinien miec rowne szanse przy
                  staraniu sie o prace.

                  > Czy nie mam racji?

                  No przykro mi, ale nie bardzo.
                • sm30 Re: do bacco 16.01.05, 22:52
                  czemu piszesz , że matki maja prawo do POMOCY ze strony ojców. Jakiej pomocy?
                  pomagać to można obcemu. Wobec własnego dziecka wykonuje się OBOWIAZEK!!!( i to
                  ten najłatwiejszy - finansowy ). Cały czas pokutuje stereotyp, że płaci się
                  matce a nie dziecku.
                  A propo dochodów ojca i niepłaceniu alimentów. Czy to nowość, że panowie
                  zaczynają pracować na czarno, rejestrują firmy i przepisują majątek na członków
                  rodziny itp ? ...chyba Ameryki nie odkryłam?
                  A propo wskazywania drogi egzekucji komornikowi... mamy jeszcze
                  odpowiadać za chore prawo? mając wszystko na głowie: wychowanie, utrzymanie (
                  no bo omawiamy przypadek gdzie tatuś się miga od płacenia) to mamy jeszcze
                  bawić się w dedektywa ?
                  ...a poza tym wątek rozpoczął się na temat "nieuczciwości pań" które chcą
                  żyć na koszt ex. ....i tak jakoś samo w trakcie wyszło kto tu jest nieuczciwy
          • pelaga Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 15.01.05, 22:59
            > Unieść się godnością - po co?

            No jak to po co wink)) Maminek po to, zeby tatusiek mogl wic nowe gniazdko bez
            obciazajacej przeszlosci (a gumka myszka ja wymazac!!!). No bo coz on winien,
            ze zle biedaczysko trafil i dopiero za drugin razem mu sie udalo ideal
            poslubic??? A teraz na dodatek wysluchuje jak to dziecko nie jego pewnie i za
            alimenty mozna by to i tamto do chalupy kupic. A fe wredne exiary!!! Tak gnebic
            tatuskow tylko dlatego, ze zle nasienie rozsiali wink))) Toz to jawna zemsta
            exiar, ze prawo ktos takie, a nie inne ustanowil i alimenty sie dziecku w jego
            majestacie slusznie NALEZA smile))
            Pozdrawiam
            • maminekb Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 15.01.05, 23:07
              Kurcze masz rację. Ale jestem egoistyczna smile Fuj ale jestem wredna smile)))
              • bob_dinozaur Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 16.01.05, 23:19
                A ja gnebiony tatusiek poczulem sie jeszcze bardziej zgnebiony smile, prosze
                uprzejmnie mnie nie dobijac smile))))))
        • iizaa Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 16.01.05, 00:00
          griffon napisał:

          wziełem sie za dodatkowe zajecia


          Giffon pisze się: "wziąłem". Wzięłam mowi kobieta - czyli niewieściejesz?
          Co się dziwić...
          • amfenix Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 16.01.05, 02:56
            A ja tam pracowałam,pracuje i pracowac będę.Co gorsza zatrudnienie daję
            niektórym nierobom coby mogli alimenta popłacić jakby co.I sama o takowe nie
            występowałam.Ex sam płaci ,dobrowolnie, w kwocie dobrowolnej przez siebie
            ustalonej.I chyba sobie stąd pójdę po półtora roku rezydowania buuuuuuu bo w
            stereotypie ex żony i samotnej matki kriwopijczyni( wg niektórych panów) się
            nie mieszczę bbbbuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu bis.I na co mi przyszło.
            • angelka2 Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 16.01.05, 10:29
              Ja ma 21 lat, gdy zaszlam w ciążę musialam przerwac szkole, bo moj stan zdrowia
              nie pozwalam mi dalej sie uczyc. Teraz moj synek ma roczek i mimo ze zostal mi
              tylko rok szkoły to nie bede mogla jej juz dokonczyc (bo jest dzienna). od
              stycznia zaczelam prace, opiekuje sie dzieckiem.Mieszkam z rodzicami i mimo ze
              rodzice nie chcieli bym jeszcze pracowala ja postanowilam ze jednak musze.Nie
              musze placic na czynsz, i za zadne swiadczenia wiec to co zarobie styarczy na
              życie dla mnie i mojego syna.Gorzej by bylo jakby musiala sama zamieszkac bo
              nie starczyloby na życie tylko na oplaty.Nie dostaje alimentow mimo ze ma
              zasądzone ("tatuś" sie odwołal od wyroku).Nigdy nie liczylam na jego pomoc, dla
              nas ten czlowiek nie istnieje i niech sobie wsadzi w 4 litery te 350zl.Rok
              walczy żeby nie placic alimentow bo jest biedny!!dalam sobie rade w najgorszych
              momentach, to dam sobie rade i poźniej!!!I musze to powiedziec dla mnie każdy
              facet który choć raz uchylił sie od obowiązku alimentacyjnego wobec SWOICH
              DZIECI- to ............................... .....................!!!!Nawte nie
              warto pisac, bo nie ma o kim!!
          • amfenix Griffonku 16.01.05, 02:59
            A mógłbyś ty mi przysłac swoje zdjęcie na priva? Bo cylinder już mam,tylko
            wyskakującego nie mogłam obsadzić do tej pory.Ale wygrałeś.Kurtyna.Brawa.
            Ach jaka dziś jestem wreeeeedna.I dobrze mi z tym.
            • i.r Re: Griffonku 16.01.05, 10:48
              co Ty, amfenix, Griffon wlasnie nam pokazal, jaki jest meski, nawet pracuje smile)
              samodzielny z niego facet, no no. Tez w zyciu mial pecha, ale jakos daje rade,
              jest pelen milosierdzia a serce jego przepelnia dobro. Nalezy brac z niego
              przyklad, nie uwazasz? smile)
              Wzruszylam sie tym razem.
              • griffon Re: Griffonku 16.01.05, 12:59
                Dziękuje za wyrazy sympatji
                Ja wychodzę z założenia że skoro mężczyzna zdecydował się założyć rodzinę to
                powinien ja być wstanie utrzymać. Moja żona nie pracuje to ja utrzymuje
                rodzinę , i całkiem sobie nieźle daję radę.
                • i.r Re: Griffonku 16.01.05, 20:04
                  I to akurat jest zdrowe podejscie.
                  Natomiast tak tez sobie mysle, ze sa kobiety, ktore czuja sie spelnione w roli
                  matki-Polki, w domu, z dziecmi. I musi im byc cholernie ciezko, kiedy facet
                  wywija im numer i zostawia je na pastwe losu. Kazdy z nas ma rozne
                  predyspozycje, aspiracje, pomysly na zycie. Zwariowalabym w domu, zwariowalabym
                  pracujac za 1000zl miesiecznie, ale to ja. Innym kobietom marzy sie praca w
                  domu. Przy okazji dodam, ze to najciezsza praca, jaka osobiscie wykonywalam. I
                  takie stwierdzenia, ze kobietom nie chce sie pracowac, albo ze jakim prawem
                  maja czelnosc wredne jedze ciagac biednych eksiow po sadach sa po prostu durne
                  i zadane przez ograniczone osoby.
                  • griffon Re: Griffonku 16.01.05, 21:29
                    IR
                    Uwierz są kobiety którym sie nie chce pracowac wola latać po Urzędach i
                    załatwiac jakies zasiłki i ciągać exsów po Sadach. Oczywiscie nie należy tego
                    zjawiska uogólniać ale jest ono nagminne. Ja żonie natomiast powiedziałem że
                    nie powinna siedziec w domu niech idzie do pracy nie chce z niej zrobic kury
                    domowej, ale skoro tego nie robi to znaczy że jej jest ta dobrze. Jak 11 lat
                    temu zamieszkalismy razem to może pracowała w sumie 7,8 miesiecy ja nawet nie
                    interersowałem sie ile zarabia to były pieniadze tylko dla niej, podobnie jak
                    swiadczenia jakie otrzymuje na najstarszego syna ( nie jestem jego biologicznym
                    ojcem) też nie wiem ile dostaje. Ja opłacam wszystkie rachunki wspólnie
                    jedzieździmy na zakupy ( nie ma prawa jazdy) i kupujemy to co jest potrzebne do
                    domu. Jak potrzebuje pieniedzy to mi mówi że np musi kupić jakies ubranie i to
                    kosztuje tyle i tyle jak mam to jej daje jak nie ma to mówie że dostanie za
                    tydzień. No i oczywiscie daje jej pieniadze na drobne zakupy pieczywo , wazywa
                    itp. Jej taki układ pasuje bo nie musi latac po miescie z cieżkimi torbami, to
                    co jest jej potrzebne to ma i dzieci też mają.
                    • pelaga Re: Griffonku 17.01.05, 07:57
                      Widzisz Grifon Twojej zonie moim zdaniem nie chce sie pracowac. Woli siedziec w
                      domu. Ja tego nie pietnuje. Tak lubi, jej sprawa. Tylko dlaczego nie
                      przeszkadza to Tobie i np. macochom??? Kiedy jestem pewna, ze po rozwodzie jej
                      niechec do pracy i koniecznosc utrzymywania dzieci i JEJ doprowadzalby Cie do
                      szalu, jak rowniez Twoja ewentualna przyjaciolke??? I MUSIALABY latac po
                      zasilki, bo Ty walczylbys o jak najnizsze aliemnty. Teraz akceptujesz cos, co
                      po ewentualnym rozwodzie byloby nie do zaakceptowania.
                      Trzeba umiec ponosic konsekwencie swoich zyciowych wyborow. Kiedy ktos wychodzi
                      za kure domowa, powienien liczyc sie, ze po rozwodzie nie zmieni sie ona w
                      tytana pracy, robiocego kariere.
                      Zeby nie bylo watpliwosci pracuje i swietnie sobie radze, ostatnio coraz
                      lepiej smile))
                      Pozdrawiam
                      • griffon Re: Griffonku 17.01.05, 10:53
                        Pelagio Z jej praca to nie jest tak do końca że jej sie nie chce. Charekter
                        mojej pracy wymaga ode mnie wyjazdów poruszam sie po terenie 3 woj. czasami
                        wracam późno w nocy. Dzieci nie sa az tak dorosłe aby mogły zostawac same na
                        cały dzień w domu, oczywiscie to jej nie tłomaczy ma po prostu miej mozliwości
                        podjęcia pracy. Ja nie mam sie zamiaru rozchodzic z żoną więc co by były po
                        ewentualnym rozwodzie po prostu mnie nie dotyczy.
                        Miłe Panie moja zona nie prosi sie o pieniądze tylko rozmawiamy na temat co
                        jest potrzebne i ile to miej wiecej kosztuje. Ja jej sie pytam wprost ile
                        potrzebuje kasy np do końca miesiaca ona sobie to policzy i tyle dostaje.
                        Większe zakupy natomiast robimy razem ponieważ chyba nie wyobrażasz sobie aby
                        targała ciężkie siatki i tłukła się autobusami skoro mamy auto.
                        Jeszcze jedno ja nie ukrywam przed żona ile mam pieniędzy a czy one są w moim
                        czy jej potfelu to nie ma większego znaczenia jestesmy małżeństwem a w nim nie
                        ma że to jest moje a toTwoje jest po prostu nasze. Jej naprawdę pasuje taki
                        układ jak zaproponowałem że bede jej dawał co miesiąć pieniądze i wszystko
                        bedzie na jej głowie to odmówiła powiedziała że woli razem robic zakupy i że
                        niech zostanie tak jak jest bo ten system sie sprawdza.
                        • pelaga Re: Griffonku 17.01.05, 16:14
                          > wracam późno w nocy. Dzieci nie sa az tak dorosłe aby mogły zostawac same na
                          > cały dzień w domu, oczywiscie to jej nie tłomaczy ma po prostu miej
                          > mozliwości podjęcia pracy

                          I znowu dochodzimy do tego, ze kobieta niepracujaca w malzenstwie ma do tego
                          pelne prawo, nawet jak dzieci nie sa niemowlakami, a samotna matka ma miec
                          prace, bo inaczej ciagnie kase z exa i nie chce jej sie zwyczajnie. Tylko
                          dlaczego wszyscy wymagaja od tych niepracujacych w malzenstwie NATYCHMIASTOWEGO
                          podejcia pracy, kiedy staja sie samotnymi matkami??? Czy ich dzieci staja sie
                          wtedy nagle dorosle na tyle, zeby byc cale dnie same w domu?
                          Punkt widzenia jak zawsze zalezy do punktu siedzenia.
                          • griffon Re: Griffonku 17.01.05, 17:41
                            Pelagio
                            Skoro kobieta ma mężą to nie musi pracować ponieważ obowiązkiem mężczyzny jest
                            utrzymanie rodziny. W przypadku gdy sie zdecyduje na rozwód to musi się wziąść
                            do pracy a nie ogladać sie na alimenty i biodolić jaki to ex jest niedobry itp
                            Ja nigdy nie wymagałem od zony aby pracowała bo skoro zdecydoweałem sie założyc
                            rodzine to moim obowiązkiem jest zarobic na jej utrzymanie i nikt i nic mnie z
                            tego obowiązku nie zwalnia. Jeśli wychowujemy dzieci w niepełnej rodzinie to na
                            barki jednego rodzica jest o wiele więcej obowiązków i trzeba po prostu
                            wszystko zorganizować dostosowujac sie do nowej sytuacji.
                            • chalsia Re: Griffonku 17.01.05, 18:34
                              > W przypadku gdy sie zdecyduje na rozwód to musi się wziąść
                              > do pracy a nie ogladać sie na alimenty i biodolić jaki to ex jest niedobry itp

                              A co w przypadku, gdy się nie decydowało na rozwód? Pozew wnosił maż, a rozwód
                              orzeczono (mimo braku zgody na to żony) z powodów tzw. norm współżycia
                              społecznego (np. bo mężowi urodziło się dziecko w związku pozamałżeńskim i mąż
                              jest w konkubinacie z matką tegoż nowego dziecka)???

                              Chalsia
                              • griffon Re: Griffonku 17.01.05, 18:45
                                Pamiętasz mój post Wina zawsze leży po środku
                                • chalsia Re: Griffonku 17.01.05, 18:55
                                  Nie odwracaj kota ogonem Griffon, bo nie o tym tu mowa i nie o tym pisałeś dwa
                                  posty wyżej.
                                  Chalsia

                                  PS. Nie piszemy tu o wewnętrznym poczuciu odpowiedzialności za różne rzeczy
                                  jakie miały miejsce w związku. Któraś z nas z resztą już Ci kiedyś tłumaczyła,
                                  że owszem obie strony ponoszą odpowiedzialność (albo po Twojemu winę, choć się
                                  z tym sposobem patrzenia nie zgadzam, bo wina a odpowiedzialność to DWIE RÓŻNE
                                  rzeczy), ale NIE ZAWSZE wina jest 50/50.
                                  Przykład różnicy między winą a odpowiedzialnością w związku prosty to taki -
                                  ponoszę odpowiedzialność za to, że mam inne podejście do kwestii wydatków niż
                                  mąż. Moze to być przyczyną rozpadu związku. Ale nie jest to moją winą, że mam
                                  takie a nie inne podejście do wydatków. Mąż ma swoje, inne podejście. Ponosi
                                  odpowiedzialność za to, ze ma takie poglądy. Nie jest jednak to wina z jego
                                  strony.
                                  Eeeeeeeeeeeeeee, po co ja to piszę?
                            • pelaga Re: Griffonku 17.01.05, 19:10
                              > Skoro kobieta ma mężą to nie musi pracować

                              Ano wlasnie panom jest wygodniej i bezpieczniej miec kure domowa, ale jak
                              zapragna sie rozwodzic to wymagaja zeby NATENTYCHMIAST zrobila
                              sie "japiszonem". Sorki, ale to niemozliwe. Jesli facet godzi sie na to, zeby
                              kobieta przez X lat siedziala w domu, to nie ma takiej mozliwosci, biorac pod
                              uwage realia w Polsce, zeby nagle taka pani (bez doswiadczenia i czesto
                              wyksztalcenia) po rozwodzie zarobila na siebie i dziecko. Jesli facet uwaza, ze
                              jest od tego, zeby zarabiac na matke swoich dzieci i pozwala na jej
                              niepracowanie to powinien liczyc sie z tym, ze potem w razie rozwodu ona bedzie
                              doic go alimentami i chodzic po zasilki. Sami hodujecie kury domowe, a potem
                              macie pretensje, ze im sie robic nie chce.
                              • griffon Re: Griffonku 17.01.05, 19:44
                                Pelagio
                                Ja nigdy nie zabranaiłem żonie aby poszła do pracy wręcz przeciwnie nawet
                                proponowałem jej że może poszła by tam bo widziałem ogłoszenie itp. To jest
                                tylko i wyłacznie jej decyzja że jest w domu nie moja .
                                • pelaga Re: Griffonku 17.01.05, 20:00
                                  Mareczku decyzje w malzenstwie powinny byc wspolne i zdaje sie, ze u Was sa
                                  wspolne. Godzisz sie, zeby Twoja zona nie pracowala, uwazasz, ze to w porzadku,
                                  bo ma meza, czyli akceptujesz jej wybory. I nadal podtrzymuje swoje stanowisko,
                                  ktore opisalam w postach powyzej.
                                  Pozdrawiam
                                  • griffon Re: Griffonku 20.01.05, 17:47
                                    Pelagio jeśli chodzi o pracę żony to ona podejmuje decyzje u nas jest jasny
                                    podział obowiazków Ja zajmuje sie zarabianiuem pieniedzy i nauka dzieci a moja
                                    Pani resztą nie oznacza to jednak że ja nic nie robie w domu staram sie jej
                                    pomagac w miare mozliwosci czasowych. Jedno drugiemu nie wtrąca sie do tego co
                                    robi i tak jest dobrze. Zreszta miłe Panie ja zdaje sobie z tego sprawe że w
                                    domu rzadzi kobieta i nie mam zamiaru tego bezspornego faktu podważac.
                                    • chardonnay_79 Re: Griffonku 20.01.05, 19:52

                                      Ostatnio mądre zdanie przeczytałam : Nie musisz się tłumaczyć: przyjaciel tego
                                      nie potrzebuje a wróg i tak nie zrozumie.
                                      Mam nadzieje że nikt nie poczuje się urażony smile Ale każdy swoje życie układa i
                                      organizuje po swojemu. I już.
                                      Może lepiej atakować problem nie o osoby?
                                      Pozdrawiam smile)
                                      --
                                      Moje Szczęście
                                      => forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=18800301
                                • i.r Re: Griffonku 17.01.05, 20:38
                                  hm, w takim razie Twoja zona wie, co robi. Jesli dobrowolnie zgodzila sie na
                                  bycie w domu to jej sprawa i ja nie zamierzam oceniac Waszej decyzji. Z drugiej
                                  strony poniekad stawia sie na takiej - nazwijmy to - przegranej pozycji. Jesli
                                  miedzy Wami sie popsuje (odpukac) to bedzie jej trudniej. Tyle.
                                  pozdrawiam, dzis mam dobry humor, choc padam na pysk
        • ann_mart Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 17.01.05, 15:48
          Wiesz co Griffon, ja znam tatusiów co ukrywają swoje dochody, oficjalnie nie
          pracują, nie mają nic (a śpią na forsie, wakacje spędzają na Bali) po to tylko
          by nie płacić kosmicznych 150 zł (tak, tak autentyk) alimentów na
          niepełnosprawne dziecko.
          I co z tego?
    • iberka Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 16.01.05, 21:03
      nie wszyscy nie chca,niektorzy po prostu nie maja pracy i nie moga jeje
      zdobyc.wiem o tym bardzo dobrze i za 1000 zl pracowalabym z wielka checia.
      iza
      p.s.alimentow nigdy nie widzialam i raczej nie zobacze
      • anka_florian Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 16.01.05, 21:54
        siedzieć w domu, prosić o pieniądze, mówić ile co kosztuje i ile chcę na życia
        dziennie czy tygodniowo - dobrze że tak nisko nie upadłam.Chyba miałam to
        szczęście że ojciec córki nas zostawił gdy byłam w ciązy. Przez to stanęłam na
        własne nogi, uzupełniłam wykształcenie, kupiłam mieszkanie.Było ciężko ale
        warto. Alimentów od kilku lat nie widzę bo facet zszedł na psy. I po prostu nie
        ma pieniędzy. Ale czytając te posty zdecydowałam się oddać sprawę do
        komornika.Mam prawo chyba ubiegać się wstecz za 3 lata. To będzie kilka
        tysięcy.Będzie miała córka na posag.
    • sm30 Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 16.01.05, 22:34
      Śmieszny jest posta alladyna-7. Albo osoba ta nie ma dzieci albo sama jest na
      cudzym utrzymaniu i nie wie ile życie kosztuje - życie z dzieckiem.
      Z tego co na forum czytałam , alimenty najczęściej wynoszą ok 300-400
      zł. Mnożąc to razy 2 ( drugie tyle od mamusi ) starczy na skromne utrzymanie
      dziecka. Więc jaka tu mowa o chęci utrzymywania się samej z pieniędzy "byłego".
      Nadmieńmy, że statystycznie zasądzane alimenty płaci 1 na 11-stu
      tatusiów ( wszyscy nagle stają się bezrobotnymi bez jakiegokolwiek majatku wink
      I skąd taki biedaczyna ma wziąść? Ano w odrużnieniu od matki jest osobą wolną i
      dyspozycyjną więc dla pracodawcy lepszą. Taka prawda, że tatuś pieniążki może
      lub nie może dać, a mamusia MUSI!!!( nie powie dziecku :"no skąd mam wziąść
      pieniążki na jedzonko..? nie mam - tylko stanie na uszach i dorobi choćby na
      czarno ). Mamusia, żeby mogła pójść do pracy musi nająć nianię (koszt od 700-
      1000 zł przy 8-godzinnym dniu pracy + 2h na dojazdy - a wiadomo, że dziś mało
      kto pracuje tylko 8 h )Jak widać przeciętne alimenty nie starczą nawet na
      połowę wynagrodzenia dla niani by obydwoje rodzice mieli podobne szanse na
      rynku pracy. to
      Tatusie chętnie wysyłają malców do żłobka, a co tam, niech ryczy cały
      dzień za mamą(niech będzie)...i tatą- ale jest taniej!!! Matki zrobią wszystko
      by żłobek był ostatecznością.
      Ponadto mamusia jest dyspozycyjna dla dziecka 24h na dobę i wykonuje
      90% tej mniej wdzięcznej roboty przy dziecku ( od podtarcia tyłka po lekcje).
      Tatuś jeśli odwiedza to z regóły weekendy , wakacje,święta - czyli jest tym
      lepszym. Czy w związku z tym rozłożenie obowiązku utrzymania nie powinno być
      trochę inne niż pół na pół? A ponadto dlaczego tatusiowie uważają że opieka nad
      dzieckiem to nie praca? tylko dlatego, że za to nikt nie płaci? Gdy pracowałam
      w Anglii przy dzieciach 6 h dziennie to była to praca, a gdy jestem 24h/dobę z
      dzieckiem to to pracą nie jest ?
      • bob_dinozaur Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 17.01.05, 00:07
        sm30, wszystko co opisalas to przykre konsekwencje zostania samotna matka, ale
        pominelas jeden maly szczegolik: masz dziecko. Tatusiek nie ma dziecka. Powiedz
        szczerze, zamienilabys te wszystkie trudy i niedogodnosci ktore opisalas na
        lepsza prace, wygodniejsze zycie, obowiazki wobec dziecka sprowadzajace sie do
        przeslania co miesiac alimentow, ilus tam godzin "widzen" co dwa tygodnie,
        ewentualnie wspolne wakacje czyli na sytuacje teoretycznego modelowego tatusia
        po rozwodzie??
        • pelaga Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 17.01.05, 08:07
          Zapominasz Drogi Bobie, ze sa tatusiowie (i to wiekszosc z nich takich jest),
          ktorzy nie zamieniliby swojej wolnosci na to cudowne uczucie posiadania dziecka.
          A tesknota wiekszosci tatusiow ogranicza sie do checi regularnych odwiedzin,
          jesli matka im ich zabrania. Nie wierze, z Ty sam wzialbys dobrowolnie swoje
          dziecko (zakladajace, ze matka Ci je postanawia nagle oddac) i przekopal w
          jednej chwili swoje beztroskie zycie do gory nogami dla niego. Po prostu
          zwyczajnie nie wierze. A jesli bys sie zdecydowal to ciekawe z kim dziecko
          spedzaloby caly dzien????????????
          Pozdrawiam
          • bob_dinozaur Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 17.01.05, 09:05
            To oczywiscie niesprawdzalne gdybanie, ale gdybym byl na 100% pewien ze maly
            zostanie przy mnie, ze nie bedzie zadnych sadowych przepychanek i gdybym mial
            troszke czasu na przygotowanie odp warunkow, zmiane pracy, to tak. Z kim dziecko
            spedzaloby wiekszosc czasu ... , pewnie tak jak w przypadku samotnych
            pracujacych mam z babcia, ciocia, opiekunka, w przedszkolu. To byloby po prostu
            wejscie w twoje buty, ze wszystkimi konsekwencjami. Tylko powiedz droga Pelago,
            czy ty zamienilabys swoja trudna sytuacje na moje beztroskie zycie, jesli cena
            za to bylby brak twojego dziecka??
            • pelaga Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 17.01.05, 09:44
              > To oczywiscie niesprawdzalne gdybanie

              Wlasnie smile

              > Tylko powiedz droga Pelago,
              > czy ty zamienilabys swoja trudna sytuacje na moje beztroskie zycie, jesli cena
              > za to bylby brak twojego dziecka??

              Ja nie Drogi Bobie. Ale wiem, ze moj ex nie zmienilby swojego bezroskiego zycia
              kosztem opieki nad dzieckiem, nawet jakbym zeszla z tego swiata.
              Pozdrawiam
        • martalik Och BOBIE idealisto! 02.02.05, 16:17

          -Mam niepełnosprawną córkęSliczna słodka ale też absorbująca.Z przemęczenia
          rozchorowałam się ciężko.Lekarz powiedział-MUSI PANI CZASEM ODPOCZYWAC-i proszę
          to załatwic z ojcem dziecka inaczej nie będę pani leczył i Misia zostanie bez
          matki.Zwróciłam sie do tatusia o pomoc w zajmowaniu sie Msią i co?W swoim 3-
          kondygnacyjnym domu gdzie jest pomoc domowa na pełnym etacie , ogrodnik, nie
          pracująca konkubina i super finansowe warunki nie było dla niej miejsca na 4
          dni w miesiącu.odmówił nie pierwszy zresztA raz no ale "kocha dziecko i sie o
          nie troszczy ".Większość tatusiów na odległość "kocha dzieci inaczej ".Nie
          wierzę ,że o tym nie wiesz.
          sygnaturka?
      • alladyn7 Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 17.01.05, 09:51
        Trudno sie nie zgodzic z sm30. Jednakze wydaje mi sie, ze poruszane przez
        Ciebie problemy to po prostu bolączki matki, niekoniecznie samodzielnej, po
        prostu matki. Dziecko to ciezka praca, ale o ile ktoś nie jest przedszkolanką
        czy nianią to niestety, nie ma prawa domagać się za to wynagrodzenia czy korony
        dziękczynnej. Nie da sie ukryc, ze matki w pelnych rodzinach tez opiekuja sie
        dzieckiem 24h na dobe, od podcierania tylka do lekcji, jednakze zadnej chwaly z
        tego tytulu sie nie domagaja, tez sa dla pracodawcy mniej atrakcyjne, tez musza
        dzieciom na lizaka dac itd... Tylko, ze one w przeciwienstwie do niektorych
        samodzielnych jak na lizaka nie styka to zakasuja rekawy i zabieraja sie do
        pracy na rowni z tatusiami, zeby bylo, zeby nie musiec temu dziecku odmawiac. A
        calą ciężką pracę, która takim ciężarem leży na barkach biednych zmęczonych
        samodzielnych, wykonują po paru godzinach innej ciężkiej pracy gdzie indziej.
        • virtual_moth Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 17.01.05, 10:28
          alladyn7 napisała:

          > Tylko, ze one w przeciwienstwie do niektorych
          > samodzielnych jak na lizaka nie styka to zakasuja rekawy i zabieraja sie do
          > pracy na rowni z tatusiami, zeby bylo, zeby nie musiec temu dziecku odmawiac.

          No nie wiem. Wydaje mi się, że odsetek "leniwych" jest taki sam w rodzinach
          pełnych jak i wśród matek samotnych. Tylko że od samotnych się pewnie więcej
          wymaga, bo w grę wchodzą pieniadze tatusiów, którzy nie palą się do alimentacji.
          Podobny post możesz umieścić na emamie i zapytać, dlaczego tak wiele z nich to
          kury domowe i do roboty się im nie chce iść. Odpowiedzą ci TAK SAMO jak matki
          samotne: że albo dzieci małe i nie chcą oddawać do złobka, albo że tatuś
          zarabia wystarczajaco. Fakt, iż alimentacja w rodzinach pełnych jest czesto
          podzielona na zasadzie tatuś zarabia/mamusia opiekuje się dzieckiem, nie jest
          niczym dziwnym i nikogo nie bulwersuje. Bulwersuje, gdy tylko mamusia nie
          mieszka z tatusiem.

          Pzdr
          • alladyn7 Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 18.01.05, 13:52
            Zgadzam sie. Tylko, ze w rodzinach pelnych tatus sam sobie wybral taka krolewne
            i widac nie przeszkadza mu utrzymywanie jej. Widac babka ma inne zalety, ktore
            mu to rekompensuja.
            W sytuacji rodziny niepelnej tatus nie ma juz ochoty ani obowiązku placic na
            druga krolewne.
            Jeszcze raz podkreślam, że nie bronię tatusiów uchylających się od płacenia NA
            DZIECKO. To jest ich obowiązek. Ale jak samodzielna nie pracuje to przepraszam,
            nie je? Nie kupuje sobie ciuchów, nie prezentuje tipsów francuskich, nie
            rozmawia przez komórkę z przyjaciółkami? Blagam, litości. Ona wtedy żyje z tych
            pieniędzy, które przesyła ojciec dziecka, a zatem w pewien sposób odbiera
            dziecku. Na siebie mogłaby zarobić sama. I tyle.
            Pozdrawiam.
            • chardonnay_79 Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 18.01.05, 14:03
              A to dobre!
              Mój królewicz ma tylko swojego "rumaka" i już pokazał co potrafi- teraz już
              tylko nic nie robi. A Chardonnay -królewna- kopciuszek- pracuje, zajmuje sie
              domem i dzieckiem i studiuje.... i szlag trafił francuskie paznokcie! wink)
            • olkit Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 02.02.05, 11:32
              > Ale jak samodzielna nie pracuje to przepraszam,
              > nie je? Nie kupuje sobie ciuchów, nie prezentuje tipsów francuskich, nie
              > rozmawia przez komórkę z przyjaciółkami?

              Dorzucam do kolekcji odpowiedzi na głupie pytanie moją wersję:
              Bo pracę docelową (czyli taką dającą satysfakcję i pieniądze) o wiele łatwiej
              znaleźć mając francuskie tipsy i pieniądze na opiekunkę żeby móc umówić się na
              piwo z kolegami/przyjaciółkami pracującymi w ekstra firmie w której szukają
              właśnie pracownika, niż zapierniczając na dwie zmiany jako pomoc kuchenna w
              garkuchni za rogiem.
              Olka suspicious
        • pelaga Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 17.01.05, 10:41
          > dziękczynnej. Nie da sie ukryc, ze matki w pelnych rodzinach tez opiekuja sie
          > dzieckiem 24h na dobe, od podcierania tylka do lekcji, jednakze zadnej chwaly
          > z tego tytulu sie nie domagaja, tez sa dla pracodawcy mniej atrakcyjne, tez
          > musza dzieciom na lizaka dac itd...

          I wlasnie dlatego sady przyznaja opieke nad dziecmi matkom. To tak OT, ale
          rzucilo mi sie w oczy.

          > Tylko, ze one w przeciwienstwie do niektorych
          > samodzielnych jak na lizaka nie styka to zakasuja rekawy i zabieraja sie do
          > pracy na rowni z tatusiami

          Szkoda tylko, ze tatusiowie na rowni z matkami nie zakasuja rekawow i nie biora
          sie za wychowywanie dzieci.

          No coz nic dziwnego, ze jest tyle rozwodow.
        • sm30 Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 17.01.05, 10:53
          Nie wiem czemu uparcie twierdzisz, że samotne matki chętnie migają się od
          podjęcia pracy zawodowej w odróżnieniu do matek w pełnych rodzinach. Takowe są
          wśród tych i tych.
          Statystyk nie znam, niemniej logika wskazuje na to, że częściej
          zmuszone do podjęcia pracy są samotne mamy no bo kto je bedzie utzrymywał?
          Piszę ZMUSZONE, bo chyba nie trzeba czytać naukowych opracowań, żeby wiedzieć,
          że dla dziecka najlepiej jest być z mamą do 2-go, 3-go roku życia, a do żłobka
          czy przedszkola iść najwyżej na 2, 3 godziny dziennie celem "uspołecznienia"
          malca ( jak to ma miejsce np w Aglii ) a nie na 8 i więcej godzin jak do
          przechowalni, bo nie ma co z dzieckiem zrobić.
          W pełnych rodzinach jest większe prawdopodobieństwo, że przeżyją z 1
          pensji niż w niepełnych z żadnej. I proszę nie pisać, że samotne często
          mieszkają i są na utrzymaniu swych rodziców, bo i młode pary częstokroć
          mieszkają kontem u rodziny.
          Nikt też nie domaga się wielkiego podziwu za codzienne trudy wynikające z
          macieżyństwa samotnego czy też nie. Pisałam jedynie o rozkładzie obowiązków gdy
          rodzice nie są razem. Matka ma 3/4 ( pół finansowego i cały wychowawczy ) a
          ojciec 1/4 ( pół finansowego ). I proczę nie dociekać, że tato biorąc dziecko
          na weekendy też wychowuje, bo można dodać, że z regóły finansowa "połowa" matki
          jest większa. Ja bardzo uogólniam schemat, od którego jest jak zwykle wiele
          wyjątków.
          A propo tego czy bym zamieniła dziecko na ojcowską wolność - oczywiście,
          że nie, ale jak wiele forumowiczek zauważyło - panowie w większości wypadków
          nie chcą tych dzieci ( i znów proszę niech nie obrażają się chwalebne wyjątki ).
          Gdyby panowie poczówali się do obowiązku to nie trzeba by było ich ścigać przez
          komorników i wogóle podawać do sądu, nie zapominaliby o wizytach u dziecka itd
          itd
        • leeya Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 17.01.05, 15:37
          Alladynie,
          nie wiem, kim jestes, kobieta czy mezczyzna. Jezeli obieta w zczesliwym zwiazku
          malzenskim, to zycze Ci z calego serca jak najlepiej... Nie dasz sobie rady jak
          ewentualna samotna matka. Jezeli facetem, to bardzo prosze, zebys nie chrzanil
          o rzeczach zupelnie Ci obcych.

          A teraz do rzeczy.
          Pracuje, jestem samotna matka i nie dostaje zlotowki alimentow. Czy jest to
          wynik dumy? Nie wiem. Chyba rczej tesknoy za swietym spokojem. Bo widzisz, mimo
          dobrych ukladow z eksem na kase nie mam co liczyc. Teraz jest w zwiazku z
          kobieta z 2 dzieci, wiec raczej nie ma co liczyc na o, ze na trzecie, jego
          wlasne mu starczy. Odpuszczam swiadomie, nie chce mi sie uzerac. Jesli nie
          czuje sam z siebie potrzeby pomocy finansowej w wychowywaniu wlasnego dziecka
          to pies go tracal. A moja corcia ma dopiero 4 miesiace. Nie domagam sie korony
          czy orderu za to wszystko, ale czasem mnie rzuca, jak slysze, ze z komorke
          placi 700PLN... Albo kupil swojej Pani perfumy.... Echhhh... Kazdy ma
          priorytety takie, jakie ma i nic na to nie poradze.

          A co Twojego czepialstwa sie o niepracowania samotnych mam... Hmmmm... Troche
          tak kula w plot strzelone te zarzuty. OK, sa panie, ktore tylko czekaja, zeby
          wyciagnac kase. Ba! Sa takie, ktore zachodza w ciaze z kasiastymi i traktuja
          ich jak polise na przyszlosc z odsetkami teraz. Ich sprawa, ich dupa, ich
          wybor. Ale co do gro dziewczyn, to wyobraz sobie, ze ciezko SAMOTNEJ matce
          znalesc prace. Wierz mi, ze pracodawcy slyszac to haslo wola zatrudnic mniej
          kompetentnego pracownika niz samomame. I tylko nie pobuj mi Zlotko tu chrzanic,
          ze tak nie jest. Chodzi wlasnie o to, ze samomamy moga licyc TYLKO na siebie w
          razie choroby dziecka. Matki w pelnych rodzinach moga teoretycznie liczyc na
          meza/partnera. A co do kasy i zakasywania rekawow. Widzisz, w gospodarstwie
          domowym samomamy, ktora utrzymuje sie z dzieckiem z jednej pensji jest duzo
          grzej niz w gospodarstwie domowym utrzymywanym z dwoch pensji. Chyba, ze juz na
          ekonomii zupelnie sie nie znam....

          Wiec kimkolwiek jestes, mam mala prosbe: zacznij myslec, zanim cos wysmarujesz.

          Pozdrawiam,

          Leeya
    • chardonnay_79 Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 17.01.05, 19:59
      Dlaczego? Bo nie chce sobie połamać paznokci wink) -czyli jakie pytanie taka
      odpowiedz!
      A tak już poważniej, to mój "były" to nie facecik który potknął się o mnie i
      przypadkiem jest z tego dziecko... do tego trzeba zawsze dwóch osób jak i do
      wychowania i wszystkich innych czynności z tym związanych. Taki "były" jest
      teraz wolny jak dzika świnka bez kobiety bez dziecka bez odpowiedzialności.. a
      ja nie wiem w co ręce włożyć. No ale zawsze mogę jeszcze do niego zadzwonić i
      zapytać czy czasem nie dostał odleżyn albo czy nie uprać mu skarpet!
      • iizaa Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 18.01.05, 00:14
        ...jak znajdziesz mi prace, to pojdę do niej nawet za 500zł, byleby sie
        konczyła o 16
        • ania_rosa Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 18.01.05, 01:09
          Jezusicku, taki długaśny wątek z powodu jednego pytanka...
          Mnie się najbardziej podoba odpowiedź:
          "Bo połamałabym sobie paznokcie"smile))))
          Dorzucam swoje warianty odpowiedzi:
          - "bo nie"
          - "bo tak"wink
          - "bo w pracy nie mogłabym czytać "Z życia wzięte"
          - "bo nie lubię się męczyć"
          - "Bo ominęłyby mnie "Rozmowy w toku" o 18.00"
          - "Bo nie starcza mi czasu po odliczeniu wizyt u kosmetyczki, fryzjera i
          stylistki"
          - "bo mój nowy narzeczony ma biznes na Wolumenie i może nas utrzymać"
          - "bo jestem wredną suką i raduje mnie cudza frustracja"
          - "bo się spocę"

          Ech, jak widac opcji jest mnóstwo. Osobiście najbardziej podoba mi się
          ostatnia. Uwielbiam takie, jakże inteligentne, pytania. A jeszcze bardziej bawi
          mnie wymyslanie odpowiedzi na podobnym poziomie.
          pzdr
          Rosa
    • amfenix Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 18.01.05, 02:19
      A ja i tak marze o tym,że znajde sobie bogatego i przystojnego i on będzie mnie
      utrzymywał i nasze dzieci też...........a ja sobie będę swoje ogrody robić za
      darmo.A co!Ktos mi zabroni?smile))))))))))
      • ann_mart Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 18.01.05, 11:04
        Amfenix a ja to leniwa jestem, i nie chce mi się po prostu. Ot tak sobie bez
        powodu. Doprawdy nie wiem co mną kieruje, że jednak pracuję. Mąż dałby radę
        mnie utrzymać... nawet po rozwodzie wink
    • olik7 Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 18.01.05, 08:59
      A ja uważam, że autorka postu startowego ma bardzo trafne spostrzeżenia... Nie
      rozumiem dlaczego zarzucacie Jej obronę niepłacących tatusiów itp. Jestem pewna,
      że nie o to jej chodziło...
      Sama znam kilka takich mam mających typowo roszczeniowy stosunek do życia...
      Gdyby tylko część swej energii poświęciły na znalezienie pracy, dokształcanie,
      wychowywanie dziecka byłyby zupełnie innymi kobietami. Siedzenie całymi dniami
      na ławce pod blokiem, dłubanie słonecznika, narzekanie na facetów i cały świat
      nic nie daje.
      Na szczęście większość forumowych emam daleko do takie sytuacji..

      Alimenty to obowiązek bezdyskusujny ale obowiązek wychowywania dziecka to
      całkiem inna sprawa. Czy tak naprawdę chciałybyście zeby ojciec wychowywał
      dziecko?? Nie mówię tu o sytuacji zdrowej, gdzie oboje rodzice zgodnie wychowują
      dziecko chociaż nie sa razem.
      Mówię o kobiecie zostawionej na wieść o ciąży... o kobiecie, która od tego
      momentu spotyka tylko wrogość, propozycje usunięcia dziecka... która przez takie
      postępowanie zauważyła dopiero prawdziwe oblicze drugiego człowieka - jego brak
      serca, brak miłości, dobroci...
      Przez trzy lata na forum spotkałam wiele mam właśnie w takiej sytuacji i wiem,
      że żadna z nas nie ma najmniejszej ochoty na dzielenie się "obowiązkiem
      wychowania" z takim człowiekiem... A to, że część z nas gdzieś po cichu
      dopuszcza możliwosć wielkiegi przeobrażenia tegoż... to już zupełnie inna sprawa...

    • madalenka25 Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 18.01.05, 11:18
      czemu wam się nie chce to ja nie wiem

      ale wiem czmu mi się niechce pracować - bo chchiałabym wstac rano i bez
      pospiechy wypić kawę i zjeść śniadanie z córką, przygotowac jej spokojnie
      kanapki i dając buziaka na drogę do szkoły wiedzieć że kiedy wróci w domu
      będzie ktoś na nią czekał. ktoś kto ma czas odrobić z nią lekcje, porozmawiac o
      trudnych problemach 8 letniej dziewczynki, bez pospiechu sprzątnąć, zrobić
      pranie i ugotowac obiad, potem spokojnie utulić ją do snu, pogłaskac po rączce
      i usiąść w spokoju - ech marzenia prze dwóch etetach by utrzymac dziecko i
      siebie po prostu się nie da tego zrobic bez pośpiechu, czasem przychodzę tak
      podnięta, że zasypiam przy niej nie wysłuchawszy co mi ma do powiedzenia, bo
      musi nosic klucz, bo ja codziennie żyję w strachu ze w drodze do domu jej się
      coś zdarzy - bo musiała dorosnąć zbyt szybko. I gdyby alimenty nie musiałabym
      pracować na drugim etacie i wracałabym wcześniej do domu

      najłatwiej jest "teoretyzować" i możesz mi wierzyć że wcale nie jestem
      szczęśliwa w imię "wyższych" ideałów i dumy że pracuje
    • california_dreaming A ja się nie przepracowuje 18.01.05, 13:03
      Jestem wielką szczęściarą: mam własna dział. gosp. i sama jestem swoim szefem
      oraz jest ona na tyle dobrze płatna że pracujac 8 godzin dziennie starcza mi na
      wszystko, zatrudniam też opiekunkę (dając pracę, jakież to chlubne!). Dostaje
      alimenty i NIE NARZEKAM. Codziennie mam świadomość cudowności mojej sytuacji.

      Bardzo proszę Alladyna7 o informacje czy jest ze mnie dumny/a bo to dla mnie
      bardzo ważne. Czekam z niecierpliwością!

      Niestety czasem chce mi sie pracować a czasem nie, wiec w sumie nie wiem czy
      jednak mozna byc ze mnie dumnym???
      • alladyn7 Re: A ja się nie przepracowuje 18.01.05, 14:16
        No widzisz. A moglabys wzorem innych mamus, które się tak ostro wypowiedziały
        powyżej życ Ty i twoje dziecko z samych alimientów, zamknąć dzialalność i
        czekać na pieniądze pierwszego od Exa. Dlaczego tego nie zrobisz? Nie czujesz
        ze to niesprawiedliwe, że one moga spedzac wiecej czasu z dzieckiem, wyspac
        sie, zrobić sobie manicure w spokoju a Ty pracujesz? Po co to robisz? Mialabys
        mniej pieniędzy (same alimenty) ale i mniej wydatków może: brak konieczności
        kupienia sobie wyjściowych ciuchów do pracy, zatrudnienia nianii itd.
        P.S. I rzeczywiście, Twoj post czyta sie z respektem i wcale nie ma w tym
        stwierdzeniu z mojej strony żadnego sarkazmu.
        • california_dreaming Nie mogłabym żyć z samych alimentów 18.01.05, 14:34
          I nikt nie da rady na dłuzszą metę. Na jakim świecie Ty żyjesz? To jest
          Polska. Przeciętne alimenty to chyba 500 zł. Opłać z tego mieszkanie, opłaty,
          jedzenie, przedszkole.
          Moje alimenty to 1000 zł. Miasto: W-wa. Czynsz, opłaty to 600 zł.
          Przedszkole: 350 zł, opiekunka: 600 zł. Juz nam wyszło 1550. Ponadto jedzenie,
          ubrania, wyjazdy, kultura, samochód.
          Odpowiadam: nie zrezygnuje z pracy bo nie miałabym za co żyć.
          Ja sie wysypiam i mam bardzo dużo czasu dla dziecka. Ale jak juz wspomniałam
          moja sytuacja jest wyjątkowa i nie uważaj że skoro mnie sie udaje to każdemu
          może się udać.
          Swoją ignorancją co do polskich realiów obrażasz wiele osób którym jest
          naprawdę ciężko.
          • alladyn7 Re: Nie mogłabym żyć z samych alimentów 18.01.05, 14:45
            Wiesz co, to ja już nie wiem. Poddaje się.
            Myslę, że powinniśmy zrobić różnicę między alimentami zasądzonymi od tych,
            które płaci tatuś, który nie ma w naturze uchylania się od obowiązków. Taki
            tatuś jak mu zależy to i utrzymywanie byłej żony przełknie bo dobrze wie, że
            jak ona pracować nie chce i się nie ruszy to jak on nie da więcej to jego
            dzieci będa po prostu żyć w biedzie. Więc daje.
            I nie mów mi, ze te wszystkie niepracujące to żyją z samych alimentów i mają
            tak ciężko. Niektóre rzeczywiście nie mogą znaleźć pracy chociaż by bardzo
            chciały i bardzo mi jest przykro z tego powodu. Jednakże dla niektórych to po
            prostu sposób na życie i z tego korzystają. A alimenty zwiększają sobie poprzez
            korzystanie z pomocy rodziców-emerytów i ich nędzarskiej emerytury oraz
            wszelakich zasiłków. Skąd niby takie pieniądze w naszym budżecie idą na socjal.
            Zdziwiłabys się jakbyś wiedziała do jakiej to się sumki potrafi skumulować.
            Zapytajmy może ile na tym forum jest rencistek to się nagle okaże że życie nie
            jest takie złe, oczywiście o ile się jest inwalidąsmile I o to mi tylko chodzi.
            Pozdrawiam.
            • berkot Re: Nie mogłabym żyć z samych alimentów 18.01.05, 15:30
              a było zatytułowac watek:
              "czemu niektórym samodzielnym ( płci obojga ) nie chce sie pracować?"
              to uczciwsze niz jeden worek dla wszystkich.......

              Przy okazji, niedługo bede miała 20 lat pracy ( udokumentowanej), ale
              odechciewa mi sie pracowac jak widze takie pytania jak w tytule.
            • leeya Re: Nie mogłabym żyć z samych alimentów 18.01.05, 15:52
              Wiesz co,
              poddawaj sie poddawaj.Jak zes glupio watek zaczela to sie teraz poddawaj.
              Prawda jest taka, ze w niektorych przypadkach z czystym sumieniem popieram
              dziewczyny/kobiety ciagnace kase od bylego meza. Przyklad?? Prosze bardzo.
              Przyjaciele moich rodzicow rozwiedli sie. On 55, Ona 50. On polecial na "slodka
              20". A Ona nie krepuje sie i bierze od niego co miesiac 5000PLN na siebie(jaka
              wredna) i dzieci (19 i 17 lat). I ja ja popieram w calej rozciaglosci. No poza
              tym wciaz pracuje i zarabia polowe tego, co dostaje. Ale stwierdzila, ze nie
              popusci gnojowi. I ma racje.
              Inna jest sytuacja gdzie sobie laseczka robi dzidziusia z bogatym facetem i
              ciagnie z niego kase... Ale to jest tez posob na zycie. Przed wskoczeniem do
              lozka nalezy sie jednak porzadnie przyjrzec stanowi finansowemu faceta i jego
              predyspozycjom ugodowym, czyt. Nalezy zlapac jelenia. tez znam takie. I co??
              Ladne pazurki wychodowane maja. Ich biznes...
              Natomiast odrebna sprawa jest, kiedy po dlugim zwiazku dziewczyna zostaje nagle
              sama z dzieckiem lub w ciazy. A facet ma w dupie placenie na dziecko(!!) bo
              znalazl sobie nowy obiekt. A jeszcze tragedia polega na tym, ze w Polsce jest z
              praca jak jest i dziewczyna z dzieckiem ma na prawde trudnosci ze znalezieniem
              pracy, chocby za 1000-1500 PLN.I to nie brak dumy, a raczej okolicznosci
              zmuszaja do pewnych zachowan...

              OK, rencistka nie jestem, pazurki mam swoje naturalne, tez na french zrobione i
              w dodatku dlugie. U fryzjera jestem srednio co trzy tygodnie. Kosmetyczka tez
              raz w miesiacu. Ciuchy co prawda na wyprzedazach kupuje, ale ostatnie zakupy
              robilam w Mediolanie. Juz widze jakie gromy by sie na mnie posypaly, gdybym
              brala od tatuska alimenty w zawrotnej kwocie 350PLN. I jak bys mi zaraz
              wypomniala, ze na siebie wydaje, zamiast na dziecko. Ale widzisz, zlotowki nie
              biore od tatuska, nie mam zasadzonych alimentow, bo odraza mnie bierze na
              sadowe przepychanki, a w Mediolanie moglam sobie pofikac z zakupami, bo tam
              mieszkaja moi rodzice. I to Oni nam zafundowali przelot i rozpuste na miejscu.

              Jak juz kiedys napisalam, rozne siedza w nas zasady i uczucia, rozne mamy
              charaktery, rozne sumienia. I postepujmy tak, jak to nasze ogolnie pojete
              wnetrze nam radzi, a nie tak, jak jeden dzin z drugim probuja nas umoralniac. A
              tobie Alledynku najszczersze zyczenia udanego zycia bez zawirowan, bo jeszcze
              by sie okazalo, ze zmuszona bys byla zachowywac sie tak, jak to sama teraz
              krytykujesz.. Bo zycie lubi platac figle i pokazywac miejsce w szeregu wiesz...?

              Leeya
        • dronka13 Re: A ja się nie przepracowuje 12.02.05, 21:46
          Dziewczyny traktują Cie wyjątkowo grzecznie i kulturalnie. Wiem, wiem pisałeś
          ze potempiasz tych tatusków którzy nie płaca ale powiem ci coś od siebie JA
          WALCZE BEZ USTANKU i CIĄGLE. Efekty sa różne ale sie nie poddaje się i wiem ze
          tylko dzieki tym walczącym - ONI bo trudno pisac tatusiowie moze czując nasz
          oddech na plecach zakasają rekawy i poniosa cięzar odpowiedzialności. Ja
          pracuje bez ustanku, od 10 lat sama wychowuje dzieci a nagroda? nie mam na
          rachunek nie za paznokcie ale u dentysty. Czy leczenie zebów to kaprys? I kogo
          to obchodzi ze to ja nie on (biedny pokrzywdzony bo baba go ściga) musze
          ponosić wszystkie konsekwencje wspólnych decyzji. Zycze dobrego samopoczucia wink
    • kotka.na.dachu Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 20.01.05, 14:48
      Właściwie taki komentarz powinno się po prostu OLAĆ.
      Człowiek, który w ten sposób wypowiada się - widać ma mnóstwo żalu do ex-żony i
      pustkę w głowie.
      Żal mi takich jak ty.
    • annes67 Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 20.01.05, 20:58
      napisałam bym coś ,bo myślałam ,że temat wart dyskusji..ale ten post jest
      chamski...po prostu.
      więc nie będę dyskutować
    • alina66 Re: dlaczego wam sie nie chce pracowac? 05.02.05, 10:58
      Przeczytałam cały wątek, jestem zachwycona odpowiedziami - bo nie, albo bo mi
      szkoda paznokci smile

      Tak sobie myślę, że matka MUSI, a tatuś MOŻE.
      Wszelkie dywagacje na temat winy za rozpad związku itd uważam w tym kontekście
      za calkowicie zbędne.
      Wychowuję syna (16,5 roku), 13 lat byłam żoną czynnego alkoholika. Wyrzuciłam
      go z domu, ściągam alimenty przez komornika.
      Zapewne autorka wątku nie jest ze mnie dumna sad
      Ale ja z siebie jestem.
      Mam swoją działalność gospodarczą, dobry zawód i zarabiam bardzo dobrze. I nie
      widzę żadnego powodu, dla którego nie mialabym ściągać alimentów- to pieniądze
      dla NASZEGO syna, przez wiele lat utrzymywałam swojego eksa (o matko jaka bylam
      glupia).
      I chciałam powiedzieć, że nikomu, -ani autorce wątku-ani wypowiadającym się
      dziarsko tatusiom nie życzę tej świadomości, z którą żyję od wielu lat- jestem
      człowiekiem poważnie chorym (aktualnie w trakcie chemioterapii) - i wiem, że
      muszę żyć tak dlugo, jak długo dziecko nie będzie samodzielne- BO NIE MAM
      WYJŚCIA. Tatus go ani nie utrzzyma, ani nie wychowa.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka