lolinka2
29.01.05, 14:35
Siedzę n-ty dzień i nie wiem co zrobić...
Jak pisałam wcześniej moje dożywocie po kilku fatalnych świństwach
wyrządzonych mi pod moim własnym dachem oswiadczyło że się wyprowadza.
Spytałam parę ładnych razy, czy aby na pewno jest świadom tego co mówi i robi
i czy nie zmieni zdania. Tak, jest świadom na 100%, wie czego chce, odchodzi,
kontakty z dzieckiem chce zachować, rozplanujemy to sprawiedliwie (pół na
pół). Ok, nie ma sprawy, zakasałam rękawy i przymierzyłam się do życia w
pojedynkę (no, tak szczerze to nie do końca w pojedynkę, bo ktoś mi się na
horyzoncie pojawił, niezobowiązująca znajomość, ale jednak... bardzo dla mnie
wazna). Sęk w tym, ze młody poza kilkoma telefonami w sprawie pokoju do
wynajęcia nie zrobił nic w kierunku szumnie zapowiadanej przeprowadzki i nadal
siedzi mi na karku, śpi a ja płacę za wynajem mieszkania, je co kupię...
śmieszne; faktem jest że niedawno stracił pracę (po niespełna 2 tygodniach
kariery zawodowej), na dziecko w związku z tym nie łoży, bo z czego??? był
projekt, ze zamiast zatrudniać opiekunkę, zatrudnię jego za pół ceny, wtedy tę
drugą połowę niejako finansuje z własnej kieszeni, nie wytrzymał. Wracam do
domu, burdel niesamowity, młody siedzi przy kompie na portalu sympatia.pl W
godzinach pracy!!! Kazałam mu wynieść się na noc i wrócić rano gdy zaczyna
opiekę. Przyszedł następnego dnia z zamiarem zostania na noc. O nie, mój
drogi. Dałam w łapę na bilet do rodziny, miał wrócić w poniedziałek. Juz
miałam telefon z zapytaniem, czy może w niedzielę wieczorem, bo tak naprawdę
to mnie kocha i nie chce się wyprowadzać a to co robi, to szaleństwo i
wariacja, ale on już jest taki porywczy... Poszłam po rozum do głowy. ktoś, do
cholery, musi tu być rozsądny. Postawiłam ultimatum: możesz zostać ale pod
warunkiem: 1) robisz w tym domu jako siła robocza, wynagrodzenie to wikt i
opierunek, panienek nie sfinansuję i 2) dajesz sobie na wstrzymanie ze
wszystkimi Magdami, Beatkami i jeszcze z kim tam z internetu (nie wiem od
której mógłby coś złapać i przywlec do domu) do czasu gruntownego przemyślenia
wszystkiego i podjęcia dorosłej ostatecznej decyzji, tak żeby później nie było
zastawiania się porywczością, żadnych szaleństw dopóki tkwimy "w poczekalni".
I niech wraca w tę niedzielę. Jeszcze nie wiem jak to pogodzić z tą moją
znajomościa, zwłaszcza że ja wiem czego chcę i ten facet nie jest typowym
Next, wielką miłością z którą chcę sobie układać zycie, on ze mną też nie
chce. Jest nam dobrze, bo jest z kim pogadać, mieć świadomość ze na drugim
końcu miasta jest ktoś kto o mnie pamięta, bo łaczy nas częściowo też praca,
bo jest seks... Sama sobie nawarzyłam piwa, trochę młody mi pomógł, ale to
trzeba jakoś rozwiązać, na pewno bez szkody dla Natalki, tyle tylko wiem.
Jeśli macie jakiś pomysł na życie, komentarz lub konstruktywną krytykę, czekam.
Karolina