Dodaj do ulubionych

spotkanie z córką, łowienie ryb-niebezpieczne

18.09.05, 14:40
Dedykuję tym którzy wspierali tu bohaterkę niniejszej sytuacji...

Przedwczoraj widzieliśmy się z córką przez ułamek sekundy.
Jej mama wyszła do furtki, zbyła mnie kilkoma zdaniami - pieniądze mam
wpłacić na konto, itp.
Ale zaraz w drzwiach staneła córka.
Chciała podbiec.
Ale w jednym momencie wciagnęła ją siłą z powrotem teściowa.

Wczoraj widzieliśmy się nieco dłużej.
Przez okno.
Moja b. Pani czasem pozwala dziadkom (moim rodzicom) wziąć córkę do kuzynki,
spotkać za moimi plecami, byle bez mojej wiedzy - dyktuje takie chore warunki
rodzinie (albo się tak zgodzą, albo wcale). Tym razem wiedząc pojechałem
równolegle z nimi.
Weszłem razem na posesję.
Do córki mnie nie dopuściła.
Ale widzieliśmy się dłuższą chwilę przez okno.
Córka płakała że nie może do mnie wyjść.
Stała naprzeciw po drugiej stronie okna cała we łzach.
Później robiliśmy do siebie różne minki.
Przesyłaliśmy buziaki. (Przez ten czas dziadkowie próbowali chociaż coś jej
przetłumaczyć, ona już też im odmówiła planów. Próbowała wmawiać dziadkom to,
co wmawiała na forum.)
Gdy b. Pani próbowała zaciągnąć żaluzje żeby mnie zasłonić
- córka zaprotestowała:
"Nie!!! Nie zasłaniaj taty!"

PS: B. Pani nie dotrzymała jej własnego słowa: "Pozwolę ci na tyle spotkań
ile wywalczysz sobie w sądzie."
Nie dotrzymała - złożyła apelację chcąc ograniczeń dla kontaktów z córki.
Najlepsze jest tam zdanie:
"Sąd niewystarczająco wszechstronnie rozważył stosunek ojca do trzyletniej
córki, który to jest bardzo specyficzny, albowiem ojciec zdaje się nie
zważać na wiek dziecka i poddaje je zbyt dużemu ryzyku, co wyraża się w
łowieniu ryb, a które to zajęcie zdaniem apelującej niedodpowiednie i
niebezpieczne dla niespełna trzyletniego dziecka."
Dobre. Fantastyczne. Wyśmienite. Chciałbym zobaczyć sędziego jak to będzie
czytał.
Drogie Panie z "Przemocy w rodzinie" - która to z Was pisze takie śmieszne
apelacje? B. Pani napewno nie sama to pisała, bo wiele tam powołań na mądre
artykułu których sama nie zna, a z kolei prawdziwy prawnik czegoś takiego by
nie napisał. To mogła pomóc napisać tylko któraś podobnie odgradzająca
dziecko matka.
Pozdrawiam
"Przemoc w rodzinie" - też pozdrawiam. (tylko kto tę przemoc tak naprawdę
czyni i wspiera?)
Obserwuj wątek
    • kini_m Hit sezonu!!! 20.09.05, 21:12
      Za tę drugą z ww opisanych sytuacji dzisiaj teściu złożył na mnie doniesienie
      do prokuratury (to chyba 193KK).
      Bo przecież wtargnąłem bez pozwolenia na ich posesję - notabene w obecności
      moich rodziców którzy byli zapowiedzeni.
      Byłem akurat w sądzie złożyć jedno z pism i on też próbował złożyć doniesienie
      na mnie o wtargnięcie. Pani w okienku powiedziała mu, że jeśli chce coś takiego
      złożyć to nie tu, a w prokuraturze. Trochę błądził szukając prokuratury na tej
      samej ulicy co sąd. No ale niech uczy się podstaw demokracji, lokalizacji
      właściwych instytucji w mieście.
      Przykre że w tamtej rodzinie znają tylko taki sposób załatwiania problemów.
      Dyskusja tam to coś obcego, jedynie żądania na porządku dziennym.
      Poczekam na kolejne wieści, utnę sobię w miedzyczasie pogawedkę z prokuratorem.
      Eh, życie...
      • natasza39 Re: Hit sezonu!!! 20.09.05, 22:03
        Nota bene tesć miał rację. Zapraszał na swoja posesje twoich rodziców nie
        ciebie!
        Ty byłeś w tym dniu intruzem na jego posesji.
        To czy prokurator wogóle podejmie czy nie ów watek to juz inna sprawa.
        Pieniactwa nie toleruję ani w jedna ani w druga stronę, tym niemniej w danym
        dniu na danej posesji byloeś gosciem NIEPOŻADANYM.

        Z łaski swojej od tenteguj sie od forum "przemoc w rodzinie", bo masz blade
        pojecie o czym sie tam pisze. Jest to forum zamkniete, do którego cie nie
        dopuszczono, wiec jesteś w tym temacie takim samym fachowcem jak ja w
        temacie "Ergonomia lotów na Marsa". z ta róznicą, że ja sie na ten temat NIE
        WYPOWIADAM!!!!
        • kini_m Re: Hit sezonu!!! 21.09.05, 15:41
          Nataszo, jasne że miał rację - nominalnie.
          Każdy ma prawo nie dostrzegać wartości rodzinnych, przedkładać potrzeby i
          komfort własny ponad potrzeby i rozwój (zwł psychiczny) dziecka.
          Tylko czy za kimś takim stanie prawo? Czy prawo będzie głuche na całokształt
          okoliczności?
          Kiedyś słyszałem potocznie że poziom cywilizacji mierzy się sposobem
          traktowania dzieci i zwierząt. Mam nadzieję że nasz kraj jest niezacofany
          cywilizacyjnie, i ochrona wartości dotyczacych dziecka (a nie teścia) jest
          priorytetem. Mogę oczywiście ubolewać nad procedurami, czasochłonnością, itp.
          Ale jestem jak najbardziej za tym aby teściu sprawdził ujęcie stosowania ducha
          litery prawa w konkretnych okolicznościach.
          Ale jedno przemilczasz Nataszo - byłem tam gościem POŻĄDANYM przez swoją córkę.
          A najwyższa troska winna jej dotyczyć, a nie teścia. Jeśli to pomijasz, to
          znaczy że jesteś głucha na dziecko i wartość dziecka stawiasz dość nisko.
          Co do forum "przemoc w rodzinie" - chyba babcia_kasi daje dość jasne sygnały o
          czym tam się pisze. Zresztą cały czas czekam na zaprzeczenie, że postawy które
          przejawia moja b. Pani - odgradzające dziecko od ojca - nie są tam podsycane.
          Chciałbym wiedzieć, że się mylę.
          Rzecz sprowadza się do oczywistości, że każde środowisko dopóki się nie oczyści
          z patologicznych postaw i pozostanie w zamknięciu - musi się liczyć z takim
          własnym obrazem jeśli istnieją ku temu niezaprzeczone i niesprawdzone
          przesłanki.
          Samomama - może być niewygodna bo jest otwarta, bo łatwo wystawić się na
          krytykę. Ale właśnie to tworzy jej niepodwarzalną wartość.

          Nie umiem porównać systemu kandyjskiego z polskim.
          Mogę tylko nadmienić, że ogłaszając 2 mies temu postanowienie i tłumacząc czemu
          nie przychylił się do jej wniosku o tak niską częstotliwość kontaktów (raz na 2
          tyg) sędzia wyraźnie powiedział mojej b.Pani - NIE MA ŻADNYCH PODSTAW DO
          OGRANICZENIA władzy rodzicielskiej.
          Over
          • chloe30 Re: Hit sezonu!!! 22.09.05, 09:34
            kini_m napisał:

            > ujęcie stosowania ducha
            > litery prawa w konkretnych okolicznościach.


            Ty bełkoczesz człowieku!
      • marripossa Re: Hit sezonu!!! 21.09.05, 00:02
        Wiesz co kini? Przejrzalam pobieznie wasze (tzn Twoje i Twojej bylej). Jesli
        to Ty piszesz prawde, to serdecznie wspolczuje. Moj znajomy mam taka eks -
        kompletna wariatka. Oczywiscie swoim psiapsiulkom naokolo zrobila wode z mozgu
        i to on jest be. Na szczescie mieszkaja w Kanadzie, nie w Polsce i tu sedzia z
        reguly puka sie w glowe, gdy ona go ciagnie do sadu (srednio raz na 2
        miesiace), raz nawet obciazyl ja jakas oplata za zbyteczne zawracanie glowy
        wysokiego sadu.
        • magdacan Re: Hit sezonu!!! 21.09.05, 05:37
          Wiesz co marripossa, ja tez mieszkam w Kanadzie i gdyby tutaj zdarzyla sie taka
          sytuacja jaka opisuje zalozyciel watku to juz mialby sadowy zakaz zblizania sie
          na odleglosc blizsza niz 100 m.A gdyby naruszyl ten zakaz to po jednym
          telefonie bylby pieknie skuty kajdankami i odprowadzony do wiezienia. Za to
          wlasnie kocham tej kraj.
          • xawiera2 Re: Hit sezonu!!! 21.09.05, 12:35
            Najlepiej od razu zabić za wejście na cudzą posesję.
            Tylko że na tej akurat posesji znajdowała się jego córka,którą on chciał
            zobaczeć i nic więcej.Czy zrobił komuś krzywdę?
            • ann_mart Re: Hit sezonu!!! 21.09.05, 14:58
              Art. 193 KK - Kto wdziera się do cudzego domu, mieszkania, lokalu,
              pomieszczenia albo ogrodzonego terenu albo wbrew żądaniu osoby uprawnionej
              miejsca takiego nie opuszcza,
              podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
      • gso Re: Hit sezonu!!! 21.09.05, 20:00
        A czego ty chłopie szukasz tu, na tym forum? Kontaktów z dzieckiem? Wydaje mi
        się jednak, że chcesz swojej byłej żonie dokuczyć. Jesteś zdrowo pi....ęty smile
    • xawiera2 Re: spotkanie z córką, łowienie ryb-niebezpieczne 21.09.05, 12:31
      Jeżeli piszesz prawdę to też bardzo współczuje!!!!Skoro córka chce się z Tobą
      spotykać,a Ty z nią,potraficie się dogadać i fajnie bawić to dlaczego Ci to
      uniemożliwiają!!!!!To nieludzkie i w takich sytuacjach największą krzywdę robi
      się dziecku,ale to dziecko kiedyś dorośnie i samo będzie mogło ocenić
      sytuacię,a wtedy(jeśli piszesz prawdę)będzie miało WIELKI ŻAL do matki i
      dziadków,za to,ze nie pozwalali się z Tobą spotykać.
      • edzieckokarenina Re: spotkanie z córką, łowienie ryb-niebezpieczne 21.09.05, 12:39
        xawiera2 napisała:

        > Jeżeli piszesz prawdę to też bardzo współczuje!!!!Skoro córka chce się z Tobą
        > spotykać,a Ty z nią,potraficie się dogadać i fajnie bawić to dlaczego Ci to
        > uniemożliwiają!!!!!To nieludzkie i w takich sytuacjach największą krzywdę
        robi
        > się dziecku,ale to dziecko kiedyś dorośnie i samo będzie mogło ocenić
        > sytuacię,a wtedy(jeśli piszesz prawdę)będzie miało WIELKI ŻAL do matki i
        > dziadków,za to,ze nie pozwalali się z Tobą spotykać.

        ***********
        jeżeli facet/ojciec jest zwykłym psycholem to trzyma się go z daleka od osób
        którym może zrobić krzywdę.
        Trzymam kciuki za mini,żeby wreszcie udało jej się uwolnić od psychola-
        natrętnego mola.
        A Ty kobito/facecie(sorry-nie wczytywałam się więc nie odgadłam Twej płci) nie
        zabieraj głosu jak nie wiesz o co biega.Kini_m to psychol nękający swoją ex.
        • xawiera2 Re: spotkanie z córką, łowienie ryb-niebezpieczne 21.09.05, 13:00
          To się następnym razem "wczytywaj" smile
          Napisałam,że jak "kini_m pisze prawdę"
          A jaka ta prawda jest to wiedzą tylko "oni"
          I nie złość sie tak,bo nerwicy dostaniesz.
          A jeśli chodzi o "psychola" to takie rzeczy chyba powinny badania
          potwierdzić,no nie?
          No,a jeśli ty piszesz prawdę to takiemu kini_m sąd dawno powinien odebrać prawa
          i wydać zakaz zbliżania sie do córki i byłej żony.A za co on tak ją nęka
          edzieckokarenino???Moze powód jakis jest???A "ONA" też ma coś na sumieniu i
          święta nie jest?
          • edzieckokarenina Re: spotkanie z córką, łowienie ryb-niebezpieczne 21.09.05, 13:05
            xawiera2 napisała:

            > To się następnym razem "wczytywaj" smile
            > Napisałam,że jak "kini_m pisze prawdę"
            > A jaka ta prawda jest to wiedzą tylko "oni"
            > I nie złość sie tak,bo nerwicy dostaniesz.
            > A jeśli chodzi o "psychola" to takie rzeczy chyba powinny badania
            > potwierdzić,no nie?
            > No,a jeśli ty piszesz prawdę to takiemu kini_m sąd dawno powinien odebrać
            prawa
            >
            > i wydać zakaz zbliżania sie do córki i byłej żony.A za co on tak ją nęka
            > edzieckokarenino???Moze powód jakis jest???A "ONA" też ma coś na sumieniu i
            > święta nie jest?
            *******
            wariat jest wariatem- a twoje wypowiedzi to skutek tego,że na tym forum coraz
            częściej pojawiają sie przypadkowe osoby z doskoku i piszą co im ślina na język
            przyniesie.
            Kini_m przyczłapał tu na forum za swoją ex i tak samo jak w realu molestuje ją
            tutaj/molestował.
            Nerwicy z twego powodu nie dostanę-co najwyżej niedobrze mi się robi jak widzę
            osoby piszące bzdury w wątku kiniego.To woda na jego koślawy młyn
            • xawiera2 Re: spotkanie z córką, łowienie ryb-niebezpieczne 21.09.05, 13:49
              Pieprzenie!!!Wiecie co Wam wszystkim powiem,najchętniej to byście sobie oczy
              powydrapywali,plujecie na siebie i oczerniacie,a wszystko to kosztem
              dzieci.Wykorzystujecie je w swoich sporach i kłótniach,ale one Was kiedyś
              rozliczą!Jeden broni drugiego,jedna broni drugą-ten to wariat,psychol,a mamusia
              to chodzący ideał.Nigdy nie uwierzę w takie brednie,wina nigdy nie stoi po
              jednej stronie!


              Człowiek nigdy nie pozbędzie się tego, o czym milczy.
              • ann_mart Re: spotkanie z córką, łowienie ryb-niebezpieczne 21.09.05, 15:06
                Droga Xawiero - gdybyś wczytała się w najwcześniejsze posty nimi i kiniego to
                zobaczyłabyś, że nimi pisała prawdę a kini ją potwierdzał tylko inaczej
                interpertował. Przykładowo nimi napisała, że nie chciał do niej przyjechać jak
                dostała krwotoku (czy w ciąży czy w połogu nie pamiętam). Odpowiedź kiniego
                była w ten desń, ze jej się pomyliło od tego się nie umiera a przecież miała
                chore wymagania by jechał do nie 150 km KOMUNIKACJĄ PUBLICZNĄ (zgroza). I tak
                pare razy potwierdzał różne rzeczy
                I stąd takie may oceny. Czy nimi pisze prawdę nie wiem, ale wiem za to, ze kini
                jest psycholem i do tego nie potrzeba psychiatry. Tak samo wiem, że moja
                sąsiadka jest psycholem, zważywszy, że od 2 lat robi mi raz w tygodniu awantury
                o to, że mój kot sika jej na wycieraczkę.
                A wiesz co pozwala mi na tę "diagnoze"???
                Otóż nie mam kota.
                Poza tym lektura wypocin kiniego pozwala zauważyć, ze nie trzeba być kobietą a
                jezeli to nie samodzielną, żeby mieć takie zdanie o kinim - miały takie zdnaie
                niesamodzielne kobbiety i mężczyżni też.

                P.S. jak to miło, że Ty nie plujesz jadem. Doprawdy więcej takich nieplujących
                a jaki miły będzie świat.
                • kini_m Re: spotkanie z córką, łowienie ryb-niebezpieczne 21.09.05, 16:09
                  Ann_mart - jeśli się dostaje krwotoku to pomocy się przede wszystkim oczekuje
                  od pogotowia które jest 2 km od Ciebie, a nie od partnera który jest 150 km od
                  Ciebie i nie ma czym dojechać w środku nocy. Przez telefon się nie da rady
                  teleportować. Nimi nawet nie chciała zadzwonić do pielęgniarki, która była do
                  dyspozycji pod osobistym telefonem.
                  Droga Ann_mart - rozumiem że marzysz o facecie, który dla Ciebie rzuci
                  wszystko, wszędzie i o każdej chwili. Tylko zanim postawisz go w takiej
                  sytuacji zacznij dorośle myśleć, oceń sytuację. Nimi zgrabnie pominęła, że
                  kosztowałby to zniszczenie publicznego działania, na które pracowało wielu
                  ludzi za których byłem odpowiedzialny, a którego nie miałem możliwości odwołać,
                  przesunąć, czy zrzucić na kogokolwiek - natomiast efektywność mojej reakcji do
                  Nimi w tamtym momencie byłaby ŻADNA. Twoje wnioskowanie świadczy o życiu w
                  krainie baśni, a nie dojrzałości i odpowiedzialności.
                  Bardziej odpowiedzialnie zrobisz jeśli nauczysz się nr telefonu na pogotowie,
                  dla sytuacji gdy nie będzię przy Tobie partnera.
                  • agamagda Re: spotkanie z córką, łowienie ryb-niebezpieczne 21.09.05, 16:18
                    buahahaha,
                    kijem też ją okładałeś bo z zupa była za słona, a sól wiadomo niezdrowa dla
                    organizmu, więc pewnie chciała Cię otruć wydra jedna. Należałó się jej.
                    Aaa tak żeby się pośmiać co robiłeś 150 km od domu gdy żona była w okresie
                    około-porodowym w harcerzyka się bawiłeś, tiaaa
                    "kosztowałby to zniszczenie publicznego działania, na które pracowało wielu
                    > ludzi za których byłem odpowiedzialny, " Misja dziejowa niemalże. qurna -
                    grunt to właściwa hierarchia wartości.
                    Powiem Ci że mój mąż (pierwszy) jechał 19 godzin samochodem gdy dowiedział się
                    ze jestem chora.
                    Mój drugi mąż, poszedł na wychowawczy gdy było zagrozenie zdrowia naszej
                    córeczki...No ale Ty tego nie zrozumiesz...
                  • ann_mart Re: spotkanie z córką, łowienie ryb-niebezpieczne 22.09.05, 09:00
                    Kini od faceta w takiej sytuacji oczekuje się wsparcia a nie uwagi o
                    KOMUNIKACJI PUBLICZNEJ. A co do mojego myslenia- jak do tej pory się sprawdza -
                    jestem mężatką już 9 lat, mimo przejściowych trudności. Ja nie musze marzyć o
                    takim facecie - mam go. Wiem, że w takie sytucji wróciłby, bo dla niego ja i
                    dziecko jesteśmy ważniejsi niż publiczne działanie. Bo widzisz - tu nie chodzi
                    o efektywność reakcji tylko o jej podjęcie. Telefon do partnera nie wyklucza
                    telefonu na pogotowie. Ty zaś uważasz, ze skoro jest pogotowie, policja, straż
                    pożarna (niepotrzebne skreślić) to jesteś już zwolniony. To może nie odwiedzać
                    bliskich w szpitalu, każdy ma tyle ważnych zajęć a oni w końcu mają opiekę.
                    W życiu trzeba ustalać priorytety - dla ciebie jest nimi
                    działalność "publiczna", dla mnie rodzina.
                    Jeżeli nie rozumiesz tak prostych rzeczy to wcale się nimi nie dziwię, za grosz
                    nie masz ani współczucia ani empatii.
              • agamagda Xawiera luzu 21.09.05, 15:28
                Jesteś stosunkowo nowa na forum, i nie ulegaj sterotypom. Samodzielne mamy nie
                są monolitem, ale większość osób piszących tutaj dąży i robi wszystko dla dobra
                dziecka. Ale nie atakuj "Was wszystkich plujących jadem" bo "My wszystkie" -
                nie jesteśmy jakąś kosmiczną formą życia stanowiącą jedność - jeśli chcesz coś
                powiedzieć mów do konkretnej osoby unikniesz konflitków.
                Jeśli zaś chodzi o Kiniego - cóż mozesz lubić jego wypociny i komentarze. Tylko
                radziłaby Ci najpierw wrzucić jego nick i nick nimi smile)) no i sama sobie wyrób
                zdaniesmile)
                Pzd
                AgaMagda
              • babe007 Re: spotkanie z córką, łowienie ryb-niebezpieczne 21.09.05, 15:36
                Tjaaaa, a nimi pewnie sama jest temu winna, że szanowny kini ją bił.

                I jeśli łaska, to troszkę grzeczniej. Ja nie wchodzę do czyjegoś domu (w tym
                przypadku na forum, gdzie spotykają sie ludzie o podobnych doświadczeniach i
                problemach)i nie ubliżam jego mieszkańcom. Troszkę więcej kultury.
                • kini_m Re: spotkanie z córką, łowienie ryb-niebezpieczne 21.09.05, 16:17
                  babe007 napisała:
                  > Tjaaaa, a nimi pewnie sama jest temu winna, że szanowny kini ją bił.
                  Tjaaa, jeśli chcesz to żyj w tym przekonaniu.
                  Natomiast Twój wpis właśnie świadczy o tym, co się dzieje na zamkniętych
                  forach, i że nie ma sensu się bronić przed opiniami, które powstają za
                  zamnknietą kurtyną. Najlepszego.

                  > I jeśli łaska, to troszkę grzeczniej. Ja nie wchodzę do czyjegoś domu (w tym
                  > przypadku na forum, gdzie spotykają sie ludzie o podobnych doświadczeniach i
                  > problemach)i nie ubliżam jego mieszkańcom. Troszkę więcej kultury.
                  Każdy rodzic ma obowiązek być tam gdzie kształtują się decyzje bezpośrednio
                  dotyczące jego dziecka. To nie jest kwestia kultury.
                  • babe007 do kini 21.09.05, 16:36
                    Ja co prawda o kulturz to do xaviery, ale jak to mówią "wanlj w stół..."
                • lunarka Re: spotkanie z córką, łowienie ryb-niebezpieczne 21.09.05, 16:18
                  Ale primo, kultury u Kini niet, a secundo, on nie dlatego tu przecież jest,
                  żeby pomoc uzyskać lub jej udzielić, i nie towarzyskie względy go tu pchają.
                  Kolega Kini zaczaja się tu po to, by zająć swojej eks miejsce i wysadzić ją z
                  potencjalnie wspierającego - a więc groźnego dla Kini - środowiska.
                  • kini_m Re: spotkanie z córką, łowienie ryb-niebezpieczne 21.09.05, 16:28
                    lunarka napisała:
                    > Ale primo, kultury u Kini niet, a secundo, on nie dlatego tu przecież jest,
                    > żeby pomoc uzyskać lub jej udzielić, i nie towarzyskie względy go tu pchają.
                    > Kolega Kini zaczaja się tu po to, by zająć swojej eks miejsce i wysadzić ją z
                    > potencjalnie wspierającego - a więc groźnego dla Kini - środowiska.
                    Lunarka, ależ jeśli śledziłaś niniejszą historię to musiałaś zauważyć że
                    poświęciłem jeden cały wątek - aby zachęcić Nimi do pisania i zakopania topora.
                    Ona przeciwnie - wątki poświęcała na to aby ukręcić swego exa.
                    Ja nawet jej w tym wątku daje podpowiedzi: jak nie pisać pism procesowych aby
                    nie wyjść na śmieszną w sądzie.
                    Z forum nikt nikogo nie jest w stanie wysadzić. Taka sytuacja ma miejsce tylko
                    w jednym względzie - kłamstwo ma krótkie nóżki, i nie da się długo obronić.
                    Wyłącznie na tym polega to o czym wspominasz.
                    • berkot Re: spotkanie z córką, łowienie ryb-niebezpieczne 21.09.05, 17:19
                      Sadź sobie te krokodyle łzy nt Twoich prób zakopania topora wojennego gdzie
                      indziej, może trzeba było na forum i skład sedziowski zaprosić????????
                      Oj biedny Ty człowiek, biedny........
                    • lunarka Re: spotkanie z córką, łowienie ryb-niebezpieczne 21.09.05, 22:39
                      Kini, skoro umiesz czytać, to powinieneś bez trudu zorientować się, że Nimi nie
                      ma zamiaru gawędzić z tobą na forum. Jej prawo. Ty się zaś uparcie, namolnie i
                      nękająco nadstawiasz. Co oznacza, że nie porozumienia szukasz, ale "obsikujesz"
                      teren, aby Nimi nie mogła traktować go jako schronienie. Co budzi mój wstręt.
                      Podobnie jak twoje śledzenie Nimi po różnych forach.
    • magdacan Re:Xawiera2 21.09.05, 18:37
      Kazdy ma prawo czuc sie bezpiecznie w swoim domu. Jezeli nachodzi mnie ktos a
      ja sobie tego nie zycze mam prawo reagowac.Smutne to, ze sa kobiety/mezczyzni
      ktorzy mysla inaczej bo niejako daja przyzwolenie na molestowanie.I dlatego
      polskie prawo jest jakie jest - popiera katow a nie ofiary. Kini nie przychodzi
      do swojej Ex po to,zeby spotkac sie z corka. On przychodzi tam po to,zeby
      dowalic matce dziecka.Pokazac kto jest tutaj gora. Gdyby zalezalo mu na dziecku
      zachowal by sie zupelnie inaczej.
      • kini_m no nie natasza, jedno pytanie... 21.09.05, 20:50
        >Jest to forum zamkniete, do którego cie nie dopuszczono,
        >wiec jesteś w tym temacie takim samym fachowcem jak ja
        >w temacie "Ergonomia lotów na Marsa
        Wiesz, nie zawsze muszę być gdzieś dopuszczony żeby z dużym
        prawdopodobieństwem zdawać sobie sprawę co się dzieje za zamkniętymi drzwiami.
        Jeśli chcesz zbyć temat, zrób to rzetelnie. Niestety w przypadku tamtego forum
        nie jest to chyba do końca możliwe. Za zamkniętymi drzwiami zawsze jest
        najwięcej brudów.
        >Z łaski swojej od tenteguj sie...
        Jako rodzic własnej córki mam obowiązek (nie tylko prawo) zabrać głos w takich
        okolicznościach.

        Nataszo, ale zasadnicze pytanie mi się ciśnie w związku z forum "przemoc w
        rodzinie":
        -Czy umiesz rozróżnić osobę, która opowiada prawdziwie o krzywdzie od tej,
        która rozmija się z prawdą pod wpływem niepoukładanego życia emocjonalnego?
        Albo jeszcze inaczej to samo:
        -Czy umiesz rozróżnić osobę, która została skrzywdzona przez partnera od tej,
        którą skrzywdzili wychowaniem rodzice i ona teraz rykoszetem oddaje ciosem w
        rodzinę (exa, dziecko)?
        (podczas gdy oba typy osób stawiają podobne by się wydawało zarzuty exowi/exi).

        Powinnaś chyba sobie zdawać sprawę, że zdarzają się np. kobiety które fałszywie
        oskarżają swych exów o molestowanie dzieci.
        Otóż zauważę Ci, że Nimi zrobiła coś podobnego - na badaniach w RODK zarzuciła
        mi że puszczam dziecku filmy pornograficzne, że upawiam seks w obecności
        dziecka. To jest zapisane w opinii. Poziom jej zarzutów jest poniżej
        jakiejkolwiek przyzwoitości. To właśnie taki typ osoby oderwanej od
        rzeczywistości.

        Dlaczego mówię to w kontekście forum "przemocy w rodzinie"?
        Dlatego, że jeśli to nie jest rozróżniane, to być może na 10 osób którym
        pomagacie: 5 faktycznie potrzebuje pomocy, a kolejne 5 chce się odegrać na exie
        rozbijając rodzinę i życie dziecku zwiększając jego cierpienia tęsknoty za
        drugim rodzicem.
        ...Na przykładzie mojej osobistej sytuacji (o ile faktycznie taką destruktywną
        pomoc w postaci poparcia w odgradzaniu córki, namowie do nierealizowania
        orzeczenia sądu, pisania apelacji ograniczających bezpodstawnie ojca dziecka -
        dostaje tam nimi vel. asiouek) znaczyłoby to że na forum bez zastanowienia
        dopingujecie cierpienia dzieci.

        A na "przemocy w rodzinie" takie sytuacje są chyba na wyciągnięcie ręki.
        Naiwnością było by sądzić, że takich osób jak nimi vel. asiouek nie ma więcej.
        Czy taki system pomocy jest wartościowy?
        Był taki film "Raport mniejszości" - dokładnie o takiej sytuacji.

        PS: zapewne są tam też jednak osoby które umieją się przyznać do swoich błędów
        w rodzinie i pracować nad tym (gio pzdr).
        • edzieckokarenina Re: no nie natasza, jedno pytanie... 21.09.05, 21:23
          Wiesz, nie zawsze muszę być gdzieś dopuszczony żeby z dużym
          prawdopodobieństwem zdawać sobie sprawę co się dzieje za zamkniętymi drzwiami.

          *******
          to jak jest w piekle?heheheheeh
          opisz to pięknie, masz fantazję
        • natasza39 Re: no nie natasza, jedno pytanie... 21.09.05, 21:29
          kini_m napisał:
          > Wiesz, nie zawsze muszę być gdzieś dopuszczony żeby z dużym
          > prawdopodobieństwem zdawać sobie sprawę co się dzieje za zamkniętymi drzwiami.

          W takim razie gratuluję, bo ja nie jestem obdarzona taka telepatyczna
          zdolnoscią.

          > Jeśli chcesz zbyć temat, zrób to rzetelnie. Niestety w przypadku tamtego
          forum
          > nie jest to chyba do końca możliwe. Za zamkniętymi drzwiami zawsze jest
          > najwięcej brudów.

          Dlatego, własnie, że jest to forum zamknięte nie bedę ci pisała o szczegółach.
          A że i "brudy" się tam pierze?
          Bo nie trafiaja tam kobiety szczesliwe, tylko takie które maja upiorne zwiazki,
          wiec siła rzeczy brudy piora i chwała bogu, że maja gdzie to zrobić.

          >-Czy umiesz rozróżnić osobę, która opowiada prawdziwie o krzywdzie od tej,
          > która rozmija się z prawdą pod wpływem niepoukładanego życia emocjonalnego?
          > Albo jeszcze inaczej to samo:
          > -Czy umiesz rozróżnić osobę, która została skrzywdzona przez partnera od tej,
          > którą skrzywdzili wychowaniem rodzice i ona teraz rykoszetem oddaje ciosem w
          > rodzinę (exa, dziecko)?
          > (podczas gdy oba typy osób stawiają podobne by się wydawało zarzuty
          exowi/exi).

          Oczywiscie, że nie potrafie tego rozróznić, nie jestem psychoterapeuta-
          specjalista w tej dziedzinie.
          Dlatego tez nie mówię, że jesteś wariatem, bo psychiatra nie jestem.
          W tym waszym przypadku konkretnym nie mam pewnosci czy konfabuluje nimi, czy
          może ty, ale to nie nimi lata po necie i szuka ciebie tylko ty ją.
          Wiec w kwestii przesladowania to raczej ona ma racje, a nie ty.
          I jeszcze jedno!

          Jesli jesteś niewinny jak lilija, a nimi to wariatka, to skup sie w realnym
          zyciu na udowodnieniu tego i odebraniu dziecka matce - wariatce, a nie uganiaj
          sie po niecie i udowadniaj mi czy innym anonimowym osobom że twoja żona jest be
          a ty jestes cacy.
          Mnie to osobiscie ani ziebi, ani grzeje które z was ma w realu racje. Nie ja
          jestem sadem, czy rodk które wystawi ci opinie i przyzna badz cofnie prawo do
          wychowania dziecka.

          Nota bene tez taki przypadek na własnej skórze przecwiczyłam.
          To ja byłam zła, niedobra i uciekłam od kochanego męza i odseparowałm go od
          dziecka, a mój ojciec i brat byli wstretni, że bronili mnie przed meżusiem,
          który "tylko" chciał sie z dzieckiem zobaczyć.
          A tak naprawde to mąż miał kuku, dziecko wcale nie chciało sie z nim widziec, a
          celem zyciowym mojego małzonka było pernamentne obrzydzanie mi zycia.
          Pewnie jak by zył załozyłby forum (bo dobry był w netowe klocki) pt. "Biedne
          uciemiezone robaczki-chłopaczki" i na tym forum moglibyscie sobie poluć na
          wredne zony, upierdliwych tesciów odciagajacych baby od was. Wspaniałych i
          cudownych faciów.
          Niestety umarł więc takie forum nie powstało. Ale ty czemu nie? Załóz sobie
          takie forum i razem z innymi robaczkami uciemiezonymi popłaczcie tam sobie!
          I ciekawe jak wtedy odróznisz, który faktycznie uviemiezony i wymagajacy
          wsparcia, a który to zwykły uoś.

          Ps.
          A odtentegowac masz sie od forum, a nie od córki. Co ma piernik do wiatraka?
          • mrs_ka Re: no nie natasza, jedno pytanie... 21.09.05, 22:02
            Postanowiłam zrobic wyjątek i przeczytać post Kiniego od początku do końca (nie,
            nie pochylajcie przede mną głów w podziwie, wiem, że jestem dzielnawink
            I myslę sobie tak:

            - Kini, Twoje słowa o raporcie mniejszości(że polecę skrótem) są teoretycznie
            słuszne. W związku z tym nie mozesz się domagać, aby uznać Twoją relację za
            wiarygodną, bo jaką mamy pewnośc, że nie należysz własnie do tego "marginesu
            ryzyka", o którym piszesz? To był argument logiczny i dotyczył obosieczności
            pewnych rodzajów dowodzenia.

            - Nie wiem, jaka jest treść opinii z RODeKu i jakie były zastrzeżenia Twojej eks
            partnerki do Ciebie. Przyznam jednak szczerze, że nie spodziewam się
            kiedykolwiek uzyskać takiej wiedzy, bo żadne z Was nie jest dla mnie już wiarygodne

            - TEORETYCZNIE znów rzecz ujmując, to Twoje wysiłki robią na mnie pewne
            wrażenie. MOże i Jesteś cierpiącym ojcem, a Twoja eks partnerka jest wredną
            babą. Fakty są jednak brutalne: sledzisz Nimi, wtryniasz się do większości
            wątków z dygresjami o "byłej pani", uparcie próbujesz ją zdyskredytować. W
            dodatku robisz to żenującymi metodami: tłumaczenie, dlaczego nie przyjechałeś do
            krwawiącej partnerki jest jednym z moich ulubionych w kategorii "jak się chce,
            to i Stalina można beatyfikować". Do kanonicznego zestawu durnych tekstów należą
            też pogróżki dotyczące kuratora i prokuratora, którymi straszyłeś matkę swojego
            dziecka. Inna sprawa, że sam się przez to skompromitowałeś- bywa i tak.

            - Twoje psychologizowanie (szczególnie upodobałeś sobie dziewczyny opisujące
            przemoc domową)dodatkowo odstręcza mnie od Twojej osoby. Już pomijam to, że w
            większości są to bzdury nie mające nic wspólnego z psychologią, poza Twoimi
            intencjami. I jesli już zarzucasz Nimi przenoszenie problemów rodzinnych na
            Wasze relacje, to wiedz, że prezentowana przez Ciebie hiperaktywność w wątkach
            "przemocowych" także jest klasyczną ilustracją przeniesienia. Podobie jak i
            natrętne pisanie o "byłej pani" w KAŻDYM poście Twojego autorstwa.

            - reasumując zatem: myslę, że jesteście siebie warci. Obojgu Wam zgubiło się po
            drodze dziecko. Separowanie córki od ojca- czegokolwiek by nie mówić o Kinim i
            mimo mojej szczerej antypatii do tegoż- jest idiotyczne i nieludzkie. Dziecko
            nadal może kochać ojca, choć matka przestała. Ostatecznie Kini nie porzucił
            swoje partnerki w ciązy, nie wyparł się ojcostwa i nie okazał się być olewającym
            dziecko tatuśkiem. W końcu można spotykać się w towarzystwie kuratora bądź
            osób trzecich. I tutaj postawa Nimi jest dla mnie absurdalna, bo udowadnia tym
            samym, że za swój konflikt z Eksem każe płacić dziecku. Ale przede wszystkim
            wkurza mnie to, że oboje mi udowadniacie, że tacy ludzie realnie istnieją.
            Wolałabym umrzeć bez tej wiedzy:////

            ania
            • xawiera2 Re: no nie natasza, jedno pytanie... 22.09.05, 10:26
              Ja również przeczytałam posty Kiniego i Nimi,siedziałam wczoraj do
              pózna,przespałam się z tym i myśle podobnie do mrs_ki.
              Tak,oni obydwoje są siebie warci,powinni się zgłosić do Poradni psychiatrycznej.
              Jeśli chodzi o posty Nimi to są one bardzo naciągane(dużo fantazji w nich)
              A posty Kiniego-no,cóż on nie pisze po prostu wszystkiego.
              Dużo można by pisać o tym,ale po co?To ich życie,ich sprawy,niech się dalej
              zabijają i niszczą przy tym siebie i dziecko.Ciekawe jak długo?
              • agamagda Re: no nie natasza, jedno pytanie... 22.09.05, 12:51
                "Ciekawe jak długo?"
                Do skutecznego spaczenia psychiki dziecka.
                • kini_m natasza 22.09.05, 20:52
                  Nataszo
                  >ale to nie nimi lata po necie i szuka ciebie tylko ty ją.
                  >Wiec w kwestii przesladowania to raczej ona ma racje, a nie ty.
                  Przejrzyj wobec tego - kto kogo zaczął wytykać palcami na forum? Kto kogo
                  zidentyfikował i opisywane okoliczności zaczął łączyć z konkretnym adresatem na
                  forum? To wymaga cofnięcia na forum niemal pół roku wstecz. Wtedy sprawdzisz że
                  nimi (dziś asiouek) dokonoła tego czynu: mnie zidentyfikowała, zaczęła
                  wytykać, zaczęła tu wojnę. Dopóki tego nie zrobiła nie byłoby sytuacji ganiania
                  któregokolwiek za kimkolwiek - każde mogło pisać całkiem oddzielnie.

                  >Nota bene tez taki przypadek na własnej skórze przecwiczyłam.
                  >To ja byłam zła, niedobra i uciekłam od kochanego męza...
                  Cóż, ja nigdzie piszę ogólnikowo że nimi jest ta zła, niedobra, itp. Jeśli
                  poruszam niepochlebne jej okoliczności - to zawsze staram się wyczerpująco
                  uzasadnić sytuację. Właśnie ogólnikowość jest jedną ze wskazówek kto
                  nierzetelnie opisuje sytuacje. I ja staram się być od takiego stylu jak
                  najdalej. Staram się też nie chełpić jakie to krzywdy czyniła mi. Natomiast
                  jest to forum rodzicielskie i krzywdy wyrządzone dziecku należy piętnować - i o
                  tym piszę.

                  > Ale ty czemu nie? Załóz sobie takie forum i razem z innymi
                  > robaczkami uciemiezonymi popłaczcie tam sobie!
                  > I ciekawe jak wtedy odróznisz, który faktycznie uviemiezony i
                  > wymagajacy wsparcia, a który to zwykły uoś.
                  Dziękuję za pomysł. Lecz forum tatusiów lamentujących o sposobie orzecznictwa w
                  sądach - mnie nie pociąga. Jeśli nie pamiętasz czemu tu zaglądam to w
                  wątku "Przedstawmy się" jest moja odpowiedź, nadal aktualna. Dodam jeszcze
                  tylko, że jak dla mnie dyskusja z kobietami jest bardziej wymagająca, ucząca.

                  >A odtentegowac masz sie od forum, a nie od córki. Co ma piernik do
                  >wiatraka?
                  Jeśli byś była odcięta od własnego dziecka, i miała takie niezaprzeczone
                  podejrzenia (jakie już wymieniłem poprzednio) o sposobie rozstrzygania losów
                  Twojego porwanego dziecka - to chciałbym zobaczyć jak w takiej sytuacji
                  zachowujesz milczenie. I jak się odtentegowujesz od miejsc w których kreują się
                  decyzje porwanego od Ciebie dziecka. hmm?
                  Jeśli matka mojej córki pomyliła się z kim winna planować decyzje dotyczące
                  naszej córki - to wtedy to tak wygląda.
                  Pzdr
                  • kini_m Mrs_ka, Xawi, Aga 22.09.05, 20:57
                    Mrs_ka, Xawi, Aga
                    >słowa o raporcie mniejszości(że polecę skrótem) są teoretycznie
                    >słuszne. W związku z tym nie mozesz się domagać, aby uznać Twoją
                    >relację za wiarygodną, bo jaką mamy pewnośc, że nie należysz
                    >własnie do tego "marginesu ryzyka", o którym piszesz?
                    Oczywiście że nie należę do grupy ryzyka któremu zaleca się podejmowanie
                    restrykcyjnych działań - bo takich działań mi tu nie proponowano i nie
                    popierano.
                    Natomiast mam stale niezaprzeczone podejrzenie że na forum "przemoc w rodzinie"
                    moja b.Pani uzyskuje wsparcie: w odgradzaniu córki, namowie do nierealizowania
                    orzeczenia sądu, pisaniu apelacji ograniczających bezpodstawnie ojca dziecka
                    (po stylu podejrzewam wprost pisanie przez jakąś forumowiczkę).
                    W porównaniu z "raportem mniejszości" chodziło o restrykcyjność środków bez
                    pełnego rozeznania sytuacji (i wspieranie takiego systemu).

                    >Do kanonicznego zestawu durnych tekstów należą też pogróżki dotyczące
                    >kuratora i prokuratora, którymi straszyłeś matkę swojego dziecka.
                    Poprawiam. O ile się orientuję to nie kurator i prokurator, lecz do
                    wyegzekwowania orzeczenia sądu chyba będzie potrzebne zaangażowanie komornika,
                    policji i pedagoga czy kuratora. To nie groźba, lecz prawna droga
                    wyegzekwowania orzeczenia sądu na matce dziecka. Jeśli nadal bedzie odmawiała
                    kontaktu z córką to pozostanie to jedyna droga aby dziecko nie straciło ojca.
                    Zresztą trochę uprawiasz komizm - bo te szczegóły są drugorzędne w
                    okolicznościach cierpienia i odgradzania dziecka.

                    >szczególnie upodobałeś sobie dziewczyny opisujące przemoc domową)
                    Moja Droga. Jakbyś poszperała w moich postach, to byś doczytała krytykę
                    mężczyzn którzy utrudniają życie kobietom. Zdaje się że ostatnio choćby
                    powątpiewałem w słuszność mężczyzny Adgaty na wątku "sie porobiło." Tak same
                    negatywne cechy dopatruję w mężczyznach jak i w kobietach. Nie wciskaj mi
                    seksizmu.

                    >Fakty są jednak brutalne: sledzisz Nimi
                    Spójrz na początek ostatniej odpowiedzi do Nataszy - tam jasno wyjaśniłem.
                    Poza tym chcesz widzieć ojca dziecka jako całkiem obcą osobę dla matki dziecka.
                    To już niemożliwe, a wręcz nieodpowiedzialne nie dostrzegać związku który ich
                    wiąże, i tych związków w rzeczywistości. To, że jest to niewygodne dla matki
                    dziecka wynika z dwóch okoliczności:
                    a) Dopóki odgradza dziecko to nie umie (ona) wyjść z porozumieniem na rzecz
                    dziecka. A kochający dziecko ojciec nie zapomni o dziecku i będzie dążył do
                    spotkań, opiekowania się, interesowania się nim. Jeśli matka tego nie rozumie
                    to nie moja wina. Jakkolwiek to nazwiesz.
                    b) Dopóki nie upora się sama z lękowymi postawami (kwestia dziedzictwa
                    wychowawczego) to każdą kwestię będzie tak traktowała. Chyba nawet jeśli bym
                    jej przysłał prezent to by twierdziła że ja próbuję nią manipulować, robić na
                    złość.
                    Ograniczyłem z nią kontakty także z tego względu aby ograniczyć jej preteksty
                    do zarzutów że próbuję jej utrudniać życie. Bo gdybym chciał naprawdę jej
                    utrudnić życie to przez ostatnie 8 miesięcy odgradzania od córki miałaby co
                    najmniej 8x30=240 telefonów przez ten czas (albo i kilka razy więcej). A przez
                    pół roku ograniczyłem ponawianie apelów średnio do 1x w miesiącu - właśnie ze
                    względu na jej zarzuty, w takim typie jak przytaczasz.

                    >Podobie jak i natrętne pisanie o "byłej pani" w KAŻDYM poście
                    Jeśli mam jakąś opinię, to przytaczam z jakich sytuacji ona wynika - proste?
                    Często każdy ma takie samo źródło swych opini -exa/exię- to normalne.
                    A jeśli masz lepszą propozycję niż zwrot "b. Pani" to z chęcią zastosuję. Ale
                    nie mam ochoty makdonaldyzować (exia/ex - choć czasem to jednak robię), tak
                    samo jak nie mam ochoty wypominać jej nicka za każdym razem (chyba że temat już
                    bezpośrednio dotyczy wiadomych osób).

                    >Wolałabym umrzeć bez tej wiedzy
                    Ja też. Po tym jak moja b.Pani mnie zaczęła tutaj atakować (identyfikować) -
                    straciłem naiwność co do niektórych rodzajów opisów rzeczywistości. A w życiu
                    cenię sobię własnie... naiwność. Bo jest przeciwieństwem lęku i pozwala dalej
                    zajść w życiu.

                    >Tak,oni obydwoje są siebie warci,powinni się zgłosić do Poradni
                    >psychiatrycznej.
                    Rok temu zaproponowałem mojej b.Pani terapię rodzinną, właśnie dla
                    niedogadujących się rodziców dziecka, nawet rozwiedzinych - właśnie za sugestią
                    psychiatry. Ona odpowiedziała, że napewno NIE przez najbliższy rok. Właśniej
                    mija ten rok.
                    Ale teraz ja nie wiem, czy będę jeszcze umiał rozmawiać z osobą, która była
                    nieczuła na płacz naszej córki, gdy córka chciała być dłużej z ojcem i siłą
                    odrywała przyczepioną do ojca córkę. Jak rozmawiać po ludzku z osobą, która
                    robi wszystko aby oddalić wykonanie postanowienia sądu? Dla dziecka które
                    tęskni za ojcem - to po prostu katowanie psychiczne dziecka. Nie wiem, czy
                    umiem rozmawiać z katem, mając w pamięci ten cały płacz mojej córki za ojcem, z
                    którym zakazuje się jej spotkać. Nie wiem na ile to możliwe, choć stale
                    deklaruję taką wolę. Już sam w sobie na siłę podtrzymuję tą wolę. Nie wiem jak
                    długo starczy tej woli.

                    >A posty Kiniego-no,cóż on nie pisze po prostu wszystkiego.
                    Mogę odpowiedzieć na wszystko. A jeśli coś uznam za zbyt osobiste, to odpowiedź
                    prześlę na priva.
                    Zresztą jeśli bałbym się trudnej dyskusji, to nie podejmowałbym jej z
                    najbardziej opozycyjnym dla mojej sytuacji środowiskiem.

                    >"Ciekawe jak długo?"
                    >Do skutecznego spaczenia psychiki dziecka.
                    Tylko jak ja mogę spaczyć psychikę dziecka, jeśli ja widzę je co kot napłakał?
                    Chyba że chcesz udowodnić że dziecko wogóle winno nie widzieć ojcu? No, jak dla
                    mnie to spaczenie dziecka obciąża niestety tego odgradzającego rodzica. Aha,
                    domyślam się że zapewne moja b.Pani myśli że kontakt córki z jej najukochańszym
                    ojcem grozi spaczeniem. Ciekawe jakie argumenty na to wymyśla?

                    Jeszcze jedno co do używania gróźb:
                    Po dwóch spotkaniach opisanych na początku wątku, jeszcze trzeci raz poszłem
                    apelować o spotkanie z córką u matki mojego dziecka i usłyszałem w odpowiedzi:
                    "Jeśli jeszcze raz będziesz próbował odwiedzić córkę, to wyjadę z córką tak, że
                    w ogóle nas nie znajdziesz."
                    Więc kto tu grozi???
                    Pzdr
                    • mrs_ka Re: Mrs_ka, Xawi, Aga 22.09.05, 22:29
                      Wiesz co, Kini, Rybeńko?
                      Twój post jest jak zwykle do zbicia punkt po punkcie- i to dzięki cytatom
                      Twojego własnego autorstwa, bo wiele monotematycznych i jałowych postów tu
                      namnożyłeś.
                      Powiem Ci jednak szczerze: i tak uważam, że za dużo uwagi poświęciłam Twojej
                      osobie, aby kontynuować tę zabawę. Z kolei odpisywanie na Twoje posty wymaga ode
                      mnie dwóch cięzkich wyrzeczeń: primo- muszę czytać Twoje wypowiedzi, secundo-
                      muszę czytać także Twoje odpowiedzi. Jest to strata czasu, albowiem wszystkie są
                      o tym samym.

                      I jeszcze jedno, bo akurat mi się przypomniało: od razu Ci odpowiem, dlaczego
                      uważam za niedojrzałość pięciokrotne rozwodzenie się i wracanie do siebie, bo
                      często nawiązujesz do tamtego pytania. Otóż uważam, że kazdy ma prawo bawić się
                      w dziecinny teatrzyk pt. "sam nie wiem, czego chcę", ale ja jako podatnik łożę
                      na pracę sądów w tym kraju i wolałabym, aby zajmowały się rzeczami waznymi, a
                      nie pierdołami w rodzaju infantylnego niezdecydowania dwóch pieniaczy.

                      ania
                    • agamagda Re: Mrs_ka, Xawi, Aga 23.09.05, 23:47
                      Powtórzę - spaczasz psychikę dziecka - nie wiem, czy twoja ex zona również
                      bardziej czy mniej, nie jestem sędzią - nie wiem.
                      Wiem jedno, cyrki jakie Ty sam opisujesz - niszczą dziecko.
                      Czy ktoś kto kocha tak postepuje? nie, tak postępują egoiści.
                      Tyle piszesz o swoich odczuciach, swojej Pani itd, itp, a całe twoje zachowanie
                      jest tylko i wyłączenie skupine na Twoim Ego. Gdzie tu jest miejsce na dobro
                      dziecka, czy gdy jeszcze istniała, dobro twojej rodziny?
                      Bo dla mnie to ty jesteś egocentrykiem, który myśli tylko o sobie, nawet
                      kosztem dobra dziecka.
                      A i jeszcze jedno, pare postów wyzej zadałam Ci pytanie
                      "co robiłeś 150 km od domu, gdy żona była w okresie około-porodowym co i co to
                      znaczy "kosztowałby to zniszczenie publicznego działania, na które pracowało
                      wielu > ludzi za których byłem odpowiedzialny"
                      Jaką ty masz hierarchia wartości?
                      "Powiem Ci że mój mąż (pierwszy) jechał 19 godzin samochodem, gdy dowiedział
                      się
                      ze jestem chora.
                      Mój drugi mąż, poszedł na wychowawczy, gdy było zagrozenie zdrowia naszej
                      córeczki...No ale Ty tego nie zrozumiesz..."

                      Tak, byłabym wdzieczna za uczciwą odpowiedz...
                      • kini_m Re: Mrs_ka, Magdacan 28.09.05, 19:08
                        mrs_ka napisała:
                        >Otóż uważam, że kazdy ma prawo bawić się w dziecinny teatrzyk pt.
                        >"sam nie wiem, czego chcę", ale ja jako podatnik łożę na pracę sądów
                        >w tym kraju i wolałabym, aby zajmowały się rzeczami waznymi, a nie
                        >pierdołami w rodzaju infantylnego niezdecydowania dwóch pieniaczy.
                        Zgadzam się co do nadużywania sądów. Złaszcza w sprawach rodzinnych (jak moja)
                        odesłałbym strony wpierw do mediatora - niech tam sobie same zapłacą za jego
                        usługi. Dopiero w dalszej kolejności zawracać dupę sądowi, i to bez zwalniania
                        z kosztów.
                        Nas sąd zwolnił z kosztów. Ale gdyby tak nie zrobił, to moja b.Pani może by
                        poczuła że koszty odejmowałyby pieniądze służące życiu dziecka, i czegoś by ją
                        to nauczyło (zmusiło by do sztuki porozumiewania).

                        magdacan napisała:
                        >nie przychodzi do swojej Ex po to,zeby spotkac sie z corka. On
                        >przychodzi tam po to,zeby dowalic matce dziecka.Pokazac kto jest
                        >tutaj gora. Gdyby zalezalo mu na dziecku zachowal by sie zupelnie
                        >inaczej.
                        Czyli jak?
                        Rozumiem że sugerujesz, że na żądanie matki dziecka ojciec ma się usunąć na bok
                        i wcale nie odwiedzać. (jak powyżej)
                        Ja rozumiem, że moja b.Pani robi wszystko aby ukazać siebie jako osobę
                        prześladowaną - myśląc, że może żądać od ojca swego dziecko wycofania się z
                        życia dziecka. Jednoczesnie jest ślepa na cierpienia jakie zadaje dziecku.
                        Magdacan - właśnie ustawiasz sie po stronie typu matek odgradzających siłą
                        dziecko od drugiego rodzica, szukając bylejakiego pretekstu. Z taką postawą nie
                        da się polemizować. A tak na boku, jak już się powołujesz na kanadyjskie prawo -
                        to jak w Kanadzie prawo traktuje matki utrudniające kontakt dziecku z ojcem.

                        >
                        • kini_m Re: Agamagda 28.09.05, 19:09
                          agamagda napisała:
                          >Tak, byłabym wdzieczna za uczciwą odpowiedz...
                          Oto proszę.
                          >Jaką ty masz hierarchia wartości?
                          Odpowiedzialną hierarchię. Wywiązuję się z rodzinnych i poza rodzinnych
                          obowiązków. Z Twojej wypwiedzi Aga wynika, że Ty wywiązujesz się tylko z
                          rodzinnych kosztem wszystkiego innego. W takim razie zapewne co chwila wywalają
                          Cię z pracy, albo przekłamujesz tu rzeczywistość. Albo raczej nadal żyjesz
                          baśniami w stylu śpiącej królewny.
                          >Powiem Ci że mój mąż (pierwszy) jechał 19 godzin samochodem, gdy
                          >dowiedział się ze jestem chora.
                          Niewątpię. Zapewne zrobił to dokładnie tak samo jak ja - czyli wrócił jak tylko
                          mógł najprędzej odpowiedzialnie, dopiąwszy wpierw wszystkie inne obowiązki.
                          >Mój drugi mąż, poszedł na wychowawczy, gdy było zagrozenie zdrowia
                          >naszej córeczki...No ale Ty tego nie zrozumiesz..."
                          Moja Droga. Ja wychowanniem córki zajmowałem się przez 1,5 roku podczas gdy
                          moja b.Pani po 0,5-rocznym urolpie wróciła do robienia swojej kariery. Ja sie w
                          tym czasi ezajmowałem córką. (Nie było żadnej innej opieki dla dziecka - ani
                          opiekunek, ani dziadków, ani żłobka którego jedynie spróbowaliśmy przez 2
                          tygodnie. Duchy też się nie zajmowały córką.) Niestety nie wiem czy Ty to
                          zrozumiesz.
                          >Powtórzę - spaczasz psychikę dziecka - nie wiem, czy twoja ex zona
                          >również bardziej czy mniej, nie jestem sędzią - nie wiem.
                          >Wiem jedno, cyrki jakie Ty sam opisujesz - niszczą dziecko.
                          Bardzo ciekawa jest Twoja opinia.
                          Wg Ciebie płacz dziecka wywołał widok ojca, nie natomiast zakaz zbliżania się
                          do niego. Chyba chcesz na siłę przewartościować do góry nogami świat dziecka.
                          Ty naprawdę z uporem maniaka chcesz udowodnić że odgradzanie dziecka od ojca
                          jest uzasadnione.
                          Wg Ciebie widok ojca do którego ciągnie dziecko spacza psychikę tego dziecka.
                          Natomiast odrywanie go siłą przez matkę od ojca, zabranianie kontaktów przez
                          matkę - wg Ciebie to wcale nie spacza psychiki.
                          Idąc dalej wg Ciebie wzorcowym przykładem jest usunięcie się ojca z życia
                          dziecka (jeśli matka tego zażąda - bo moja b.Pani tak właśnie czyni).
                          Nie chciałbym aby w takim modelu było wychowane jakiekolwiek dziecko - także
                          Tobie tego nie życzę.
                          > Tyle piszesz o swoich odczuciach, swojej Pani itd, itp, a całe twoje
                          > zachowanie jest tylko i wyłączenie skupine na Twoim Ego. Gdzie tu jest
                          > miejsce na dobro dziecka, czy gdy jeszcze istniała, dobro twojej rodziny?
                          Dobro dziecka - ostatnio mogłem się starać tylko aby moja córka nie straciła
                          mnie z pola widzenia (choć raz na jakiś czas - przez okno, przez płot).
                          Niestety po groźbie mojej b.Pani: "Jeśli jeszcze raz będziesz próbował
                          odwiedzić córkę, to wyjadę z córką tak, że w ogóle nas nie znajdziesz" - także
                          i to stoi pod znakiem zapytania.
                          Dobro rodziny - dbałem nawet po rozstaniu mając na wzgledzie aby córka chociaż
                          przez jakieś krótkie momenty miała nas oboje dla siebie - proponowałem wspólne
                          wycieczki, rajdy rowerowe, wyjścia na pizzę. Przez jakiś okres (listopad-
                          grudzień) nawet moja b.Pani z chęcią na to przystawała. Niestety wystarczył
                          jeden konflikt aby zerwała te wszystkie inicjatywy. To przykre że ona za
                          jakikolwiek konflikt odgraża się na innych polach działania. Wg mnie to po
                          prostu niedojrzałość psychiczna lub głęboka patologia.
                          Dla dobra rodziny - namawiałem nieraz też moją b.Panią na terapię rodzinną w
                          celu dogadywania się w kwestiach dziecka, nawet exowie mogą w tym uczestniczyć.
                          Do dzisiaj nie uzyskałem na to pozytywnej odpowiedzi.
                          > nie wiem, czy twoja ex zona również
                          > bardziej czy mniej [spacza psychikę dziecka]
                          Ona ani razu nie zaprzeczyła faktom które podaję (choć odnosiła się do mnie
                          nieraz). Milczenie i schowanie głowy w piasek mówi samo za siebie. Więc jeśli
                          tego nie dostrzegasz - to co właściwie dostrzegasz, Aga? Myślę że Twoje
                          podejście cechuje wybiórczość i chcesz krytykować tylko jedną stronę,
                          całkowicie przemilczawszy niegodone zachowania matki (wobec dziecka).

                          Aga, w Twoim (i też innych osób) stylu odnoszę wrażenie, że dbanie o dobro
                          córki winienem podporządkować wizji matki. A więc chyba nawet bardziej dbać o
                          matkę niż o córkę. To dla mnie bardzo zastanawiające... Widzę na forum, że
                          matki które rozeszły się z exem we w miarę "zdrowy" sposób, nie wciągając
                          dziecka w konflikt - przekazują czas opieki nad dzieckiem exowi i się na ten
                          czas nie ingerują. Natomiast czyżby w matce, która nadal chce oddziaływać w
                          każdym calu na więź exa z dzieckiem - nie tkwiła nadal chęć wpływania na jego
                          życie, czyli nadal trwa silny związek emocjonalny matki do ojca jej dziecka.
                          (Nawet jeśli to objawia się tak agresywnie.)
                          Styl zachowania matki: nie pozwolę ci z córką dopóki ... (i tu niemerytoryczne
                          żądania) - jak dla mnie właśnie o tym świadczy.
                          Od razu oddalę podejrzenie o brak zufania matki do ojca dziecka - bo ona wie,
                          że dobrze się zajmuję córką, a nieraz dwiema dziewczynami (+jej jeszcze młodszą
                          kuzynka, przy której opiece pomagam na codzień). Wymyślanie jej podejrzeń o tle
                          seksualnym najlepiej świadczy o oderwaniu jej zarzutów od rzeczywistości.
                          Znaczyłoby to że jej zachowanie to zwykły szantaż. A szantaż -pomijając jego
                          patologiczne uwarunkowanie- świadczy o nadal trwającym związku emocjonalnym, od
                          strony osoby szantażującej. A dobrze winniśmy sobie zdawać sprawę, że
                          zachowania agresywne (Nimi prezentowała je bezpośrednim atakiem nawet na forum)
                          są często kamuflarzem dla własnych słabości ku jakiejś osobie. Agresja jest
                          formą wyrażenia emocji -często spowodowanego nie przez jej adresata- natomiast
                          nie wyraża podstawowego uczucia. Inne matki tutaj wyrażają niechęć do exa bez
                          takiej agresji.

                          Bardzo mi smutno za styl w jakim się do mnie zwracasz. Mam nadzieję, że
                          następnym razem gdy pozstawisz zarzut (np. "egocentrykiem, Twoim Ego") lepiej
                          go uzasadnisz, albo urzyjesz bardziej kulturalnej formy, zanim tak zareagujesz.
                          Nawet z wolności słowa należy korzystać z umiarem.
                          Aga, smutno mi że zajmujesz tyle czasu na drugorzędne zarzuty, starając nie
                          dostrzec największej niegodziwości tej matki do własnego dziecka. Przyznam, że
                          to upokarzające odczucie gdy moja córka płacze bo jest oderwana od najbliższej
                          osoby (właśnie - znacznie lepiej się z nią rozumiałem, niż matka, która okazało
                          się że nie rozumie podstawowych potrzeb tego dziecka, matka która traktuje
                          dziecko jako własność nigdy nie będzie mu bliską psychicznie osobą;
                          przywiązanie to nie miłość), a Ty stajesz po stronie takiej nieczułości,
                          szukając uzasadnień na taką postawę matki.

                          (już 53 dni od ostatniej możliwości spotkania z córką)
                          • ann_mart Re: Agamagda 29.09.05, 08:21
                            Kini cz Ty nie rozumiesz, że w Twoje historie nie wierzymy??? Że możesz pisać
                            co chcesz a nabierze się na to jedynie 2% czytających??
                            I to nie znaczy, że wierzymy Nimi - po prostu jesteś niewiarygodny. Daj se siana
                            • agamagda Re: Agamagda 29.09.05, 17:21
                              Dzięki Ann_Mart wyraziłaś dokładnie, to co chciałam powiedzieć Kiniemu.
                        • marripossa Re: Mrs_ka, Magdacan 28.09.05, 23:30
                          A tak na boku, jak już się powołujesz na kanadyjskie prawo
                          > -
                          > to jak w Kanadzie prawo traktuje matki utrudniające kontakt dziecku z ojcem.
                          >

                          Sad moze wydac wyrok zeby przekazywanie dziecka odbylo sie w asyscie policji
                          jesli jeden rodzic odmawia wizytacji. Z takim wyrokiem policja moze wejsc do
                          domu, w ktorym przypuszczalnie dziecko przebywa, o kazdej porze dnia i nocy,
                          dom przeszukac i dziecku wydac drugiemu rodzicowi. Tylko i wylacznie jednak,
                          jesli lezy to w interesie dziecka i dziecka niepotrzebnie nie stresuje. W
                          praktyce stosuje sie rzadko. Trzeba udowodnic, ze dziecko chce sie widywac z
                          drugim rodzicem a rodzic z ktorym mieszka zlosliwie i bez powodow odmawia.
                          • dorota9620 Re: Mrs_ka, Magdacan 29.09.05, 09:39
                            To jeszcze ja się dołączę.Może to co napiszę nie spodoba się niektórym ale
                            jestem najlepszym przykładem dziecka, którego mama "na siłę" oduczała obecności
                            taty po ich rozwodzie.Efekt był taki , że nie rozmawiałam z nim przez 15 lat
                            mimo , że mieszkaliśmy w tej samej miejscowości.Kiedyś mi powiedział mając dość
                            walki z moją mamą: " Jak będziesz dorosła sama zdecydujesz czy chcesz abym
                            uczestniczył w twoim życiu".
                            Dziś mam już swoją rodzinę ale od 6 lat także i ojca. I jestem ogromnie
                            szczęśliwa, że mam w końcu tatę, za którym tak bardzo tęskniłam gdy byłam
                            dzieckiem.Niestety tych lat nikt mi nie zwróci i mimo , że kocham też moją
                            mamę, żal we mnie pozostanie już na zawsze.
                            Dlatego drogie mamy zapomnijcie czasem o sobie, a pomyślcie o maluchach, dla
                            których już sam rozwód jest wielką tragedią. A potęgowanie cierpienia zakazami
                            kontaktów z tatą to już jest okrucieństwo!

                            P.S. Oczywiscie mam na myśli "normalnych" ojców.
                            • magdacan Re: Mrs_ka, Magdacan 29.09.05, 18:42
                              Powiedz mi kini co osignales takim zachowaniem jakie sam opisales.Widziales sie
                              z corka pare minut przez szybe?. O to Ci chodzilo? Jezeli nie to po co tam
                              jechales? Jeszcze nie dotarlo do Ciebie, ze w ten sposob nic nie osiagniesz?.
                              Nie zawsze udaje sie cos osiagnac na sile. Jeszcze pare takich wizyt i bedziesz
                              sie wlasnej corce kojarzyl tylko ze stresem i z przemoca. Nie tedy droga. Co
                              bym zrobila? Odczekala bym jakis czas az emocje opadna i wtedy na spokojnie
                              porozmawialabym z matka dziecka. A przede wszystkim spytalabym psychologa co
                              DLA DZIECKA byloby najlepsze. A tak na marginesie widze, ze bardzo Cie boli
                              fakt, ze nie mozesz sie dostac na forum przemoc w rodzinie. No niestety to
                              forum jest dla ofiar przemocy a nie dla sprawcow.
                              • kini_m Magdacan 29.09.05, 19:48
                                magdacan napisała:
                                > fakt, ze nie mozesz sie dostac na forum przemoc w rodzinie. No niestety to
                                > forum jest dla ofiar przemocy a nie dla sprawcow.
                                Wybacz ale tym razem może będę nieelegancki:
                                Ilu na tamtym forum tak naprawdę jest sprawców, a ile ofiar... - a widzisz
                                czołg w moim oku? Mam w tym momencie ochotę zacytować niektóre dziewczyny z
                                naszego forum: "buhahahaha".
                                No, ale wróćmy do konwenasów.
                                To że nie przytaczam form przemocy jakie używa moja b.Pani - wynika z moich
                                zasad. Bronię się, komentuję, ale nie mam zamiaru wypominać agresji - bo
                                agresor nigdy tego nie zrozumie, zaś ja w tej kwesti nie poszukuję współczucia -
                                tak zazwyczaj czynią przemocowcy.
                                Zresztą, jeśli Ty sama nie dostrzegasz że wciąganie dziecka w walkę
                                (ograniczanie kontaktu tęskniącemu dziecku) jest przemocą - to dyskusja będzie
                                bezefektowna przy takiej znieczulicy.

                                > Powiedz mi kini co osignales takim zachowaniem jakie sam opisales.Widziales
                                > sie z corka pare minut przez szybe?. Jeszcze nie dotarlo do Ciebie,
                                > ze w ten sposob nic nie osiagniesz?. Nie zawsze udaje sie cos osiagnac na
                                > sile. Jeszcze pare takich wizyt i bedziesz
                                > sie wlasnej corce kojarzyl tylko ze stresem i z przemoca.
                                Owszem, z przemocą matki i babki. To dziecko już ma własne oczy i widzi kto zaś.
                                Nie dam córce jednej rzeczy - biernego przyzwolenia na wychowawcze
                                odziedziczenie postawy niepartnerskiej.
                                To odziedziczyła moja b.Pani która u siebie w domu ma matkę heterę i ojca na
                                którym nie da rady się wesprzeć w trudnej sytuacji (kiedyś teściowa namówiła
                                teścia żeby wywalili córkę z domu na bruk - miesiąc przed maturą, sic!).
                                Wychowana w takim modelu Pani - nie dziwi że w rodzinie którą stworzyła - dziś
                                odruchowo uważa ojca (jej córki) za niepartnera do dyskusji. Dziecko nie może
                                wiedzieć że każde któreś z rodziców jest podporządkowane drugiemu. Taki model
                                podświadomie odziedziczyła moja b.Pani - i na takie wychowanie nie wydam córki.
                                Takie wychowanie doprowadziło nas do miejsca w którym jesteśmy.
                                Dziecko musi widzieć, że choćby drugi rodzic był upodlany, odgradzany, był
                                obiektem zakazów - to jednak mieć świadomość że tam za płotem jest inny
                                normalny świat, w którym nie rządzi babka z ograniczającą matką.
                                Że jest tam rodzic, który stanie za nim jak lew i będzie walczył o to co
                                dziecku naturalnie potrzebne (własne potrzeby dziecka), a nie był rodzicem
                                wymyslającym bolące zakazy. Krócej: nie wydać dziecka na pastwę.

                                > Nie tedy droga. Co
                                > bym zrobila? Odczekala bym jakis czas az emocje opadna i wtedy na spokojnie
                                > porozmawialabym z matka dziecka.
                                Niestety. Historia wydarzeń po rozejściu ukazuje że każde porozumienie wydaje
                                się niestabilnym. Pisałem nieco powyżej co po rozstaniu jeszcze proponowałem
                                (wycieczki, wspólne wyjścia na pizze, itp) - ona się na to godziła. Ale daj mi
                                być człowiekiem - ja też czasem poruszam konfliktowe klimaty - za to że
                                poruszyłem coś jej niemiłego oddzieliła nas totalnie z córką. Nie zamierzam
                                udawać świętego który znosi wszystko bez słowa komentarza (przemocowcy sie za
                                takich uważają). Jeśli "wytarguję" coś z dzieckiem, a ona pod wpływem
                                jakiegoklwiek wygodnego jej pretekstu to za chwilę odbiera...
                                Powiem inaczej: przez 3,5 roku ćwiczyłem przy niej cierpliwość (dziś już wiem
                                że błędem jest zaciskanie zębów na siłę) - ja chcę też po ludzku rozmawiać a
                                nie tylko wiecznie się podkładać.
                                Jeszcze inaczej: kobieta ma hustawki emocjonalne - to zrozumiałe, zwłaszcza
                                wychowana w trudnych warunkach. Ale taka która nie umie z tym wyhamować,
                                przeginając ostro przez odciskanie się z tym na dziecku - przestaje powoli być
                                zrównoważnym podmiotem do dyskusji. Niestety na pewnym poziomie (np.
                                krzywdzenie dziecka przez odgradzanie) - zaczynam powątpiwać w sensowność
                                dyskusji. Dlatego próbowałem dać siebie córce, bez podporządkowywania się
                                wyobrażeniom jej matki.

                                > A przede wszystkim spytalabym psychologa co
                                > DLA DZIECKA byloby najlepsze.
                                Psycholog już swoje powiedział. Opisałem to na wątku "tata".
                                Zresztą to chyba oczywiste co najlepsze dla dziecka - rodzicowi który nie umie
                                zrozumieć podstawowych potrzeb dziecka i traktuje je jako własność - odebrać to
                                dziecko. Tylko pamiętaj że jestesmy w Polsce, a tu psychologowie jeszcze nie
                                wierzą że model rodziny się zmienia i ojcowie (niektórzy) biorą się za opiekę
                                nad dzieckiem, i nie traktują dziecka tak przedmiotowo.

                                PS: aż tak bardzo nie płaczę za "przemocą w rodzinie", zbyt dobrze sobie zdaję
                                sprawę z klimatu samooszukiwania się na tamtym forum.
                                • kini_m ..... 02.10.05, 18:12
                                  Na wstępie przepraszam za poprzednią ironię pod adresem "przemocy w rodzinie."
                                  Nie chcę aby ta ocena była odebrana jako generalizacja. Każdy przypadek zawsze
                                  trzeba rozstrzygać indywidualnie i jak najszerzej. Więc moje przeprosiny
                                  dotyczą tych które są faktycznie ofiarami tej przemocy. Natomiast te które są
                                  jej sprawcami, a starają się podawać za ofiary, na dodatek jeszcze rozwalając
                                  życie dzieciom, a wręcz wspieraja w tym jeszcze inne osoby - tych dotyczyło
                                  moje poprzednie odczucie, i w tych przypadkach trzeba przejrzeć na oczy.
                                  Zjawisko to istnieje - potwierdza to wiadoma osoba.

                                  Co do moich odpowiedzi, trudno doczekć się jednej, składnej i zadowalającej, bo
                                  w waruknach wytworzonych przez moją b.Panią:
                                  a) Nie ma dobrego wyjścia, jest tylko mniejsze zło. Trzeba sobie to jasno
                                  powiedzieć. Jeśli moja b.Pani twierdzi na innym forum, że jej rozwiąznie jest
                                  jedyne i najlepsze dla córki - to tylko współczuję tym, którzy w to wierzą.
                                  Aha - zdaję sobię sprawę, że ona próbuje wmówić innym osobom, iż ja rzekomo
                                  groziłem porwaniem córki. Za wymysły jej wyobraźni nie odpowiadam. Mogę tylko
                                  nazwać to zjawisko - odbicie lustrzane, tzn swoje własne błędy (np.porwanie
                                  dziecka) stara się dopatrzeć po drugiej stronie. To samo dotyczy całokształtu
                                  opowieści przemocy.
                                  b) Sam bym chciał dać w pełni uzasadnioną odpowiedź. Ale wskutek ww
                                  okoliczności (możliwość jedynie "mniejszgo zła") nie da się tego zrobić, a
                                  dokładając moje najlepsze chęci - wychodzi że każda próba mojej odpowiedzi
                                  zawsze będzie wyglądała na niezadowalającą.
                                  c) Moja sytuacja jest ekstremalnie trudna psychicznie, ze względu na niemożność
                                  pomocy własnemu dziecku, którego cierpienia widać jak na dłoni. Zdaje się że
                                  tylko jedna z forumowiczek przeżyła kiedyś coś podobnego (zabrał dziecko i nie
                                  oddał). Dodatkowo niemało dziewczyn tutaj lubuje się w "kopaniu leżącego" jeśli
                                  tym leżącym jest ojciec. Takie okoliczności wywołują też u mnie zachowania
                                  obronne - a to nie ułatwia prowadzenia dyskusji na najskuteczniejszym poziomie.

                                  Zdaję sobię sprawę, że jest niejako oczekiwnie (mojej b.Pani, części
                                  forumowiczek) żeby facet się przyznał że popełnił błąd, że już więcej nie
                                  będzie krzywdził matki dziecka, że jest winny, już wie co ma zmienić, itp - to
                                  wtedy może inaczej ona podejdzie. Ja to dobrze czuję. Niestety w praktyce to
                                  wygląda tak, że osoba która ma takie oczekiwanie (zapatruje się jedynie w
                                  negatywy) jest osobą która nie umie budować trwałych wartości w życiu, a
                                  jedynie zaspokaja swe braki emocjonalne poprzez dowartościowywanie się na innej
                                  osobie/-ach (np. stałe oczewkiwanie przeprosin nawet za rzeczy które się nie
                                  wydarzyły). Takie oczekiwanie zawsze jest brakiem emocjonalnym umysłu u takiej
                                  osoby. I pod tym nie kryją się żadne prawidłowe perspektywy.

                                  Trzeba sobie jeszcze jedno jasno powiedzieć - sugestia odczekania jakiegoś
                                  czasu na lepszy klimat na rozmowę jest po prostu sugestią grania na zwłokę i
                                  próbą podporządkowania stosunków ojciec-dziecko wizji wychowawczej matki.
                                  Inaczej mówiąc: myślę że jeśli da się jakiś czas zawieszenia kontaktów z
                                  dzieckiem to ona użyje to przeciw ojcu - na zasadzie: "dasz palec - weźmie całą
                                  rękę." A na dokładkę zaraz potem w sądzie zarzuci że zapomniałeś na jakiś czas
                                  o dziecku, więc się nim nie interesujesz. Magda, czy ja wyglądam na kretyna
                                  żeby się na coś takiego dać złapać? - żeby później w sądzie obróciła to
                                  przeciwko kontaktom ojca i dziecka.
                                  Ona nie pierwszy raz tak robi.
                                  Przykład: żeby za nią pojechać (tam gdzie studiowała) i założyć z nią rodzinę
                                  zrezygnowałem z możliwości dobrej pracy (dla mnie wymarzonej, zgodnej z moją
                                  wąską specjalizacją). Pojechałem w ciemno, bez żadnych innych znajomości, nie
                                  mając tam żadnych ofert pracy. Było ciężko - prace czasowe, dorywcze, po kilka
                                  miesięcy, czasem jako agent bez zapłaty, po prostu upokorzenie - własnym
                                  wykształceniem w nowym miejscu mogłem sobie tyłek wytrzeć, biegałem tylko po
                                  całym mieście i okolicy z moimi CV - chyba zdajesz sobie sprawę jak to bywa.
                                  I co dzisiaj słyszę, co jest w zeznaniach mojej b.Pani. Cytuję z protokołu
                                  przesłuchania: "Ja i cała rodzina wyszukiwaliśmy pozwanemu ofert pracy ale on
                                  wiele z nich odrzucał uważając że są mało ambitne", a w jej apelacji: "nie dbał
                                  o utrzymanie rodziny". Ona nie cofa się przed jakimkolwiek upokorzającym
                                  wypaczaniem rzeczywistości. Dla zdrowego człowieka pytanie: jak niby rodzina
                                  która jest oddalona o 150 km w całkiem innym województwie może szukać pracy w
                                  obcym mieście? Poza tym ta dziewczyna umyślnie myli oferty pracy na
                                  ogłoszeniach w szkole dla studentów -za których nie płaci się ZUS- z realnym
                                  rynkiem pracy. Ona to pomija świadomie, bo choć wielokrotnie jej to tłumaczyłem
                                  że te ofery z jej szkoły są dla normalnego człowieka po studiach nierealne, to
                                  mimo tych tłumaczeń nadal w sądzie plecie te ww bzdury. I zapewne podobnie
                                  kłamstwa szerzy na forum "przemoc w rodzinie" - tylko kto ma szansę to
                                  rozróżnić?

                                  Tak jeszcze nawiązując do wyczekania na dobry czas do rozmowy:
                                  Dobrze jest podać tu przykład jednej z moich rozmów z moją b.Panią z okresu po
                                  rozstaniu, gdy jeszcze było w miarę spokojnie. Zdając sobie sprawę z
                                  przenoszenia przez nią konfliktów - SPECJALNIE WYCZEKAŁEM na moment gdy niczym
                                  nie będziemy poróżnieni i powiedziałem jej na spokojnie moje obawy (cytuję, bo
                                  dokładnie pamiętam): "Obawiam się że zrobisz ze mnie weekendowego ojca."
                                  Cóż usłyszałem w odpowiedzi, od wcale zdawałoby się spokojnej osoby:
                                  "A tak! Tak ci zrobię i już!"
                                  Skomentuję to tak - moja b.Pani przeżywa kryzys który trwa dawno od czasów
                                  zanim jeszcze się poznaliśmy. Konflikty między nami tylko wyciągnęły go na
                                  wierzch, a nie stworzyły ten kryzys. Widziałem to przez 3,5 roku trwania
                                  związku (z łącznego czasu 5 lat). Łudziłem się tylko że można tego uniknąć. Ale
                                  to była nierealna nadzieja - bo w każdym związku są konflikty i te konflikty to
                                  wyciągną.
                                  (Poza pójściem w otwarty konflikt są zazwyczaj jeszcze inne wyjścia - np.
                                  poddanie się dyktatowi takiej niezaspokjonej osoby lub ucieczka w alkoholizm -
                                  przy mojej osobowości ja nie pójdę w takie patolgie. Ale w taką drogę poszedł
                                  właśnie mój teść. Ma rodzinę która jest praktycznie fikcją - o wywalaniu u nich
                                  dziecka na bruk już poprzednio pisałem.)
                                  W takich warunkach nie da się zaplanować odczekania na sensowną rozmowę z
                                  matką - bo można czekać kolejne 20 lat na dojrzałość takiej osoby, a może wcale
                                  nie dojrzeje.
                                  Ona wie że cały czas jestem gotowy do rozmów - podjęcie bądź odrzucenie jest
                                  już jej wyborem (odrzuciła mediację, nie przyjmuje terapi rodzinnej - co było
                                  sugestią psychiatry). Natomiast przyjęcie postawy: nie drażnijmy misia - (co
                                  sugerujesz) jest niepoważne dla dorosłego człowieka, to spychologia.

                                  Myślę że umiejętność rozumienia problemów i szanse na porozumienie (nawet po
                                  odczekaniu) przez moją b.Panią wystarczająco tu zobrazowałem. Moje stanowisko o
                                  córce jest jasne - opieka naprzemienna - jeśli ona chce się dogadać, odpuścić
                                  swój dyktat. Natomiast jeśli ona chce toczyć walkę dzieckiem, okazywać córce
                                  brak empati - to córka winna zostać jej odebrana. Mówiłem w sądzie, powtórzę i
                                  tutaj: ja nawet mając córkę u siebie nie zamierzam mojej b.Pani utrudniać
                                  dostępu do córki. Ale tylko u mnie córka będzie miała zaspokojone potrzeby
                                  psychiczne na poziomie jaki będzie jej potrzebny aby nie płakała.
                                  Aha - propozycja opieki naprzemiennej będzie tylko tak długo aktualna, jak
                                  długo będę widział że moja b.Pani podejmie ją dobrowolnie, a nie w sytuacji
                                  podbramkowej. A jej sytuacja się utrudnia - bo w postanowieniu sąd nakazał
                                  zobowiązanie matki do wydawania dziecka. Ja takiego nakazu zwrotu dziecka nie
                                  dostałem w postanowieniu - to znaczy że sąd już widzi że ona ma "nagrabione"
                                  przy dziecku (a w apelacji wątpię czy cofną jej ten nakaz.)
                                  pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka